Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
50%
Dobra.
29%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 42

Subskrybuj

Who's Online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 2 gości.

Strona główna

Słońce Słońc (Karl Schroeder)

Jednym z powodów, dla którego tak lubię gatunek SF, jest jego olbrzymia elastyczność – trudno chyba znaleźć inną konwencję tak otwartą na różne fabuły i pomysły, a jednocześnie dającą autorowi niezwykle dużą swobodę. Chcesz kosmiczny romans? Ależ proszę bardzo. Marzy ci się opowieść o globalnym konflikcie i wielkich armiach ścierających się na polach bitew? Nie ma problemu. Myślisz o komediowych perypetiach handlarza-ciamajdy? Wolna wola. Masz pomysł na poważną powieść z silnymi wątkami socjologicznymi? Nie widzę przeciwwskazań. Chcesz napisać wciągającą historię przygodową, z piratami i krwawymi potyczkami? Czemu nie – ale zanim siądziesz do pisania, przeczytaj Słońce Słońc Karla Schroedera i popatrz, jak powinno się to robić.

Pisarzowi udało się stworzyć powieść intrygującą: z jednej strony dość tradycyjną, wykorzystującą znane konwencje i motywy, z drugiej jednak niezwykle oryginalną, jeśli chodzi o kreację świata przedstawionego. W efekcie Śłońce Słońc ma coś do zaproponowania zarówno miłośnikom SF – czy to osobom preferującym twardą fantastykę, czy też ludziom lubiących po prostu ten gatunek – jak i czytelnikom, którzy szukają solidnej rozrywki podanej w niebanalnym opakowaniu.

Tym ostatnim niewątpliwie do gustu przypadnie fabuła powieści. Traktuje ona o przygodach Haydena Griffina, mieszkańca państwa Aerie, który poprzysiągł wywrzeć zemstę na osobach odpowiedzialnych za śmierć jego rodziców, a zwłaszcza na admirale floty Slipstream, Chaisonie Fanningu. Zgorzkniałemu i mocno zdeterminowanemu Griffinowi udaje się zatrzeć ślady swego pochodzenia, zatrudnić się w domu Fanningów, wejść w skład ich służby, a potem... potem sprawy komplikują się tak dalece, że węzeł gordyjski wydaje się przedszkolną układanką przy aferze, w jaką wdepnął Hayden. Dość powiedzieć, że ważnymi elementami w nadchodzących wydarzeniach będą między innymi powietrzni korsarze, zbłąkana kula, kobieta z innego świata, piracki skarb i tytułowe Słońce Słońc – Candesce. Jedno trzeba przyznać Schroederowi: lubi rozmach. I niewątpliwie potrafi tworzyć wciągającą, przygodową historię. Znajdziemy tu niemal wszystko, co powinno znaleźć się w porządnej powieści awanturniczej: krwawe starcia i wymyślne intrygi, dramatyczne pościgi i pełne napięcia eksplorowanie nieznanych terytoriów, motyw zemsty i obowiązku, który jest ważniejszy od śmierci, gorzkie rozczarowania i zwalające z nóg niespodzianki, tajemnicze kobiety i męską przyjaźń oraz wiele, wiele innych. Schroeder znakomicie buduje napięcie – powoli i systematycznie idzie do przodu, odkrywając kolejne elementy układanki i zagęszczając atmosferę, by w jednym momencie podnieść temperaturę i poziom adrenaliny jakimś mocnym, dynamicznym fragmentem, a potem znów powrócić do poprzedniego tempa, ale już z innym oglądem na sytuację, nowymi drogami, którymi można podążać. Niczym najlepszy kucharz dozuje akcję i dialogi, aby nie przytłoczyć czytelnika nawałem zdarzeń, ale i nie zanudzić, trzymając cały czas w stanie oczekiwania na to, co się stanie – zwłaszcza, że zwrotów akcji w Słońcu Słońc nie brakuje, a pierwsze wrażenie w wielu wypadkach jest nad wyraz mylne.

Niewątpliwie dużą zasługę w budowaniu klimatu powieści mają bohaterowie – interesujący i nie jednowymiarowi. W zasadzie żadna z postaci nie pozostaje taka, jak na początku książki, wszyscy odkrywają swoją drugą twarz lub ujawniają nieznane fakty na swój temat. Przede wszystkim jednak są nakreśleni kompleksowo, posiadają swoje cechy charakterystyczne, cele i przymioty. Główny bohater – Griffin – paradoksalnie budzi niewiele sympatii: znakomity lotnik, ale momentami arogancki gnojek, z czasem dopiero odmienia się pod wpływem kilku zaskakujących wiadomości. Cieplejsze uczucia może natomiast budzić Chaison Fanning – jakby na przekór temu, że jest celem Haydena i admirałem floty Slipstreamu, czyli z założenia tym złym; ten znakomity strateg i trzeźwy dowódca jest postacią, którą trudno jednoznacznie ocenić. Jeszcze trudniejsze jest to w stosunku do bohaterek – Aubri to prawdziwa enigma: jej cele pozostają niejasne, podobnie jak pochodzenie i źródło jej wiedzy. Powoli odkrywa swoje tajemnice, jej działania zyskują coraz większą wagę, jednak kryje w sobie wiele niespodzianek, nie zawsze zresztą przyjemnych. W tej kwestii jednak i tak daleko jej do Venery Fanning – chyba najciekawszej postaci w powieści: przedstawicielki arystokracji o sporym drygu do intryg oraz ogromnej determinacji i przebiegłości. Jest niczym szara eminencja, która pociąga za sznurki, a wszyscy tańczą w takt jej muzyki. Jest najbardziej nieprzewidywalnym elementem całej układanki i niejednokrotnie jej działania zszokują czytelnika; razem ze swoim mężem tworzą znakomity, barwny duet.

Dobrze, wszystko ładnie, pięknie, ale gdzie w tym wszystkim swe miejsce znaleźć mają miłośnicy SF? Cóż, o nich także pomyślał Schroeder tworząc uniwersum, którego nie powstydziliby się najwięksi fantaści. Virga – bo o niej tu mowa – to sztuczny świat; olbrzymi balon wypełniony powietrzem, wodą, skałami oraz... ludźmi zamieszkującymi miasta, gdzie grawitację otrzymuje się poprzez wprawianie metropolii w ruch wirowy, zaś nad głowami świecą sztuczne, fuzyjne słońca, umożliwiające pracę i przeżycie. Mało? No to dodajmy do tego jeszcze świecące w centrum tego świata Candesce – Słońce Słońc, którego części rodzą kolejne świetliste olbrzymy; liczne państwa zbudowane na kształt walców, kół lub wtopione w ogromną masę wody; tajemnicze sargassa, będące zniszczonymi i spalonymi pozostałościami po wielkich lasach, gdzie ludzie zakładali swe siedziby; potworną zimę, w której czają się piraci, armady statków zbudowanych ze stali i drewna, toczących bitwy w otoczeniu chmar aerocykli... Nie da się ukryć, że świat wykreowany w Słońcu Słońc zaskakuje zastosowanymi rozwiązaniami i rozmachem, stawiając czytelnika przed czymś nowym i oryginalnym. Oczywiście Schroeder nie poprzestaje tylko na koncepcie niesamowitego uniwersum: wplata w akcję wiele motywów znanych z SF – sztuczną inteligencję, wątek inwazji obcej kultury, refleksje socjologiczne na temat państw Virgii... niektóre z tych pomysłów są na tyle interesujące i sprawnie naszkicowane, że aż czuć żal w powodu tego, iż nie pociągnięto tego lub innego wątku dalej.

Jednak sam pomysł na niewiele by się zdał, gdyby nie było umiejętności – a tych Schroederowi nie brakuje. Unika zbyt rozbudowanych, wielostronicowych opisów, nie sposób jednak odmówić jego wizjom plastyczności – co jest tym ważniejsze przecież, iż czytelnik ma do czynienia ze światem zupełnie odmiennym od tego, jaki znamy. Autor uważnie dozuje informacje, aby czytelnik mógł sobie wyobrazić konstrukcje i podniebne potyczki, ale żeby przy okazji czytania o tym wszystkim przypadkiem się nie zanudził. Co prawda z początku można poczuć swego rodzaju zawrót głowy całym bogactwem szczegółów – sam miałem przez pewien czas problem, żeby ogarnąć przedstawione wizje i opisane miejsca – ale z biegiem czasu wszystko się prostuje, a człowiek całkowicie wsiąka w lekturę. Dodając do tego także wspomnianą umiejętność budowania napięcia oraz dobrą rękę Schroedera do dialogów (zdarzają się co prawda wypowiedzi nieco drętwe, ale są równoważone przez inne, znakomite – zwłaszcza w wykonaniu Venery) otrzymujemy książkę, która może podobać się nie tylko pod względem treści, ale i formy (szczególnie, gdy dodać do tego bardzo estetyczne i pozbawione armady literówek wydanie).

Podsumowując: Słońce Słońc to niezwykle intrygująca powieść fantastyczno-przygodowa, która zadowoli fanów zarówno wartkiej akcji, jak i nieco ambitniejszego SF. Wspaniałe wizje, wciągająca fabuła, pełnokrwiste postacie, bardzo dobry styl – wszystko to składa się w obraz jednej z ciekawszych pozycji gatunku. Polecam zwłaszcza osobom interesującym się SF, ale zrażonym do jej hermetyczności – tutaj znajdziecie kilka ciekawych pomysłów i sporo rozrywki na najwyższym poziomie.

Piotr "Vivaldi" Sarota

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
dziękujemy wydawnictwu Ars Machina.

Autor: Karl Schroeder
Wydawnictwo: Ars Machina
Tłumaczenie: Andrzej Jakubiec
ISBN: 978-83-932319-5-9
Liczba stron: 360
Wymiary: 125 x 195 mm
Cena: 35 zł
Oprawa: Miękka
Wydanie: 2011 r.

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi