Rozdział II: Eskorta
Rozdział II:
Eskorta
Harry’emu nie zostawiono jednak zbyt wiele czasu na rozmyślania – od zadumy nad życiem seksualnym Hedwigi oderwał go głośny huk. Myśl o tym, że Dursley’owie zapomnieli zamknąć drzwi, zakwitła w jego umyśle błyskawicznie, ale pomysłu na to, kto mógł otworzyć je z taką siłą, że wyrwał je z zawiasów i rzucił na podłogę, w pierwszej chwili nie miał. Otępienie, wywołane mieszkaniem przy Privet Drive 4, spowodowało, że z początku powiedział sobie jedynie: „Człowiek nie dałby rady…”, dopiero później Harry stwierdził, że może i człowiek by nie dał, ale przecież on znał nie tylko ludzi. I faktycznie, już po chwili dobiegł go okrzyk:
- Cholibka, ależ te mugolskie sprzęty się psują…
Harry, nie wierząc jeszcze własnym zmysłom, zbiegł na dół i zobaczył Hargida – gajowego Hogwartu, a zarazem jego bliskiego przyjaciela we własnej osobie.
- Hagrid, co ty tu robisz? – wykrztusił chłopak z trudem w chwilę później, kiedy półolbrzym ściskał go mocno, niemal łamiąc mu wszystkie żebra.
- Ja, no, tego… ekhm… No wiesz, Harry… Ja myślałem… Ekhm…
- Dumbledore cię przysłał? – spytał młody czarodziej, domyślając się, że pewnie jest to jakaś tajna misja, o której nie może się dowiedzieć.
- Tak, dokładnie, to Dumbledore! No, ja głupi, myślałem, że się nie skapniesz, a jednak! – przytaknął Hagrid, nieco zbyt gorliwie.
„Czyżby coś przede mną ukrywał?”, przemknęło przez myśl Harry’emu, ale nie było mu dane rozważać więcej, gdyż Hagrid zarządził stanowczo:
- Zaraz to po ciebie przyleci, ta, jak ich tam… eskorta! Więc szoruj do góry po kufer i widzimy się tu za pięć minut. Oddam im ciebie do rąk własnych i mogę się zmywać.
- To ty… nie odjedziesz ze mną? – zgłupiał Harry.
- Czy cię rozum opuścił? Na miotle cię stąd zabiorą, bo wszyscy wiedzą, że kawał z ciebie zawodnika… No a pomyśl, Harry, jaka miotła utrzymałaby starego Hagrida? Pogrzebacz by się wygiął… No, leć po twoje manatki, czy trza ci z czymś pomóc?
- Ekhm… poradzę sobie… - mruknął chłopak, myśląc z przerażeniem, że będzie musiał stawić czoła swojemu bałaganowi, jednak wolał to, niż dopuścić, by Hagrid zobaczył jego prezenty. Kto wie zresztą, na ile on sam maczał w tym palce, w końcu dostał krawat, który według gajowego musiał być szalenie elegancki.
Gdy Harry wracał na dół, wlokąc za sobą kufer i ściskając pod pachą klatkę z Hedwigą, ujrzał swoją eskortę. Był to jego dawny nauczyciel obrony przed czarną magią… i dziewczyna, na widok której Harry niemalże zaczął się ślinić. Była wysoka, miała nogi do samej ziemi, ponętne piersi, ciasno opięte szarym mugolskim sweterkiem i gęste, kasztanowe włosy, lekko wijące się wokół jej twarzy. Uśmiechnęła się do Harry’ego, pokazując równe, białe zęby i błyskając zielonymi oczami. Chłopakowi zawirowało w głowie na samo wyobrażenie, że jej czerwone usta mogłyby dotykać jego warg.
- Profesora Lupina już znasz, Haryy… - zaczął Hagrid.
- Jakiego tam profesora… - przerwał mu Lupin, ale gajowy ponownie wszedł mu w słowo.
- Teraz poznaj Nimfadorę Tonks, to absolwentka Hogwartu, aurorka.
Harry poczuł, że jego żołądek fiknął koziołka. Ta kobieta była nie tylko piękna, ale i zdolna. No i była aurorką, jak jego rodzice. A czym on miał jej zaimponować? Blizną na czole? Chłopak czuł, że blednie, po karku spływał mu zimny pot, a jego spodnie zdawały się robić za ciasne. Nerwowo poprawił koszulkę, upewniając się, czy zakrywa je dostatecznie.
- W… witam… - wyjąkał, czując, że oblewa się rumieńcem. No tak, na powitanie zrobił z siebie kretyna.
- Niestety, wzywają mnie pilne sprawy, więc nie będę mógł wam towarzyszyć przez całą drogę, Harry – powiedział ciepło Lupin. – Mam nadzieję, że dacie sobie radę. W końcu oboje jesteście młodzi, z pewnością znajdziecie wspólny język.
Tak, język. Język Harry’ego zdecydowanie chciał mieć wiele wspólnego z językiem Nimfadory. Tylko czy jej język zechce tego samego?
- No to chyba ruszamy? – zawołała, uśmiechając się. – Harry, nie patrz na mnie, jakbyś zobaczył ducha, i od razu mówię: nie mów do mnie Nimfadoro… Nie znoszę tego imienia. Mów po prostu Tonks.
Tonks. Po prostu Tonks. W uszach Harry’ego łomotało, jego serce waliło szybciej niż znikał znicz, a spodnie zdecydowanie były zbyt ciasne – a przecież miał na sobie stare ciuchy Dudleya!
Tonks. Wspólny język. Sami. Umysł Harry’ego przestał nagle rozpoznawać znaczenie wszystkich innych słów.

















































Odpowiedzi
Zupełnie szczerze ci
Zupełnie szczerze ci powiem,że bardziej ubawiła mnie pierwsza część. Tutaj humor i język zbyt szybko uległ "uproszczeniu".. Ciekawiej wypadał ten poprzedni, nieco bardziej wyrafinowany dowcip. Owszem, podłoże erotyczne - fajnie, ale tu mi troszkę zajeżdża stylem... Kiepskich (?). Słowem: Wolałam poprzedni humoru, może mniej bezpośredni, ale jak dla mnie zabawniejszy. Niemniej czekam na więcej, ciekawi mnie, co z tym dalej poczniesz :)
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
Solennie...
Solennie obiecuję, że postawiam się poprawić.
Naprawdę niezłe :D Takiej
Naprawdę niezłe :D Takiej wersji HP to jeszcze nie czytałem :P Nie ma to jak miła odmiana ;]
"Klękajcie narody, oto Wielki_i_Mroczny ukazał swe oblicze! Niech będzie pochwalony Wielki Imperator! Za Imperium! Na pohybel Jedi!"
________________________________________
Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas...
Też mi się podoba :D
Też mi się podoba :D Czekam na ciąg (obciąg!!!! :D) dalszy!
Czegoś takiego mi właśnie
Czegoś takiego mi właśnie brakowało :) Raz, że utrzymane na poziomie, a nie to, co w innych ff, gdzie Harry posuwa wszystko, co się rusza :P a dwa masz fajny styl :)
:):) Klimatyczne obie
:):) Klimatyczne obie części, ja czekam na występ Snape'a XDDD
Wiesz, ogólnie mi się
Wiesz, ogólnie mi się podoba bardzo i wkurzyłaś mnie, że takie to to krótkie ;p ale popieram zdanie Lorki... ale nie do końca zgadzam się na to z kiepskimi :) Po prostu taki styl Potterowski, plus Twoje pomysły jest najlepszy, choć pewnie nie jest lekko to osiągnąć... ^^'
"Jeśli nigdy nie grzeszysz przeciwko rozsądkowi, nigdy do niczego nie dojdziesz
Albert Einstein
"Jeśli nigdy nie grzeszysz przeciwko rozsądkowi, nigdy do niczego nie dojdziesz"
Albert Einstein
Bo Lorka jest od bycia
Bo Lorka jest od bycia wredną, a nie od ciągłego słodzenia :P Ot co! I tak na ef zdecydowanie za dużo lukru sypię :P Jak nie ja normalnie :D
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"