Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
50%
Dobra.
29%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 42

Subskrybuj

Who's Online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 2 gości.

Strona główna

Tank Girl

Tank Girl to luźna adaptacja komiksu Alana Martina i Jamie Hewletta o tym samym tytule, traktującym o przygodach postrzelonej dziewuchy, rozbijającej się swoim czołgiem po terenach Australii i walczącej z szeroką gamą przeszkód: począwszy od wielkich korporacji i sekt, kończąc na przepisach ruchu drogowego. Komiks zyskał sobie (nie będę rozważał, czy zasłużenie) status kultowego, a jego sukces próbował zdyskontować film. Przyznać trzeba: bez sukcesu.

Film jest niemal typowym przykładem adaptacji komiksu lat 90, która z oryginału bierze tylko niezbędne elementy, a resztę przerabia wedle własnej fantazji. Mamy więc świat po apokalipsie - pozbawiony opadów deszczu, wielką korporację (oczywiście zbrodniczą i bezlitosną) trzymającą za pysk ludzi i zasoby wodne, grupę renegatów, obowiązkowe mutanty kryjące się pod ziemią i główną bohaterkę, która jest uosobieniem chaosu, jednoosobowym pandemonium i chodzącą katastrofą nie znającą jakichkolwiek zasad dobrego wychowania. Rolę są oczywiście rozpisane standardowo: po jednej stronie nasza bohaterka (koniecznie w towarzystwie nieśmiałej jajogłowej), po drugiej – demoniczny Kesslee, potrafiący chociażby chodzić po tłuczonym szkle, z nieodłącznym uśmiechem na ustach, który nie schodzi z nich nawet w momencie torturowania osób trzecich. Punkowa niemal anarchia pozbawiona wszelkich planów i hamulców, przeciw militarno-przestępczej potędze, która swoją drogą jest wyjątkowo nieudolna. Każdy żołdak to żądny krwi i seksu potwór z rozregulowanym celownikiem, więźniowie to poniżani niewolnicy, a grupka mutantów bez problemu rozwala potężne zgrupowania wroga. Wszystko to zaś jest podlane niewyobrażalnymi wręcz ilościami kiczu: i napuszone kwestie Kesslee’go, i wykańczanie swoich podwładnych, zachowanie głównej bohaterki, jej nierzadko pozbawione sensu wypowiedzi i momentami potwornie słaba charakteryzacja i scenografia, (czego przykładem są choćby wspominane mutanty, budzące niepohamowany śmiech), która przywodzi na myśl skrzyżowanie Barbarelli, Mad Maxa i programów Benny Hilla. Interesująco wyglądają przebitki złożone z fragmentów animowanych i takich, w których użyto oryginalnych plansz komiksów. Nie ulega wątpliwości, że wykorzystano je także z powodów budżetowych i niedostatków technicznych, niekiedy wyglądają jednak zdecydowanie lepiej niż live action. Kto wie, czy film ten nie byłby lepszy jako produkcja animowana...

Paradoksalnie jednak cała kampowość Tank Girl działa w pewnym sensie na korzyść filmu. Odmiennie niż w przypadku np. Batmana i Robina, który również był potwornie kiczowaty, tutaj jest to zabieg celowy. Ma za zadanie podkreślić całkowite oderwanie bohaterki od jakichkolwiek norm i szablonów, chaos i anarchię, jaką wprowadza swoimi działaniami i tym mocniej ukazać różnice między nią a zuniformizowaną korporacją „Woda i Potęga”. Pozawala to też włączyć w obręb filmu masę żartów, zabawnych dialogów i aluzji, nierzadko związanych z seksem (wniosek z filmu: większość facetów to seksistowscy brutale, a kobiecie dobrze może być tylko z idiotą). Szkoda tylko, że spora cześć z nich wydaje się nieco wymuszona…
Podobnie można mieć zastrzeżenia do aktorstwa. Lori Petty jako Tank Girl jest momentami rewelacyjna, zwłaszcza w scenach dialogowych z Jet i Kesslee, istny wulkan energii i szaleństwa. Jednak wraz z upływem czasu jej irracjonalne niekiedy zachowanie zaczyna irytować i męczyć. Doskonale wypada natomiast Malcolm McDowell jako czarny charakter, szef „Wody i Potęgi”. Jest przerysowany, momentami śmieszny, a przy tym demoniczny jak wszyscy diabli. Tego typu role są dla niego wymarzone, co zresztą może potwierdzić choćby jego występ w Kaliguli. Wreszcie Naomi Watts jako Jet – rola wprawdzie niewielka, ale charakterystyczna i w przeciwieństwie do dwóch poprzednich – w miarę „normalna”. Reszta ról albo niczym się nie wyróżnia, albo balansuje na granicy parodii.
Największą jednak bolączką filmu jest scenariusz, pełen nieścisłości, kompromisów i dziwnych połączeń. Przede wszystkim jest jednak nierówny. Skoki w napięciu są bardzo częste i po fragmentach emocjonujących nagle następuje całkowity opad napięcia i film dłuży się niemiłosiernie. Reżyserce Rachel Talalay nie udało się zapanować nad materiałem i stworzyć z niego dobrego widowiska. Początkowe napięcie i zainteresowanie z czasem maleje, by w końcówce niemal w całości wyparować i gdyby nie pojedyncze epizody i finał, druga połowa filmu byłaby męczarnią.

Czy polecać film? Osobiście uważam, że można go obejrzeć jako ciekawostkę, zwariowany obraz o rąbniętej blondynie w czołgu. Na imprezę ze znajomymi nada się nieźle, natomiast na relaksujący, sobotnie seans do kolacji – raczej niekoniecznie. Chyba, że jakaś wojująca feministka chce się koniecznie dowartościować, oglądając zarzynanych seksistów i wyzwoloną dziewoję z mechanicznym substytutem faceta…

Piotr "Vivaldi" Sarota

 

Obsada:

Lori Petty - Tank Girl / Rebecca
Ice-T - T-Saint
Naomi Watts - Jet Girl
Don Harvey - Sergeant Small
Jeff Kober - Booga
Scott Coffey - Donner
Malcolm McDowell - Kesslee
Stacy Linn Ramsower - Sam

Czas trwania: 104 min.
Rok produkcji: 1995

Produkcja

Reżyseria: Rachel Talalay
Scenariusz: Tedi Sarafian
Muzyka: Graeme Revell
Zdjęcia: Gale Tattersall
Montaż: James R. Symons
Produkcja: Tom Astor

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi