Polcon 2011: dzień II

Dzień drugi też okazał się niczego sobie...

Piątek również postanowiłam rozpocząć od prelekcji poświęconej fanfikom. Ta dla odmiany miała tytuł Po co komu fanfiction?, a prowadziła ją Ewa „Srebrna” Marczyńska-Goldstein. Postanowiła ona wyjaśnić, dlaczego i dla kogo ludzie piszą opowiadania tego rodzaju, jakie są ich typy i najważniejsze cechy wspólne. I tu również nie obyło się bez wyjaśnienia fenomenu Mary Sue oraz dowcipnego skomentowania absurdów blogowych. Srebrna przedstawiła stosunek kilku autorów, na podstawie dzieł których powstają fanfiki, do tego typu literatury. Wspomniała także o zjawisku tak zwanych analizatorni – są to blogi będące odpowiedzią na bardzo kiepsko napisane opowiadania, komentujące w żartobliwy sposób obecne w nich błędy oraz reanimujące umierającą gramatykę, logikę i kanon. Ta prelekcja okazała się bardzo udana – słuchacze byli rozbawieni, chętnie brali udział w dyskusji, a kiedy prowadząca zaczęła rozdawać cukierki, euforia jeszcze wzrosła.

Dla równowagi, kolejny punkt programu nie należał do tych, które wspominam z sympatią. Było to spotkanie z Maciejem Parowskim i Bogusławem Polchem – twórcami komiksu Funky Koval. Opowiadali oni o okolicznościach jego powstania, inspiracjach i wszelakich perypetiach, z jakimi musieli się zmierzyć. Nie powiem, czynili to całkiem ciekawie i fani komiksu, którzy przyszli, z pewnością byli zadowoleni – mnie jednakże zniechęciło najpierw stwierdzenie Polcha, że „produkcja broni jest esencją ludzkiej inteligencji” (zawsze myślałam, że zabijać każdy głupi potrafi...), a później telefon prowadzącego, który jak zaczął dzwonić (oczywiście telefon, nie prowadzący), tak nie chciał przestać. Za którymś z kolei razem, kiedy hałaśliwa melodyjka przerwała spotkanie, wyszłam i udałam się na Za_gwiazdka_bisty konkurs filmowy Miśka i Ćwieka.

Konkurs ten dotyczył wiedzy na temat filmów należących do szeroko rozumianej fantastyki: przybyli nań konwentowicze zostali podzieleni na jedenaście kilkuosobowych grup. Prowadzących – Michała Cholewę i Jakuba Ćwieka – należy pochwalić za ciekawy, a jednocześnie dość sadystyczny względem uczestników pomysł na formę zabawy. Pierwszy etap był jeszcze w miarę prosty, przynajmniej w formie: każda z drużyn musiała poprawnie odpowiedzieć na wylosowane pytanie. W drugim poziom hardkoru zaczął powoli wzrastać: kalambury bowiem, zwłaszcza dotyczące najważniejszych archetypów filmowych, wcale nie są takim łatwym orzechem do zgryzienia. W rundzie trzeciej znów pojawiły się pytania, ale „konia zrzędę” temu, kto potrafiłby odpowiedzieć na wszystkie poprawnie, nie przepalając sobie zwojów mózgowych. Etap czwarty nosił niewinnie brzmiącą nazwę „piramidka”. Cóż, jeśli czyjeś nerwy i mózg przetrwały poprzedni, to miały dużą szansę uszkodzić się w tym. Tutaj punkty otrzymywało się za odgadnięcie pięciu słów związanych z określonym filmem – zdziwię się, jeśli część ludzi nie miała potem silnego uczulenia na synonimy. Mimo że konkurs trwał bardzo długo, bo aż dwie godziny, jego uczestnicy nie wyglądali na znużonych. Zażarta walka trwała do samego końca – przy akompaniamencie szczekających psó... to jest, chciałam powiedzieć, ziejących ogniem smoków, bo przecież psów na konwent wprowadzać nie wolno. Tak...

Z rozpędu poszłam później na kolejny konkurs, tym razem poświęcony uniwersum Geralta z Rivii. Odbywał się on w atmosferze silnego wiedźmińskiego znerdowienia – uczestnicy otrzymywali od prowadzącej Agnieszki Schulz bardzo podchwytliwe pytania, dotyczące często najdrobniejszych szczególików z prozy Andrzeja Sapkowskiego – i, o dziwo, bardzo często znali na nie odpowiedzi! Trzeba przyznać, że organizatorka konkursu naprawdę rzetelnie przygotowała materiał. Pytań było bardzo dużo, a ich poziom dosyć wyrównany (dzieliły się na trudne i piekielnie trudne). Niestety, Schulz miała problem z utrzymaniem spokoju wśród uczestniczących w zabawie – może dlatego, że jest to drobna istota o posturze elfki, a takim raczej ciężko huknąć na całą salę, by łaskawie przymknęła jadaczki.

Po drodze na kolejną prelekcję zahaczyłam jeszcze o konkurs strojów – niestety, na ten akurat się spóźniłam. Mimo to udało mi się zobaczyć część osób biorących w nim udział: ich przebrania były naprawdę niesamowite! Kiedy już się napatrzyłam, pogalopowałam na Mockumentary Horror Show, który prowadził Łukasz Orbitowski. Jak się okazało, tytuł ten był nieco mylący, ponieważ autor nie ograniczył się tylko do omówienia horrorów, lecz postanowił opowiedzieć o całości tego ciekawego gatunku filmowego, jakim są mock-dokumenty (czyli, mówiąc najprościej udawane, czy też fałszywe filmy dokumentalne). „Show” za to był, ale polegał raczej na niedoskonałości sprzętu. Okazało się bowiem, że w sali multimedialnej nie działa Internet [sic!] – zanim wszystko zostało odpowiednio ustawione i naprawione, minęło sporo czasu. Nie oznacza to jednak, że był to wykład nieudany, o nie! Orbitowskiemu należą się naprawdę duże brawa, ponieważ udało mu się podejść do ułomności sprzętowych z humorem – a to, co miał do powiedzenia (i sposób, w jaki to przekazywał), było tak ciekawe, że konwentowicze nie wydawali się zawiedzeni: wręcz przeciwnie, aktywnie brali udział w dyskusjach i reagowali radośnie na anegdotki prelegenta. Ja osobiście postanowiłam sobie, że poszukam kilku wspomnianych przez niego tytułów.

Na koniec zdecydowałam się jeszcze wybrać na wykład Przepis na rockmana, czyli kilka słów o tym jak kamień przekuwano w metal, prowadzony przez Jakuba Ćwieka. Słuchacze mogli się na nim dowiedzieć, jakie są korzenie rock&rolla, skąd wziął się blues, do czego doprowadziło zniesienie niewolnictwa, jak wyglądał w rzeczywistości „amerykański sen” i jaka była reakcja białych na „czarną muzykę” (łatwo zgadnąć, że pod największym wrażeniem był Ku Klux Klan), a także co przyniosła ze sobą rewolucja obyczajowa. Oczywiście znalazło się też miejsce na portrety najważniejszych muzyków: przede wszystkim zaś Ozzy’ego „Bardzo lubię nietoperze” Osbourne’a. I ta prelekcja była udana – sądzę jednakże, że powinna być raczej zaplanowana na dwie godziny: wstęp zajął w niej bowiem tyle czasu, że część właściwa musiała zostać wygłoszona w trybie ekspresowym, mimo że cały wykład trwał dłużej niż przewidywał grafik.

|| Dalej>>