Rozdział nr 67: DZIWNY PRZYPADEK
Po wnikliwym przestudiowaniu akt Grześka, zawierających historię jego edukacji i przebieg służby, R'Cer zadumał się srodze. Wyglądało na to, że kapitan ma rację, zastępca głównego inżyniera nie miał po prostu niezbędnych kwalifikacji do przeprowadzenia tego zamachu. A choć można go było powiązać również ze znalezionym w kabinie R'Cera urządzeniem do transmisji podprogowych, to było jasne, że nie wymyśliłby on czegoś takiego. W dodatku on i Karol Michałow przyjaźnili się od lat i chyba nie było między nimi żadnej poważnej sprzeczki. Opinia psychologów Floty równiez podważała taką interpretację. Wynikało z niej, że mając coś do Michałowa Grzesiek raczej stłukłby go od ręki, i to robiąc tyle hałasu, że ściągnąłby ludzi z całego pokładu. Do cichej, zaplanowanej na zimno zemsty jego profil psychologiczny w ogóle nie pasował. Z tego wynikał zaś tylko jeden wniosek - coś przejmuje okresowo kontrolę nad jego ciałem. Każdy inny wniosek byłby pozbawiony sensu i nie pasowałby do logicznego ciągu skojarzeniowego.
- Ale czemu akurat Grzesiek? I czemu to coś działa tak głupio w gruncie rzeczy? - spytała Lilianna, gdy R'Cer podzielił się z nią swymi spostrzeżeniami.
- To właśnie powinniśmy odkryć. I myślę, że dobrze byłoby porozmawiać sobie z panem inżynierem.
- No to usiądźmy i porozmawiajmy.
Grzegorz Brzęczyszczykiewicz początkowo odmówił zeznań. Właściwie nawet nie tyle odmówił, co wygłosił dłuższy monolog, składający się ze słów powszechnie uznawanych za obraźliwe, z których niektóre miały pewnie nawet nieustaloną jeszcze pisownię. Kiedy wreszcie wyczerpał repertuar, kapitan, słuchająca go z wielkim zainteresowaniem, popatrzyła pytająco na niewzruszonego jak zawsze R'Cera.
- Jak pan myśli, to miało znaczyć "tak" czy "nie"? - zapytała.
- Myślę, że ten młody człowiek jest bardzo źle wychowany. - odpowiedział sztywno Wolkanin.
- To akurat nie ulega wątpliwości, ale to nie jego maniery są przedmiotem śledztwa.
R'Cer włączył zapis z kamer monitoringu, na których widać było Grześka, odwiedzającego miejsca, gdzie nie powinno go być, w czasie, kiedy, jak utrzymywał, spał w najlepsze. Grzesiek wytrzeszczył oczy na ekran, wymamrotał coś, czego kapitan wolała nie dosłyszeć, i głośno zadeklarował:
- To jakieś manipulo... ja nic takiego nie pamiętam!
R'Cer uniósł lekko brwi, bo w głosie inżyniera brzmiała absolutna szczerość i taka obraza, jakby ktoś zarzucił jego matce rozwiązłe życie, a jemu samemu nieprawe pochodzenie. Zastanowiwszy się chwilę zaproponował:
- Proszę pozwolić mi poznać pana myśli, poruczniku. W ten sposób rozstrzygniemy wszystkie wątpliwości.
- Co takiego?! - ryknął z oburzeniem Grzesiek.
- Poruczniku, proszę się poddać badaniu. To rozkaz. - powiedziała ostro kapitan.
- A ja taki rozkaz...- młody inżynier zerwał się z krzesła, tryskając gniewem. Jego oczy zapłonęły nagle na czerwono, jak karbunkuły. R'Cer poderwał się i chwycił go za nadgarstki akurat w chwili, gdy inżynier próbował złapać ciężki przycisk, leżący na stole. Nie do końca uświadomił sobie jednak, z czym ma doczynienia i odrobinę zlekceważył ludzkiego - a więc słabszego - przeciwnika. Grzesiek przyłożył mu kolanem, a potem z jadowitą precyzją uderzył wyprostowanymi palcami w szyję, trafiając nieomylnie w odpowiednie zakończenia nerwowe. Wolkanin zwiotczał i upadł. Kapitan Zakrzewska, zaskoczona takim rozwojem sytuacji, nie zdążyła sięgnąć po broń, gdy Grzesiek wypadł na korytarz i pomknął w jakimś sobie znanym kierunku.
















































