Dom pod Pękniętym Niebem (Marcin Mortka) - recenzja

    Zemsta Matki Natury [1]
    Kiedy tylko na horyzoncie pojawia się możliwość przeczytania kolejnej historii autorstwa Marcina Mortki, chętnie korzystam z nadarzającej się okazji. Nie będę ukrywać, bardzo lubię prozę tego pisarza, lektura jego książek jest dla mnie prawdziwą przyjemnością. Trochę obawiałam się czy jego dzieło, będące de facto utworem skierowanym do młodzieży, spełni moje czytelnicze oczekiwania, zważywszy na fakt, że bliżej mi do „dziestu” lat niż „nastu”. Na szczęście obawy okazały się nieuzasadnione, bowiem „Dom pod Pękniętym Niebem” to bardzo udana powieść.

    Grupa nastolatków spędza wolny czas na biwaku, w lesie nieopodal ich rodzinnej miejscowości. Jedyny pilnujący dzieciaki dorosły to Casey Parker, Indianin, traper i przewodnik, który nie wtrąca się do tego, co dzieje się przy ognisku. Mimo to atmosfera jest dość ciężka, młodzież nie do końca potrafi się dogadać, a kolejne wypite puszki z piwem wcale nie poprawiają nastrojów. W nocy dochodzi do trzęsienia ziemi, obozowisko zostaje zaatakowane przez dziwne stwory. Z samego rana zapada decyzja o powrocie do schroniska Fallville. Na miejscu okazuje się, że nie działa elektryczność oraz padły sieci telefoniczne. W lesie grasują natomiast dziwne stwory, odpowiedzialne za atak na obóz. To wszystko stanowi dopiero początek Końca Świata, w którym znane staje się obce.

    „Nie mogę przestać myśleć o jednej rzeczy. Jesteśmy gotowi zrobić wszystko, by dotrzeć do domów i odnaleźć rodziców, prawda? Ale co się wydarzy, kiedy już się z nimi spotkamy? Skąd mamy pewność, że już wtedy wszystko będzie dobrze? Skąd przekonanie, że dorośli poradzą sobie lepiej od nas z tą... z tą apokalipsą?”

    „Dom pod Pękniętym Niebem” to bardzo dobrze napisana powieść przygodowa. Choć skierowana przede wszystkim do młodzieży, to jej lekturze z przyjemnością oddadzą się również starsi czytelnicy. Historia przykuwa uwagę już od samego początku, jest niezwykle dynamiczna, a napięcie rośnie z każdym kolejnym rozdziałem. Na wstępie autor raczy odbiorców praktycznie szczątkowymi informacjami: nagle stało się COŚ, a chwilę potem świat przekręcił się o sto osiemdziesiąt stopni i nic już nie będzie jak kiedyś. Ciekawie użyty zabieg, bowiem zagłębiając się w lekturze, czytelnik snuje swoje domysły o tym, co mogło się takiego wydarzyć, co okazało się przyczyną tego, że świat zwariował. Kolejne rozdziały zarówno przynoszą odpowiedzi na istotne kwestie, jak i rodzą nowe pytania dotyczące nieznanego porządku, utrzymując tym samym odbiorcę w ciągłej niepewności. Choć Mortka wykorzystał znane już schematy, takie jak nocne obozowanie młodzieży w lesie, zło czające się między drzewami, uśpione tajemne moce, czy tak uniwersalne wartości jak przyjaźń i odwieczna walka dobra ze złem, to trzeba przyznać, że ułożył je w kompozycję, która sprawia, że nie ma się wrażenia wtórności.

    Jak na powieść młodzieżową przystało, jej główni bohaterowie to nastolatki. Bardzo zróżnicowanymi pod względem charakteru i światopoglądu, lecz na dobrą sprawę są oni typowymi przedstawicielami poszczególnych, popularnych subkultur. To dzieciaki uzależnione od swoich komórek i portali społecznościowych; nerdzi, dla których otaczająca rzeczywistość jest nieco bardziej zaawansowaną i wymagającą grą; korytarzowi playboye wraz ze swoimi skrzydłowymi, myślący tylko o tym, jak przypodobać się dziewczynom i włożyć im ręce pod bluzkę; kochający mocny make up fani gotyku; szkolni prymusi czy wreszcie przeciętni, spokojni, niczym nie wyróżniający się z tłumu uczniowie. Odmienne charaktery, odmienne style bycia, odmienne poglądy, co wywołuje mnóstwo kłótni, lecz to właśnie oni – mniej lub bardziej przystosowana do życia młodzież – będą musieli stanąć ramię w ramię, kiedy nadejdzie koniec świata. Nowa rzeczywistość oraz nowe możliwości w postaci unikalnych zdolności, które zyskali w noc trzęsienia ziemi, diametralnie ich zmienią, jednakże nie wszystkich na lepsze, bowiem część z nich ujawni swoje mroczne oblicza.

    Oprócz nastolatków, na drugim planie powieści, pojawiają się również nieliczne osoby dorosłe, jak Indianin Casey czy kierowniczka schroniska Jane. Stoją one poniekąd na straży wartości, które jeszcze kilka dni wcześniej były albo zapomniane przez współczesność, albo kojarzyły się z bezpieczeństwem i ciepłem domowego ogniska (traperskie zdolności indiańskiego przewodnika, pozwalające mu odnaleźć się w nowej rzeczywistości; empatia wobec drugiego człowieka i chęć niesienia pomocy innym ludziom, których Matka Natura w swej zemście oszczędziła).

    „Dom pod Pękniętym Niebem” został napisany przystępnym, prostym językiem. Mnogość dialogów i wartka akcja sprawiają, że powieść czyta się wręcz błyskawicznie, nawet gdy nie spędza się przy jej lekturze wielu godzin. Wciągająca fabuła z delikatnym dreszczykiem i atmosferą niepewności oraz licznymi zwrotami akcji zapewnią rewelacyjnie przeżyte chwile z książką. A najlepszy jest fakt, że „Dom pod Pękniętym Niebem” to dopiero pierwsza część przygód grupy nastolatków z Cracktown. Z niecierpliwością czekam na kolejne tomy.

    * wszystkie cytaty pochodzą z książki „Dom pod Pękniętym Niebem” Marcin Mortka, Zielona Sowa 2013

    Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Zielona Sowa

    Anka „Wiedźma” Chramęga
    Redakcja i korekta: Monika „Katriona” Doerre


    Tytuł: Dom pod Pękniętym Niebem
    Autor: Marcin Mortka
    Wydawnictwo: Zielona Sowa
    Data wydania: 9 października 2013r.
    Ilość stron: 272
    ISBN: 978-83-7895-574-0
    Okładka: miękka ze skrzydełkami

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus