Ziemia atakuje Marsa

    No i stało się – ruszyły zapisy na pierwszy załogowy lot na Marsa. Tradycyjnie, jak przystało na nasz zadufany w sobie gatunek, jest to projekt parunastu pasjonatów, którym jakimś cudem udało się zgromadzić wokół siebie naukowców. Trudniejszym zadaniem jest sfinansowanie całej akcji – tutaj wkraczają możliwości dzisiejszej techniki rozrywkowej rodem z domu Wielkiego Brata, w jaki ma przeistoczyć się życie pierwszych pierwszych ludzi na Marsie. Dodatkowo, aplikujący otrzymują nakaz zapłacenia 38 dolców „wpisowego”, co przy fakcie iż już pierwszego dnia było tych ochotników  10 000 daje do myślenia.

    A może by się tak zgłosić? Zostawić w tyle ten popieprzony świat, jego problemy i powolną agonię cywilizacji zachodu, która prawdopodobnie zginie do 2050 roku zgnieciona przez świat islamski? Nie bardzo chce mi się wstawać każdego ranka, słysząc nawoływanie z pobliskiego meczetu. Jak każdy człowiek, chcę też coś znaczyć – jeśli byłoby to zapisanie się w historii jako kolonista pierwszej obcej planety? Czemu nie? To chyba najwyższy czas – coś, co jeszcze 10 lat temu było czystym Sf, dzisiaj staje się tematem ogólnoświatowej debaty i poniżenia dla programów kosmicznych „mocarstw”, które bełkoczą coś o „powrocie na księżyc”.

    Projekt Mars One jest szalony, ale czy szaleńcem nie był także Kolumb? I czy nie jest bardziej szalone siedzenie na jednym tylko kawałku skały, czekając, aż zabłąkany kamyk rozgniecie nas na nim jak mrówki? A to się prędzej czy później stanie – to, albo wojna. Te rzeczy nie należą do spekulacji, bo wydarzyły się w historii tak często, że wiadomo, iż wydarzą się znowu. Mamy siedzieć i czekać? Ten statek powoli tonie, dane demograficzne jasno mówią, że z islamem już przegraliśmy. To nie jest apokalipsa, jakiej oczekiwałem. To powolne konanie cywilizacji, zmiana warty, w której nie mam zamiaru uczestniczyć i na którą się nie godzę.

    Czy Mars One jest wyjściem? Tak wygląda, lecz rozsądek mówi, że niekoniecznie. Że jest parę faktów, które zastanawiają, jak brak jasno określonych cech doboru kandydatów, jak dziwny system finansowania, dziwnie wyglądający na wyłudzaczy, którzy – kiedy już zbiorą kasę – znikną sobie obwołując projekt „fiaskiem” – fiaskiem za które my zapłacimy miliony dolarów. Do ich kieszeni. Całkowicie legalnie.

    Nie wiem, jak mam odnaleźć prawdę i czy warto zapłacić te 120 ponad złotych, by dostać się w szeregi ochotników.

    Kiedy byłem dzieckiem marzyłem sobie o wielu rzeczach, część z nich konsekwentnie teraz realizuję. Marzyłem, że kiedyś będę wydawał – i tak sie stało. Marzyłem też, że polecę na Marsa, zamieszkam tam. Czy właśnie teraz otwiera się przede mną szansa, czy to tylko fatamorgana, miraż, drgający obraz moich największych próśb?

    I pytanie najważniejsze – czy mógłbym się tak poświęcić, jak poświęcał się prawdopodobnie Kolumb i jemu podobni, a nawet bardziej? Mars One to droga bez powrotu, małe szanse przeżycia… na co czekamy? – zapytałby Gimli.

    Nie chodzi mi tu o pisanie, bo to wezmę ze sobą wszędzie, gdzie pójdę. Ale są rzeczy, których nigdy więcej bym ie zobaczył, jak niebieskie niebo, twarze rodziny, ukochanych osób, przyjaciół. Nie wykąpałbym się nigdy w jeziorze, pod moimi stopami nie uginała by się lekko gleba, ściółka lasu. Nigdy nie usłyszałbym śpiewu ptaków, ani nie poczułbym na twarzy lekkiego powiewu wiosennego wiatru. Nigdy nie poszedłbym już na piwo ze znajomymi. Nie zagrałbym w grę z kimś z ameryki. Nie pojechał w góry. Nie odetchnąłbym świeżym powietrzem, ani nie zaznał tego szczególnego uczucia, kiedy świeże łany zboża ocierają się o wnętrze dłoni.

    Nie będzie powrotu do Shire, Frodo. Umrzesz w Mordorze, przez okno widząc wznoszącą się nad Tobą czerwoną górę, Olimpus Mons. A czym jest wędrówka, jeśli nie ma dokąd wracać?

    Czy zrobiłbym to wszystko dla siebie i ludzi, których nigdy nie poznam, przyszłych kolonizatorów i budowniczych nowych miast?

     

    Białe statki nie przypłyną, tam czeka tylko spieczone słońcem pustkowie.

     

     

    Pustkowie, dla którego mógłbym oddać życie.

     

    Mógłbym.

    Ted
    Mars One to podróż w jedną

    Mars One to podróż w jedną stronę. Trochę obawiam się tego, że w chwili, gdy to reality show by się przejadło, a funduszyna utrzymanie kolonii zaczęłoby brakować, organizatorzy po prostu poświeciliby żyjących tam ludzi tłumacząc wszystko jakimś wypadkiem, bo w końcu koszt sprowadzenia ich z prowrotem byłby astronomiczny. 

    Jostein Siwy
    Muszę przyznać, że nie wiem,

    Muszę przyznać, że nie wiem, co o projekcie Mars One myśleć. Z jednej strony, sam pomysł załogowej wyprawy na Marsa nie jest wcale nierealny. Nie potrzeba żadnej supernowoczesnej technologii. Wystarczyłoby odkurzyć program Apollo, wykorzystać stare, dobre rakiety klasy Saturn 5. Oraz sięgnąć po znaną od dobrych stu pięćdziesięciu lat reakcję chemiczną, zwaną reakcją Sabatiera. Pozwoli ona produkować na Marsie paliwo, tlen, wodę. Można też skierować do produkcji nową rakietę klasy Ares. Poszczególne elementy ekwipunku ewentualnej wyprawy marsjańskiej zostały już dawno przetestowane - zadbało o to "Marsjańskie podziemie". Plan wyprawy też już opracowano - mówię o programie "Mars Direct" (Bezpośrednio na Marsa). Owszem, koszty byłyby duże, ale i spodziewane korzyści także. Mars Direct to program wyprawy naukowej. Polecam książkę "Czas Marsa".

    A "Mars One"? To sztuka dla sztuki. Owszem, wykorzystuje rozsądną, to znaczy jedyną dziś możliwą formę zrealizowania wyprawy załogowej na czerwoną planetę, ale poza tym, to w zasadzie efektowny fajerwerk i nic poza tym. Zakładanie z góry podróży w jedną stronę i kolonia przed jakimikolwiek sensownymi badaniami powierzchni planety to pomysł dość karkołomny. Kolonia marsjańska to nie nierealny czy głupi pomysł, jednak nie tak powinna powstać.

    Maverick88
    No, ktoś tutaj mówi z sensem,

    No, ktoś tutaj mówi z sensem, brawo Jostein! :)

    Kfiatuszek
    Przerażający pomysł...

    Przerażający pomysł...

    Veris
    Ja bym się chyba jednak bała

    Ja bym się chyba jednak bała polecieć na obcą planetę tylko po to, aby uczestniczyć w jakimś reality show, które może się ludziom znudzić. Co potem z finansowaniem?

    YoAnna
    Obrazek użytkownika YoAnna
    Są na Ziemi tacy osobnicy,

    Są na Ziemi tacy osobnicy, których bez większego żalu można by wysłać w taką podróż "w jedną stronę".

    Veris
    Ale tu nie mówimy o "takich

    Ale tu nie mówimy o "takich osobnikach" ale ludziach, którzy często zbytnio się zapomnieli, przez co potem cierpią ich rodziny, bliscy, którzy mają kłopot. Tak mi się przynajmniej wydaje, skoro temat rozwinął się od reportażu o tej kobiecie.

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus