Demony wojny, część 2 (Adam Przechrzta) - recenzja

    Festung Breslau ledwie zipie. Pierścień krasnoarmiejców zaciska się coraz szczelniej, niczym czerwona pętla na szyi nazistowskiego skazańca. Los miasta jest przesądzony i nie pomoże tu już żadna Wunderwaffe, nieważne, co na ten temat ma do powiedzenia propaganda Trzeciej Rzeszy. Wojna zmierza ku końcowi.

    Na tę krwawą scenę wkracza Aleksander Razumowski. Wciela się w rolę majora Aleksa Rotha. Do jego celów nie należy wyłącznie „prosta” infiltracja wroga od wewnątrz; ma on również za zadanie odnaleźć tajemnicze archiwum Himmlera i co więcej – zrobić to, zanim łapy na dokumentach położy komisarz Beria. Tak rozpoczyna się dla wojennoj razwiedki wyścig z czasem i z NKWD.

    Adam Przechrzta w drugiej części Demonów wojny postanawia pokazać wydarzenia 1945 roku z nieco innej perspektywy niż uprzednio. Postaci Rosjan – wyjąwszy, rzecz jasna, głównego bohatera – zeszły na dalszy plan, pozostają w tle, zdecydowanie rzadziej dochodzą do głosu. Przez większość lektury czytelnikowi przychodzi śledzić – oczyma Razumowskiego – postępowanie Niemców. Perspektywa o tyle ciekawa, iż wpuszczony do kurnika lis dostrzega niekiedy w swych wrogach ludzi, a nie tylko krzywdzicieli własnego narodu. Wystarczy obserwować jego relację z rodziną von Bredow, zwłaszcza z małą Klaudią – wbrew zdrowemu rozsądkowi podpułkownik szczerze troszczy się o dziewczynkę. Nie przestaje jednak nigdy twierdzić, że okrucieństwa wobec niemieckich cywili (także kobiet) są nie tylko dopuszczalne, ale wręcz usprawiedliwione, widząc w tym słuszną zemstę za krzywdy doznane przez rosyjski lud.

    Z powyższym łączy się jeszcze jeden wątek, co prawda ledwiedelikatnie przez pisarza „trącony”, niemniej ciekawy: zdarzają się chwile, kiedy Aleksander Razumowski przeżywa kryzys tożsamości, kiedy obawia się, że stał się już bardziej majorem Rothem niż członkiem wojennoj razwiedki. Boi się każdej odrobiny współczucia wobec Niemców, wszelkich cieplejszych uczuć, nawet zwykłej sympatii. Jednocześnie zdaje sobie sprawę, iż nie będzie w stanie dobrze wywiązać się ze swojego szpiegowskiego zadania, jeśli nie uda mu się zadzierzgnąć autentycznych więzi – czy to z Ingą von Bredow i jej dziećmi, czy to z podległą mu „Kampfgruppe Roth”.

    Niestety, mimo ciekawego tematu, druga część Demonów wojny nie dorównuje poprzedniczce przynajmniej pod kilkoma względami. Akcja nie jest już ani tak wyrazista, ani tak wciągająca. Przewija się niby jakiś wątek kryminalny, ale właściwie nie wiadomo, czy należy go traktować jako tło historii o rosyjskim wywiadzie, czy jednak jako rzecz pierwszoplanową (gdyż w pewnym momencie, dość niespodziewanie, skupia on na sobie całą uwagę); można odnieść wrażenie, że niespecjalnie łączy się z resztą opowieści. Czytelnik (a przynajmniej ja) ostrzy zęby na fabułę szpiegowską – aż do momentu, kiedy wyjaśnianie zagadki nazistowskiego archiwum zmienia się w łańcuch średniej jakości obyczajowo-erotycznych epizodów z wojną w tle. W dodatku rozwiązanie akcji przychodzi znienacka i wydaje się – w przeciwieństwie do części pierwszej – co najmniej lekko naciągane.

    Już jedynka nie grzeszyła kunsztownie skonstruowanymi postaciami, a w dwójce sprawa ma się jeszcze gorzej. Właściwie nikt nie doczekał się głębszej charakterystyki. Chciałoby się powiedzieć, że w tej książce Przechrzty pojawia się występuje Aleksander Razumowski i stadko bohaterów trzecioplanowych. Mówię to w tym sensie, że niemal wyłącznie pułkownik działa jako agens – wywiera realny wpływ na przebieg fabuły – pozostali to bierni paciensi lub osoby, które co prawda czegoś dokonały, ale czytelnik dowiaduje się o tym z lakonicznych relacji, rzadko kogo przyłapując „na gorącym uczynku”. Choćby Inga von Bredow – często występuje na kartach powieści, lecz zwykle ogranicza się do tych samych, banalnych zachowań i bodaj raz, dość niespodziewanie, włącza się na krótki moment do głównego nurtu akcji. Szkoda, w końcu w książce pojawia się wiele potencjalnie interesujących postaci – Becker, Witte, Horst, von Dallewitz – i aż się prosi, aby powiedzieć o nich słówko więcej, pozwolić im rozwinąć skrzydła.

    Nie zabrakło za to kontynuacji historii Doskonałych i von Ziethena. Co prawda nie taka owa kontynuacja spektakularna, jak można by tego oczekiwać; informacje dawkowane są oszczędnie, parę ochłapów tu i tam. Szkoda, ponieważ właśnie te fragmenty książki czytało się najciekawiej, czuć było, że trzyma się w rękach dalszy ciąg cyklu. Pozostaje mieć nadzieję, że w kolejnych częściach wątek nabierze rumieńców.

    Nie zmienia się za to jedno: Adam Przechrzta nadal popisuje się swoją wiedzą historyczną – i bardzo dobrze. W książce czytelnik odnajdzie odniesienia do prawdziwych wydarzeń, do realiów wojennego życia w ogóle i – oczywiście – sporo obcojęzycznych (nie tylko rosyjskich; także niemieckich, a nawet japońskich) wtrętów w narracji i dialogach. Wszystko to zostaje zgrabnie wyjaśnione w posłowiu. W tym przypadku bardziej podoba mi się takie rozwiązanie niż przypisy bezpośrednio pod tekstem; objaśnienia nie są potrzebne w trakcie lektury, rozpraszałyby tylko uwagę, a tak stanowią miłe uzupełnienie na deser.

    Druga część Demonów wojny nie wywarła na mnie tak pozytywnego wrażenia jak pierwsza. Zabrakło trzymającej w napięciu akcji i choć minimalnie realistycznych bohaterów. W trakcie lektury odniosłam wrażenie, jakby ten tom stanowił raczej interludium pomiędzy poprzednią częścią cyklu a... no właśnie, czym? O tym przyjdzie się przekonać, a ja nie tracę nadziei, że Adam Przechrzta i Aleksander Razumowski wrócą do formy!

    Anna „Kresyda” Drwal
    korekta: Monika „Katriona” Doerre

    Tytuł: Demony wojny, część 2
    Autor: Adam Przechrzta
    Wydawca: Fabryka Słów
    Projekt okładki:Paweł Zaręba
    Fotografia na okładce: Matej Toman
    Miejsce wydania: Lublin
    Data wydania: 2014
    Liczba stron: 472
    ISBN: 978-83-7574-982-3