Znaleziska karteluszkowe
Kilka lat temu nabawiłam się dość kłopotliwego zwyczaju. Strzępki myśli, pojedyncze zdania, początki, końce i całe teksty zapisuję na strzępkach papieru. Dość często gubię je i odnajduję po jakimś czasie. Czasami wchłania je mój pokój, pewnie jako zapłatę, że go zajmuję. Zdarza się jednak tak, że na tych moich karteluszkach zapisuję też rzeczy, które pojawiły się również w innych miejscach. Dzięki temu nie zapominam tak łatwo o tym, co już kiedyś napisałam.
I tak natknęłam się dzisiejszej nocy na zbiór takich kartek. Jedne są większe, inne mniejsze. Na większości z nich widać plamy - czy to po kawie, czy po herbacie. Kilka jest przypalonych żarem z papierosa, kilka nosi na sobie znamię rozmazanego popiołu. Dwie pachną perfumami. Wśród tego zbioru są kartki gładkie, w kratkę, w linie. Postrzępione i te niemal idealne. Kolorowe, białe, z wyrysowanymi własnoręcznie wzorami. Te pokreślone i te z idealnie zapisanymi literami. Różne, różniaste.
Dla potocznego obserwatora są tylko zbiorowiskiem lepszych/gorszych myśli. A dla mnie są historią. Każda z tych karteczek niesie ze sobą opowieść zamknięta w słowach (czasami jedno zdanie przypomina potoki wydarzeń) i ciężar wydarzeń, które towarzyszą jej od powstania.
K1
Pierwsza jest kartka. Solidna biała kartka, która wyciągnęłam pewnie z drukarki. Jest na niej rękopis jednego z wierszy, który później znalazł swoje miejsce w Sieci. W dolnym rogu plama po herbacie. Górny jest nadgryziony - pies za czasów szczenięcych był nadpobudliwy. Słowa nie zajmują nawet połowy strony. Litery są równe, niewielkie, linie nieco zakrzywiają się ku górze. O dziwo, skreślony jest tylko jeden wyraz. Tekst, zanim został napisany, był już ułożony w głowie. Ten nie przepadł. Zdążyłam urzeczywistnić go na papierze.
Za zasłoną
ukrywam nas za zasłoną nocy
wtedy razem bywamy
siadamy na krzesłach
prawie naprzeciw siebie
a jednak nadal
nie mogę usłyszeć dźwięku
wypowiadanych do mnie
słów
ukrywam nas za zasłoną dnia
wtedy razem bywamy
siadamy przy stołach
do wspólnego obiadu
lecz żadne z nad nie słyszy
muzyki współgrających łyżek
i melodii piosenki granej
przez noże i widelce
ukrywam nas za zasłoną przestrzeni
wtedy razem bywamy
niematerialni i nierealni
jeszcze bardziej nieistniejący
niż wiosenny wiatr
siadamy w pusty świecie
pamięci elektronicznej i udajemy
życie
Wyjątkowo nie ma daty. Jak pisałam zatraciłam poczucie czas. Liczył się wtedy długopis (czarny ze srebrną skuwką!) i biel kartki.
Pierwsze karteluszkowe wspomnienie.

















































Odpowiedzi
Rękopisy nie płoną - jak
Rękopisy nie płoną - jak rzekł mistrz Woland.
Data pewnie była, ale całkiem możliwe że i ją wchłonął pokój. Zniknęła by nikt obcy tej chwili nie odnalazł, bo ona należy wyłącznie do Ciebie i Twego azylu ;)
Data jest zapisana gdzieś w
Data jest zapisana gdzieś w otchłani wirtualnej ;p
---
"Nie biorę narkotyków – sam jestem narkotykiem."
"Skromność właściwie nie jest moją specjalnością."
/Salvador Dali/
Ale fajne takie karteluszkowe
Ale fajne takie karteluszkowe wspomnienia ;) Sama czasami znajduję tego typu rzeczy sprzed kilku lub nawet kilkunastu lat. Super wrażenia.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna