Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
50%
Dobra.
29%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 42

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 1 gość.

Strona główna

Krawędź czasu (Krzysztof Piskorski)

Krawędź czasu jest piękna. Rzadko można spotkać książkę graficznie tak dopasowaną do tekstu. Wydanie najnowszej powieści Krzysztofa Piskorskiego pokazuje, że w czasach, kiedy często wydaje się papkę i chyba nikt nie łudzi się co do tego, że rynkiem wydawniczym rządzi pieniądz, można dostać do rąk pozycję niezwykle estetyczną, choć jednocześnie wydaną „zwyczajnie”. „Zwyczajnie” – to znaczy bez kredowego papieru w wielkim formacie, sztywnej oprawy i obwoluty, czyli rzeczy, które zwykle przesądzają o tym, iż wydanie jest eleganckie. Zwyczajnie więc, a jednak pięknie.

Za graficzny projekt książki odpowiada Artur Sadłos – grafik, którego kolejne okładki wykonywane dla Agencji Wydawniczej RUNA naprawdę mnie urzekły. W wypadku Krawędzi czasu nie ograniczył się jednak do okładki, ślad jego ręki odcisnął się na wszystkich kartach powieści. Sadłos wykonał ilustracje znakomicie uzupełniające tekst, bogato zaprojektował strony inicjujące kolejne rozdziały, a nawet te, na których znajduje się po prostu blok tekstu. Po mistrzowsku prezentuje się też czwórka tytułowa, zwłaszcza portret Piskorskiego stylizowany na dziewiętnastowieczny.

Eleganckie wydanie podnosi oczywiście wartość każdej książki, ale w wypadku tej jest szczególnie pożądane. Krawędź czasu jest bowiem utrzymana nie tyle w konwencji steampunku, co – jak padło w przedpremierowym wywiadzie z autorem – w estetyce tegoż. Steampunk przywodzi na myś mechanizmy, bogate stroje i gadżety zaprojektowane ze smakiem, bez śladu masowości. Czytać o nim – to jedno, ale oglądać, czytając… to dopiero prawdziwa przyjemność.

Z początku historia przedstawiona w Krawędzi czasu wydaje się prosta – dwie opowieści, niemające ze sobą nic wspólnego. W jednej z nich poznajemy Maksyma, mężczyznę, który nie potrafi usiedzieć na miejscu, żyje między kolejnymi przeprowadzkami i ryzykownymi przedsięwzięciami, przekonany, że nigdy nie zakotwiczy gdzieś na dłużej. Pewnego dnia, podążając – niczym Alicja – za mechanicznym pająkiem, trafia na drugą stronę, do dziwnego miejsca zawieszonego w bezczasie, leżącego na tytułowej krawędzi. Maksym podejmuje próby wydostania się z tego niezwykłego więzienia – w którym nie może zaznać tak potrzebnej mu adrenaliny, zmieniać miejsca pobytu, żyć w ruchu. Muszę przyznać, że ta dziwna sceneria została namalowana przez Piskorskiego w sposób niezwykle udany – senność, pozaczasowość dzielnicy i emocje miotające bohaterem są wyczuwalne i wiarygodne. Czytelnik, w zależności od swojego charakteru, może marzyć o znalezieniu się tam lub drżeć – jak Maksym – przed bezczasową pułapką.

Druga historia to opowieść o Bezimiennym. To mężczyzna, który stracił pamięć. Choć jego ciało pokrywają dziwne blizny, nie ma pojęcia, skąd się wzięły, tak jak nie wie, kim jest i gdzie się znajduje. A znajduje się w kolejnej ciekawie oddanej scenerii, Polsce XIX wieku, jak z kart Lalki Prusa. Estetyka epoki została zachowana do tego stopnia, iż chwilami zastanawiałam się, czy to nie dzieje Wokulskiego przepisane ton w ton, li tylko ze zmienionymi personaliami postaci i byłam bliska kartkowania powieści celem odnalezienia wątków, które uciekły mi z pamięci. Sklepy kolonialne, spory subiektów, plotki o pannach na wydaniu… Gdyby Piskorski zdecydował się na mash-up Lalki, nie miałby najmniejszych problemów z oddaniem języka i nastroju Prusa.

Oczywiście z czasem wątki zaczynają się splatać… choć dzieje się to wprost o wiele później, niż czytelnik zaczyna podejrzewać wspólne elementy. Autor w udany sposób gra z czytelnikiem – podsuwa tropy, by zaraz potem odwrócić je i wprowadzić jeszcze więcej pytań bez odpowiedzi. Gdy już jesteśmy pewni, że znamy dalszą drogę Maksyma lub tożsamość Bezimiennego, po kilku stronach zaczynamy wątpić we wszystkie wnioski. Finał jest naprawdę zaskakujący, spaja motywy, które z początku wydawały się nie mieć znaczenia, rozmaite pozorne zapychacze i anegdotki. Piskorski umiejętnie gra fikcją i faktami historycznymi, przeplata sceny senne z kipiącymi adrenaliną, stawia bohaterów przed wciąż nowymi wyzwaniami.

Gdzie w tym wszystkim steampunk? Pojawia się, tak jak historia, dwutorowo. Wkrada się w obie opowieści najpierw nieśmiało, drobnymi detalami, by później całkowicie zdominować scenerię i podporządkować sobie losy bohaterów. Półludzie, półmaszyny, genialne odkrycia, mechanizm rozwijający się samodzielnie, zębatka po zębatce, a wszystko zaprawione dawką hebrajskiej magii. Tak, estetykę steampunkową połączył Piskorski z kabałą. Tytuły rozdziałów to kolejne litery hebrajskiego alfabetu, bohaterowie w części kluczowych momentów odnoszą się do sefir i starych pism. Ważne informacje można odnaleźć na żydowskim cmentarzu, a wszystko to płynnie miesza się z wątkami bliższymi życiu – urąganiu na Żydów, którzy okradają Polaków, konflikcie praktykujących z polonusami…

Mówi się często, iż spora część powieści fantastycznych ukazujących się na naszym rynku została wyposażona w sztafaż fantastyczny tylko po to, żeby się sprzedać, trafić w określony target. Ot, z feministki zrobi się wiedźmę albo ze średniowiecza Nibylandię, a fandom i tak kupi (jak nie na trzeźwo, to na konwencie). Krawędź czasu do takich książek nie należy i chyba nie znajdzie się osoba, którą trzeba będzie o tym przekonywać. Bez wątków fantastycznych ta powieść nie mogłaby istnieć, wszystkie kluczowe dla niej wydarzenia nie są ekwiwalentami naszej rzeczywistości, a czymś naprawdę odmiennym. Przyjemnie spotkać tekst tak na wskroś fantastyczny.

Fantastyczny w dużej mierze z powodu tytułowego czasu. Napięcia między miejscami, gdzie czas stoi, a tymi, gdzie płynie, rozmaite paradoksy czasowe, zaburzenia chronologii i pamięci bohaterów… fani tych motywów będą w pełni usatysfakcjonowani. Oprócz myśli mistycznej, zostanie to okraszone garścią nawiązań popkulturowych oraz ludzkich refleksji nad przemijaniem. Innymi słowy – czasowa uczta w każdym wymiarze.

W recenzji nie skupiłam się na postaciach bohaterów – to nie przeoczenie. Po prostu rzetelne oddanie tego, dlaczego są dobrze skonstruowani, zdradzałoby też elementy kluczowe dla fabuły, zostawię więc czytelnikom przyjemność samodzielnego odkrywania ich postaci.

Język powieści jest zróżnicowany – bohaterowie mówią inaczej niż narrator, a także różnią się między sobą. Zdradzają różne naleciałości – żydowskie, angielskie oraz przede wszystkim charakterystyczne dla czasów, z których pochodzą.

Krawędź czasu jest więc ucztą dla zmysłów, zachwyca fabularnie, warsztatowo, pomysłem oraz sposobem wydania. W połowie marca nie powinno się rozpoczynać podsumowania roku… ale będę szczerze zdziwiona, jeśli Piskorski nie znajdzie się wśród nominowanych do nagrody Zajdla czy Żuławskiego za rok 2011.

Anna Tess Gołębiowska

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
dziękujemy Agencji Wydawniczej RUNA.

autor: Krzysztof Piskorski
tytuł: Krawędź czasu
wydawnictwo: Agencja Wydawnicza RUNA
miejsce wydania: Warszawa
data wydania: 9 marca 2011
ISBN: 978-83-89595-74-4
liczba stron: 400
wymiary: 125×195 mm
okładka: miękka
ilustracja na okładce: Artur Sadłos
ilustracje wewnętrzne: Artur Sadłos
cena det.: 34,50 zł

Odpowiedzi

portret użytkownika Hagath

"jak nie na trzeźwo, to na

"jak nie na trzeźwo, to na konwencie"

Proszę natychmiast włączyć mi tu opcję "lubię to" :D

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi