Gryź, mała, gryź (Christopher Moore)
Kiedy przeglądałam recenzje poprzednich części serii, wpadła mi w oko dość ciekawa porada: by nie czytać tych książek w autobusach, tramwajach itp. Dlaczego? Otóż niekontrolowane wybuchy śmiechu mogą wzbudzić niejakie podejrzenia u współpodróżujących. Niestety, dowiedziałam się o tym poniewczasie, więc na własnej skórze poczułam zaniepokojone spojrzenia pasażerów pojazdów komunikacji miejskiej.
Ostatnio mam wrażenie, że cierpimy na przesyt wampirów. Są wszędzie — w filmie, książce, grze. Znajdą się i w horrorze, i w dramacie, a już szczególnie w romansie. Dlatego za szczęście muszę uznać, że trafiła w moje ręce pozycja tak zabawna i lekko traktująca krwiopijców, jak ta.
Christopher Moore to znany i ceniony amerykański pisarz. W Polsce zabłysnął między innymi Barankiem, Najgłupszym aniołem czy też serią o wampirach. Często jego humor i styl pisania porównywane są z właściwymi Terry’emu Pratchettowi, niekoniecznie jest to jednak prawdą. Gryź, mała, gryź to trzecia już pozycja z wyżej wymienionego cyklu (poprzednie to Krwiopijcy i Ssij, mała, ssij).
Książka to kontynuacja przygód Jody i Thomasa. Nie będę streszczać poprzednich części, gdyż zepsułoby to zabawę czytelnikowi, skupię się więc na tej. Wszystko zaczyna się od zamiany naszej dwójki bohaterów w brązowe posągi, wyjazdu Elijaha razem z niebieską prostytutką z San Francisco, przemiany Zwierzaków z powrotem w ludzi i ogólnego, chwiejnego spokoju. Nawet nie pytajcie, o co chodzi. Sama, będąc bez znajomości wcześniejszych tomów, poczułam się wrzucona w jakiś zwariowany wir. Trzeba jednak przyznać, że szybko można się w akcji rozeznać i delektować historią.
Idąc dalej tropem fabuły: okazuje się, że jednak nie wszystkie wampiry opuściły miasto, jak to zostało uzgodnione z policją. Jakimś cudem kot Chet dostał od losu niecodzienną szansę w zestawie z wampiryzmem. Dzięki przemianie umysł zwierzątka rozwija się niezwykle szybko, coraz bardziej przypominając ludzki. Budzi się w nim chęć zemsty na swoich największych wrogach, czyli psach i ludziach — postanawia działać. Tworzy więc, na początku nieświadomie, armię kotów-wampirów, która, rozrastając się w zastraszającym tempie, zagraża miastu. W końcu każdy jeden może „wyssać na proch” inne żywe stworzenie, cóż więc potrafi zdziałać cała chmara głodnych kotów? Na domiar złego, do San Francisco przybywają także inne dzieci Elijaha, najstarszego z wampirów, z zamiarem posprzątania po swoim ojcu.
Przyznaję, że książka jest niesamowita. Już pierwsze zdania zapowiadają, jak dobrze możemy się bawić: Z pamiętnika Abigail von Normal, zastępczej pani nocy w Greater Bay Area. W mieście San Francisco grasuje duży ogolony kot-wampir o imieniu Chet i tylka ja, Abby Normal, rezerwowa pani nocy w Greater Bay Area, i mój kochanek z fryzurą rodem z mangi, Pies Fu, stoimy pomiędzy wygłodniałym monstrum a krwawą masakrą ludności. Ale właściwie sprawa nie przedstawia się tak źle, jak mogłoby się wydawać, bo ludność w sumie jest do dupy. Możecie mi wierzyć, że ten fragment musiałam przeczytać kilka razy, by samą siebie przekonać, że nie mam zwidów. Książka niemal naocznie ocieka humorem, absurd goni szaleństwo i nawet, jeśli przekleństwa nie są rzadkością, to jak w mało której powieści, idealnie tu pasują.
Pisarz nie dość, że stworzył ciekawą i zaskakującą historię, której koniec nie całkiem dało się przewidzieć, to wykreował bardzo dobre postacie. Żadnej nie można określić mianem normalnej (przynajmniej nie z pokazanej perspektywy), jednak każda jest wyjątkowa, zabawna na swój sposób i dopasowana do otaczającego ją świata. Otóż mamy zbuntowaną gotycką nastolatkę, geniusza biologii, dwóch gliniarzy: jednego niczym wyjętego z filmu Faceci w czerni, drugiego wielkiego jak niedźwiedź, a przy tym geja, dalej jest Cesarz San Francisco, wampiry czy ogolony kot. Same niesamowitości, galeria zwariowanych postaci.
Już dawno nie miałam takiej przyjemności z lektury. Ubawiłam się lepiej niż oglądając komedię, porównywalnie ze śledzeniem występu dobrego kabaretu. Jeśli kogoś odrzucił opis na okładce poprzednich części: Doskonała humorystyczna powieść o seksie w wielkim mieście, życiu po śmierci i problemach z mieszkaniem w San Francisco. Love story dla kobiet z charakterem i samców beta, to niech nie da się zwieść. Ta książka to świetna parodia motywu wampira, mnóstwo uśmiechu i chyba tylko uparci mogliby odnaleźć w niej wielkie „love story”. Zachęcam do przeczytania, trudno by ją przegapić z tą jaskaworóżową okładką. Naprawdę kawałek dobrego nastroju, jeśli komuś nie przeszkadza język Moore’a.
tytuł: Gryź, mała, gryź
autor: Christopher Moore
wydawnictwo: MAG
ISBN: 978-83-7480-171-3
tłumaczenie: Jacek Drewnowski
oprawa: twarda z obwolutą
format: 125x195
liczba stron: 336
rok wydania: 16 czerwca 2010





















































Odpowiedzi
Wrażliwa na wulgarny język
Wrażliwa na wulgarny język bynajmniej nie jestem, a absurd mnie bawi, tak więc serię (nie tylko ostatni tom :P) przeczytam z chęcią.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna