Genesis / Olśnienie (Poul Anderson)
Nie jestem zwolennikiem idei łączenia kilku powieści w jednym tomie – zazwyczaj mam wtedy wrażenie, że ktoś próbuje mnie zrobić w konia, oferując dobry tekst otoczony kolejnymi, już nie tak dobrymi, czy wręcz zupełnie złymi. Oczywiście chwyt marketingowy to znakomity – wszak po co taszczyć cztery tomiszcza zamiast jednego – ale z perspektywy czytelnika bywa z tym różnie. Genesis/Olśnienie Poula Andersona podpada pod podobną kategorię – bowiem w jednej książce otrzymujemy dwie powieści. W przeciwieństwie jednak to wyżej wymienionych przypadków, nad tą propozycją warto chwilę się zastanowić, gdyż dla miłośnika SF stanowić może bardzo interesujące wydawnictwo.
Na tom składają się teksty różniące się niemal wszystkim: Olśnienie pochodzi z początków kariery Andersona i zyskał miano kultowego; Genesis natomiast, datowany na rok 2000, przyniósł mu nagrodę Campbella. Czytelnik otrzymuje tym samym wydawnictwo przekrojowe: nie tylko na tle twórczości samego pisarza, ale literatury SF w ogóle. Trudno bowiem nie odnieść wrażenia, że te dwa teksty obrazują dość odmienne podejście do kwestii gatunku. Dlatego bardziej niż opisywać, postaram się je skonfrontować ze sobą, porównując sposoby budowania fabuły, kreacje bohaterów i styl.
Fabuła
Genesis to rozpisana na tysiące, a wręcz miliony lat opowieść o Ziemi poddawanej nieustannym zmianom. Poznajemy astronautę Christiana Brannocka, który decyduje się na przeniesienie swojej osobowości do sztucznej inteligencji, by móc poznawać galaktykę. Widzimy Laurindę Ashcroft, która łączący się z superkomputerem Terra Cental. Widzimy wreszcie, po tysiącach lat, Gaję – element galaktycznego mózgu – której działania budzą niepokój jednostki centralnej. Z misją sprawdzenia, co dzieje się na Ziemi, wysłany zostaje SI Wędrowiec, w pamięci którego bytuje świadomość Christiana.
Na tym tle Olśnienie wydaje się kameralne: oto którejś nocy, po opuszczeniu przez planetę pewnego obszaru przestrzeni kosmicznej, wszystkie stworzenia na Ziemi rejestrują nagły przyrost inteligencji; z początku ta zaskakująca zmiana przyjmowana jest z niepokojem pomieszanym z radością – któż bowiem nie chciałby być geniuszem? Co się stanie jednak, gdy wszystkie osiągnięcia ludzkości okażą się prymitywne, a zwierzęta na farmie – niezwykle inteligentne?
Z pozoru wydaje się, iż to późniejsza powieść niesie ze sobą większy potencjał fabularny – eksploracja kosmosu, ewolucja i degeneracja człowieka, motyw wielkiego mózgu, którego poszczególne części badają kosmos – rozmach tak zarysowanego uniwersum jest niewątpliwy. Dla mnie jednak to właśnie nieco skromniejsze Olśnienie okazuje się tekstem zdecydowanie ciekawszym, przede wszystkim z uwagi na konstrukcję. Jeśli na nią spojrzeć, okaże się, że obie opowieści są zbudowane w podobny sposób: bazują na dwóch, trzech głównych wątkach, rozwijanych symultanicznie i licznych mini epizodach, wprowadzających kontekst i dodatkowy punkt widzenia. We wcześniejszym tekście taki konstrukt sprawdza się znakomicie: obserwujemy z jednej strony perypetie zespołu naukowców i działaczy próbujących zaprowadzić spokój w nowym Jorku i wykorzystać nowe możliwości umysłu, z drugiej zaś egzystencję farmera, który wcześniej uchodził za opóźnionego w rozwoju, teraz zaś próbuje ułożyć sobie życie razem z bardzo inteligentnymi zwierzętami. Otrzymujemy więc dwa modele życia w świecie, w którym dawne zasady moralne i społeczne legły w gruzach, gdyż każdy zaczął je podważać. W końcu czemu taki robotnik ma harować przy mieszaniu cementu, skoro może na przykład rozmyślać nad konstrukcją robota zdolnego ów cement przygotować? Anderson te dwa wątki przetyka jednocześnie krótkimi informacjami, jak zmiana przyjęła się na świecie, prezentując choćby zaczątki buntu Czarnych w Afryce, lub wielką rebelię w Związku Radzieckim (akcja powieści dzieje się jeszcze w czasach Zimnej Wojny). I model ten sprawdza się doskonale, gdyż otrzymujemy szczegółową panoramę świata po katastrofie zupełnego geniuszu. Tymczasem w Genesis ten schemat się łamie; na początku nie ma bohatera, którego akcję można śledzić i się z nim utożsamić, zaś kolejne przeskoki czasowe od jednej cywilizacji do kolejnej zamiast budować atmosferę i rysować choćby wątły kontekst, po prostu dezorientują, wprowadzając wiele postaci, które następnie po prostu znikają. Dopiero w drugiej części powieści sytuacja się klaruje wraz z wysłaniem Wędrowca; kolejne wątki ładnie się wtedy zazębiają i uzupełniają. Nieco to rozczarowujące, zwłaszcza, że autor ma wiele ciekawych pomysłów i potrafi zaaranżować sytuacje działające na wyobraźnię, choć te nie są w założeniu bardzo efektowne (myślę tu zwłaszcza o rozmowach Wędrowca z Gają). Ostatecznie jednak ten rozmach, to rozciągnięcie wydarzeń na tysiące lat, stanowi raczej kłopot, niż zaletę. Olśnienie wydaje się po prostu bardziej spójne i klarowne.
Bohaterowie
Kolejny – w moim odczuciu – problem Genesis stanowią bohaterowie. Jak wspominałem wyżej, postaci pojawia się wiele, większość jednak ma nikłe znaczenie dla fabuły. Twarze przesuwają się jak w kalejdoskopie, bohaterowie, których akcje powinniśmy śledzić – Christian i Laurinda – szybko znikają nam z oczu i pojawiają się dopiero w drugiej części opowieści. A i wtedy muszą walczyć o naszą uwagę z Wędrowcem i Gają, których obecność stale wisi nad bohaterami i nad czytelnikiem. Mam zresztą wrażenie, że para SI stanowi zdecydowanie ciekawszy element całej układanki: ze swoim intelektem przewyższającym wszelkie ludzkie pojęcie i argumentacją wymykającą się prostej logice są obce i dalekie, a przez to również pociągające. Na ich tle główna ludzka para wydaje się nieco… blada i nijaka. Zwłaszcza biorąc pod uwagę końcową fazę ich znajomości…
Olśnienie wydaje się cierpieć na podobne schorzenie – multum postaci przewijających się przez fabułę – tutaj jednak ten element sprawdza się idealnie; otrzymujemy bowiem pełne spektrum postaw i działań, jakie może podjąć człowiek w obliczu zawalenia się dotychczasowego ładu: chęć eksploracji nowych możliwości, próby utrzymania porządku i budowy nowych struktur władzy, zamknięcie się w sobie, odseparowanie się od świata. W przeciwieństwie do Genesis, tutaj odmienność wyznawanych wartości widać na pierwszy rzut oka. Co więcej, motywacje bohaterów nie są przedstawiane w sposób jednowymiarowy i łatwo dostrzec w nich ambiwalencję – choćby kwestia ludzi, którzy przed zmianą byli ociężali umysłowo: jasnym jest, że i oni potrzebują dostosować się do nowych warunków, trudno jednak nie dostrzec pewnej protekcjonalności w ich traktowaniu. Takich elementów jest więcej; sprawiają, że postacie nie są tylko pustymi konstruktami, ale naprawdę można przejąć się ich losem (pomijając odosobnione przypadki, ale ideał wszak trudno osiągnąć).
Styl
Dochodzimy wreszcie do punktu, w którym czuć największy rozdźwięk między powieściami – do kwestii stylu i języka. Czytając Genesis bardzo szybko zauważymy, że tekst jest momentami bardzo hermetyczny, naszpikowany masą terminologii naukowej i technicznej. Samo w sobie nie jest to wadą – w końcu gatunek nie bez powodu ma w nazwie słowo „science”. Z pewnością zadowoleni będą fani hard SF, którzy lubują się w tego typu zabiegach i potrafią dostrzec błąd w wywodzie, który dla większości czytelników pozostaje czarną magią. I dobrze – bo Andersonowi nie można odmówić dobrych pomysłów, na czele z ideą galaktycznego mózgu. Gorzej, że ten natłok terminów w połączeniu z rwaną narracją i brakiem wyrazistych bohaterów po prostu przytłacza i staje się w pewien sposób pusty. Jak bowiem może mnie zainteresować szczegółowo opisany proces wyodrębniania jaźni Christiana z centralnej jednostki galaktycznego mózgu, skoro nie mogę się z tym bohaterem utożsamić? Nie wspominając już o kilku literówkach i błędach rzeczowych, jakie wkradły się do tekstu…
Olśnienie pod tym względem ponownie okazuje się lepsze. Na tle Genesis może wydawać się proste, momentami nawet naiwne; opisy nie mają w sobie takiej maestrii i szczegółowości, zaś kwestie naukowe czy czysto filozoficzne sprowadzone są do niezbędnego minimum, jednak dodatnio wpływa to na plastyczność wykreowanego świata i w ogólnym rozrachunku cała opowieść prezentuje się zdecydowanie lepiej, pełniej i bardziej spójnie. Tekst czyta się z przyjemnością, fabuła wciąga i nie przeszkadzają w tym nawet dziwne sposoby zapisu dialogów. Żeby jednak nie było zbyt słodko – mam wrażenie, że autor ma małe problemy z opisywaniem uniesień miłosnych; wyznania pełne są wzniosłych słów, patosu i dziwnego melodramatyzmu. Nie wiem, czy to kwestia tłumaczenia, czy też rzeczywiście Anderson miał taki zamiar, w każdym razie obie powieści dzielą ten mankament.
Na koniec powtórzę to, co napisałem we wstępie: książka Genesis/Olśnienie to ciekawe, przekrojowe wydawnictwo. Za cenę jednej powieści otrzymujemy dwa teksty, z czego jeden ujął mnie pomysłem i wykonaniem, drugi nieco rozczarował zmarnowanym potencjałem. Sądzę, że książka ta jest całkiem dobrą propozycją dla każdego fana SF – zarówno, jeśli chodzi o przyjemność z lektury, jak i prosty sposób, by sprawdzić, który model powieści bardziej do niego przemawia.
Piotr "Vivaldi" Sarota
dziękujemy wydawnictwu Solaris.

autor: Poul Anderson
tytuł: Genesis / Olśnienie
Tytuł oryginalny: Brain Wave and Genesis
wydawnictwo: Solaris
data wydania: listopad 2010
ISBN: 978-83-7590-055-2
liczba stron: 388
wymiary: 130 x 205 mm
okładka: twarda
cena det.: 49,90 zł



















































