Rozdział nr 70: KONFLIKT KATECHETYCZNY
Nim Wolkanin dotarł na mostek, alarm zmienił się z żółtego na czerwony. Na mostku trwało zamieszanie, bo Ksawery Milcz usiłował ustalić dokładne parametry napastników. Wreszcie Weronice udało się uchwycić sygnaturę energetyczną obu pojazdów i wpisać ją do komputera na chwilę przed tym, jak na mostku zjawił się R'Cer, a zaraz po nim rozespany i ziewający Arek.
- Co się dzieje? - spytał pomiędzy dwoma ziewnięciami.
- Co ma się dziać? Ostrzeliwują nas - odparła poniekąd spokojnie kapitan - Jaśko, kawy dla pierwszego oficera, bo nas tu wszystkich połknie na surowo!
- Haj, panicko! - odkrzyknął raźno góral i runął do drzwi, nadeptując po drodze na ogon Miśkowi. Ten spokojnie, bez jednego warknięcia, zatopił potężne kły w jego spodniach.
- Łolabogamatkoboskoświnto joniekcioł! - wrzasnął Jasiek wniebogłosy, łapiąc się za ukąszoną łydkę.
- Jak tam nasi przyjaciele? - spytała kapitan sterników, nie zwracając na to uwagi.
- Sądząc z analizy sygnatur to Orioni - zameldowała Weronika, odwracając się twarzą do Lilianny, która lokowała się właśnie w swoim fotelu - Dwa pościgowce klasy Jastrząb ze standardowym wyposażeniem. Misiek, pfuj, nie jedz Jaśka, zaraz dostaniesz obiad!
- Jak na razie nasze osłony wytrzymują, ale ich moc zaczyna spadać. - dodał Milcz.
=/= Snajperzy, odpowiedzieć ogniem! - krzyknęła Lilianna do mikrofonu komunikatora - Jasiek, przestań odgrywać ofiarę losu i przynieśże wreszcie tę kawę. I weź po drodze słone paluszki.
- Ida, ida. - jęknął posłusznie ordynans i zniknął za drzwiami.
Tymczasem ksiądz Maślak i siostra Ofelia usiłowali, mimo ostrzału, prowadzić dalej katechezę. Nauki parafialne były pomysłem ojca Tadeusza, a zakonnica poszła na nie po to, by nie prowadził on nauk dla kobiet, bo gdy raz sie za to zabrał, to później delegacja obrażonych załogantek wybrała się do pani kapitan i zrobiła piekło na temat, że nie dadzą sie obrażać. Kapitan Zakrzewska wezwała księdza na rozmowę.
- Podobno powiedział ojciec, że żony mają być poddane mężom, kobietom przystoi pokora, a ból przy porodzie jest skutkiem grzechu, popełnionego przez Ewę i należy znosić go w ramach pokuty? - spytała sondażowo.
- Tak jest napisane w Biblii. - odpowiedział duchowny z dostojeństwem.
- A czy dodał ojciec, że niewiasta z samej swej natury jest skłonna do grzechu i uległa diabelskim podszeptom, zatem musi być trzymana przez mężczyzn krótko dla jej własnego dobra?
- Myślę, że ktoś musiał to tym nieszczęsnym istotom uświadomić.
- Przepraszam - nie wytrzymała kapitan - Czy ojciec jest przy zdrowych zmysłach?
Tu ksiądz Tadeusz obraził się okropnie, i przez następne parę dni w ogóle nie chciał z panią kapitan rozmawiać. Jednak awantura odniosła skutek, bo od tej pory on prowadził zajęcia dla mężczyzn, a siostra Ofelia - dla kobiet. Podczas gdy mężczyźni z zaciekawieniem słuchali odmalowywanego przez duszpasterza obrazu tego, co ich czeka za ich rozliczne grzechy (jak sami mówili, to lepsze niż Szekspir i Dante do kupy), kobiety dzieliły się przepisami na rozmaite ciasta, rozmawiały o przeczytanych książkach, omawiały techniki robótek ręcznych i rozwiązywały wspólnie krzyżówki. Siostra Ofelia ograniczała się zazwyczaj do wypisania na wielkiej tablicy tematu katechezy i w kilku punktach jej treści, a potem z ochotą uczestniczyła w tym, na co akurat jej słuchaczki miały ochotę. Mocą niepisanej umowy wykluczone były jedynie sprawy damsko-męskie, zatem każda taka "katecheza" zmieniała się w coś w rodzaju spotkania towarzyskiego przy kawce i ciasteczkach.
Tym razem też, mimo czerwonego alarmu, zajęcia w obu grupach nie zostały przerwane. Na pokładzie wszyscy już zdążyli przywyknąć do tego, że co chwila wyje jakaś syrena i nikt nie zwracał na to większej uwagi, niż było konieczne.
















































