Przedwiośnie żywych trupów (Stefan Żeromski, Kamil M. Śmiałkowski)
Nie powiem, żebym był szczególnie pozytywnie nastawiony do idei literackich mash-upów. Kiedy dotarła do mnie wieść o przedsięwzięciu zatytułowanym Duma i uprzedzenie i zombie, zareagowałem śmiechem. Bo jakże inaczej skwitować pomysł, aby do cudzej powieści wrzucić zastępy żywych trupów? Żart, fraszka, fanaberia w najlepszym razie. Z drugiej strony, jakaż to pokusa, aby nieco zagrać sławnemu autorowi na nosie, zabawić się z czytelnikami, trochę poeksperymentować na tworzywie literackim… Zwłaszcza, gdy ma się do czynienia z tak soczystym trupem, jak Przedwiośnie Żeromskiego…
Poczynania Śmiałkowskiego postrzegam właśnie jako swego rodzaju eksperyment, próbę „uczłowieczenia” kobyły, która stawała ością w gardle licznym pokoleniom uczniów. Co zabawniejsze, owo uczłowieczanie przebiega drogą dość paradoksalną, bo zakłada zmianę głównego bohatera w żywego, ale jednak trupa, wyżerającego mózgi tak obcym, jak i bliskim. Dzięki temu choć odrobinę mniej kłuje w oczy zatrważająca bezmyślność Baryki (bo i kto od zombie oczekuje trzeźwego myślenia?), wprowadzony do opowieści zostaje także nowy kontekst. Zmiana bolszewików na zombie, pożywiające się mózgami zwykłych ludzi – ileż ciekawych znaczeń można było na tym oprzeć! Aktualnych obserwacji, rozważań i analiz, choćby pobieżnych, wynikających z dzisiejszej wiedzy! Tymczasem nic z tego: poza kilkoma wzmiankami o kulinarnych zwyczajach czerwonoarmistów i perypetiami Baryki, zmiana nie wpływa zbytnio na akcję i poczynania bohaterów. Nie wiem, co powstrzymywało Śmiałkowskiego przed większa ingerencją w tekst: brak czasu, chęci, pomysłu, strach przed zawziętymi obrońcami pisarskich nekropolii? Sadzę, że gdyby w powieści pojawiły się nieco bardziej rozbudowane opisy wyczynów bolszewików, choćby w czasie wojny, znacznie podniosłoby to wartość Przedwiośnia żywych trupów. Moim zdaniem właśnie w tym objawia się największa wada Przedwiośnia żywych trupów: niewykorzystany potencjał pomysłu. Kawaleria z szablami w dłoniach nacierająca na pochód wygłodniałych zombie jak z filmu Romero – to mógłby być ciekawy widok.
Tym bardziej, że autorowi udało się zachować spójność stylistyczną z literą pierwotnego tekstu. Pomijając rzecz jasna miejsca, gdzie ingerencja Śmiałkowskiego jest oczywista i sama się narzuca (choćby niezrozumiałe kwestie Baryki w Baku lub jego późniejsze jąkanie się), całość jest zaskakująco sprawnie skomponowana. Ba! Jeśli ktoś Przedwiośnia Żeromskiego nie czytał, bądź też czytał dawno temu, może mieć ogromne problemy z orzeknięciem, czy dany fragment jest oryginalny, czy też dopisany na potrzeby mash-up’a – zwłaszcza na początku, gdzie ingerencja Śmiałkowskiego jest największa. (Niestety, im dalej w las tym zmiany są mniejsze, a szkoda…) Niewątpliwie jest to duża zaleta ksiązki. Cieszy to tym bardziej, że powieść Żeromskiego kusi wręcz możliwością całkowitego wyśmiania i sparodiowania poprzez upchnięcie elementów zupełnie oderwanych od rzeczywistości fabularnej. Tymczasem współautor zachowuje (w miarę) powagę i stara się, by książka – lekko zmieniona i pokazana w krzywym zwierciadle – nadal pozostała Przedwiośniem. A przy okazji wystawia się mężnie na krytykę, iż dopisał dziesięć zdań i opycha całość jako pełnoprawny produkt…
Produkt – dodać trzeba – całkiem ładny. Pod względem edycji nie można książce nic zarzucić: odpowiedni rozmiar czcionki, poręczna wielkość i bardzo ciekawa grafika autorstwa Dagmary Matuszak. To naprawdę może się podobać. I zachęcać zakupoholików do porwania w dłoń i wrzuceniu do koszyka.
Jakie jest w końcu to Przedwiośnie żywych trupów? Czy to po prostu zabawa znudzonego wesołka? Może akt nekrofilii na tkance wspaniałej, polskiej literatury? Zupełna bzdura, nad którą nie warto się dłużej rozwodzić? Szczerze mówiąc: nie mam zielonego pojęcia. Jak już wspominałem – traktuję książkę spółki Żeromski & Śmiałkowski jako eksperyment przeprowadzony na mózgach czytelników. A ten ma do siebie, że może przynieść odmienne wyniki w zależności od obiektu, na którym powieść się wypróbowuje.
Jaka więc była dla mnie? Nieco inna od oczekiwanej. Nieco poważniejsza. Z trochę uładzonymi zombiakami. I całkiem niezła.
Piotr "Vivaldi" Sarota

tytuł: Przedwiośnie żywych trupów
autorzy: Stefan Żeromski, Kamil M. Śmiałkowski
wydawnictwo: Agencja Wydawnicza RUNA
ilustracja okładkowa: Dagmara Matuszak
ISBN: 978-83-89595-71-3
liczba stron: 400
wymiary: 125×195 mm
okładka: miękka
data wydania: 6 października 2010 r.
cena detaliczna: 32.50 zł


















































