Miasto i Miasto (China Mieville)

    Marketing to rzecz straszna. Potworna hydra o setce łbów, która pożera i wchłania kolejne tytuły, produkcje czy idee i przerabia je na wysokonakładowe bestsellery, zazwyczaj zupełnie bezpodstawnie i bez sensu. Lubi także szufladkować, zwłaszcza poprzez przyrównywanie autora do innych twórców, w większości klasycznych, lepszych i już umarłych. Miasto i Miasto China Mieville’a nie jest tu wyjątkiem – z tylnej okładki możemy dowiedzieć się, iż książka „kojarzy się nieodwołalnie z Franzem Kafką, Phillipem K. Dickiem i Raymondem Chandlerem”. W przeciwieństwie jednak do wielu powieści, gdzie tego typu slogany są tylko wabikiem na czytelnika, w tym przypadku jestem w stanie zgodzić się z opisem. Całkowicie.

    Duchy wspominanych pisarzy niewątpliwie unoszą się gdzieś nad tą powieścią. Ślady Kafki dostrzec można w konstrukcji świata przedstawionego. Akcja dzieje się gdzieś w Europie środkowo-wschodniej, w mieście (lub państwie – status miejsca jest trudny do określenia) podzielonym na dwie części: dość tradycyjne i zacofane Beszel oraz Ul Qomę, będącą gospodarczym tygrysem i miejscem wzmożonych inwestycji. Różni je niemal wszystko: waluta, język, architektura, moda, obyczaje, krajobraz, a nawet podejście do antyków i zabytków historii. Przywodzi to na myśl sytuację chociażby podzielonego Berlina, ale tutaj sprawa jest zdecydowanie bardziej subtelna. W gruncie rzeczy bowiem Beszel i Ul Qoma to jedno miasto: tuż obok beszańskich budynków wyrastają ulqomańskie wieżowce, ich mieszkańcy mijają się każdego dnia na ulicach, po których jeżdżą samochody z rejestracjami obu państw, nie wspominając o metrze, którym wszyscy jeżdżą. Nierzadko zdarza się też, że dwóch ludzi żyje w innym państwie, choć ich mieszkania dzieli tylko szerokość jezdni. Mimo to nie mogą się zobaczyć, gdyż zabrania tego prawo. Bowiem obowiązkiem każdego człowieka, po obu stronach „barykady”, jest nauczyć się przeoczać – ignorować wszystko, co nie należy do danego miasta, począwszy od ludzi, kończąc na architekturze. Przeoczanie to podstawa i gwarant życia zarówno w Beszel, jak i Ul Qomie, i wszyscy tego przestrzegają.

    W takim świecie właśnie pracuje Tyador Borlu, inspektor z beszańskiej Brygady Najpoważniejszych Zbrodni. Kiedy otrzymuje sprawę zamordowanej kobiety, której porzucone ciało znaleziono w miejskim parku, nic nie zapowiada kłopotów. Proste śledztwo w sprawie martwej prostytutki. Zbieranie śladów, przesłuchania świadków, badanie kolejnych tropów i powolne zagłębianie się w świat półlegalnych organizacji działających w Beszel, w ciemnym, ponurym i chylącym się ku upadkowi mieście – metodami i determinacją Borlu nie różni się wiele od bohaterów Chandlera. Podobnie jak oni jest gliną, poszukiwaczem prawdy, dość staromodnym, nie do końca działającym zgodnie z prawem, ale niemal niezawodnym, ze swoją niezwykłą intuicją brnącym do przodu, odkrywając przy tym kolejne elementy układanki. Te umiejętności z pewnością się mu przydadzą, gdyż sprawa martwej dziewczyny okaże się zdecydowanie bardziej skomplikowana i zaprowadzi inspektora w obszary niebezpieczne, w których królują szemrane interesy, związki półświatka z elitami są mocne, a raz po raz na wierzch wypływa na poły legendarna, na poły absurdalna sprawa trzeciego miasta, miasta między miastami… No i pozostaje jeszcze Przekroczeniówka.

    Z pewnością spodobałaby się ona Dickowi. Przekroczeniówka to coś w rodzaju służb specjalnych, nad którymi nie panuje ani Beszel, ani Ul Qoma. Na co dzień jest niezauważalna i obecna tylko w przyciszonych rozmowach i zabawach dzieci, mimo to widzi wszystko. Dba o to, by mieszkańcy bezwzględnie przestrzegali zasady przeoczania i wystrzegali się przekroczenia: jakiegokolwiek kontaktu z mieszkańcem drugiego miasta lub samym miastem. Gdy do tego dojdzie, działa szybko i zdecydowanie, nie tłumaczy się ze swoich działań, może wejść wszędzie i przesłuchać każdego, nie wspominając, że zazwyczaj nie słyszy się o tych, których Przekroczeniówka zabrała… Dlatego w interesie wszystkich mieszkańców jest przeoczać wszystko, co nie należy do ich miasta. Ale jak się okaże, także i charakter tych służb nie jest tak prosty i wszechmocny, jak mogłoby się na początku zdawać.

    Autorowi książki Miasto i Miasto udała się rzecz trudna: w sposób interesujący połączył dwa odmienne gatunki, wraz z ich ikonografią i rekwizytami, tworząc zajmujący i spójny utwór. Z jednej strony mamy klasyczne niemal opowiadanie kryminalne, wraz z doświadczonym gliniarzem i wspomagającą go młodszą asystentką, zmienioną później przez zagranicznego fachowca, powolne i metodyczne zbieranie śladów, tajemnicę, która z każdym rozdziałem rozrasta się i rozgałęzia, prowadząc śledczych w coraz groźniejsze rejony, wreszcie ostateczne rozwiązanie, którego nikt się nie spodziewał. Z drugiej strony, Mieville osadza historię w świecie, jakiego dotąd chyba nie było. Nie ma tu elementów czysto fantastycznych, jak androidy czy wróżki, a mimo to Beszel i Ul Qoma wydają się miejscem całkowicie odrealnionymi, umykającymi zwykłemu, zdroworozsądkowemu osądowi. Ta swojskość, a jednocześnie zupełna inność intryguje i przyciąga tym bardziej, że autor sprawnie buduje nastrój, poprzez rozbudowane opisy obydwu miast i codziennego życia mieszkańców, twardo przeoczających swoich sąsiadów. Pokazuje środowisko niewielkich, nacjonalistycznych grupek, dylematy, przed jakimi stają funkcjonariusze służb policyjnych a także zdziwienie obcych, przybywających do tego miejsca. Opisy są plastyczne, dobrze napisane, a sama historia bardzo spójna, co jest godne pochwały, biorąc pod uwagę stopień skomplikowania świata, w jakim Mieville osadził akcję powieści.

    Doskonale radzi sobie on również z postaciami: Borlu, jego asystentka Corti czy Dhatt z Ul Qomy – wszystkie te postacie, choć nieco stereotypowe, są dobrze skonstruowane, różnią się od siebie i mają pewne cechy dla siebie charakterystyczne, po których można je bez trudu poznać. Czytelnik od razu może się z nimi utożsamić i z przejęciem obserwować postępy śledztwa, prowadzonego zresztą wyjątkowo umiejętnie, z odpowiednim stopniowaniem napięcia i wzrostem tempa w finale.
    Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić, to pewne oszołomienie, jakie towarzyszyło mi na początku, gdy odczytywałem wszystkie te „obco” brzmiące imiona. Zupełnie nie mogłem się rozeznać, kto jest kim. Na szczęście sytuacja szybko się wyklarowała, pozostawiając na planie tylko kilka głównych postaci, mimo to uczucie zagubienia towarzyszyło mi jeszcze przez pewien czas.

    Trudno mi natomiast w jakikolwiek sposób przyczepić się do wydania. Bardzo dobry, „nienapompowany” papier, estetyczny druk i wygodny rozmiar czcionki spowodowały, że czytanie było przyjemnością. Świetne wrażenie robi także okładka: dość abstrakcyjna, ale dzięki doborowi barw wyglądająca naprawdę obłędnie.

    Z treści recenzji widać jasno, z jakiego rodzaju książką mamy do czynienia, ale gdyby komuś nie chciało się czytać całości: Miasto i Miasto to świetny, wciągający kryminał, osadzony w niezwykłej i interesującej rzeczywistości, z dobrym tempem i umiejętnie budowanym napięciem. Niezależnie od tego, czy ktoś lubi fantastykę, czy tylko powieści kryminalne, książkę China Mieville’a trzeba znać.

    Piotr "Vivaldi" Sarota

    Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
    dziękujemy wydawnictwu Zysk i S-ka.

    Autor: China Mieville
    Tytuł: Miasto i Miasto
    Tytuł oryginalny: The City & The City
    Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
    Okładka: Vincent Chong
    Wydawca: Zysk i S-ka
    Miejsce wydania: Poznań
    Data wydania: listopad 2010
    ISBN-13: 978-83-7506-556-5
    Oprawa: miękka
    Stron: 392
    Wymiary: 135 x 205 mm
    Cena: 39,90 zł

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Polski