Uśmiechnięty nieboszczyk (Laurell K. Hamilton)
Pisanie kilkutomowej serii jest wyjątkowo niewdzięcznym zadaniem. Z jednej strony należy protagonistę przeciwstawiać wciąż nowym problemom i przeciwnikom, coraz to silniejszym i wymyślniejszym, aby czytelnik się nie nudził. Z drugiej, trzeba to wszystko odpowiednio dozować, aby spragniony niesamowitości konsument nie poczuł się traktowany jak idiota. O ile jeszcze w seriach w rodzaju Harry’ego Pottera jest to proste (bo mamy pewien „większy” plan fabularny) o tyle np. w seriach kryminalnych trzeba nieco pogłówkować. Pogłówkować musiała również Laurell K. Hamilton, autorka Uśmiechniętego nieboszczyka, drugiego tomu cyklu o Anicie Blade. I trzeba przyznać, wyszło jej całkiem nieźle.
Ktoś kiedyś powiedział, że kontynuacja jakiegoś tytułu rzadko bywa lepsza, czasem bywa równie dobra, najczęściej jest jednak znacznie, znacznie gorsza. W przypadku drugiego tomu cyklu o Egzekutorce, mogę stwierdzić, że pani Hamilton udało się napisać książkę równie dobrą, a pod pewnymi względami nawet lepszą od poprzedniczki.
Jeśli w Grzesznych rozkoszach głównymi aktorami były wampiry, tutaj na plan pierwszy wysuwają się zombie, co – biorąc pod uwagę, iż Anita jest w zasadzie nekromantą – nie powinno dziwić. Głównym wątkiem jest śledztwo w sprawie tajemniczego, zabójczego zombie, który grasuje na przedmieściach i wyżera wnętrzności kolejnym rodzinom. Żeby jednak nie było zbyt prosto, po drodze przypałęta się również problem z bardzo bogatym i bardzo upartym biznesmenem, walka z ożywionymi trupami, spotkanie z potężną magią voodoo i namolny wampirzy Mistrz Miasta, mający dość jednoznaczne plany w stosunku do Anity.
Przeniesienie środka ciężkości z wampirów na zombie było doskonałym pomysłem. Pierwszy tom, mimo ciekawych bohaterów i interesujących rozwiązań fabularnych (legalny wampiryzm) nadal plasował się w obrębie powieści wampirycznej, pełnej różnorakich wpływów, począwszy od Draculi kończąc na Buffy. Drugi tom jest znacznie świeższy i prezentuje temat rzadko podejmowany w powieściach grozy. U Hamilton, zombie to nie jest tylko trup, który wyciągnie łapy przed siebie i włóczyć się będzie po ulicach w poszukiwaniu mózgu do zeżarcia. Pod tym względem ma dużo wspólnego z zombie ożywionym przy pomocy voodoo: aby zaczął działać, ożywiający musi wydać rozkaz, niesprowokowany zombie nie zaatakuje, lecz odpowie na napaść. Co więcej, w świecie Anity, gdzie wampiryzm jest legalny, lykantropia to choroba w rodzaju AIDS, a zombie wzywane są w charakterze świadka, problem żywych trupów otarł się nawet o ustawy prawne. W ilu innych powieściach tego rodzaju ożywieńcy są bliscy otrzymania praw osobistych?
Doskonałe wrażenie robią postacie: są pełnokrwiste, żywe, czasem nieco karykaturalne. Wydaje się, że autorka lubi przeciwstawiać wygląd zewnętrzny przymiotom ducha. Wiele jest postaci, których pozory siły lub kruchości skrywają coś zupełnie odmiennego. Oczywistym przykładem jest sama Anita, wyglądająca może na nauczycielkę czy bizneswoman, ale z pewnością nie na przesiąkniętą sarkazmem nekromantkę i egzekutorkę wampirów. Mam nawet wrażenie, że sarkazmu jest tu więcej niż w poprzednim tomie, podobnie jak emocji przebijających się przez pancerz ironii i opanowania. W końcu Blake to nie Stallone, tylko drobna kobietka, która ma (nie)szczęście być prawdziwym postrachem wśród krwiopijców. Ciekawie na tym tle wygląda jej zażyłość z Jean-Claudem, wampirzym Mistrzem. Ich wzajemne relacje, wahające się między nienawiścią, strachem i pożądaniem przypominają typową grę w kotka i myszkę, tyle, że w tym wypadku wynik jest trudny do przewidzenia.
Pod względem języka Hamilton trzyma nadal wysoki poziom. Jest soczyście, ale bez konieczności rzucania mięsem. Sporo czarnego humoru, wylewającego się zarówno z komentarzy Anity (narracja prowadzona jest w pierwszej osobie) jak i jej interakcji z innymi postaciami. Autorka ma lekkie pióro do żartów i choć niektóre latają dość nisko nad ziemią, brak tutaj takich, po których można by poczuć zażenowanie. Podobnie jest z brutalnością: jest jej więcej, także dosadniej, ale nie jest to sztuka dla sztuki. Hamilton nie szokuje wylewającymi się flakami i bryzgającą na lewo i prawo posoką. Stara się nawet ją ograniczać tam, gdzie to możliwe. Działanie godne zanotowania. Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić, to niektóre sformułowania tłumacza. Czasem zdarzy się, że postać wypowie zdanie, które moim zdaniem zupełnie do niej nie pasuje.
Ogólnie uważam, że Uśmiechnięty nieboszczyk to całkiem niezła powieść. Nie aspiruje do bycia wielką literaturą, nie udaje, że jest czymś więcej, niż przyjemnym czytadłem. Ważne natomiast, że robi to dobrze. Lektura, choć szybka, była dla mnie bardzo przyjemna. Idealna książka na długą podróż pociągiem lub dłużące się, deszczowe dni.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 2009
Tytuł oryginalny: Anita Blake, Vampire Hunter: The Laughing Corpse
Oprawa: miękka
ISBN: 83-7298-479-4
Wydanie: II


















































Odpowiedzi
Woah!
Książki obowiazkowe, tylko z wrodzonego skapstwa bede musiała poczekac na jakieś przeceny, lub aż sie pojawią w bibliotekach. czyżby kroiła sie seria kryminałów na miare christie tyle, że z wagonem czarnego humoru i w fantastycznym świecie? :D
i tak z innej beczki 'Doskonałe wrażenie robią postacie: są pełnokrwiste, żywe,'- przy opisie bohaterów z których wiekszość przeszła przez stan bierno-potencjalny,ich wnetrznosci zrezygnowały z typowej dla siebie pracy, a krew w zyłach zeschła juz lata temu te słowa zakrawają na ironię zaprawiona czarnym humorem :P
Z tymi przecenami może być
Z tymi przecenami może być różnie - w empiku jest teraz dostępny ostatnio wydany, 6 tom serii, ja natomiast widziałem w Taniej Książce trzy pierwsze tomy, tańsze o prawie 50% ;]
--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/
I kiedy ja mam to wszystko
I kiedy ja mam to wszystko przeczytać? Kiedyś okradnę Cię z ksiażek!
---
"Nie biorę narkotyków – sam jestem narkotykiem."
"Skromność właściwie nie jest moją specjalnością."
/Salvador Dali/