Rozdział nr 64: SIBOK WŁĄCZA WIZJĘ
Sibok, mimo że niezbyt przestrzegający nauk Suraka, okazał się być zręczny w sztuce łączenia umysłów. Bez kłopotu dotarł do strefy podświadomości R'cera, ale tu utknął.
- Ależ skomplikowana plątanina. - mruknął po chwili.
- Coś źle? - spytała nerwowo T'Shan, przykładając bezwiednie dłoń do brzucha
- Źle? Raczej nie. Muszę się tylko w tym rozeznać. - odpowiedział Sibok krzepiąco. Jego młodziutka, przystojna twarz odrobinę pobladła. T'Shan, która znała go od dzieciństwa, dobrze wiedziała, że oznacza to duży wysiłek. Z jednej strony bała się o R'Cera, który był ojcem jej dziecka, z drugiej o dawnego podopiecznego, którego bardzo lubiła. Wciąż nie umiała wyzbyć się lęku przed mind meld.
Jej obserwacja została przerwana przez profesora Trekowskiego, który wpadł do ambulatorium, klnąc niczym murarz w sobotę po wypłacie i ściskając lewą ręką prawą, z której lała się krew. Za nim biegł Jędrek Karpiel, wołając:
- Uspokój się, Dinosławie, bo jeszcze bardziej sobie zaszkodzisz!
Profesor w nader kwiecistych słowach powiedział Karpielowi, gdzie może sobie wsadzić taką radę i zwrócił się do zdezorientowanej T'Shan;
- Potrzebuję pomocy, pani doktor.
- To widzę, ale co się stało? - T'Shan pospiesznie wyjęła z szuflady dermoregenerator.
- Gówno... to jest, nieważne.
- Walnął ręką w stół podczas dyskusji z Martynką i trafił w stos szalek - wyjasnił Karpiel - Poszły w drobny mak, a Dinek poharatał sobie rękę.
T'Shan z westchnieniem wzięła mikroskaner i pensetę, po czym zajęła się usuwaniem z pokaleczonej dłoni profesora odłamków szkła. Trekowski przez cały czas klął półgłosem, to wymyślając nieobecnej asystentce, to komentując ogólnie porządki na statku i baby, które wszędzie wtykają swój nos. Usunąwszy ostatni okruch szkła T'Shan na wszelki wypadek jeszcze raz przeskanowała rękę profesora, zdezynfekowała rany i zamknęła je dermoregeneratorem.
- Gotowe - rzekła - Następnym razem, gdy pokłóci się pan z asystentką, to proszę uważać, w co pan wali.
- Następnym razem to walnę ją w ten głupi łeb. - warknął Trekowski.
- Opanuj się, Dinosławie. - ofuknął go Karpiel w strachu, że te pogróżki usłyszy kapitan i zrobi piekło - Przecież dobrze wiesz, że nie miałeś racji. Takich doświadczeń nie wolno przeprowadzać przy uszkodzonym wyciągu.
- Akurat dużo ty tam o tym wiesz! Trzymaj nos w swojej chemii nieorganicznej, a do mojej organicznej go nie pchaj! - ryczał Trekowski - Jesteś zwykły smrodziarz, nie chemik! Nie masz pojęcia, nad jak doniosłymi rzeczami pracuję!
- Wielkie rzeczy, wszyscy to wiedzą! - odparował Jędrek - Usiłujesz stworzyć wirusa, który powodowałby stan upojenia alkoholowego przez rozkład cukru bezpośrednio we krwi. Myślisz tylko o tym, żeby się narąbać!
Dinosław Trekowski aż zapiał z oburzenia.
- Nieprawda! - wrzasnął - Ja pracuję dla dobra ludzkości!
- Znam wielu takich, co przyznaliby ci rację, bo sami chodzą na okrągło z zapeklowanym mózgiem, ale ja mam na ten temat swoje zdanie. Nie bądź taki ważny profesor, bo ci to w końcu zaszkodzi.
Trekowski rozejrzał się nerwowo, wyraźnie w poszukiwaniu czegoś, czym mógłby rzucić w Jędrka, ale tu zaprotestowała T'Shan. wypraszając ich obu za drzwi, na korytarz, gdzie mogli kłócić się dalej. Potem chciała wrócić do gabinetu, w którym odbywało się mind-meld, ale okazało sie, ze nie jest już to konieczne. Obaj, R'Cer i Sibok, wyszli stamtąd, bladzi i wymęczeni, ale o własnych siłach.
- Czy... wszystko w porządku? - spytała T'Shan w napięciu. Sibok skinął głową, zbyt zmęczony, by wdawać się w szczegóły. Lekarka przeskanowała go pospiesznie, jednak oprócz pewnego odwodnienia i spadku poziomu elektrolitów nie było zmian. Następnie popatrzyła na komandora, który odwzajemnił się jej pozbawionym emocji, chłodnym spojrzeniem.
- Naprawdę doszedł pan do siebie? - spytała, siląc się na ton oficjalny.
R'Cer przytaknął z typowym wolkańskim spokojem.
- Potwierdzam - rzekł - Ślepota ustąpiła. Czy mogę już wrócić do pracy, pani doktor?

















































Odpowiedzi
Jako ciekawostka: jest wada
Jako ciekawostka: jest wada ponoć genetyczna, która powoduje, ze w wyniku rozkładu sporej części białek zwierzęcych ubocznie produkuje się w organizmie człowieka alkohol. Czy - zjesz se z rańca smazona z trzech jajec, a jak cie potem policjo udybie, to kruca masz przestane ;]
Niestety!
Los obdarza tą wadą jedynie maleńką liczbę wybrańców...
A szum przynajmniej przy tym
A szum przynajmniej przy tym jest? Co taki delikwent musi zjeść, żeby był?
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
taki delikwent musi zjeść
taki delikwent musi zjeść jakiekolwiek mięcho, lub jaja, reszta już zależy od ilości. przeważnie ludziom z ta wada genetyczna wolno jeść 'same trawsko' cytując po znajomym. no chyba, ze nie przeszkadza im chodzenie zygzakiem. swoja droga to musi być ciekawe kiedy komuś się tłumaczy 'sorry schlałem się wątróbką'