Ofensywa szulerów (Jakub Ćwiek)
Długo nie było mi po drodze z Ofensywą szulerów Jakuba Ćwieka. Nie wynikało to z premedytacji czy antypatii – raczej z niepoprawnego lenistwa. W końcu tyle książek czeka na półce na swoją kolej, po co dokładać sobie następną? Nie powiem, kusiła bestyja – bo to i II WŚ, i fantastyka, i kino… a że Kłamca był całkiem niezły, to jeszcze można było mieć nadzieję na dobry styl. Minął roczek, książka wreszcie szczęśliwym zrządzeniem losu trafiła w me łapy i co? I jest dobrze.
Lubię historie alternatywne, niezależnie od tego, jak wielkie jest w nich stężenie fantastyki i czyja strona bierze górę, byle tylko wszystko – w miarę możliwości – trzymało się kupy. Lubię Vaterland w wersji filmowej z Rudgerem Hauerem, podobała mi się Wojna runów Marcina Mortki i nie krzywiłem się, czytając o pomysłach Dariusza Spychalskiego w Krzyżackim pokerze. Szczerze uśmiałem się również, obserwując przedwczesny koniec światowego konfliktu w Bękartach wojny. Z tymi ostatnimi zresztą powieść Ćwieka ma całkiem sporo wspólnego, począwszy od tematyki, poprzez fascynacje kinem, aż do podejścia do kwestii prawdy historycznej – żaden z twórców ani przez chwilę nie próbuje udawać, iż stara się ją zachować.
Ofensywa szulerów składa się z trzech historii spiętych ramą fabularną. W Kairze, już po wojnie, spotykają się trzy osoby skuszone ofertą dobrze płatnej pracy. Różni ich wszystko. Jasper Maskelyne jest znakomitym iluzjonistą, którego umiejętności nie raz przydały się wojskom Jej Królewskiej Mości. Jan Zumbach to as polskiego lotnictwa i weteran bitwy o Anglię. Leni Riefenstahl natomiast odbyła długą drogę: od tancerki i aktorki do pierwszej damy nazistowskiej kinematografii. Kto ich wynajął i w jakim celu? To okaże się wkrótce. Wcześniej jednak muszą podzielić się z przyszłymi wspólnikami swoimi dziwnymi, niesamowitymi historiami. Historiami, które pokażą ich przydatność w nadchodzącej ofensywie szulerów…
Ciekawe, prawda? Już samo spotkanie wydaje się fantastyczne, ale jeszcze lepiej będzie dalej. Interesująco wyszło „zapełnianie” historii przez postacie autentyczne, zarówno te pierwszoplanowe dla konfliktu, jak Hitler czy Churchill, jak i epizodyczne, jak superszpieg Sorge czy Aleister Crowley, umiejscowione niekiedy w naprawdę zaskakującym kontekście. Odnajdywanie tego typu smaczków z pewnością będzie niezła zabawą dla osób zainteresowanych historią. Zupełny odjazd nastąpi, gdy w czasie opowieści wyjdą na jaw spotkania z gremlinami i przywołanymi z piekła niemieckimi lotnikami, potyczki z magami i sztuczki z teleportacją, a nawet legendarne golemy i ten, którego imię Czterdzieści i cztery. Mieszanka iście wybuchowa, ale Ćwiekowi jakoś udaje się to wszystko utrzymać w ryzach i nadać temu chwilowej wiarygodności (jak – nomen omen - w kinie, kiedy wierzymy, że przerośnięte smerfy hasające po drzewach naprawdę mogą mieć jakieś problemy). Jeśli jednak ktoś spodziewa się po Ofensywie… wariacji na temat Kłamcy, niech szuka innej książki.
Tutaj styl jest nieco cięższy; zmienia się w zależności od tego, czyja opowieść akurat ma miejsce. Historia Jaspera jest moim zdaniem najlepsza: zwięzła, schludna i niezwykle pomysłowa, trzyma w napięciu i intryguje, czytelnik zaś zastanawia się, jakimże to fortelem wykaże się iluzjonista, by osiągnąć swój cel. No i jak przystało na angielskiego dżentelmena, Maskelyne nie jest pozbawiony wrodzonego wyspiarzom poczucia humoru i czarującego szyderstwa. Gorzej przedstawia się sprawa z częścią Zumbacha. Tak, tak, niby jest nasz, bohater, as przestworzy i w ogóle, ale obcy jest mi model patriotyzmu, który każe wszelkie przejawy polskiego heroizmu opiewać pod niebo. Tym bardziej, że w drugiej opowieści czegoś mi brakowało. Może napięcia? Jakiegoś haka, zwrotu akcji, który kazałby z zaciśniętymi pośladkami oczekiwać na rozwiązanie? Trudno określić. Nie do końca również przemówił do mnie trochę rubaszny styl opowiadania i sam finał, który okazał się mało sycący.
Nastrój poprawiła mi natomiast część poświęcona Riefenstahl, diametralnie różna od poprzednich, zdecydowanie bardziej osobista i emocjonalna, co ma zresztą odzwierciedlenie w stylu wypowiedzi bohaterki. Sam tekst mniej jest zresztą zorientowany na akcję, a bardziej na duchowe rozterki Leni, z jednej strony zajmującej się pracą reżyserską i aktorską, z drugiej coraz mocniej angażującej się w relację z tajemniczym Dawidem w momencie, gdy z każdym dniem wzrasta znaczenie i posłuch, jaki zdobywają naziści, z Hitlerem i demonicznym Goebbelsem na czele. Epizod ten jest też najbardziej oniryczny ze wszystkich, z uwagi na sen wpleciony w opowieść, mieszający czasy III Rzeszy z obroną Troi, co daje naprawdę psychodeliczny efekt. No i trudno mi osobiście, jako miłośnikowi kina, przejść obojętnie obok całej warstwy filmowej. Gdzież bowiem szukać sztuki, która w tak dużym stopniu opierałaby się na iluzji i robieniu widza w balona? Już sama postać bohaterki, znanej głównie z rewelacyjnego dokumentu Triumf woli i wielu kreacji aktorskich, skłaniała do przemyśleń na temat filmu, jego roli w społeczeństwie, wartości propagandowej i estetycznej. Co prawda refleksji tego rodzaju nie było tak wiele, jak się spodziewałem, ale trudno wybrzydzać – w końcu to jest powieść fantastyczna, a nie tekst teoretyczny. Nie podobało mi się z kolei to, iż wraz z nadchodzącym finałem narracja traciła na ciągłości, rwała się i zniżała poziom, na szczęście nie na tyle, by nie dało się tego przeczytać. Potwornie irytujący był dla mnie również sposób, w jaki książka jest zakończona. Historie zostają opowiedziane, przybywa główny sprawca zamieszania, odkryty zostaje cel operacji… i w momencie, gdy książka powinna się zaczynać, widzimy pustą kartkę. Oczywiście rozumiem, że tak jest wygodniej, że pozostawia się czytelnika z apetytem na więcej, podsyca się jego ciekawość i tak dalej. Ale to jest nieludzkie, żeby człowiek musiał czekać z taką zagwozdką na kolejny tom!
Mimo wszystkich utyskiwań mogę polecić Ofensywę szulerów. Z pewnością nie jest to książka dla osób patrzących na Ćwieka głównie przez pryzmat Lokiego, za to reszta otrzyma całkiem niezłą powieść, w której miesza się akcja, fantastyka, tajemnica i absurd. Niewątpliwie niektóre rzeczy można by doszlifować, dodać co nieco, zdynamizować pewne fragmenty, ale ogólnie nie jest źle. Jeśli ktoś lubi historię alternatywną i nie wzdraga się przez czytaniem o potyczkach hitlerowców z żydowskimi golemami, powinien być zadowolony.
Piotr "Vivaldi" Sarota

Autor: Jakub Ćwiek
Tytuł: Ofensywa szulerów
Data wydania: Październik 2009
Wydawnictwo: Agencja Wydawnicza RUNA
ISBN: 978-83-89595-55-3
Liczba stron: 352
Wymiary: 125 x 195 mm
Cena: 29,50 zł

















































