Torment (4 - Ul)
Przeszedłem przez obszerny, omurowany dziedziniec, rozglądając się z ciekawością. Tuż przede mną rozciągało się miasto. Przez ulicę przelewał się kolorowy tłum istot, mniej lub bardziej człekokształtnych, do uszu docierał niesamowity gwar. Odetchnąłem głęboko, wciągając mieszankę rozmaitych zapachów, próbując rozbić je na poszczególne składowe. Kurz, kwaśne, zadymione powietrze, pot, ulotny aromat kwiatów i przypraw oraz wiele innych, których nie byłem w stanie nazwać.
Ulica zdawała się prowadzić lekko pod górę, jakby była wykrzywiona. Przyjrzałem się temu dokładniej. Oczy mnie nie myliły – rzeczywiście wyginała się delikatnym łukiem. Podniosłem wzrok jeszcze wyżej, ale wszystko dalsze niknęło w brudnożółtej mgle.
- Co, zdziwiony? – Morte kłapnął żuchwą. - To Sigil, Miasto Drzwi. Jest w kształcie pierścienia lub obwarzanka, w którego centrum znajduje się Iglica. Tam też zbiegają się wszystkie Plany. Nie pytaj jak i czemu, bo nie wiem.
- Powiedz mi coś jeszcze o Sigil – poprosiłem.
- Nazywają je Miastem Drzwi nie bez powodu. To miejsce jest tak zapchane portalami, że wiecej by się za cholerę nie zmieściło. Niemal każde drzwi, wnętrze beczki, szafa, drzewo, brama, cokolwiek, zawiera w sobie jakiś portal. Wszystko zależy od tego, czy masz klucz. Każdy portal jest uśpiony. Zbudzić go może jakaś tam rzecz albo czynność, na przykład pewna melodia mruczana od tyłu, kromka starego chleba z Dwutopii, wspomnienie pierwszego pocałunku... Lub stosunku - Tu Morte uśmiechnąłby się, gdyby tylko miał usta. - Cokolwiek. Używasz klucza, portal robi wielkie *BUM* i budzi się do życia. Można wtedy radośnie tam wskoczyć.
- Można się tymi portalami dostać we wszystkie zakątki świata?
- Dosłownie wszędzie. W każde miejsce, o jakim tylko jesteś w stanie pomyśleć. Dlatego też Sigil jest tak często odwiedzane przez przeróżnych trepów. Patrz tylko na ten tłum...
W tym momencie przechodząca obok kobieta wydała z siebie głośny, dziki wrzask, rzuciła się w moim kierunku, złapała za skraj szaty i zaczęła szaleńczo szarpać. Materiał trzasnął, rozpruł się.
- Po tych wszystkich latach... Ty gnoju! Za to, cożeś zrobił Aerinowi, winny cię ścigać hordy demonów z Baator! Przysięgam na wszystko! Wszystko! - Odwróciła się i uciekła, spluwając mi pod stopy. Nikt z tłumu specjalnie się tym nie przejął. Któżby się mieszał w cudze sprawy?
- Szefie, nie przejmuj się tak - szepnął Morte. - W Sigil nie brakuje świrów, mówię ci!
***
Skoncentrowałem się z Mortem na zbieraniu informacji o Farodzie. Pytaliśmy przechodniów, lecz tylko nieliczni dzielili się z nami swoją wiedzą. Niektórzy odwracali się na mój widok, inni składali palce w znak przeciw urokom, mamrocząc coś niezrozumiale.
Najbardziej przydatna okazała się obdarta, brudna dziwka, z rękami pokrytymi sączącymi się wrzodami. Rzuciłem jej kilka miedziaków. W zamian opowiedziała mi niechętnie, że Zbieracze spotykają się w części Ula, zwanej Placem Szmaciarzy. Gdy tylko skończyłem z nią rozmawiać, odezwał się Morte. W oku miał dziki błysk.
- Szefie, wyskocz z brzdęku. Wiesz, ile czasu minęło, od kiedy ostatni raz, no wiesz...
- Nie chcę wiedzieć, w jaki sposób zamierzasz to zrobić. - Zagryzłem wargi, by nie wybuchnąć śmiechem.
- Podwójny koszt za mimira albo inne dziwadło - wtrąciła się prostytutka.
Spojrzałem na Mortego pytająco.
- Mimir to gadająca encyklopedia - wyjaśniła czaszka. - Czyli ja.
- Zapomnij, Morte. Sądząc po jej wyglądzie, tylko ocalę cię przed kolejną śmiercią. Na syfa, czy coś w tym stylu...
- Oby chwyciła cię sraka i żebyś srał dalej niż widzisz, skurwlu jeden! - rozdarła się dziwka. - Cuchniesz jak stado capów, a wyglądasz ze dwa razy gorzej!
Morte przyjrzał się jej z podziwem, słuchając przez ponad dwie minuty strumienia obelg. Gdy kobieta wreszcie skończyła, czaszka odwróciła się do mnie.
- Na Baator, szefie! Mam kilka nowych wyzwisk do mojego arsenału - Zachichotał. - No i chyba się zakochałem.
Dusząc sie ze śmiechu, oddaliłem się. Nie zamierzałem jeszcze iść do Faroda, wolałem dowiedzieć się kilku rzeczy o mieście, i być może o sobie.
***
W dalszym ciągu wypytywałem napotkanych przechodniów. Kilku oprychów musiało to wziąć za oznakę słabości, bo wyciągnęli noże i zaczęli się do mnie zbliżać. Spojrzałem przelotnie na Mortego, który zazgrzytał zębami w oczekiwaniu. Wyjąłem ostry skalpel, który wciąż miałem przy sobie.
Pozwoliłem instynktowi przejąć kontrolę nam moim ciałem. Poczułem przypływ adrenaliny, uśmiechnąłem się dziko. Rzuciłem się w wir walki. Jednemu poderżnąłem gardło nim zdążył cokolwiek zrobić, uniknąłem ciosu drugiego, złapałem go za nadgarstek i wcisnąłem mu sztylet pod żebra. Wypuścił z sykiem powietrze i zwalił się bezwładnie na ziemię. Trzeci z napastników stał z otwartymi ustami.
- Won! - krzyknąłem. Oprych otrząsnął się i uciekł czym prędzej, nie oglądając się za siebie, a ja stałem przez chwilę, zdumiony swoją siłą i zręcznością. Jak wiele tajemnic kryje jeszcze moje ciało?
Przeszukałem trupy, przywłaszczyłem sobie nóż, kilka miedziaków i całkiem ładny naszyjnik. Obszarpane ciała zostawiłem dla Zbieraczy. Ludzie przechodzili obok nich obojętnie.
Następny przechodzień, do którego zagadałem, był wyraźnie przestraszony. Najwidoczniej zrobiły na nim wrażenie moje blizny i krew na rękach. Nie miał mi zbyt wiele do powiedzenia, jąkał się i spoglądał nerwowo na boki, szukając drogi ucieczki. Zrobiło mi się go żal, rzuciłem mu miedzianą monetę.
- Dzięki, śmiałku! Niech cień Pani cię omija! - powiedział, oddalając się czym prędzej.
- Jakiej Pani? - spytałem mimira.
- Pani Bólu, władczyni Sigil. Jej słowo jest tutaj prawem. Ale i tak prawie nic nie mówi, zazwyczaj milczy niczym trup. Uwierz, nie chciałbyś jej spotkać. Kłapanie o niej trumną lub śpiewanie jej modlitewnych pieśni to nie najlepszy pomysł, szefie. Ona tego bardzo nie lubi.
- Jest czymś w rodzaju boga?
- Nie lubi, by tak ją nazywano. Poza tym, co to za słowo – bóg? Tutaj na bogów mówi się po prostu Moce. Tępaki z Pierwszej Materialnej mają bogów. Którzy, nawiasem mówiąc, nie mają wstępu do Sigil...
Poszliśmy dalej. Za długą, krętą uliczką rozpościerał się plac, w którego centrum wznosiła się czarna, obsydianowa iglica, otoczona murami. Grabarze stali przed wejściem, śpiewając hymn o Prawdziwej Śmierci. Zaciekawiony, wszedłem do środka. Wnętrze murów i iglica pokryte były milionami drobnych literek. Imiona. Tysiące imion. Przypomniało mi się, że kiedyś śniłem o tej iglicy... A może to nie był sen, lecz wspomnienie z przeszłości?
- Co to jest? - spytałem mężczyznę, stojącego w środku.
- Kamień nagrobny Planów - odpowiedział sucho. - Całe cmentarzysko imion jest na nim wyryte. Mam nadzieję, że wypisanie mojego imienia przyczyni się do pęknięcia tego pieprzonego kamienia. Grabarze umieszczają tu imiona z Księgi. Na ścianach również. Robią co mogą, ale kiedyś im przecież zabraknie miejsca, nie? Połowy tych imion i tak nie da się odczytać...
- Po co tu stoisz? - spytałem. – Wspominasz zmarłych?
- Czytam najświeższe imiona. Znajduję je i próbuję sobie przypomnieć, czy kogoś z nich znałem. Cholera... Pieprznięta ta ich filozofia.
- Tak myślisz?
- Taaa... Wszyscy żałobnicy Grabarzy tu przyłażą. Widzisz ich? Nie opłakują martwych, o nie! Płaczą nad żywymi. Jeśli do nich zagadasz, możesz ich nawet poprosić, by pomodlili się za któregoś z żyjących trepów... Jak dla mnie, to martwi bardziej zasługują na to, by ich żałować.
Mężczyzna westchnął i znów pogrążył się w czytaniu niezliczonej ilości imion. Zerknąłem na rój mniej lub bardziej czytelnych imion, zastanawiając się, czy znajdę tam pewne słowo...
Adahn... Dlaczego to imię wciąż powracało do mych myśli? Czy to kiedyś było moje prawdziwe imię? A może jest to imię jednego z moich poprzednich wcieleń? Być może obecnego? Kolejna zagadka, kolejne niedopowiedzenie.

















































Odpowiedzi
Buu, nikt mi nie skomentuje
Buu, nikt mi nie skomentuje :(
Nie przejmuj się
Moich wpisów z zasady nikt nie komentuje - mam watpliwosci, czy ktoś je tu czyta.
Fire - ja skomentuję, jak
Fire - ja skomentuję, jak znajdę trochę więcej czasu, bo ostatnio z tym masakra. A mam jeszcze dwa opowiadania na konkursy do 31 bm. do napisania. Ale obiecuję, że tu wrócę.
Eviva - ja czytam, ale pojawiają się ze zbyt dużą częstotliwością i nie nadążam, a jest ich tyle, że komentowanie każdego z osobna mija się jak dla mnie z celem :)
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Wiem, napisałam tylko tak, żeby pocieszyć faceta :)
Chyba tego potrzebował.
Spoko, fajnie, z tym małym
Spoko, fajnie, z tym małym detalem... że Fire jest raczej... tak trochę... w gruncie rzeczy facetką :D
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Joj, naprawdę?
Mam nadzieję, że wybaczy mi tę "drobną operację" werbalnej zmiany płci. Obiecuje, że zapamietam.
No i udało mi się
No i udało mi się przeczytać :)
Jestem coraz bardziej pod wrażeniem, zarówno treści, jak i poprawności. Coraz zgrabniej ci to idzie i nie rzuciły mi się w oczy żadne błędy czy niedopracowania techniczne (co może oznaczać, że albo jestem rzeczywiście już dzisiaj przemęczona, albo ich tu nie ma). Treść intryguje mnie z każdą częścią bardziej i jestem niesamowicie ciekawa dalszego ciągu. To jeden z moich ulubionych cyklów tutaj - bo jest, mówiąc oględnie, posrany. Ta część mnie nie rozczarowała. Jeszcze bardziej pobudziła moją ciekawość.
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna