Pyrkon 2011 okiem Woltusa, cz. II

    Jednak na Pyrkonie dobrego nie brakuje. Nubia poszła zobaczyć się z resztą efantastycznego grona na spotkaniu z Kubą Ćwiekiem, ja zaś jako miłośnik rozrywki elektronicznej i początkujący grafoman skierowałem swe kroki na panel zatytułowany: Co pisarze mogą wyciągnąć z gier i co przemysł producencki może mieć z pisarzy. Dyskusja o grach, procesie ich tworzenia oraz roli, jaką może w tym wszystkim odegrać pisarz, trwała niemal dwie godziny. Czas ten zleciał szybko i przyjemnie. Michał Cetnarowski, Paweł Majka, Łukasz Orbitowski i Jakub Żulczyk podzielili się ze słuchaczami mnóstwem historii i przemyśleń, jednak pod koniec nieubłaganie zaczął dawać o sobie znać pusty żołądek.

    Wraz z Nubią ruszyłem do jadłodajni, by uzupełnić zapas sił, bo nadchodzących atrakcji nie brakowało. Najedzeni ruszyliśmy posłuchać Ani Brzezińskiej mówiącej o tym, Jakie błędy popełniają najczęściej ludzie, którzy przysyłają teksy do wydawnictwa. Prowadzącej skutecznie udało się utrzymywać uwagę publiczności, okazało się też, że wspomnianych błędów może być całkiem sporo. Trzeba się będzie ich w przyszłości wystrzegać.

    Następnie poszedłem na spotkanie autorskie z Markiem Huberathem. Nie znałem jeszcze twórczości tego autora, chciałem więc posłuchać, co będzie miał do powiedzenia. Szybko okazało się jednak, że dla słuchacza niezaznajomionego z książkami Marka spora część rozmowy była niezrozumiała. Tak więc po kwadransie cichutko opuściłem salę, by pozwiedzać konwentowe stoiska ze skarbami wszelkiej maści (i sprawić sobie genialną koszulkę, a co!).

    Do sali prelekcyjnej wróciłem na spotkanie autorskie z Jarosławem Grzędowiczem. Jako wielki fan jego twórczości z zainteresowaniem słuchałem wypowiedzi autora o książkach i o inspiracjach i muszę przyznać, że był to czas spędzony bardzo przyjemnie. Dowiedziałem się także, jak pisarz może poradzić sobie z pytaniami o datę wydania kolejnej książki.

    Następna przerwa na regenerację sił i znów ruszyliśmy zdobywać wiedzę na prelekcjach.

    Tym razem trafiliśmy na wykład poświęcony Magii świata antycznego, który pochłonął mnie bardziej, niż wszystkie poprzednie punkty programu razem wzięte, a jak pisałem wyżej, niektóre były naprawdę niesamowicie ciekawe, tak więc niech to świadczy samo za siebie. Oglądaliśmy zwoje z dawnymi zaklęciami, podziwialiśmy symbole magicznego alfabetu, rozprawialiśmy o miseczce służącej więzieniu demonów oraz o wykorzystywaniu tychże stworów przy rzucaniu czarów. Margot Rakalska przekazała nam naprawdę sporo niezwykłych informacji i szczerze żałowałem, że mogliśmy jej słuchać tylko godzinę.

    Po zakończonej prelekcji o magii pędem ruszyliśmy na oczekiwany od dawna punkt programu, czyli Festiwal piosenki krasnoludzkiej, a żeby spisać wszystko, co tam się działo, konieczna będzie osobna relacja. Trzeba jednak powiedzieć, że chociaż co roku festiwale krasnoludzkie są świetne i budzą wielkie emocje, to tegoroczny pobił wszystkie poprzednie na głowę. Toporem i wrzaskami oczywiście.

    Po wszystkim dołączyliśmy do Viva, Sadu i Basi w sali noclegowej, gdzie przegadaliśmy resztę wieczoru i…

    Dzień trzeci

    ...spory kawałek nocy.

    Tym razem rzeczywistość okazała się bardziej litościwa, co zaowocowało zaspaniem na początek prelekcji Kuby Ćwieka o podrywaniu w popkulturze. Tam zaś dowiedzieliśmy się o czterech archetypach podrywacza oraz o ich cechach charakterystycznych. Jak to u Ćwieka - było wesoło.

    Następnie wysłuchaliśmy Iwony Michałowskiej-Gabrych mówiącej o tym, Czy można wyżyć z tłumaczenia książek, jednak ani temat, ani forma prowadzenia prelekcji nie przykuły specjalnie naszej uwagi.

    Ostatnie godziny przed udaniem się na dworzec spędziliśmy ze znajomymi, żegnając się i umawiając na kolejne spotkania. W końcu całą gromadą wyruszyliśmy stoczyć bój o miejsca w pociągu mającym zawieźć nas z powrotem do Gdańska.

    Wojciech "Woltus" Kłos

    || Dalej >>