Shiki

Japończycy jakoś nie mają szczęścia do serii o wampirach. Anime poruszające tę tematykę można podzielić na dzikie bezsensowne rąbaniny a’la Hellsing i podejrzanie przypominające Zmierzch romansidła typu Vampire Knight, w których mhrok wylewa się z każdego kąta i trauma goni traumę, a wszystko w imię nieszczęśliwej miłości. Kiedy więc usłyszałam, że seria Shiki będzie o krwiopijcach, nie bardzo wiedziałam, czy warto w ogóle się za nią brać. A jednak było warto.

Czytaliście Miasteczko Salem Stephena Kinga? Shiki to bliźniaczo podobna opowieść: do małej, oddalonej od reszty świata wioski sprowadzają się wampiry i prawie natychmiast rozpoczynają żer. Zanim ktokolwiek zauważa wzrastającą liczbę zgonów, krwiopijcy już całkowicie kontrolują całą okolicę. Oczywiście dopóki grupa śmiałków nie postanowi wypowiedzieć im wojny.

Fuyumi Ono, autorka powieści, na podstawie której powstało anime, sama przyznaje, że inspiracji do napisania tej historii dostarczył jej horror amerykańskiego pisarza. Jednak podobne zawiązanie fabuły nie oznacza takiego samego jej przebiegu. W Shiki o wiele mocniej zostały zarysowane powiązania pomiędzy bohaterami, którzy mieli nieszczęście uczestniczyć w tragicznych wydarzeniach. W dodatku w anime również wampiry otrzymują głos – poznajemy ich pobudki i cele, które im przyświecają. Działania ożywieńców, zabijających, by przeżyć, oraz zachowanie walczących o przetrwanie ludzi pokazane są w taki sposób, że pod koniec anime odbiorca staje przed licznymi wątpliwościami. Kto tu tak naprawdę był dobry, a kto zły? Jak daleko można się posunąć w obronie własnego życia? Anime nie udziela na te pytania jednoznacznej odpowiedzi, ale prowokuje do własnych przemyśleń.

Kiedy ludzie z Sotoby zaczynają umierać, nie od początku nie wiadomo, co jest przyczyną nagłego wzrostu liczby zgonów. Początkowe epizody to ciąg następujących po sobie śmierci kolejnych bohaterów. Obserwujemy także działania miejscowego lekarza, Toshiego Ozakiego, oraz mnicha z świątyni, Seishina Muroia, którzy jako jedyni zdają sobie sprawę, że w wiosce dzieje się coś nienaturalnego. Równorzędnie rozwija się historia Natsuna Yuukiego, który przeczuwa, że zakochana w nim bez wzajemności Megumi, pierwsza ofiara dziwnej zarazy, nie jest do końca martwa i powróciła, by go prześladować. Oprócz tego pojawia się cała plejada pobocznych wątków, a biedny widz nie jest w stanie zapamiętać wszystkich imion i dat, którymi jest bombardowany. Jest to też najsłabsza część całego anime – akcja rozkręca się bardzo powoli, w dodatku obserwowanie, jak bohaterowie miotają się, próbując odgadnąć przyczyny zarazy, podczas gdy wszyscy wiedzą z zapowiedzi serii, że to robota krwiopijców, naprawdę nuży. Dopiero gdy same postacie odkrywają prawdę, akcja gwałtownie przyspiesza, a opowieść staje się o wiele mroczniejsza i brutalniejsza. W pewnym momencie wyraźnie zaczyna klarować się zakończenie – jednak jest ono dość nieprzewidywalne i nie do końca szczęśliwe. Ale czy taka seria mogła w ogóle skończyć się słodkim happy endem?

Na uwagę zasługuje sposób, w jaki przedstawiono w tym anime wampiry, które w serii określane są również słowem „okiagari” oznaczającym „ożywione zwłoki”. Sama ta nazwa podpowiada nam, że nie mamy tu do czynienia z modną ostatnio tendencją do modyfikowania klasycznego mitu wampira. W Shiki krwiopijcy nie iskrzą się w słońcu, ale doznają paskudnych poparzeń. Okiagari w ciągu dnia zapadają w letarg, mogą wejść do cudzego domu tylko wtedy, gdy zostaną zaproszone, nie mogą znieść widoku świętych symboli, a jedynym skutecznym sposobem na wpędzenie ich z powrotem do grobu jest klasyczny drewniany kołek wbity w serce. Wampiry polują na ludzi, wysysając z nich krew, ale nie każdy ugryziony zostaje ożywieńcem. Tylko część zmarłych mieszkańców Sotoby powraca do życia, przy czym nikt (nawet pierwsze wampiry, rodzina Kirishiki) nie wie, czemu zaledwie garstka ukąszonych ludzi może stać się okagiari. Z drugiej strony krwiopijcy w Shiki nie są bezmyślnymi zwierzętami, polującymi na ludzi dla zaspokojenia głodu. Również i wampiry mają uczucia, cierpią z powodu losu, jaki przypadł im w udziale, część z nich wcale nie chce zabijać. Są wśród nich jednak i urodzeni sadyści, którzy napawają się widokiem śmierci i rozkoszują zadawanym cierpieniem.

Bohaterów – zarówno tych ludzkich, jak i wampirzych – jest naprawdę wielu. Nie będę ich tu wszystkich charakteryzować – powiem tylko, że postaci są dynamiczne, a wydarzenia mają spory wpływ na rozwój ich charakterów. Co dziwniejsze, niektóre z osób, które na początku mnie irytowały (jak choćby Natsuno), potem zyskały moją sympatię, a te, które najpierw lubiłam, później zraziły mnie swoim zachowaniem. Pod koniec naprawdę nie wiedziałam, komu mam kibicować, co rzadko mi się zdarza, gdy oglądam anime. Jeśli twórcy chcieli namieszać w głowie widzowi i sprowokować go do zadania sobie paru pytań, to w moim przypadku im się udało.

Muzycznie to anime jest naprawdę świetne. Openingi, endingi i soundtrack idealnie wpasowały się w klimat serii, podkreślając mroczną i groźną atmosferę. Nie wyobrażam sobie innej muzyki, która mogłaby lepiej pasować do tego typu anime, ale słyszałam opinie, że nie wszystkim się ona podoba, bo w zbyt oczywisty sposób manipuluje klimatem.

No i dochodzimy do grafiki, która jest, niestety, najsłabszym punktem serii. Nie mówię tu o animacji (bo ta jest dość udana), dziwnej kolorystyce (chociaż różowe buty Natsuna dalej trudno mi zaakceptować), ani o eksperymentach graficznych, których jest sporo, ale wcale nie rażą. Chodzi o kreskę – tak dziwaczną, że chyba bardziej już być nie mogła. Postaci wyglądają po prostu groteskowo. W oczy rzucają się przede wszystkim ich fryzury, przypominające skamieniałe peruki, w niektórych przypadkach z mackami. Można znieść dziwaczne oczy i kanciaste twarze, ale te włosy są naprawdę straszne. Szalona inwencja twórcza projektantów postaci spowodowała, że również niektóre stroje wyglądają pokracznie (pod tym względem chyba najbardziej ucierpiały ubrania Tatsumiego, sługi wampirzej rodziny). Do kreski jest się naprawdę ciężko przyzwyczaić i dopiero po jakimś czasie udało mi się do niej przekonać.

Seria Shiki miała swoje lepsze i gorsze momenty, ale jeśli spojrzeć na nią obiektywnie, to jest jednym z najlepszych animowanych horrorów, jakie miałam przyjemność widzieć. Na pewno lepsze wrażenie sprawi, gdy będzie się ją oglądać jako całość, a nie jeden odcinek na tydzień. Zdaję sobie sprawę, że zarówno nietypowa kreska, jak i dość senne i powolne zawiązanie akcji mogą odrzucić niektórych widzów, ale mimo wszystko uważam, że warto poświęcić temu anime trochę czasu.
Polecam je szczególnie miłośnikom horroru i fanom klasycznych opowieści o wampirach.

Natalia „Vatelema” Gorczowska

reżyseria: Tetsuro Amino
oryginalna historia: Fuyumi Ono
projekt postaci: Ryu Fujisaki
animacja: Shinji Ochi
muzyka: Yasuharu Takanashi, REMI
premiera: 2010
produkcja: Japonia
producenci: Aniplex, Daume, FUNimation Entertainment
liczba odcinków: 22
rodzaj: seria TV

obsada aktorów głosowych:
Sunako Kirishiki - Aoi Yuuki
Seishin Muroi - Kazuyuki Okitsu
Toshio Ozaki - Tooru Ookawa
Natsuno Yuuki - Kouki Uchiyama
Megumi Shimizu - Haruka Tomatsu

Komentarze

No Avatar
Reila on ndz., 02/09/2014 - 15:15

Jestem osobiście rozczarowana ilością odcinków i zakończeniem. Ilością odcinków, ponieważ zakochałam się w tym anime, w muzyce (podkład jest genialny!!) i postaciach. A jeśli chodzi o zakończenie, to wolałabym żeby to shiki wygrali. Nie jestem sadystką xDD Po prostu mam już po dziurki w nosie tych "sweet happy ending". No i uważam, że pod koniec to ludzie byli tymi złymi. Szczególnie Sunako Kirishiki przypadła mi do gustu i cieszę się, że razem z mnichem przeżyli :) Tak bardzo polubiłam tę serię, że wymyślałam nawet akcję do przodu! Może kiedyś zamieszczę na tej stronie moją wersję wydarzeń po ostatnim odcinku Shiki... ^.^