Prawem Wilka (Szczepan Twardoch)
Szczepan Twardoch wyrósł w naszym rodzimym rynku fantastyki na kogoś w rodzaju polskiego Phillipa Rotha – porusza rozmaite tematy, odważnie dobiera rekwizyty literackie i, co najważniejsze, nie sposób go zaszufladkować. Nie zabiega o popularność, lecz buduje własny kunszt literacki. To się ceni. A przynajmniej powinno się cenić.
Niestety – wydany już dobry kawał czasu temu zbiór czterech tekstów „Prawem Wilka” wśród fanów fantastyki przeszedł niemal bez echa. Niesłusznie. Twardoch przygotował literacką ucztę, oczywiście dla tych, którzy zechcą ją docenić.
Zacznijmy od tego – blurb na tylnej okładce jest mylący – teksty z „Prawem Wilka” nie są ze sobą w żaden sposób powiązane tematycznie. Czytając można pomyśleć, że wszystkie są pracami rozliczeniowymi z jakąś częścią naszej, polskiej, historii. W tym przypadku byłby to PRL. Niestety – tak jak w niedawnym „Nadchodzi” Orbitowskiego, tak i tutaj mamy do czynienia jedynie z próbą podjęcia tematu. Orbitowski rozpoczął i zakończył swój zbiór tekstami rozliczeniowymi. Demonami bohaterów była historia („Popiel Armeńczyk”) albo zaangażowanie w totalitarny reżim („Nadchodzi”). Tutaj jest podobnie – zbiór otwiera uderzający akapit w opowiadaniu „Bodhisattwa”. Twardoch stosuje banalny zabieg – kodyfikuje wydarzenia z roku 1953, wpierw w Stanach Zjednoczonych, potem w Polsce. Oto rok w którym Elvis Presley nagrywa pierwszy utwór i w którym sędziowie stalinowscy dokonują mordów sądowych na polskich żołnierzach. Oto rok w którym popularnością cieszy się Ford Crestline Victoria, a w rodzącej się PRL przydziały żywności trafiają w większości do funkcjonariuszy UB.
Można by tak długo wymieniać. Kontrast jest szokujący i znakomicie wprowadza w opowieść o samotnym rotmistrzu, żołnierzu AK, mordującym komunistów i kolaborujących z nimi zdrajców. Twardoch nie boi się ujawniać nam stanu umysłu głównego bohatera, mocno na obecne czasy niepoprawnego. Z czasem nie mamy pewności, ile z wydarzeń mających miejsce to rzeczywistość, a ile rojenia starego partyzanta.
Motyw szaleństwa powtarza się w kolejnym tekście – „Żywot i Śmierć św. Felicjana”, dość prostej historii nawróconego esbeka. Tutaj pojawiają się dwa plany czasowe i alegoryczna metafora ciągłości nieszczęść historycznych i męczeństwa. Stałego i niezmiennego. Święci mężowie cierpią niesprawiedliwość w każdej epoce i każdym czasie, ocalenie może przynieść tylko pokora i wiara.
Tutaj zamyka się „dział tekstów rozliczeniowych” i otwiera kunsztowny „dział zabaw literackich”. „Maniera Tenebrosa” oraz „Rondo na maszynę do pisania, papier i ołówek” to dwa teksty rozkładające na czynniki pierwsze klasyczny już motyw niespełnionego pisarza. Twardoch traktuje czytelnika poważnie – o ile teksty te mają być przede wszystkim zabawą konwencją, przychodzi mi do głowy inne skojarzenie. To jak nic notatki Witkacego! Bohaterowie snują opowieść w oparach opium i morfinistycznych majakach. Opowieści niepełne, o rwanej fabule, pełne emocjonalnych spazmów i wspomnień, prawdziwych lub wyobrażonych. Każdy z bohaterów musi z czasem zmierzyć się z własną porażką, ruiną, w jaką zamieniło się ich życie. Miesza się tutaj pasja, marzenia i skrajna niedojrzałość. Prawdziwy portret literata – nieudacznika, prosto z filmów Koterskiego, bez romantycznego nalotu.
Co również ważne – w „Manierze…” i „Rondzie…” kreśli Twardoch wspaniałe tło epoki międzywojnia, z kawiarniami pełnymi literatów, rewolucjonistów, poetów i ladacznic. Teksty dzieją się wszędzie i nigdzie zarazem, choć mamy tu do czynienia (podobnie jak w „Sternbergu”) z nawiązaniami do autentycznych postaci z epoki – w „Metodzie…” pojawia się chociażby alegoria Romana Dmowskiego (która to postać? Zachęcam do poszukiwań!), a bohater „Ronda…” obsesyjnie pożąda kobiety będącej twardochową wersją Madame Blavatsky.
Podsumowując – "Prawem Wilka" to dość przeciętny zbiór nieprzeciętnych tekstów. Przeciętny, bo cierpiący na brak spójności tematycznej – każdy tekst jest z innej parafii, brak tu jednolitej nuty spajającej całość. O ile we wspomnianym „Nadchodzi” Orbitowskiego tak to nie raziło, opowiadania reprezentowały wszak jeden gatunek, nie czyniąc dysonansu, o tyle „Prawem Wilka” jest wyraźnie wydane jedynie w celu zebrania tych czterech tekstów w jednym miejscu. Wskutek tego każde opowiadanie z osobna reprezentuje niezwykle wysoki poziom, lecz sam zbiór jest raczej ciekawym curiosum wydawniczym. Jeśli więc komuś zależy na posiadaniu tej części tekstów Szczepana Twardocha – jest to dla niego dobry zakup. Jeśli ktoś inny pragnie dobrej, wysmakowanej literacko pracy zbiorczej… w sumie też się nie zawiedzie. Poznającym dopiero specyficzną twórczość Twardocha bym jednak nie polecał – sięgnięcie po „Sternberga” o wiele lepiej wprowadzi w klimat prac tego autora, a jeśli się wam spodoba, potraktujcie „Prawem Wilka” jako wyśmienity, ale jednak tylko deser.
Arkady F. Saulski

autor: Szczepan Twardoch
tytuł: Prawem Wilka
wydawnictwo: superNOWA
miejsce wydania: Warszawa
data wydania: październik 2008
ISBN: 978-83-7578-012-3
oprawa: miękka
liczba stron: 280
format: 125x195 mm


















































