•   Strona Główna
  •   Forum
  •   Patronaty
  •   Redakcja
  •   Współpraca

Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

  • Utwórz nowe konto
  • Zapomniałeś hasła?

Artykuły

  • Autografy
  • Biografie
  • Czasopisma
  • Felietony
  • Film
  • Gry
  • Historie i Mity
  • Komiksy
  • Książki
  • Magia
  • Manga i Anime
  • Muzyka
  • Ogólne
  • Opowiadania
  • Poezja
  • RPG
  • Relacje
  • Strony oficjalne
  • Wydawnictwa
  • Wywiady
  • Kroniki Rezydenta
  • Galeria chwały (archiwum konkursów)

Ostatnio w blogach

  • Kraków spotkanie
  • Manekiny [część druga]
  • Piekło z odrobiną nieba (opowiadanie)
  • Manekiny [opowiadanie]
  • Bibliofil bez mapy - wywiad
  • Legend of Grimrock
  • Własna twórczość (4)
  • Krew...
  • .......
  • Własna Twórczość (3)
więcej

Who's Online

portret użytkownika Nubia
portret użytkownika Nubia
W tej chwili stronę przegląda 2 użytkowników i 1 gość.

Strona główna

Dragon Ball(s) Ewolucja

wt., 28/04/2009 - 15:46 |  Gotan

"Przed obejrzeniem tego filmu przeczytaj recenzję, po fakcie pozostanie jedynie konsultacja z psychiatrą."

      Przed obejrzeniem tego filmu, kilka razy wmawiałem sobie, iż muszę na chwilę zapomnieć o oryginale, aby ocenić dzieło Jamesa Wonga nie tylko z punktu widzenia kogoś, kto na Dragon Ballu się wychował, lecz zwykłego, szarego widza, który idzie do kina w celu rozrywki. W końcu już trailery, a także zapowiedzi medialne kreowały obraz jako coś, co z prawdziwym DB niewiele będzie miało wspólnego. Niestety nie spodziewałem się, iż słowo „niewiele” tak naprawdę okaże się kilkoma drobiazgami, wokół których reżyser stworzy własną wizję.

    Początek filmu potrafi zszokować. Niestety nie jest to szok pozytywny, lecz upierdliwa myśl w stylu „Co to ma znaczyć?”. Dowiadujemy się, iż Piccolo przybył już kiedyś na ziemię w towarzystwie Saiyan, którzy przy zaćmieniu słońca zmieniali się w Ozoru. (Dla niezorientowanych wyjaśnię, iż Saiyanie nigdy nie bratali się z Nameczanami, a tym bardziej ich metamorfoza nie odbywała się przy zaćmieniu słońca, lecz pełni księżyca.)  Cel oczywiście prosty, podbić planetę, objąć władzę. Nie ukrywam, iż już w tym momencie chciałem wyjść z kina i podziękować, jednak ostatecznie wygrała chęć poznania całości. Dalej było już tylko gorzej.

    Film wręcz razi swoim poziomem amerykanizacji. Główny bohater ma osiemnaście lat i jak każdy nastolatek w jego wieku przeżywa swoje problemy. Zakochany w koleżance z klasy, Chichi, robi wiele, by jej jakoś zaimponować. Niestety owy dość popularny zabieg wgłębiania się w problemy młodzieży w Dragon Ballu nie ma racji bytu. W oryginale Goku był dzieckiem wychowywanym po śmierci dziadka przez naturę. Komizm tej postaci polegał na zachowaniu, które odbiegało od ogólnie poznanych norm. Momentami dziki, jednak w głębi serca naprawdę sympatyczny dzieciak nie ma praktycznie nic wspólnego z rolą, jaką zaprezentowano w filmie. Są to zupełnie inne postacie, które łączy jedynie imię, a co za tym idzie cały humor autorstwa mistrza Akiry, ustąpił miejsca tępym gagom jakimi nas uraczono.   

     Kuleje praktycznie wszystko, począwszy od dialogów, które stoją na naprawdę niskim poziomie, poprzez kreację postaci, kończąc na samym świecie. W Dragon Ballu wszystko było inne, przesycone magią, tajemnicą. Mówiące zwierzęta, czy też cała zgraja szaleńców żądnych władzy nad światem nie była niczym niezwykłym, ot szara codzienność naszych bohaterów, którą film skutecznie wyprał. W dodatku niektóre elementy, które naprawdę powinny się znaleźć, zostały pominięte, przez co widz zaznajomiony z mangą czuje się zagubiony. Przykładem może być Kami, jedna z kluczowych postaci zarówno DB, jak i późniejszej serii Z, w Ewolucji w ogóle nie występuje. Mało tego, scenariusz został napisany tak, iż jego pojawienie się w dalszych częściach jest praktycznie niemożliwe. Jego miejsce, jako stwórcy kryształowych kul, zajęło siedmiu mnichów. Piccolo także nic nie wspomina o swojej przeszłości w kontekście jedności z Wszechmogącym

    Najbardziej rażą sceny walk. Jest to prawdziwy gwóźdź do trumny filmu, wszak dynamizm, z jakim walczyli bohaterowie był jednym z czynników, który przyciągał widza do telewizora. Niestety w Ewolucji walk praktycznie nie ma. To nie jest błąd, faktycznie sceny, w których nasi bohaterowie prezentują swoje talenty waleczne są tak sporadyczne, iż praktycznie nie zwraca się na nie uwagi. W pamięci zapadły mi tylko trzy, pierwsza z samego początku filmu, gdy Goku trenował z dziadkiem, kolejna, w której stoczył pojedynek z Roshim i finałowa scena walki z Piccolo, zapadająca na długo w pamięci ze względu na swą... Beznadziejność. Tak, ostatnia scena jest tak mizerna, iż lepiej dla całego filmu by było, gdyby ją wyciąć. Nie mówiąc już o pojedynku, który trwa trzydzieści sekund. Osoby odpowiedzialne za nią powinny zrezygnować z produkcji filmów i zając się czymś innym. Niestety także postać Ozoru, czyli wielkiej małpy, w którą zamienia się nasz bohater, pozostawia wiele do życzenia. Saiyanie w tej postaci w ogóle nie rosną, a efekty specjalne wołają o pomstę do nieba.

    Podsumowując, Dragon Ball Ewolucja jest produkcją delikatnie mówiąc beznadziejną. Zarówno prawdziwi fani, jak i ludzie idący do kina z ciekawości, nie znajda w tym filmie absolutnie nic ciekawego.

Plusy:
-Że co?!
-No może tyle, że nie trzeba oglądać.
-Roshi tak, jak w oryginale, jest erotomanem.

Minusy:
-Cała reszta.
-Twórcy zapowiedzieli kontynuację.

share |  Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać |  375 odsłon

Odpowiedzi

Lady Voldemort, wt., 28/04/2009 - 18:15
portret użytkownika Lady Voldemort

Nieźle się ubawiłam

Nieźle się ubawiłam czytając to. Film widziałam, poraża głupotą i kaleczy niemiłosiernie oryginał. Coś mi się wydaje, iż także napiszę recenzję :P

  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Firewarrior, wt., 28/04/2009 - 20:09
portret użytkownika Firewarrior

Ooo nie... Na pewno tego nie

Ooo nie... Na pewno tego nie obejrzę :D Dzięki za przestrogę!!! :)

  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Vivaldi, wt., 28/04/2009 - 20:19
portret użytkownika Vivaldi

A ja sobie zobacze,

A ja sobie zobacze, o!
Czasem trzeba mózg przewietrzyc, więc sie nada ;]

—

--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/

  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Lorelay (niezweryfikowany), wt., 28/04/2009 - 21:12
portret użytkownika Lorelay

Hmmm... Mam mieszane

Hmmm... Mam mieszane uczucia. W zasadzie nie podałeś tu argumentów, które dla kogoś, kto pierwowzoru kompletnie nie zna, świadczyłyby o tak ewidentnej i rażącej beznadziejności. Z tego co przeczytałam, jest to dla mnie kolejna amerykańska produkcja komercyjna, których na jedno i to samo kopyto można znaleźć w kinach od dobrych dziesięciu lat całą masę. I tyle. W którym miejscu miałabym upatrywać tego totalnego dna, większego niż w innych tego typu filmach - nie wiem.

"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"

  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
tess, wt., 28/04/2009 - 22:22
portret użytkownika tess

Lori, ja to łatwo

Lori, ja to łatwo wyjaśnię, bez większej znajomości i filmu, i komiksu...
To jedna z tych "świętości", których fan obrażać nie da. A fakt jest taki, że między filmem a książką zachowano chyba wyłącznie te same imiona, więc każdego fana szlag trafia. To coś, jakbyśmy my obejrzały "Kłamcę" granego przez Leonardo di Caprio, a fabuła skupiłaby się na piłowaniu paznokci przez Gabriela ;)

--
bezczelna i ruda

  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Lorelay (niezweryfikowany), wt., 28/04/2009 - 22:31
portret użytkownika Lorelay

Łahahahah! Genialne

Łahahahah! Genialne wyjaśnienie:P Ale wiesz co... chyba trafia do mnie bardziej niż jakiekolwiek poprzednie :P :D

"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"

  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
tess, śr., 29/04/2009 - 00:46
portret użytkownika tess

Hihihi ^^ A teraz

Hihihi ^^

A teraz przeczytałam samą recenzję, więc przyczepię się paru rzeczy (ale widzę, że porównanie o takich samych imionach wyszło nam identyczne ;p).

*Dowiadujemy się, iż Piccolo przybył już kiedyś na ziemię w towarzystwie Saiyan, którzy przy zaćmieniu słońca zmieniali się w Ozoru. (Dla niezorientowanych wyjaśnię, iż Saiyanie nigdy nie bratali się z Nameczanami, a tym bardziej ich metamorfoza nie odbywała się przy zaćmieniu słońca, lecz pełni księżyca.)

Co jak co, ale zdecydowanie najmętniejszy fragment recenzji. Co to jest Ozoru, pojawia się dopiero w zakończeniu tekstu, a kim są Nameczanie, nie pojawia się wcale. Nie mówiąc już o tym, że nie wiadomo, kim są Saiyanie i Piccolo. Nie, żebym się czepiała, ale sam zaznaczasz, że piszesz dla kogoś nieobznajomionego z serią. A właśnie chyba nie bardzo ;p

*W pamięci zapadły mi tylko trzy, pierwsza z samego początku filmu, gdy Goku trenował z dziadkiem, kolejna, w której stoczył pojedynek z Roshim i finałowa scena walki z Piccolo

Jak wyżej ;p

*Saiyanie w tej postaci w ogóle nie rosną, a efekty specjalne wołają o pomstę do nieba.

Efekty specjalne to jeden z bohaterów? ^^ Zdecydowanie materiał na dwa zdania, a jeśli już jedno, to absolutnie nie łączyć go "i" lub "a".

I faktycznie brakuje argumentów. Z jednej strony recenzję opierasz na porównaniu serii z filmem, ale tak naprawdę poza opisem Goku porównania praktycznie nie padają. Ktoś, kto serii nie zna, za diabła nie zorientuje się, że odstępstwa są wielkie. Głównie powtarzasz, że są, a to trzeba uzasadnić.

*Główny bohater ma osiemnaście lat i jak każdy nastolatek w jego wieku przeżywa swoje problemy. Zakochany w koleżance z klasy, Chichi, robi wiele, by jej jakoś zaimponować. Niestety owy dość popularny zabieg wgłębiania się w problemy młodzieży w Dragon Ballu nie ma racji bytu. W oryginale Goku był dzieckiem wychowywanym po śmierci dziadka przez naturę.

Nie "owy popularny", a "ów popularny", jeśli się nie mylę. Kompletnie nie kojarzę, czy forma "owy" też jest dopuszczalna w kontekście, ale mi nie brzmi absolutnie. Poza tym, z tego fragmentu wcale nie musi wynikać, że Goku to główny bohater. Da się to odczytać jako dwie różne postaci - głównego bohatera i Goku.

*Podsumowując, Dragon Ball Ewolucja jest produkcją delikatnie mówiąc beznadziejną. Zarówno prawdziwi fani, jak i ludzie idący do kina z ciekawości, nie znajda w tym filmie absolutnie nic ciekawego.

Nie padł ani jeden argument, dlaczego ludzie nieznający serii mieliby czuć się aż tak zniesmaczeni. Owszem, jest wzmianka o efektach i skopanej finalnej scenie... ale to za mało, żeby film był absolutnie beznadziejny. Pamiętaj, że kogoś, kto DB nie zna, absolutnie nie ruszy, kto stworzył szklane kule, ani jak był wychowywany Goku. Oni widzą tylko film, średni zapewne, ale wątpię, czy aż tak beznadziejny.

Końcowe zestawienie plusów i minusów, szczerze mówiąc, skojarzyło mi się z ostatnio czytanymi recenzjami filmów gore i porno - nie mają w sobie żadnej treści, wyrażają wyłącznie subiektywne emocje autora recenzji. Ot, takie pokrzyczenie dla pokrzyczenia.

I najważniejsza sprawa - ktoś, kto nie widział DB, recenzji nie zrozumie. Nie zobaczy różnicy między Saiyanami a Nameczanami, nie wychwyci imion i fabuły - zarówno filmu, jak i serii. Właśnie, fabuła - o niej nie padło ani słowo. Po co im właściwie smocze kule, co z nimi robią? Po co i z kim bohaterowie walczą? Nie miałam wrażenia, że czytam recenzję filmu, raczej luźnej zbitki scen, obrazów.

No cóż, poczepiałam się dużo, ale wolę hurtem niż na raty. Taka już wredna ze mnie menda *;

--
bezczelna i ruda

  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Lorelay (niezweryfikowany), śr., 29/04/2009 - 09:37
portret użytkownika Lorelay

Ooo:) Wyraziłaś tutaj

Ooo:) Wyraziłaś tutaj dokładnie to, co ja miałam na myśli po przeczytaniu tej recenzji. Znaczy widać to jednak nie tylko mój wymysł.

"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"

  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Gotan, śr., 29/04/2009 - 10:49
portret użytkownika Gotan

Jutro, najpóźniej pojutrze

Jutro, najpóźniej pojutrze powinna ukazać się wersja poprawiona, autorstwa Lady Voldemort. Ja nie mam ostatnio głowy do pisania.

"Klękajcie narody, oto Wielki_i_Mroczny ukazał swe oblicze! Niech będzie pochwalony Wielki Imperator! Za Imperium! Na pohybel Jedi!"

—

________________________________________
Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas...

  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Wercin_17, śr., 29/04/2009 - 14:35
portret użytkownika Wercin_17

W obronie autora

Tak sobie czytam Wasze wypowiedzi i widzę coś, co mnie zastanawia. Może i jestem za młody jeszcze i wielu rzeczy nei rozumiem, jednak nigdzie nie widzę, by autor pisał, że kieruje swą recenzję do ludzi nieznających Dragon balla (Wręcz przeciwnie, umieszczona jest w dziale Dragon ball, czyli raczej dla osób zaznajomionych z tematyką). Wspomniał jedynie, ze sam się tak nastawiał, idąc na film. Po drugie brak argumentów, dla mnie argumentem są choćby kulejące dialogi. Cóż każdy ma swoje zdanie, mi jednak recenzja odpowiada. Film już nie.

  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
tess, śr., 29/04/2009 - 15:02
portret użytkownika tess

Wercinie, służę cytatem:

Wercinie, służę cytatem: "Dla niezorientowanych wyjaśnię, iż Saiyanie nigdy nie bratali się z Nameczanami, a tym bardziej ich metamorfoza nie odbywała się przy zaćmieniu słońca, lecz pełni księżyca." - zaznajomiony nie znaczy niezorientowany... Pomijam już to, że recenzje pisze się dla każdego - w dziale DB jest z prostego powodu - artykułów o DB jest sporo i dzięki temu ich znalezienie jest łatwiejsze. Gdybyśmy uznali, że recenzje są pisane tylko dla osób, które już widziały to, co jest recenzowane, to w zasadzie można by usunąć wszystkie recenzje z EF, innych portali i wszystkich czasopism.

--
bezczelna i ruda

  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Wercin_17, śr., 29/04/2009 - 15:12
portret użytkownika Wercin_17

Ale ja nie mówię, że

Ale ja nie mówię, że recenzja jest pisana dla kogoś, kto owy film widział, lecz dla kogoś, kto zna temat, w tym wypadku dla fanów Dragon Balla.

  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
tess, śr., 29/04/2009 - 16:45
portret użytkownika tess

Dziwne, żeby wśród fanów

Dziwne, żeby wśród fanów DB znalazły się osoby niezorientowane co do tego, czym się Saiyanin od Nameczanina różni.

--
bezczelna i ruda

  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Lorelay (niezweryfikowany), śr., 29/04/2009 - 17:08
portret użytkownika Lorelay

1. Recenzja z definicji

1. Recenzja z definicji pisana dla KAŻDEGO odbiorcy, nie "dla fanów".
2. Mam wrażenie, że ten film jest odrębnym dziełem opartym o inne, wcześniejsze, więc nie powinien być POD TYTUŁEM RECENZJA oceniany pod kontem zgodności z tym poprzednim, ale ogólnie, jako coś oddzielnego. Zgodność można sobie oceniać w artykule, który należałoby zatytułować: "Porównanie...".
3. "Po drugie brak argumentów, dla mnie argumentem są choćby kulejące dialogi." - Owszem, jest to argument potwierdzający tezę, że film jest kiepski, ale nie, że jest totalnym dnem, na to potrzeba więcej, konkretniejszych i mocniejszych argumentów.

"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"

  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać

Link1 | Link2 | Link3

Copyright © 2012. All Rights Reserved.

Pracuj z jobrapido
Katalog stron Katalog stron

Powered by Drupal i Drupal Theme created with Artisteer.