Życzenia cz.4

           Purpurowa i nieskończona połać otacza mnie niczym muchy odchody; tak też się czuję, jak krowi placek. Zastanawiam się, czy przeniosłem się w czasie, czy może po raz kolejny wybujała wyobraźnia ukazała mi dziwaczne i skryte zakamarki mojej głowy? Szlag by to trafił!! Mam ochotę krzyczeć w niebogłosy i rozpieprzyć jakąś rzecz,  problem jednak w tym, że nie mam nic pod ręką; widzę jedynie jakiś poruszający się w oddali punkt, jakby… złotą rybę? No nie! Znowu ona! Zbliża się. Gdyby posiadała zęby, to bym je wybił, albo okrutnie wyrwał obcążkami. Tak, wiem, to mało humanitarne, ale położenie, w jakim przebywam, wywołuje we mnie frustrację.

           - Powinieneś mi podziękować, Zdzisiek – powiedziała ryba, dopływając do mojej osoby i szczerząc się od skrzela do skrzela. Muszę przyznać, że z mojej perspektywy cała sytuacja wygląda dosyć zabawnie, jeżeli chodzi o jej poruszanie się, bo przecież wokoło nie ma ani jednej kropli wody, a ona macha tymi swoimi płetwami w purpurowej próżni, jakby pływała w ocenie.

           - Dziękować? Niby za co?

           - Uwolniłem cię od tych podłych, a niektórzy mówią, że bezpruderyjnych krasnali. Uwierz mi, nie chciałbyś wiedzieć, co by z tobą robiły. Ich manipulacja zawsze ma taki samym przebieg. Pojawiają się we śnie danego człowieka wywołjąc u niego efekt Kafki. Hipnotyzują swoją ofiarę, a następnie rozkazują, by zdobyła butelkę wódki, potem upijają, a dalej… lepiej nie mówić.

          Dobra, wierzę jej, a nawet jestem wdzięczny za ratunek, ale jakoś nie mogę się do niej przekonać. Chyba mamy zupełnie inne charaktery.

          - Nie bądź taka cwana – mówię.

          - Do rybki ciasnej,  Zdzisiek, tyle razy ci mówiłem, że nie jestem samicą! Zaraz wyryje ci to płetwą na czole!!

           Prychnąłem.

           - Wiesz co? Radź sobie sam!

           Gdy już chciała odpłynąć, głośno wykrzyczałem:

           - Poczekaj! – Ryba zatrzymała się i popatrzyła na mnie. – Przepraszam – wypowiedzenie tego słowa przyszło mi z wielkim trudem. – Zacznijmy naszą relację od początku. – Chciałem się jej zwierzyć, powiedzieć, jak mi ciężko z tą psychodelią zdarzeń, lecz nie musi wiedzieć co czuję, szczególnie teraz, gdy gapi się tymi swoimi ogromnymi, rybimi oczyma, jakby weryfikowała, jakim człowiekiem jestem. I niech jej będzie, że jest samcem, choć jak dla mnie, wszystkie ryby to obojnaki; ni to z ptaszkiem, ni to z cipką.

          - No! Poszedłeś po rozum do głowy, Zdzisiek.

          - Tak jakby… Ale powiedz, jak możesz mi pomóc i czego tak naprawdę za to oczekujesz? Pytam, bo zdaję sobie sprawę, że na świecie nie ma nic za darmo.

          - Pozostały ci dwa życzenia, więc ostrożnie nimi zarządzaj, a przede wszystkim uważaj czego sobie życzysz. Nie ukrywam, że od tych życzeń zależy również moje życie. Na tę chwilę nic więcej nie musisz wiedzieć. - Zastanawiające, wspomniała o swoim życiu i totak, jak gdyby leżało na szali. - Pruderyjne krasnale prykacze tak łatwo nam nie odpuszczą – kontynuowała. - Będą nas ścigać.

           - A tak właściwie, to gdzie się znajdujemy? – spytałem, bo usilnie się nad tym zastanawiałem.

           Cztero-kilogramowa ryba zamachała szybciej płetwami i zaczęła mnie opływać.

          - W mojej jaźni.

          - Trochę tu pusto. – Ciekawe czy zrozumiała sarkazm.

          - Nie zapominaj, że tutaj mogę wszystko...

          Kompletnie nie rozumiem, o co jej chodzi… Au! Cholera… W brzuchu znów czuję motyle, tym razem olbrzymie! A teraz doznaję w jelitach dziwnego wrażenia, jakby ktoś w nich urządził bieg przez płotki!

           - Co, Zdzisiek, boli brzuszek?

           A jednak zrozumiała sarkazm.

           - Coś ty mi zrobił?!

           - Kupę ci zrobiłem, kupę.

           - Jesteś obrzydliwa! A tak, dobrze słyszałaś: obrzydliwa! Paskudna samica!

           Ryba zakręciła się w obrębie własnej osi.

           - Masz nauczkę, wredny człowieku. Jeżeli chcesz się obudzić ze snu, to zalecam współpracę. Ubijmy kolejny D.I.L. Ja postaram się przestać być arogancki, a ty zaczniesz grzecznie…po prostu współpracować.

           Tężejący w jelitach ból ustał. Co za ulga. Powinienem wkurzyć się, wręcz zdenerwować, i za ten wybryk udusić ją gołymi rękoma, ale jakoś nie potrafię. Wygląda na to, że potrzebujemy siebie; fuj! Jak to okropnie brzmi!

           - Niech tak będzie – kiwnąłem głową i podszedłem do ryby, by uścisnąć jej płetwę. – A powiedz mi, jak masz na imię? Bo wiesz, ludzie ogólnie określają gatunek zwierzęcia, do którego przynależysz, rodzajem żeńskim.

           - Nazywam się, Gienek.

           Ledwo co się powstrzymałem, by nie wybuchnąć śmiechem.

           - Ładne imię… - tak i owszem, skłamałem, ale odrobina hipokryzji jeszcze nikomu nie zaszkodziła

           - Lepiej zmywajmy się stąd! – wrzasnął nagle Gienek. – Mamy towarzystwo!

           W oddali pojawiły się dwa szybko poruszające się punkty. Zapewne bezpruderyjne krasnale prykacze.

       

    Komentarze

    No Avatar
    Morley on sob., 02/08/2014 - 12:01

    Nareszcie!

    Bardzo lubię ten klimat. Raz że nieograniczone właściwie możliwości fabularne, więc nie wiadomo co się może zdarzyć. Dwa, że ten styl Ci leży i pasuje, da się to odczuć.

    Co do korekty:

    Raz, "szlag by to trafił" , dwa, w kontekście na 100% chodziło Ci o "bezpruderyjne" czyli bezwstydne krasnale.

    Klimat uwielbiam.

    Pozdrawiam,
    Morley

    No Avatar
    gronial on sob., 02/08/2014 - 12:01

    Dzięki za korektę i w ogóle:). Fakt, fabuła daję duże możliwości, której właściwie z góry zaplanowanej nie mam, po prostu następuje przebłysk, a potem to już na bierząco się pisze, a pisze mi się gładko i z ogromną przyjemnością, bo fakycznie to mój styl.

    No Avatar
    Reila on sob., 02/08/2014 - 12:01

    Najprawdopodobniej chory umysłowo facet, złota rybka o imieniu Gienek i zboczone krasnale- człowieku, uwielbiam cię xD

    No Avatar
    gronial on sob., 02/08/2014 - 12:02

    Dzięki i uwielbiaj:D

    Ja sam właściwie nie wiem, jakt o się zakończy;).