Król Bólu (Jacek Dukaj)
Na tę książkę Jacek Dukaj kazał nam czekać latami – dosłownie. Król Bólu, zapowiadany początkowo na 2005 rok, ukazuje się z pięcioletnim poślizgiem. Czy warto było zaglądać do księgarskich zapowiedzi z chorobliwą niecierpliwością? Czy najnowsza książka Dukaja spełni pokładane w niej czytelnicze nadzieje?
Antologię otwiera Linia oporu, najdłuższy i jeden z najnowszych tekstów całego zbioru. Nie da się ukryć, że jest to utwór trudny – autor od początku wciąga czytelnika do świata przyszłości, który ma niewiele punktów wspólnych ze współczesną rzeczywistością. Dukaj rzadko oferuje jasne tłumaczenia, częściej pozostawia czytelnikowi interpretację swoich niesamowitych wizji. To zarazem największe błogosławieństwo i największe przekleństwo tekstu – nie da się nie chylić czoła przed autorem, który w Linii oporu zawarł dziesiątki intrygujących pomysłów; niestety, ciężko pozbyć się wrażenia, że Dukaj niebezpiecznie zbliżył się do bariery niezrozumiałości. Opowiadanie jest za krótkie, by wszystko wyjaśnić, a za długie, żeby brak odpowiedzi nie frustrował. Mimo to byłem zafascynowany – dawno nie miałem okazji czytać tekstu tak naszpikowanego niezwykłymi pomysłami.
Oko potwora, które przypadło mi do gustu jeszcze bardziej niż Linia oporu, zaczyna się jak naiwna space opera – od niespodziewanych problemów podczas międzygwiezdnej podróży, które na myśl przywodzą Dzienniki gwiazdowe Stanisława Lema. Opowiadanie jednak ewoluuje, stając się w końcu kolejnym tekstem, w którym Dukaj zadaje kluczowe pytania: o przyszłe losy człowieka, granice nauki i źródła postępu ludzkości. Byłem usatysfakcjonowany lekturą tym bardziej, że w utworze nie sposób dostrzec symptomów niezdecydowania, które są wyczuwalne w części pozostałych tekstów – Oko potwora jest opowiadaniem z wyrazistą fabułą, intrygującymi bohaterami, doskonałą idée fixe, którą stanowią rozważania na temat granic ludzkości. Tekst udowadnia, że ilość wcale nie musi iść w parze z jakością – choć Oko potwora jest wyczuwalnie „uboższe” w niesamowite wizje niż Linia oporu, lektura sprawiła mi więcej przyjemności.
Trudno mi wskazać, co konkretnie sprawiło, iż Szkoła nie przypadła mi do gustu tak bardzo jak pozostała część Króla Bólu: fabuła, która nie porywa? Pomysł, który nie jest tak niezwyczajny, tak ciężki do zaakceptowania jak pozostałe? Końcówka, która nie daje tak wiele do myślenia? Daleki jestem od stwierdzenia, że Szkoła jest tekstem złym, przeciwnie: to utwór solidny, ale brakuje w nim pewnego błysku, który wyróżnia prozę Dukaja na tle innych autorów.
Król Bólu i pasikonik to kolejny nowy tekst i kolejna długa opowieść, której nie da się wymazać z pamięci. Słyszałem kiedyś zarzuty, że autor Perfekcyjnej niedoskonałości ucieka od problemów małego człowieka, od problemów jednostki, skupiając się przede wszystkim na wielkich słowach, wielkich ideach; nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek mógł te oskarżenia powtórzyć po lekturze tekstu tytułowego. Utwór opowiada o losach Króla Bólu – jednego z plastusiów, ogromną i niezwykłą wyobraźnię zawdzięczających tej samej mutacji, która sprawia, że nie mogą uwolnić się od nieustannych cierpień. Dukajowi udało się dokonać zaskakującej syntezy: z jednej strony czytelnik obserwuje kolejną wizję świata przyszłości, którego kreacja przyprawia o zawrót głowy, z drugiej śledzi przejmujące losy pojedynczej jednostki. Opowiadanie wręcz mnie urzekło – przywodzi mi na myśl Chochoły Szostaka, w których autor analizuje złożoność ludzkich emocji z równie wielką wrażliwością.
Crux, tekst znany czytelnikom z antologii PL +50, to opowiadanie, które wpisuje się w trochę inną estetykę twórczości Dukaja, niż pozostałe opowiadania zawarte w Królu Bólu. Przywodzi na myśl raczej Xavrasa Wyżryna – podobnie jak on dotyka idei rewolucji, powstania, pisarz zagłębia się w tematyce narodowej, społecznej. Wydaje mi się jednak, że tekst dużo lepiej niż Szkoła pasuje do klimatu zbioru i roli podsumowania, jaką według autora Król Bólu ma pełnić: w Cruksie łatwo dostrzec mesjanistyczny wątek, którym Dukaj interesuje się choćby w Perfekcyjnej niedoskonałości. Sprawia to, że opowiadanie wydaje się być rozdziałem historii literackiego progresu, którą opowiada antologia – a że jest przy tym bardzo dobrym, intrygującym tekstem, to trudno nie uznać jego obecności za kolejny mocny punkt zbioru. Bardzo podobnie sprawa ma się z Sercem Mroku. Ten utwór dotyka podobnego problemu, choć robi to w całkiem innej estetyce. Wywołuje to jeszcze większy podziw: łatwość, z jaką pisarz opisuje uniwersalne problemy, jest tak wielka, że może je przenosić zarówno na grunt science fiction z mocarstwami totalitarnymi w tle, jak i polskiej political fiction.
Aguerre w świcie to ostatni ze „starych tekstów” Dukaja, wyraźnie jednak wyróżniający się na ich tle. Niezwykła wyobraźnia pisarza tym razem dała o sobie znać w intrygujący sposób, dzięki czemu powstał tekst osadzony w uniwersum – pozornie! – niewyobrażalnym. Ludzkość rozprzestrzeniająca się we wszechświecie dzięki Rzeźbie w czasoprzestrzeni? Decyzje podejmowane na podstawie wróżb ludzi, w których żyłach płynie fioletowa maź, będąca prawdopodobnie pozostałością po ciałach obcych? Strażnicy, czyli wszczepki, mający kontrolować ludzką endokrynologię (w domyśle: emocje)? Takie połączenia tylko u Dukaja. Aguerre jest tym lepsze, że pisarz ani na chwilę nie zapomina o fabule, co, wydaje się, zdarzyło mu się chociażby przy pisaniu Linii oporu – historia opowiedziana w nominowanej do Zajdla mikropowieści jest porywająca, wciągająca, świetna. Jeśli miałbym wskazać najlepsze teksty Króla Bólu to Aguerre w świcie miałoby zapewnione miejsce na podium.
Antologię zamyka Piołunnik. Ostatnie opowiadanie to ponowna próba zerknięcia na nasze rodzime podwórko – tym razem autor bierze pod lupę realia PRL-u. Skupia się na czymś, co każdy wydaje się znać chociażby z lekcji historii - katastrofie w Czarnobylu. Dukaj sugeruje, że nie wszystko na ten temat powiedziano. Obok mocy jego autorskiej wizji, ciekawego wykorzystania dawnych wydarzeń do tworzenia opowieści, największe wrażenie wywołało we mnie całkiem inne spojrzenie na człowieka, jakie serwuje nam autor. Nie da się ukryć, że to zawsze było w jego tekstach ważne – tym razem jednak idzie całkiem odmienną drogą, gdzie indziej szuka inspiracji do próby znalezienia uniwersalnych prawd. To dowodzi, że Dukaj nadal może zaskakiwać, nadal nie wyczerpał studni swych pomysłów – na szczęście.
Król Bólu to najbardziej niezwykła książka, jaką miałem ostatnio okazję czytać. Nie jest wprawdzie pozbawiona kilku wad, można odnieść wrażenie, że pisarz czasami nie wiedział, czy chce stworzyć opowiadania czy powieści (co sam podkreśla w posłowiu), ale nie da się ukryć, że drugiego takiego autora jak Jacek Dukaj w naszym kraju nie ma. Polecam ten zbiór każdemu, kto szuka w fantastyce czegoś więcej niż rycerzy polujących na smoki czy odważnych kapitanów międzygwiezdnych statków – na pewno będzie urzeczony.
Bartek "Zicocu" Szczyżański

tytuł: Król Bólu
autor: Jacek Dukaj
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
ISBN: 978-83-08045-37-4
format: 145×205mm
oprawa: twarda
liczba stron: 824
Data wydania: 25 listopada 2010


















































