Harry Potter i Kamień Filozoficzny (film)
Film Harry Potter i Kamień Filozoficzny obejrzałam po raz pierwszy jeszcze w podstawówce – i podobał mi się wtedy o wiele mniej niż obecnie. Jak przystało na zakochaną w powieści fankę oglądałam film głównie przez pryzmat wierności książce co do sceny i byłam oburzona każdym skrótem. Nie obraziłabym się zapewne, gdyby film trwał pięć godzin i oddawał każdy, najmniejszy nawet dialog.
Z perspektywy czasu i na powieść, i na adaptację potrafię spojrzeć już obiektywniej i muszę przyznać, że film w reżyserii Christophera Columbusa jest kawałkiem całkiem niezłego kina familijnego.
Na pochwałę zasługuje obsada – pamiętam jeszcze emocje, jakie budziły wszelkie informacje o aktorach, którzy wcielą się w bohaterów opowieści o młodym czarodzieju. Muszę przyznać, że w większości wybory były trafne, zarówno w kwestii ról dorosłych, jak i dziecięcych. Maggie Smith jako profesor McGonagall czy Robbie Coltrane w roli Hagrida to klasa sama w sobie. Idealnie dopasowani do swoich ról, a jednocześnie prezentujący prawdziwy aktorski kunszt. Alan Rickman jako złowieszczy Severus Snape idealnie odegrał swoją rolę, nadając jednocześnie mistrzowi eliksirów zupełnie nowy walor – fanki orzekły, iż niesympatyczny profesor o haczykowatym nosie i tłustych włosach jest… bardzo seksowny. Richard Harris wydawał się wręcz stworzony do roli Dumbledore’a, dyrektora Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Choć na ekranie jego postać pojawiała się o wiele rzadziej niż na kartach książki, jej obecność była wyczuwalna przez cały czas.
Ale nawet tak mistrzowska obsada w wypadku tego filmu stanowiła jedynie drugi plan. Na pierwszym musieli znaleźć się młodzi aktorzy, wcielający się w głównych bohaterów powieści. Tysiące czytelników drżały – jaki okaże się filmowy Harry Potter? Jak zagra? Efekt, muszę przyznać, był całkiem niezły. Daniel Radclife (Harry Potter), Rupert Grint (Ron Weasley), Emma Watson (Hermiona Granger) oraz Tom Felton (Draco Malfoy) naprawdę przypominali swoje książkowe pierwowzory, dobrze oddali ich charaktery i choć trudno powiedzieć, by ich gra aktorska była idealna, to jak na ich młody wiek było naprawdę nieźle.

Czym jednak byłby świat magii bez… świata? Harry Potter i Kamień Filozoficzny to historia młodego chłopca, sieroty, które w dniu jedenastych urodzin dowiaduje się, że jest czarodziejem, po czym trafia do szkoły magii w Hogwarcie, co całkowicie odmienia jego życie. Zanim jednak półolbrzym Hagrid dostarczy mu niezwykły list, Harry jest popychadłem w domu wujostwa Dursleyów. Rodzina Harry’ego, w postaci wuja Vernona, ciotki Petunii i kuzyna Dudleya także została oddana po mistrzowsku. Sceny z nimi były tak świetnie odegrane, iż w późniejszych częściach, w których sceny w ich domu zostały znacznie okrojone, wyraźnie odczuwałam brak zwariowanej rodzinki.
W końcu jednak Harry odkrywa swoje przeznaczenie i trafia do czarodziejskiego świata, który jest… naprawdę magiczny. Wizyta na ulicy Pokątnej, pełnej barwnych przechodniów i przedziwnych sklepów przyciąga, widz zwiedza niezwykłe okolice wraz z oczarowanym Harrym. Kupowanie różdżki czy wystawy pełne tajemniczych przedmiotów zapierają dech w piersiach – bo które dziecko nie chciałoby w takiej chwili znaleźć się w skórze Pottera? Prócz pięknej scenografii i charakteryzacji, nastrój dodatkowo podkreślała świetna muzyka skomponowana przez Johna Williamsa.
Dalej jest podobnie – pociąg rodem z innej epoki, imponujący budynek Hogwartu, w którym postaci na obrazach żyją własnym życiem, korytarzami spacerują duchy, a czekoladowe żaby uciekają przez, jeśli nie zje się ich odpowiednio szybko. A ponadto lekcje zaklęć, eliksirów czy latania na miotle. Wyobrażenie magicznego świata, do którego z przyjemnością trafiłoby współczesne dziecko.
Hogwart to jednak nie tylko barwne obrazy, dowcipne lekcje i zapierająca dech w piersiach magia. To szkolne problemy – nielubiany nauczyciel, trudne zadanie domowe czy wróg z równoległej klasy. To nawiązywanie przyjaźni i sprawdziany lojalności. To wreszcie tajemnica, którą Harry, Ron i Hermiona starają się rozwikłać, a która związana jest z tytułowym Kamieniem Filozoficznym. I wreszcie zło, które czai się nad szkołą, podobno najbezpieczniejszym miejscem w czarodziejskim świecie…
Muszę przyznać, iż jest to udana adaptacja. Świat odpowiada temu wykreowanymu przez J. K. Rowling, aktorzy odnajdują się w swoich rolach, muzyka Johna Williamsa jest dowodem na to, że prawdziwa magia istnieje także w naszym świecie. Pewne zmiany względem fabuły powieści są wprowadzone całkiem sprawnie – czekoladowe żaby naprawdę się ruszają, choć w książce były tylko czekoladkami, ale jako jeden z pierwszych elementów magicznego świata, które Harry spotyka, sprawdzają się na ekranie całkiem nieźle, a modyfikacja w żaden sposób nie wpływa na fabułę. Dopiero pod koniec widz może poczuć się zagubiony – gdy dyrektor nagradza jednego z bohaterów za coś, co wydarzyło się na kartach książki, ale zostało wycięte z filmu. Harry Potter i Kamień Filozoficzny jest naprawdę udanym wizualnym uzupełnieniem powieści, ale jako samodzielny utwór też może zainteresować. To całkiem niezły sposób na wspólne spędzenie czasu dla rodziców i dzieci. Polecam.
Anna Tess Gołębiowska

reżyseria: Chris Columbus
scenariusz: Steve Kloves
premiera: 18 stycznia 2002 (Polska), 4 listopada 2001 (Świat)
produkcja: USA, Wielka Brytania
gatunek: Familijny, Fantasy, Przygodowy
tytuł oryginału: Harry Potter and the Sorcerer's Stone
na podstawie powieści: J.K. Rowling
obsada:
Daniel Radcliffe - Harry Potter
Rupert Grint - Ron Weasley
Emma Watson - Hermiona Granger
Richard Harris - Albus Dumbledore
Maggie Smith - Minerva McGonagall
Alan Rickman - Severus Snape
Robbie Coltrane - Rubeus Hagrid
Tom Felton - Draco Malfoy
Ian Hart - prof. Quirrell



















































