Pyrkon 2010 - VII

Pyrkon 2010 (okiem Josteina Siwego)

Wrażenia i odrobina polemiki z prelekcją Podróże w czasie – dalej niż wyobraźnia prowadzoną przez Tomasza „Tequilę” Kiliana.

Tytuł prelekcji zainteresował mnie od razu i postanowiłem się na nią udać. Podróżowanie w czasie to jeden z najciekawszych i zarazem najtrudniejszych motywów w literaturze fantastyczno-naukowej. Otwiera pole do niczym (niemal) nieograniczonych spekulacji na temat minionych i przyszłych epok, wydarzeń ważnych dla historii. A jednocześnie należy punkt wyjściowy historii osadzić w realiach współczesnego poziomu nauki lub stworzonych nowych hipotezach, choćby i nieudowodnionych, ponieważ elementem kluczowym każdego utworu z gatunku SF jest właśnie nauka. Przy tym trzeba uniknąć paradoksów, jakich źródłem byłaby hipotetyczna podróż w czasie. Lub przynajmniej sprytnie udawać, że nie istnieją.

„Wic”, jak mawiają Ślązacy, polega na tym, że… ale może po kolei.

Prowadzący prelekcję Tomasz Kilian zaczął od przedstawienia najsłynniejszych podróżników w czasie, jakich znamy z filmów czy powieści. Od razu nasuwa się na myśl Podróżnik w Czasie z powieści Herberta Wellsa, czyż nie? (autor nie nazwał swojego bohatera żadnym imieniem czy nazwiskiem). Ale Wellsowska wizja wehikułu czasu nie ma nic wspólnego z ewentualnym wehikułem, który mógłby zaistnieć. Prezentowane przez Tequilę zdjęcia ukazywały bowiem maszynę stacjonarną. Znana nam obecnie fizyka wcale bowiem podróży w czasie nie zakazuje, wymaga jednak w takim wypadku ruchu. Ruchu z prędkością bliską prędkości światła. Prowadzący szybko wskazał narzucane przez tę samą fizykę ograniczenia. Mianowicie prędkość – nazwijmy ją ogólnie okołoświetlną – wymagałaby dostarczenia tak olbrzymich ilości energii, że do jej wytworzenia należałoby zaprząc cały wszechświat, a i tego mogłoby być mało. Wreszcie, wzrost prędkości spowodowałby na tyle duży wzrost ciężaru poruszającego się obiektu (a więc i podróżnika), że mogłoby to doprowadzić do dość smutnych dla niego skutków. Tak więc nie tędy droga.

Istotnie, podróżowanie z wielkimi prędkościami, nawet znikomymi w stosunku do prędkości światła, podróż w czasie powoduje. Jest to jednak podroż „w jedną stronę” i bez możliwości wykupienia biletu powrotnego. Owszem, odbędziemy podróż w przyszłość – po prostu nasz czas będzie biegł wolniej niż ziemski – ale powrotu nie ma. Obecnie jedynym znanym podróżnikiem w czasie jest pewien rosyjski kosmonauta, który, po trzyletnim pobycie na stacji orbitalnej „Mir” jest młodszy niż być powinien o ułamek sekundy.

Następnie przywołał Tequila teorię, w myśl której w charakterze wehikułu czasu miałyby wystąpić czarne dziury, połączone rodzajem „tuneli podprzestrzennych” z tak zwanymi „białymi dziurami”. Zaraz jednak rozwiał nadzieje słuchaczy – czarna dziura to obszar tak silnej grawitacji, że zgniata ona każdy wpadający do niej obiekt do… punktu. Należałoby tutaj dodać, że dotyczy to obiektu zwanego „osobliwością”, jaki zawsze znajduje się wewnątrz czarnej dziury. Białe dziury zaś to obiekty wysoce niestabilne, szybko zapadające się, aż do powstania czarnej dziury.

Tak więc współczesna nauka podróży w czasie zarazem nie wyklucza, ale i nie dopuszcza. Przeszedł więc prowadzący do rozważań teoretycznych. W Jakim kierunku można będzie w czasie podróżować? Najbardziej atrakcyjna wydaje się przeszłość. Któż nie chciałby zobaczyć na własne oczy, kto i jak wybudował Wielkie Piramidy? A może być świadkiem pierwszego lotu „Flyera” braci Wright? Niestety, tu właśnie wkracza do akcji pewien szczególny paradoks, zwany Paradoksem Dziadka. Otóż podróżnik cofa się w czasie i przypadkowo zabija własnego dziadka. Zatem nie może się urodzić. A skoro się nie urodził, to nie mógł zabić swego dziadka. A zatem nie mógł cofnąć się w czasie…

Rozwiązaniem tego paradoksu może być teoria, według której podróż wstecz przeniosłaby podróżnika nie do jego własnej przeszłości, lecz do dowolnej z alternatywnych linii czasowych, zatem zabiłby „tamtego” dziadka, zaś jego własny pozostałby żywy.

Następnie przeszedł Tequila do omawiania podróży w drugą stronę, czyli do przyszłości. Wspomniał tu pewną historię, do której nigdy przedtem nie dotarłem. Otóż pewien mężczyzna poniósł śmierć w wypadku samochodowym. Miał się pojawić „znikąd”, w dodatku odziany nader staroświecko. Okazał się też absolutnym nikim. Nie można było go zidentyfikować. W końcu odnaleziono jego zdjęcie. Wykonane siedemdziesiąt lat wcześniej, na krótko przed tym, jak człowiek ów zaginął bez śladu. Zdarzenie to potwierdzałoby teorię o powstawaniu czegoś w rodzaju „wirów czasowych”, które mogłyby wyrwać kogoś z jego własnego czasu i rzucić w inny (choć wydaje się, że jedynie w przyszłość). Zniknięcia ludzi w zupełnie absurdalnych okolicznościach nie są czymś rzadkim, niestety.

Szkoda, że ten wątek nie został bardziej rozwinięty – istnieją liczne relacje, które mogą świadczyć za prawdziwością przesunięć w czasie. Zamiast tego podjął Tequila temat archeologicznych znalezisk nietypowych, które zresztą nieprecyzyjnie określił ogólnym mianem artefaktów. Są to znaleziska, które nie pasują do kontekstu. Choćby słynne metalowe kulki, pochodzące z kopalni w RPA. Same kulki to jeszcze nic niezwykłego, mogły wszak zajść okoliczności, w których płynny metal w sposób naturalny przyjął formę kulistą. Jednak kulki owe posiadają detale, które zdecydowanie nie mogły powstać wskutek procesów naturalnych – rowki na obwodzie, takie jak na piłeczkach ping-pongowych. Czasem dwa, czasem trzy. Wiek warstwy geologicznej, w której owe kulki znaleziono, został oceniony na dwa miliardy lat!

Niestety, znaleziska nietypowe to raczej kiepski argument w dyskusji na temat podróży w czasie. Można je wytłumaczyć na wiele innych sposobów i tylko niektóre można by przytoczyć. Należałoby raczej wspomnieć o Skamieniałym ludzkim palcu, identycznym z palcem współczesnego człowieka. Tomografia wykazała, że wewnątrz znajdują się kości, stawy i więzadła.

Ale popełnił prowadzący poważniejszy błąd, uznając pewien prymitywizm znajdowanych przedmiotów (nie są to na ogół skomplikowane przyrządy) za argument „kontra”. A przecież hipotetyczny podróżnik w czasie, który cofnął się w przeszłość, powinien jak ognia wystrzegać się pozostawiania jakichkolwiek śladów, zwłaszcza zaś śladów zbyt zaawansowanej technologii.

Ten – w sumie jednak niewielki – błąd nie może jednak wpłynąć na pozytywne wrażenia po skończonej prelekcji. Jeżeli ktoś chciał dowiedzieć się czegoś o podróżowaniu w czasie, na pewno się nie zawiódł.

Andrzej "Jostein Siwy" Kowalski