Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
50%
Dobra.
29%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 42

Subskrybuj

Who's Online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 2 gości.

Strona główna

Pyrkon 2010 - VI

Niedziela, 23 marca

Ostatni dzień na Pyrkonie był w zasadzie dniem pożegnań. Siły inwazyjne dokonały ostatniego oglądu wyposażenia i uzupełnienia zapasów przed długa i niebezpieczną drogą powrotną do domu. Zanim to jednak nastąpiło, dzielni wojacy dokonali ostatniego zrywu i szturmem zaatakowali stanowiska wroga, całe siły koncentrując na odcinku frontu wyznaczanym przez panel Różowy horror w czarnej koszulce gdzie kobiece trio, w składzie: Magdalena Kozak, Magda Parus i Maja Lidia Kossakowska, z niewysłowioną pomocą Jakuba Ćwieka wzięło na warsztat niewątpliwie bardzo popularny ostatnio temat tragicznej miłości między gatunkowej, ze szczególnym naciskiem na sagę Zmierzchu. Wbrew pozorom, całość nie polegała li tylko na narzekaniu, że autorka tego niezwykle wysublimowanego dzieła dla nastolatek jest pisarską zakałą bez talentu. Zgromadzeni pisarze zastanawiali się, co powoduje, iż romanse grozy są tak popularne, gdzie nastąpił kryzys postaci wampira i wilkołaka, które zamieniły się w metrolalusiów i czemu Hannibal Lecter przeraża bardziej niż Dracula. Oczywiście na koniec nastąpiła długo oczekiwana chwila i powieśc została zmieszana z błotem. Przynajmniej przez Ćwieka, gdyż np. Magdalena Kozak broniła pewnej jej „wartości” (na zasadzie: lepiej, żeby czytały to, niż nie czytały nic) podczas gdy Jakub utrzymywał, iż Zmierzch ze swoją nieporadnością językową robi więcej złego, niż dobrego. Dyskusja, choć ciekawa, pozostała bez zbiorczych wniosków. Godzina to jednak zbyt mało, aby doprowadzić rzecz do końca…

I na tym niestety akcje zbrojne na Pyrkonie 2010 się skończyły, gdyż spora część dowództwa miała już zabukowaną podróż pancernym pociągiem do ojczystych jednostek. Po dość długim pożegnaniu z Woltusem i Nubią, a potem także Tess i Gotanem, siły inwazyjne w tempie raczej przyspieszonym (przydługie pożegnania są zdecydowanie niedobre!) wsiadła do tramwaju i ruszyła na Dworzec Główny. Tutaj też nastąpiło ostatnie pożegnanie z pułkownikiem Josteinem i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku wsiadłem do pociągu. Gdzie zresztą spotkałem Woltusa i Nubię, gdyż ta druga, a to niespodzianka, wracała do domu tym samym pociągiem. Tutaj też nastąpiło kolejne pożegnanie, a ja, po piekielnie długiej i monotonnej podróży, dotarłem do Bazy.

Bilans?

Trzy dni dobrej zabawy, sporo ciekawych informacji zdobytych drogą przesłuchań, mnóstwo łupów, począwszy od konwentowej koszulki, kończąc na wszechmocnym, pluszowym Cthulhu… i chęć na kolejny konwent. Bójcie się!

Piotr "Vivaldi" Sarota

<< Wstecz || Dalej >>

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi