Pyrkon 2010 - III

Dzień III

W niedzielę na jednym z korytarzy pojawiły się interesujące rysunki, pokazujące, że część konwentowiczów z pewnością się nie nudziła. Nie zabrakło wśród nich treści poważniejszych, jak ogłoszenia o treści: Niezależny Związek Zawodowy "Gżdacz": Żądamy PyrFuntów za nadgodziny. Co ciekawe, doczekali się nawet odpowiedzi orgów.

Po pobieżnym przyjrzeniu się tej galerii ruszyłam zagłębiać się w punkty programu. Dzień rozpoczął się dla mnie (i sporej części reprezentacji Efantastyki, wyłączając Sad, niestety pochłoniętą gżdaczowaniem) wizytą na panelu Różowy horror w czarnej koszulce, na którym Michał Sołtysiak przygotował dla swoich gości naprawdę intrygujące pytania. Pod ostrzał trafili Magda Parus, Magdalena Kozak, Maja Lidia Kossakowska oraz Jakub Ćwiek (który spóźnił się na panel w przeuroczy sposób i zebrał już na wejściu gromkie oklaski). Na samym początku autorzy musieli wybronić się z tego, czy przypadkiem nie stworzyli postaci zalatującej Zmierzchem - a pytania były dobrane naprawdę celnie. Wszyscy jednak udowodnili, że do różowych horrorów im daleko, można było więc przejść do właściwej części punktu, czyli omawiania współczesnych tendencji mieszania grozy i romansu. Rozmowa wywołała liczne wybuchy śmiechu na sali - a także kłótnie, czy aby na pewno twórczość Stephenie Meyer jest szkodliwa dla czytelniczek. Był to chyba najciekawszy panel na Pyrkonie, szczerze żałowałam, kiedy dobiegł końca.

Po tym punkcie zmyliśmy się już z sal prelekcyjnych, ponieważ nasza grupa zaczęła się rozjeżdżać - samochody, tramwaje i pociągi ani myślały czekać, rzuciliśmy się więc w wir pożegnań i ostatnich plotek na korytarzach. Konwent skończył się zdecydowanie za szybko - tyle interesujących punktów i tylu ciekawych ludzi w jednym miejscu sprawiło, że niestety z wielu rzeczy trzeba było zrezygnować, kosztem innych. Pyrkon już na stałe wpisał się w mój kalendarz konwentowy, więc nie mam wątpliwości, że wrócę za rok - i zapewne nie będę w tym odosobniona.

Anna Tess Gołębiowska

|| Dalej >>