Koniec pieśni (Wojciech Zembaty)

    Mity arturiańskie to dziedzictwo kulturowe, z którego fantastyka czerpie pełnymi garściami, nic jednak nie wskazuje na to, by źródło miało się rychło wyczerpać. Świadczą o tym kolejne udane fabuły inspirowane losami Artura, Ginewry czy otaczających ich rycerzy. Poszukiwanie Graala, Ekskalibur, Camelot... te słowa, gęste od znaczeń, wciąż rozpalają wyobraźnię. Zainspirowały także Wojciecha Zembatego do napisania debiutanckiej powieści.

    Trudno mi było uwierzyć, że Koniec pieśni to debiut. Powieść wydała mi się wyjątkowo dopracowana, wciągnęła mnie i sprawiła, że spędziłam przy niej kilka wieczorów. Dlaczego aż tyle? Bo nie jest to czytadło do połknięcia na raz, a lektura, którą trzeba się delektować. Przebogata. Misternie spleciona z wielu elementów i oddziałująca na różne zmysły. Zembaty zgrabnie oddaje nawet kolorystykę poszczególnych krain, barwę pogorzeliska czy krajobrazu spłukanego deszczem. Gdy opisuje ucztę (oraz scenę przyrządzania sztuki mięsa – uwaga, nie czytać na głodnego!), czuć smak i zapach potraw; gdy przedstawia las zamieszkany przez demony, na ramionach czytelnika pojawia się gęsia skórka. Bogactwo i szczegółowość obrazowania przywodzi na myśl renesansowe malarstwo flamandzkie.

    Jak już wspomniałam, powieść Zembatego to kolejne oblicze legend arturiańskich. Nie jest to jednak sztampowe przedstawienie – autor zaczął opowieść w miejscu, w którym większość ją kończy – w czasie bitwy pod Kamlann, w której poległ król Artur oraz kwiat jego rycerstwa. Świadkiem śmierci wodza był Bedevir – w Camelot rycerz drugiej kategorii – żyjący w cieniu legendy Okrągłego Stołu. Bedevir nie wypełnia testamentu swego pana, zamiast zniszczyć, zabiera Ekskalibur ze sobą i szuka kogoś, kto pozwoli legendzie trwać.

    Druga linia fabularna to czasy nam współczesne. Łukasz Klimkowski jest z zawodu psychologiem, a prywatnie fanem gier komputerowych. W pracy odwiedza go Igi – osamotniony chłopak, borykający się z problem, o którym za bardzo nie potrafi mówić. Niedługo potem Igi przepada... oskarżony o kilka morderstw popełnionych ze szczególnym okrucieństwem. Te dwa światy splotą się za sprawą snów chłopaka, z których zabierze on Naszyjnik – artefakt pożądany w obu rzeczywistościach.

    Zarys fabuły może brzmieć banalnie, jednak w najmniejszym stopniu nie oddaje jej bogactwa. Atutem Zembatego jest to, iż tworzy wiele przekonujących postaci, którym pozwala żyć niezależnie od siebie. Bohaterowie są niejednoznaczni, brak tu podziału na dobrych i złych; przez chwilę odczuwamy względem nich czystą niechęć, by zaraz potem móc wczuć się w ich położenie. Są jak prawdziwi ludzie: pochodzenie i przeszłość wpływają na ich zachowanie, działania nie zawsze przynoszą pożądane cele. Popełniają błędy, wahają się, nienawidzą i wybaczają. Trudno mi wybrać postać, która podobała mi się najbardziej: może właśnie sam Igi, a może Mab – barbarzyńska kobieta, którą Bedevir spotkał w czasie swojej wędrówki? Z przyjemnością śledziłam też losy tych osób, które były wyjątkowo niejednoznaczne: Cynrica – saskiego księcia, oraz Kierczyńskiego – dawnego mentora Klimkowskiego. Tak naprawdę trudno byłoby mi wyodrębnić głównego bohatera historii, nie sposób orzec, czy był to Klimkowski, Igi czy Bedevir...

    ...bo choć fabuła skupia się wokół Naszyjnika, to opowiadają o nim różne, pozornie niezazębiające się wątki, a każdy z nich obudowuje wokół siebie odrębną historię. Życie Sasów i Brytów, losy Mab, relacje Klimkowskiego z żoną oraz jego niespełniona akademicka kariera... Przykłady można by mnożyć. Zaskoczyło mnie to, iż mimo niezwykłego bogactwa wątków nie były one prowadzone chaotycznie, z całkowicie różnych i drobnych cegiełek Zembaty konsekwentnie budował spójną całość. Białe plamy w biografiach bohaterów zapełniał wtedy, kiedy czytelnik się tego nie spodziewał, jednocześnie pokazując, iż od początku ich losy były zaplanowane.

    Czytelnik będzie przeżywał zaskoczenie wraz z postaciami, z których żadna nie zna pełnego obrazu świata, a często miast odpowiedzi przynoszą one sobie nawzajem tylko więcej pytań. Niejednokrotnie bohaterowie będą błądzić po omacku czy ryzykować wszystko, a zbiegi okoliczności mocno dadzą się im we znaki. To powoduje, że fabuła cały czas trzyma w napięciu i nie pozwala na znużenie.

    Bardzo istotna jest metafizyczna część świata przedstawionego. Dawni bogowie oraz demony są jak najbardziej realne, ożywają także brutalne obrzędy, które – odnotowane przez Zembatego – mają naprawdę makabryczny nastrój. Interesująco wypada scena, gdy jeden z okrutnych wodzów najpierw bez wahania okalecza swojego żołnierza, gdyż ten nie był dość czujny na służbie, a następnie nie jest w stanie powstrzymać torsji, widząc, w jaki sposób przeprowadzany jest magiczny rytuał.

    Za najmocniejszą scenę powieści uważam jednak inną. To drobny wątek osnuty wokół postaci małej dziewczynki – Ceiwen, którą w pewnym momencie napotkają bohaterowie pierwszoplanowi. Z początku jej losy nie wyróżniają się niczym szczególnym, ale poznanie pewnej związanej z nią tajemnicy sprawiło, że naprawdę przeszedł mnie dreszcz. Przypuszczam też, że – czytając – dość mocno zbladłam. Scena ta bynajmniej nie wybija się okrucieństwem czy makabrą, nie epatuje łatwymi chwytami. Zapewne właśnie dlatego tak bardzo łapie za serce.

    Język powieści to kolejna z jej mocnych stron. Narrator potrafi zachwycić lub przerazić, kiedy indziej – rozbawić. Równie umiejętnie buduje monologi wewnętrzne, jak opisy bitew czy wyjątkowo udanych scen erotycznych. Każda z postaci wysławia się inaczej, można bez problemu odróżnić sposób mówienia poważnego szefa Klimkowskiego od języka młodzieży, rycerstwa albo prostych chłopów. Dodatkowo narracja przeplatana jest fragmentami poezji, zarówno pochodzącej ze źródeł historycznych, jak i napisanej przez autora. Muszę przyznać, że także w tej dziedzinie Zembaty się wykazał. Z przyjemnością śledziłam też liczne wzmianki o J.R.R. Tolkienie (przychodzącym zresztą na myśl z powodu licznych nawiązań fabularnych, jak skupienie fabuły wokół potężnego artefaktu, który wpływa na noszącą go osobę i umieszczenie w rękach pozornie nieprzygotowanej postaci) czy... o grach RPG i PC.

    Gdy wzięłam egzemplarz Końca pieśni do rąk, zwróciłam uwagę na napis: Prawdopodobnie jedna z najlepszych powieści fantasy 2011 roku. Nie lubię takich zapewnień, ponieważ zdarza się, iż są one umieszczane na książkach wyjątkowo słabych. W wypadku debiutu Zembatego muszę jednak przyznać, iż uwaga ta jest całkowicie na miejscu. Autor stworzył spójny, interesujący, wielowarstwowy świat, pełen różnorodnych bohaterów, których wplątał w tryby interesującej fabuły, a wszystko podlał sosem językowych umiejętności. Trudno narzekać na taki utwór.

    Na szczęście zadbał o niego też wydawca. Koniec pieśni ma ładną okładkę, w ciepłych, zgaszonych kolorach, pasujących do nastroju tekstu. Znajduje się na niej mężczyzna trzymający miecz, co jest dobrą wizytówką powieści, w której ogromną rolę odgrywa Ekskalibur. Całość została wydrukowana na białym papierze, czytelną czcionką o bardzo ładnej kursywie. Papier nie jest "dmuchany", przez co, choć książka wydaje się dość cienka, w czasie lektury okazuje się naprawdę obszerna. Zdecydowanie wolę taką niespodziankę, gdy lektury starcza mi na więcej, niż przewidywałam, od sytuacji odwrotnej: gdy książka pozornie "gruba" tak naprawdę okazuje się uboga w treść i wyłącznie powiększona optycznie dzięki specjalnej gramaturze papieru.

    Nie mam najmniejszych wątpliwości, iż czas poświęcony na obcowanie z Końcem pieśni był czasem dobrze wykorzystanym. Z pewnością jeszcze nie raz wrócę do tej powieści... i mam nadzieję, iż Wojciech Zembaty nie każe długo czekać na swoje kolejne książki. Wiem, że mogę sięgnąć po nie w ciemno.

    Anna Tess Gołębiowska

    Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
    dziękujemy wydawnictwu Znak literanova.

    autor: Wojciech Zembaty
    tytuł: Koniec pieśni
    oprawa: miękka
    wydanie: pierwsze
    ISBN: 978-83-240-1637-2
    rok wydania: 2011
    format: 144x205
    ilość stron: 416
    wydawnictwo: Znak literanova
    cena detaliczna: 37,90 zł
    data wydania: 16.06.2011

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus