Assassin’s Creed: Czarna bandera (Oliver Bowden) - recenzja


    Fortuna kołem się toczy – to powiedzenie jest niezwykle trafne w przypadku twórczości Oliviera Bowdena. Uniwersum serii Assassin’s Creed już dawno zajęło kultowe miejsce wśród fanów gier komputerowych, z czasem powiększając to grono o fantastów lubiących się w historiach opartych na produkcie firmy Ubisoft. Jedne tytuły były słabsze ze względu na swą przewidywalną treść (wspomnę chociażby Bractwo) lub niezgodności fabularne i logiczne w kreacji bohatera (mowa o Tajemnej Krucjacie), natomiast pozostałe stanowiły interesujący dodatek do serii gier (udani Porzuceni, Objawienia oraz Renesans). Najnowsza odsłona zatytułowana Czarna bandera wprowadza nowego protagonistę, któremu na drodze w realizacji celów staje zakon asasynów i templariuszy.

    Złota era piractwa, XVIII wiek. Narrator i zarazem główny bohater, Edward Kenway, przedstawia czytelnikowi historię swojego życia: od czasu, gdy był jedynie synem walijskiego hodowcy bydła, poprzez starcia ze słynnymi zawadiakami tamtego okresu (Czarnobrody, James the Kidd, Jack Rackham), aż do momentu, kiedy podjął najważniejszą decyzję w swoim życiu: czy wieść spokojny i pełen przepychu żywot w Londynie, czy też zająć się dość palącą kwestią asasynów. Jakim cudem protagonista trafił na Morze Karaibskie? Otóż z powodu kłopotów finansowych. Za młodu był wyszczekanym zawadiaką, który wpadł w oko pannie z wyższych sfer. Mimo sprzeciwu rodziny młodzi wzięli ślub lecz, niestety, dość szybko dopadła ich szara rzeczywistość. Edward zostaje zwerbowany do służby na pirackim statku i porzuca swoją małżonkę, by móc w szybkim czasie dorobić się wielkiej fortuny. Oczywiście nie może zabraknąć przedstawicieli sławnego zakonu skrytobójców, którzy mimo upływu wieków mają się całkiem dobrze i bez większych trudności adaptują w nowym, morskim środowisku.

    Podejmując się lektury Czarnej flagi, w głowie każdego fana gier rodzi się pytanie – jak wiele dzieło Bowdena wnosi do uniwersum Assassin’s Creed, a które wydarzenia są po prostu literacką wersją scen znanych graczom. Przede wszystkim trzeba podkreślić, iż autor nie kopiuje kropka w kropkę komputerowych sekwencji, lecz znacznie wzbogaca rys psychologiczny głównego bohatera. Udanie przedstawił młodzieńcze lata Kenway’a (w myśl zasady: jeśli człowiek się zaprze i wyznaczy nowy cel, to po jakimś czasie go osiągnie, choć początkowo wydaje się być to niemożliwym do zrealizowania), a także autorskie, niezależne od komputerowej fabuły, zakończenie życia Edwarda. Trochę gorzej wypadają fragmenty, które fabularnie nakładają się na wydarzenia znane z gry – bohater traci w nich wcześniejszą charyzmę, bowiem pisarz kładzie nacisk na coraz bardziej wartką akcję.

    Ogromnym plusem powieści jest deskrypcja walk na morzu. Dynamiczne, brutalne i bezpardonowe – nie ma tu miejsca na zastanawianie się nad kolejnym ruchem bądź litością nad zranionym wrogiem. Wszystko jest krwawe i wręcz bestialskie, godne prawdziwych piratów. To już nie są delikatne potyczki znane z Renesansu. Porównując ze sobą te dwa tytuły można doskonale zaobserwować, jak bardzo poprawił się batalistyczny warsztat Bowdena. Jednocześnie rozczarują się czytelnicy, którzy oczekiwali jakichkolwiek deskrypcji krajobrazu i chcieli poczuć klimat rodem z Piratów z Karaibów. Niestety, podobnie jak w przypadku pozostałych książek, tak i tutaj miejsce rozgrywek stanowi jedynie tło dla ukazania kolejnych wydarzeń. Zabrakło mi chociażby opisów wielkich statków siejących grozę na Morzu Karaibskim czy też kontaktów handlowych.

    Sama Czarna bandera jest troszkę gorsza niż Porzuceni z powodu powielania schematu znanego z Bractwa: Kenway po prostu znajduje się w pewnych miejscach, trochę walczy, zdobywa informację i wyrusza do kolejnego celu. Może to delikatnie nużyć czytelnika, niemniej mam świadomość, iż jest to wymuszony zabieg ze względów na spójność tekstu z fabułą gry. Assassin’s Creed: Czarna bandera jest godną polecenia pozycją dla dwóch grup odbiorców: fani niezobowiązujących powieści historycznych z motywem przewodnim zemsty i tajemniczymi skarbami do odkrycia powinni być usatysfakcjonowani lekturą. Miłośnicy uniwersum Ubisoftu, mając już doświadczenie z poprzednimi tytułami nawiązującymi do kultowej gry, wiedzą mniej więcej czego się spodziewać. To doskonałe uzupełnienie fabuły, z któtym powinni się zapoznać zwolennicy skrytobójczego zakonu.

    Patrycja ‘Pattyczak’ Wołyńczuk
    Korekta: Diana ‘Mongfind’ Cereniewicz

    Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
    dziękujemy Wydawnictwu Insignis


    Tytuł: Assassin’s Creed: Czarna bandera
    Autor: Oliver Bowden
    Tytuł oryginalny: Assassin’s Creed: Black Flag
    Tłumaczenie:Przemysław Bieliński
    Wydawnictwo: Insignis
    Data i miejsce wydania: 05.03.2014, Kraków
    Oprawa: miękka
    Wydanie: I
    Liczba stron: 448
    ISBN: 978-83-63944-38-4

    Konkursy

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus