Księga wojny (antologia)

    Tematyka wojenna wywołuje we mnie mieszane uczucia. Częściowo fascynuje – jak w wypadku wojen napoleońskich, starożytnych czy wojny secesyjnej, kiedy indziej zaś nuży, zwłaszcza gdy mowa o I i II wojnie światowej czy powstaniach. Wówczas opowieść naprawdę musi mieć w sobie "to coś", by mnie zainteresować. Księga wojny, czyli najnowsza antologia Agencji Wydawniczej RUNA, skusiła mnie zatem nie tyle motywem przewodnim, co nazwiskami autorów oraz fragmentami przedpremierowymi – oczekiwania względem niej miałam więc wysokie.

    Pierwszy tekst w zbiorze to Jeden dzień autorstwa Anny Brzezińskiej. Jego akcja zawiera się w czasie określonym przez tytuł, ale liczne retro- i futurospekcje budują właściwą fabułę. Opowiadanie ciekawie odnosi się do tematyki wojennej: autorka nie pokazuje samych działań, a jedynie ich efekty. Wzmaga to siłę oddziaływania tekstu; opisane w nim uczucia są niezwykle silne i nie da się obok nich przejść obojętnie. Wojna przychodzi i zmienia wszystko, a choć widziana z perspektywy jednej tylko bohaterki, nie ma wątpliwości, jak bardzo jest wyniszczająca. Jeden dzień to kolejne opowiadanie Anny Brzezińskiej z tak zwanego cyklu włoskiego. Jego centralną postacią jest Melissa di Valle, piętnastoletnia córka maga-arystokraty. Autorka niezwykle barwnie odmalowała jej świat – ogród, rezydencję oraz tryb życia – sprawnie stylizując język, w tym także makaronizując. Włoskie terminy wplecione w polski tekst nie sprawiają, iż staje się on niezrozumiały, za to doskonale oddają koloryt miejsca akcji. Jeden dzień to zbiór obrazów, emocji, układających się w historię, choć niepełną. Jednak, mimo iż wiele szczegółów zostaje poza nami, możemy zżyć się z bohaterką i bezradnie zacisnąć pięści. Poznajemy historię przejmującą, smutną i niezwykle piękną. Mocne, choć nietypowe ujęcie wojny.

    Po Jednym dniu następuje Bajka o trybach i powrotach Jakuba Ćwieka. To zupełnie inna historia, zupełnie inny nastrój. Choć wojna widoczna jest o wiele bardziej niż w tekście Anny Brzezińskiej, też nie jest pokazana wprost. Pisarz snuje opowieść o grupce dzieci ukrywających się w kanałach. Z początku nie wiemy nawet, jaka wojna się toczy – jest pewne jedynie, że starsze dzieciaki bronią młodszych i czekają na czyjś powrót, zapewne dorosłego, który przyniesie im jedzenie, otuchę. Bajka... to zbiór opowieści: pierwszą snuje Ćwiek, pozostałe należą do jego bohaterów. Czworo nastolatków opowiada maluchom historię bohatera, którego życie naznaczyła wojna. Można się domyślać, że także na powstanie tekstu wpłynęły opowieści – dziadka pisarza, świadka wojny, któremu dedykowane jest opowiadanie. Jego imiennikiem jest jeden z bohaterów Bajki..., ten, którego poznajemy już w pierwszych zdaniach.
    Czytając Bajkę o trybach i powrotach, trudno uwierzyć, że jej autorem jest ta sama osoba, której nazwisko sześć lat temu pojawiło się na okładce Kłamcy. Widać, że Ćwiek nie tracił czasu i ogromnie rozwinął się literacko. Zbiór o Lokim można było przeczytać jednym tchem, chłonąć jak film akcji. Najnowsze teksty tego autora trafiają o wiele głębiej, nie zostawiają czytelnika obojętnym. Bajka... to trudny temat – opowiada o wojnie, której świadkowie wciąż żyją i pamiętają okrucieństwo, jakie niosła. Z jednej strony należy o niej mówić, z drugiej – jest to ciężkie. Jakub Ćwiek zaproponował ujęcie interesujące, prowadzone z perspektywy dziecięcego bohatera, w czym przypomina Jacka Dukaja we Wrońcu, ale w nietypowych, bo steampunkowych dekoracjach. Mimo to nie odchodzi daleko od prawdziwego nastroju, który mógł panować kilkadziesiąt lat temu, a historia o dzieciachrozpalających ognisko z własnych lalek, by się ogrzać, sprawia, iż czujemy, że to wszystko zdarzyło się naprawdę. Językowo Bajka... najbardziej przypomina mi Krzyż Południa. Rozdroża tego samego autora: piękna, dopracowana, pokazująca historię z kilku ujęć, choć tym razem nie aż tak zróżnicowanych. Mówiąc w skrócie, to zwykła-niezwykła opowieść podana w doskonałej formie, nad którą warto pochylić się choć przez chwilę.

    Trzecie opowiadanie to Głosy Michała Krzywickiego. Następna odsłona wojny, a zarazem odsłona piekła. Podczas gdy w Psalmodii pisarz przedstawił swoim czytelnikom diabła całkiem uroczego i elokwentnego, którego dało się lubić, byt sączący w tym opowiadaniu niepokojące słowa do uszu Stürma jest tak daleki od tego wizerunku, jak to tylko możliwe. Trudno określić, gdzie zaczyna się fikcja, a kończy rzeczywistość, co się wydarza, a co jest objawem szaleństwa, w którym miejscu główny bohater zabłądził. Jedno jest pewne: nie posłuchał ostrzeżenia, by nie iść za głosami i przekroczył bramy z napisem Arbeit macht frei. Co z tego, iż jako turysta, w długi czas po wojnie. Piekło pozostaje piekłem, nawet niewidoczne dla ludzkich oczu.
    Krzywicki przemieszał prawdziwe okrucieństwo z jednej z najczarniejszych kart w historii świata z nadprzyrodzonym i niepojętym – diabłem? Bogiem? Pokazał mechanizmy zazdrości i władzy oraz stworzył interesującą fabułę, której finał naprawdę chce się poznać. Zakończenie nie wyjaśnia wszystkiego, w dużej mierze od czytelnika zależy, czy odczyta pointę w sposób pocieszający czy makabryczny. Trochę brakowało mi dopowiedzenia, za którą opcją opowiedział się autor, ale takie już uroki zakończenia otwartego.

    "Ta wojna krzywi. Czeka, aż będziesz sam, słaby, zmęczony i niepewny. Wtedy wyciąga po ciebie łapsko" – pisze Jakub Nowak, autor opowiadania Ciężki metal. Często twórcom przedstawiającym kontakt z Innym zarzuca się, iż wszystko jest zbyt podobne. Obce światy przypominają nasze średniowiecze, a kosmici – niebieskouchych Indian. Nowak zdecydowanie nie musi obawiać się tych właśnie zarzutów. Jego Inne naprawdę różni się od tego, co znamy. Z tego powodu początek opowiadania może wydawać się niezrozumiały: ciężko pojąć, o czym właściwie czytamy, zwłaszcza iż autor sprawnie posługuje się językiem, tworzy neologizmy, także składniowe. Jego tekst to ciekawa hipoteza na temat tego, jak może wyglądać polszczyzna za kilkadziesiąt lat. Wojna Jakuba Nowaka krzywi – główny bohater opowiadania, lublinianin Łukasz, jest żołnierzem walczącym z przedziwnu. Trudno je zdefiniować czy zrozumieć, ale w miarę lektury zaczynamy czuć tę walkę, zadania, codzienność. Opowiadanie dowodzi ogromnej wyobraźni autora, a jednocześnie wielkiej sprawności warsztatu – nową odmianą języka opisuje coś, czego nie ma, a mimo to potrafi oddać wydarzenia i bohaterów. To naprawdę coś.

    Nie przypadł mi za to do gustu tekst Łukasza Orbitowskiego, Kanał. To alternatywna wizja wydarzeń z 1940 roku – to Polacy i Francuzi są agresorami. Niedobitki niemieckich powstańców skradają się po zniszczonym mieście, schodzą do kanałów, walczą o życie, raz marzą o cudownej broni, a kiedy indziej chcą uciekać jak najdalej od frontu. Jednym z bohaterów jest doktor Robert Ley, wspominany z nadzieją lub zrezygnowaniem. Orbitowski sprawnie maluje obrazy wojennego okrucieństwa – podobne do tych, które znamy z kart historii, tylko zmienione stronami. Gwałty, morderstwa, szaleństwo, samobójstwa, rozpacz po utracie przyjaciół... Opisy są żywe i przemawiają do wyobraźni. Brakuje mi jednak fabuły. Widać, iż autor miał pomysł oraz przygotowaną pointę historii, niestety reszta tekstu wydaje się przegadana. Na ponad czterdziestu stronach dzieje się relatywnie mało, oczekiwałam mocniejszych zwrotów akcji lub choćby silnego akcentu na koniec. Po lekturze opowiadania miałam wrażenie, że przeczytałam coś niepełnego - pozbawiony wstępu i zakończenia fragment wyrwany z powieści, który w tej formie, w jakiej znalazł się w antologii, jest po prostu nijaki.

    Wszystko, co przyjdzie, już pozostanie Pawła Palińskiego to kolejny tekst z realiów drugiej wojny światowej. Jego akcja rozgrywa się w obozie koncentracyjnym, który oglądamy przede wszystkim z punktu widzenia dwojga dzieci: syna inżyniera spoza obozu oraz małej więźniarki. Opowiadanie jest przejmujące i ciekawe, głosy przedstawianych postaci interesująco przeplatają się i uzupełniają. Język tekstu jest zróżnicowany, dobrze odzwierciedla punkt widzenia dziecka, ale też pojawiających się dorosłych: strażnika, kapelana. Opowiadanie zostało w interesujący sposób wzbogacone stylizowanymi na dziecięce rysunki szkicami uzupełniającymi treść, w jednym wypadku nawet całkowicie zastępującym akapit. Wśród nich pojawiło się nawet słowo... napisane brajlem. Osoba nieznająca tego pisma (a więc zapewne większość czytelników), by poznać jego znaczenie, będzie musiała przejrzeć brajlowskie tablice, brakuje powiem przypisu. Uważam, że to interesujący zabieg. W tekście zabrakło mi jednak... elementów fantastycznych.

    Wiele ich natomiast w tekście Artur Potter Lwie Serce Jacka Piekary. To jedyny komediowy tekst w zbiorku. Opowiada o nastoletnim chłopcu z 2011 roku, do którego przybył czarodziej z prośbą o pomoc w ocaleniu jego świata. Humorystyczna historia pełna jest nawiązań do bohaterów znanych z literatury (w tym do pewnego cyklu o inkwizytorze...), legend, komiksów czy filmów, a jej bohater zachowuje się dokładnie tak, jak zachowałby się w jego sytuacji współczesny nastolatek. Natomiast misja, do której został powołany, ma w sobie poważny haczyk... Opowiadanie jest sympatyczną parodią tekstów w stylu heroic fantasy.

    Zupełnie inną epokę wybrał Krzysztof Piskorski w Prawie losu. Opisuje on czas tuż po apokalipsie... która już nadeszła. W dodatku dawno temu, bo aż w starożytności. Sprowadził ją Konstantyn Apostata, władający Bizancjum, i wyruszył na wojnę z Rzymem. Istoty wyższe uczestniczą w bojach dosłownie, po obu stronach, rzymskiej-pogańskiej oraz bizantyjskiej-chrześcijańskiej, co wpisuje się w dość modny obecnie nurt. Opowiadanie napisane jest barwnym językiem, pełnym łacińskich zwrotów i cytatów, co rzadkie – opatrzonych przypisami. Piskorski buduje w ten sposób niepowtarzalny nastrój, dzięki któremu możemy poczuć smak minionych wieków.

    Z kolei Bóg jest z nami Andrzeja W. Sawickiego to kolejna wariacja na temat II wojny światowej, tym razem w magicznych klimatach. Świat przedstawiony to jedna z rzeczywistości alternatywnych, przebieg działań wojennych może być więc odmienny od tych, które znamy. A to, jak się one potoczą, zależy nie tylko od ludzi... W rzeczywistości tej magia jest na porządku dziennym, w dodatku podporucznik Emilia, główna bohaterka, przypadkiem przyzwie na pomoc piekielne siły. W rezultacie dowiemy się, iż wojna między sowietami a faszystami to zaledwie sprzeczka przy właściwym konflikcie, który właśnie się toczy. Głównymi zaletami opowiadania są wciągająca akcja i wyraziście zarysowana postać głównej bohaterki. Emilia budzi respekt, jej losy nie są czytelnikowi obojętne. Interesująco zostają przedstawieni też jej nowi towarzysze z diabelskiej świty. Opowiadanie zostało napisane sprawnie, język postaci jest żywy i wyraźnie zróżnicowany - inaczej mówi żołnierz, inaczej demon. Zwroty fabularne naprawdę zaskakują, podobnie jak zakończenie utworu. Tekst jest też lżejszy niż pozostałe ujęcia II wojny światowej w Księdze... - gwałty i morderstwa równoważy rozbrajająca postać upadłego anioła.

    Ostatnim utworem w antologii jest Lato księżycowych ciem Marcina Wełnickiego. Akcja tekstu rozgrywa się w 1981 roku, w czasie konfliktu w Afganistanie, różniącym się jednak od tego, który znamy z historii (a niektórzy także z autopsji), ponieważ dzieje potoczyły się tu odmiennie. Stroną nie jest w nim ZSRR, a Rzesza, na czele której wciąż stoi führer. Z początku ten fakt (oraz oczywiście nazwiska bohaterów) to jedyne przesłanki świadczące, że coś się zmieniło, Wełnicki dopiero w dalszej części tekstu rozwija w retrospekcjach motyw tego, jak wyglądały wydarzenia w jego wersji historii. Uważam, że nie do końca wyeksploatował swój pomysł i mógłby znacznie bardziej rozbudować ten wątek, niemniej to, co przedstawił, i tak jest bardzo interesujące. Problemem w Afganistanie są według tekstu nie tylko mudżahedini, z którymi żołnierze muszą walczyć. Na terenie dzieje się coś niezrozumiałego, co przeraża o wiele bardziej niż wojna i wrogowie. Krążą plotki o Czarnym Człowieku z Hindukuszu, legendarnej istocie, po której nie wiadomo, czego można się spodziewać. Pewne jest tylko jedno – że znikają ludzie. Następnie Wełnicki prezentuje interesującą teorię co do tego, co naprawdę się zdarzyło oraz, jak już wspomniałam, odsłania kilka kart historii z tej alternatywnej wersji świata. Całość prezentuje się naprawdę wciągająco. Opowiadanie ma budowę klamrową, kończy i rozpoczyna je motyw listu wysyłanego przez żołnierza do jego żony. Choć celem wydawnictwa było uporządkowanie historii alfabetycznie, według nazwisk autorów, muszę przyznać, że przy okazji Runa osiągnęła też inny efekt - zbiorek kończy się naprawdę mocnym punktem.

    ...O co w zasadzie nietrudno, biorąc pod uwagę to, iż antologia prezentuje naprawdę wysoki poziom. Tak naprawdę nie spodobał mi się zaledwie jeden tekst, Kanał Łukasza Orbitowskiego (choć też niepozbawiony zalet). Nad wybraniem najmocniejszego punktu zastanawiałam się natomiast długo i nadal nie mogę się zdecydować. Wymieniłabym dwa teksty – te, które antologię otwierają, czyli Jeden dzień Anny Brzezińskiej oraz Bajkę o trybach i powrotach Jakuba Ćwieka. Zarówno fabularnie, językowo, jak i z racji ujęcia tematu wojny oba są nad wyraz interesujące, nie znaczy to jednak, że pozostałe opowiadania nie zasługują na uwagę. Wręcz przeciwnie, jestem mile zaskoczona, bo często w antologiach można zetknąć się z tendencją do "przemycania" słabszych tekstów w towarzystwie mocnych, a w wypadku Księgi wojny widać, iż autorzy, bez względu na staż, zaprezentowali naprawdę solidnie dopracowane historie. Mimo iż spora reprezentacja opowiadań skupia się na II wojnie światowej, teksty nie są wtórne, a każdy prezentuje temat z zupełnie innego ujęcia, dzięki czemu czytelnik nie ma wrażenia monotonii. Szkoda jednak, iż w zbiorze nie zmieściło się jeszcze więcej utworów - Księga... to niemal 500 stron sporego formatu, a tyle interesujących konfliktów zbrojnych nie zostało w niej nawet wspomnianych... Mam nadzieję, iż Runa skusi się i wyda Księgę wojny 2, bowiem materiał z pewnością nie został jeszcze wyeksploatowany, a poziom tego tomu świadczy o tym, że byłoby na co czekać.

    Anna Tess Gołębiowska

    Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
    dziękujemy Agencji Wydawniczej RUNA.

    tytuł: Księga wojny
    autorzy: Jakub Ćwiek, Michał Krzywicki, Jakub Nowak, Łukasz Orbitowski, Paweł Paliński, Jacek Piekara, Krzysztof Piskorski, Andrzej W. Sawicki, Marcin Wełnicki
    wydawca: Agencja Wydawnicza RUNA
    ISBN: 978-83-89595-77-5
    liczba stron: 480
    wymiary: 160×240 mm
    okładka: miękka
    ilustracja na okładce: Artur Sadłos/Red Flying Robot
    data wydania: 20 maja 2011
    miejsce wydania: Warszawa

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany
    Przemysław Barwik
    Dobra recka :) Jak przyjdzie

    Dobra recka :) Jak przyjdzie do mnie na stan, na bank sobie spojrzę ;D