Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
50%
Dobra.
29%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 42

Subskrybuj

Who's Online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 2 gości.

Strona główna

Tern (Nik Pierumow)

Recenzja autorstwa Magdy Goetz z portalu Kawerna, umieszczona w ramach bliskiej współpracy naszych portali.

Nik Pierumow, uznany i wielokrotnie nagradzany rosyjski pisarz fantasy jest mi znany przede wszystkim dzięki swojej trylogii „Pierścień mroku” – kontynuacji „Władcy Pierścieni” J. R. R. Tolkiena, mistrza, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. Pełna skruchy przyznaję, że „Pierścienia mroku” nie dane było mi czytać, jednak po lekturze wydanego w tym roku przez Wydawnictwo Solaris „Terna” jestem skłonna uwierzyć, że Pierumow mógł być godnym kontynuatorem tolkienowskiego dzieła.

„Tern” na pierwszy rzut oka: grube, solidne tomiszcze przyjemnie ciążące w dłoni, wydane przyzwoicie, choć sądzę, że od okładki można by wymagać czegoś więcej. Trudno zarzucić jej coś konkretnego; myślę, że choć miła dla oka, jest niezbyt charakterystyczna. Na domowej półce jednakże prezentuje się dobrze. Co jednak dla mnie ważniejsze – powieść ma 500 stron; przyjęłam to z wielkim entuzjazmem, bo lubię długie, dopracowane historie, lubię, jeśli dobrą książką mogę na dłużej zapełnić swój czas.

Powieść Nika Pierumowa otwiera nowy cykl „Siedem Zwierząt Rajlegu”. Otwiera z rozmachem, autor bowiem podejmuje się trudnego zadania – wykreowania własnego, autorskiego świata. Tę próbę uważam zdecydowanie za udaną – realia nie są tu jedynie kolejną kalką uniwersów zamieszkanych przez ludzi, krasnoludów i elfy ze sporadycznie pojawiającym się smokiem; wręcz przeciwnie – autor przedstawia nam kilka nowych ras, nowych rodzajów magii i nowych gatunków flory i fauny. Mimo licznych zapożyczeń – demonów, alchemii, zakonów rycerskich, królestwa nieumarłych, wszystkie te motywy przedstawia w nowy, świeży sposób, nadając im własny, wyraźny rys. Przykładem bardzo dobrego, autorskiego wykorzystania znanego motywu jest w książce Nekropolis – mocarstwowy kraj nieumarłych oraz żywych parających się mroczną magią, zorganizowany jednak zupełnie inaczej niż w innych znanych mi tekstach kultury, zaskakująco. Również straszny, jednak straszący zupełnie czymś innym, niż dotąd. W świecie tym więc nawet to, co już znamy, potrafi nas zaskoczyć; autorowi udało się zrealizować zamiar dziś bardzo trudny i ambitny – w zalewie nieprzeliczonych publikacji fantasy stworzył coś oryginalnego i świeżego, coś, co – jak sądzę – zdoła zaskoczyć nawet doświadczonego czytelnika fantasy.

O ile wykreowany na kartach powieści świat uważam za jej największy atut, o tyle muszę też przyznać, że bardzo odpowiada mi sposób narracji. Trudno powiedzieć, czy język jest zasługą autora czy tłumaczenia, tak czy inaczej, poczytuję go również za plus. Jest to, oczywiście, rzecz gustu i przyzwyczajeń. Według mnie jednak, mimo bogatego językowego stylu, książkę czyta się dobrze, swobodnie, nawet tam, gdzie autor raczy nas opisem przyrody. Opisy zresztą, choć niekiedy dość obszerne, nie dominują treści; fabuła rozwija się głównie dzięki dialogom. W dialogach także poznajemy postacie, sam narrator nie mówi o nich zbyt wiele.

Samym postaciom koniecznie trzeba poświęcić nieco miejsca, bo nie sposób podsumować ich jednym zdaniem. Widać tu bowiem pewien rozdźwięk. Główny bohater, tytułowy Tern, nakreślony jest według mnie znakomicie –jego los i tożsamość owiane są tajemnicą i mogą naprawdę zaintrygować czytelnika; w każdym razie – mnie zaintrygowały. Jest to postać dobra, szlachetna i obdarzona mądrością, mimo to jednak wymyka się schematom, budząc przy tym autentyczną sympatię. Mimo że dhussy – a Torn wygląda właśnie jak przedstawiciel tej rasy – nie sprawiają wrażenia ani przyjaznych, ani przesadnie atrakcyjnych zewnętrznie, można się z tą postacią utożsamić i śledzić jej losy z autentycznym zaangażowaniem.

Nieco inaczej rzecz się ma z pozostałymi bohaterami opowieści. Mimo podjętego przez autora wysiłku – każda z postaci jest inna z wyglądu i charakteru, niektóre reprezentują dziwne rasy lub profesje, niektóre są z innymi w konflikcie – w ogólnym rozrachunku wypadają nieco stereotypowo. Piszę „nieco” całkowicie świadomie, ponieważ mnie samej to nie przeszkadzało ani trochę, przede wszystkim dlatego, że mimo posiadania dość typowych zestawów cech, postacie nadal są żywe i dobrze poprowadzone, zaś wszystkie naraz tworzą na tyle interesujący układ, że pewne niedoskonałości można autorowi wybaczyć. Dzięki tej różnorodności mamy zresztą czasem okazję do uśmiechu i lekkiego rozbawienia, autor bowiem przemyca tu i ówdzie trochę całkiem dobrego dowcipu – nie na salwę śmiechu, ale właśnie – na lekki uśmieszek błąkający się gdzieś w kącikach ust.

Zbliżam się nieuchronnie do ostatniego ważnego elementu – fabuły. Celowo zostawiłam ją sobie na koniec, bo tu właśnie mam największy szkopuł. Tym większy, że „Tern” nie jest autonomiczną historią, ale częścią większej całości (planowane są przynajmniej 4 tomy w ramach cyklu). Można (i należy) patrzeć zatem na tę książkę z dwóch perspektyw.

Akcja „Terna” opisuje losy głównego bohatera, wraz z drużyną przedziwnych, napotykanych po drodze towarzyszy, rzucanego w różne miejsca wykreowanego przez Pierumowa świata. Wydaje się, że zasadnicza, kluczowa dla fabuły, jest tajemnicza zaraza zwana Zgnilizną; trudno jednak powiedzieć, co jest głównym wątkiem powieści. Kolejne przygody, którym drużyna wychodzi na przeciw, raczej nie łączą się w większą całość; trudno powiedzieć, ku czemu tak naprawdę to wszystko zmierza. Mimo to, poszczególne epizody są wciągające, pozwalają też więcej dowiedzieć się o fascynującym świecie i o bohaterach. Czyta się to dobrze, choć na pewno lepiej, jeśli ma się już pewną wprawę w pokonywaniu tak obszernych książek.

Gdyby więc „Tern” miał być zamkniętą całością, pozostawiałby pewien niedosyt. Przede wszystkim niewiele dowiadujemy się o samym Ternie (choć czytelnik nieco uważniejszy odnajdzie pewne wskazówki – nadal jednak będzie mógł snuć jedynie domysły). Główna zagadka także pozostaje nierozwiązana, zaś samo zakończenie bardzo wyraźnie sugeruje kontynuację (która, zresztą, pod tytułem „Aliedora” ma się ukazać jeszcze w tym roku, również nakładem Solaris). Na szczęście „Tern” zamkniętą całością nie jest, a jako pierwszy tom dłuższego cyklu całkiem dobrze wywiązał się z zadania – mimo niedoskonale skonstruowanej fabuły, zdołał mnie zaintrygować na tyle (głównym bohaterem, kreacją świata, zagadką Zgnilizny), że sięgnięcie po kolejny tom uważam za całkiem dobry pomysł. Myślę też, że wakacje to odpowiedni czas na lekturę takiego opasłego tomiszcza.

Tytuł: Tern
Autor: Nik Pierumow
Język oryginału: rosyjski
Tłumacz: Iwona Czapla
Wydawnictwo: SOLARIS
Okładka: miękka
Projekt okładki: Tomasz Maroński
Ilość stron:499
Rok wydania: 2010
ISBN: 978-83-7590-048-4

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi