Eremanta (Joanna Skalska)
Eremanta. Tam, gdzie rzeczywistość i fikcja stają się jednym.
Joannę Skalską "poznałam" dzięki opowiadaniu "Wyspa" zamieszczonemu w antologii "Nowe idzie". Tekst ten bardzo przypadł mi do gustu, tak więc z niecierpliwością oczekiwałam debiutanckiej powieści tej autorki.
"Eremanta" okazała się dokładnie tym, czego się spodziewałam. Jest to krótka, utrzymana w spokojnym, nieco sennym nastroju książka, której akcja majaczy gdzieś na skraju rzeczywistości i fikcji. Wątki rozgrywające się w realnym świecie nie przeplatają się, ale płynnie zlewają z czymś w rodzaju snu na jawie. Czytaniu towarzyszy uczucie podobne do tego, które rośnie w człowieku podczas oglądania starego albumu z fotografiami znalezionego na strychu dawno zmarłej babci. Każde słowo jest tu przepojone nostalgią, melancholią i sentymentalizmem.
Skalska opowiada legendę o dziwnej, obciążonej klątwą wiosce, położonej w nieokreślonym miejscu. Osada bliska jest ruiny, a zamieszkują ją smutni, bladzi ludzie, pozbawieni zdolności przeżywania emocji. Przede wszystkim jednak mieszkańcy Eremanty nie mówią. Autorce udało się świetnie odmalować ten ponury, milczący nastrój panujący w wiosce. Opisy miejsc, sypiących się budynków i nieuczęszczanych, zarośniętych dróg są niezwykle plastyczne. Wywołują silne emocje, wprowadzają w stan odrętwienia, podobny do tego, w jakim znajdują się bohaterowie. Przed oczyma czytelnika, śledzącego kolejne wydarzenia, powoli, sennie, przesuwają się obrazy. Również postaci są takie, jakie być powinny – przytłaczająco bezbarwne i właśnie przez to tak bardzo niepokojące. Ludzie ci zdają się być umarli za życia, podobni do wszystkiego co ich otacza, tak samo pokryci kurzem zapomnienia.
Pozostałe wątki przez długi czas sprawiają wrażenie co najmniej pobocznych, a w najgorszym wypadku całkowicie zbędnych. Smutne realia polskiej emigracji w Londynie nijak nie przystają do opowieści o Eremancie. Spodziewałam się takiej tematyki, byłam niemal przekonana, że u tej autorki musi się ona pojawić. W opowiadaniu "Wyspa" wydawała mi się jednak o wiele celniej wykorzystana. Tutaj natomiast jest bo jest. Nie łączy się w żaden czytelny dla przeciętnego zjadacza chleba sposób z głównym wątkiem przeklętej wioski. Wykorzystanie tego motywu tłumaczy jedynie fakt, że w jakimś konkretnym miejscu i realiach trzeba było umieścić postać Magdy – Polki tłumaczącej legendę z języka hiszpańskiego.
Jeszcze bardziej oderwany od całości jest wątek korespondencji Jagody Sławińskiej i jej matki oraz historia przypadkowego Duńczyka zagubionego w nękanym zamieszkami Szczecinie lat siedemdziesiątych. Ciężko też znaleźć jakiś konkretny związek między treścią książki, a występującymi w niej postaciami drugoplanowymi. Sama Magda przez większą część powieści może być z powodzeniem odebrana jedynie jako łącznik potrzebny do przemieszania rzeczywistości z fikcją. Dziewczyna istnieje, ponieważ ktoś musi tłumaczyć spisaną po hiszpańsku opowieść, by czytelnik mógł ją poznać. Dopiero ostatnie strony ukazują jej prawdziwą rolę.
Autorka zastosowała w tej książce ciekawy zabieg. Motywy fantastyczne ciężko jest odróżnić od realistycznej otoczki, a fikcja i rzeczywistość stanowią wzajemnie przenikającą się całość. W miarę czytania przestałam już zastanawiać się nad tym, co jest prawdopodobne, a co należy zrzucić na karb gatunku. Dzięki pozornie mało znaczącym wątkom udało jej się osiągnąć efekt lekko surrealistyczny, który to sprawia, że czytelnik gubi się w mglistym półśnie. Mam wrażenie, że cel Skalskiej nie został przeze mnie do końca zrozumiany, mimo to ujęło mnie i oczarowało samo wrażenie, jakie wywołuje powieść.
Zakończenie zaskoczyło mnie i całkowicie zbiło z tropu. Z jednej strony wyjaśniło wiele i odpowiedziało na większość stawianych wcześniej przeze mnie pytań, jednak to, co wydawało mi się już rozwiązane, postawiło ponownie pod znakiem zapytania. Końcówka powieści ma jeszcze jedną, ważną zaletę. Pozostawia ogromne pole dla wyobraźni i wolnej interpretacji. Zakończenie otwarte użyte tu zostało w najlepszy z możliwych sposobów – niepokojący, pozostawiający w niepewności, intrygujący i... irytujący.
Na koniec warto wspomnieć jeszcze o okładce, która jak ulał pasuje do treści książki. Nie wyobrażam sobie, by mogła wyglądać inaczej. Świetnie oddaje nastrój powieści.
Zdaję sobie doskonale sprawę, że "Eremanta" to pozycja specyficzna i nie każdemu przypadnie do gustu. Pewne jest jednak, że pozostawia po sobie ślad, potrafi wryć się w pamięć na długo i nie pozwala o sobie zapomnieć jeszcze długo po odłożeniu jej na półkę.
Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękujemy wydawnictwu Powergraph.

tytuł: Eremanta
autor: Joanna Skalska
wydawca: Powergraph
miejsce wydania: Warszawa
data wydania: 24 marca 2010
liczba stron: 288
grafika i projekt okładki: Rafał Kosik
ISBN-13: 978-83-61187-15-8

















































Odpowiedzi
Bardzo zaintrygowała mnie ta
Bardzo zaintrygowała mnie ta recenzja, najchętniej od razu biegłabym do księgarni. Oddajesz klimat tego zlewania się rzeczywistości z fikcją, jawy ze snem - już sam styl recenzji zachęca do książki. Poza tym - zainteresowała mnie fabuła. Przypuszczam więc, że prędzej czy później po "Eremantę" sięgnę - inaczej ciekawość mnie zeżre.
"Oddajesz klimat tego
"Oddajesz klimat tego zlewania się rzeczywistości z fikcją, jawy ze snem - już sam styl recenzji zachęca do książki."
Takie było zamierzenie. Uznałam, że jedynym sposobem na to, by recenzja mówiła o tym, jaka jest ta książka, musi być napisana w stylu przybliżającym jej nastrój.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
I to uważam, że świetnie Ci
I to uważam, że świetnie Ci wyszło :) (zakładając, że dobrze zrozumiałam, o czym jest książka, a wydaje mi się, że zrozumiałam ;))