Strona główna

Torment (5 - Ul cz. II)

Pogrążony w myślach, niemalże wpadłem na straszliwie poparzoną kobietę. Jej twarz wyglądała, jakby była ulepiona z roztapiającego się wosku. Brakowało jej kilku palców, a dłonie były straszliwie zdeformowane. Wydawała się być niespełna rozumu, co z resztą wcale mnie nie zdziwiło – to samo można było powiedzieć o zdecydowanej większości mieszkańców Sigil.

- Przepraszam - mruknąłem, starając się ją wyminąć.

- Czego chcesz? - Mówiła strasznie niewyraźnie. - Żebym sobie poszła? NIE, nie pójdę stąd, nie ma mowy! Próbowałam, to nie miasto, to więzienie, pułapka! Więzienie! Wszędzie!

- Wszędzie? - Nie za bardzo wiedziałem, o co jej chodzi. Chyba miałem rację co do jej stanu psychicznego.

- Tam są Światy, tam... - Jej oczy lśniły gorączkowo. - Plany, pełne piasku, pola pełne wyschłych roślin, pełno światów, pełno nienawiści, pogardy, życia i śmierci, miasta popiołów, gdzie ludzie są pyłem, ich szept jest pyłem, domy bez drzwi, śpiewające wichry, śpiewające wichry... - Zaczęła cicho łkać. - I cienie. Przerażające cienie.

- Co to za miejsca? Gdzie one są? – Cienie. To mi coś przypominało. Mgliste wspomnienie...

- Gdzie? - Zaśmiała się szaleńczo. - Gdzie one są? One są TUTAJ. Drzwi, drzwi do wszystkiego! Nie wiesz tego? - Spojrzała na mnie uważnie. - To powiem ci. Wszędzie, w każdym kawałku tego po trzykroć przeklętego miasta... Drzwi, wrota, łuki, okna, ramy obrazów, otwarte usta posągu, przestrzenie między półkami... Uważaj na każdą przestrzeń ograniczoną po bokach! To są wszystko DRZWI do innych miejsc! A każde drzwi mają klucz, a z tym kluczem to wszystko staje się portalami, och tak, portalami, które cię zabierają w inne miejsce... - Uniosła okaleczoną dłoń. - A czasami to miejsce zabiera część siebie. Klucze, klucze, jest ich tak wiele, jak wiele jest drzwi. Drzwi do klucza, klucz do drzwi! - Zaczęła jeszcze bardziej dygotać, mięśnie miała napięte do granic możliwości. - A klucz to może być *cokolwiek*! Uczucie! Gwóźdź trzymany między drugim a piątym palcem, słowo pomyślane trzy razy, a potem odwrotnie, szklana róża... Nie mogę stąd uciec, nie mogę!

- Co ci się stało?

- Przybyłam... - Zamyśliła się na chwilę. - Z miasta, pradawnego miasta, w którym dwa drzewa obumarły wspólnie i wspólnie upadły. Między nimi pojawiły się lśniące drzwi, drzwi do miasta, w którym jestem teraz! Przeszłam nimi!

- I nie możesz tam wrócić? Na pewno...

- Próbowałam! - Przerwała mi. - Wszystkie drzwi prowadzą gdzieś indziej! Przeszłam przez trzydzieści portali, przez niektóre specjalnie, przez niektóre przypadkiem... Nie mogę znaleźć wyjścia.

- Na pewno musi istnieć portal, który zabierze cię do domu.

- Nie, ja nie mogę stąd odejść! Zostanę tu, na placu, a Kostnica będzie na mnie czekać... Nie mogę stąd odejść. Wszystko... - Przełknęła ślinę. - Wszystko może być portalem. Może mnie wysłać w inne straszne miejsce.

- Więc boisz się przejść przez jakiekolwiek drzwi, bo to *może* być portal?

Kiwnęła głową.

- Od jak dawna?

- Przeszłam przez portal ostatnim razem... Jak miałam dziesięć lat. Teraz... Mam czterdzieści.

- Co? – Wytrzeszczyłem oczy. – Trzydzieści lat? Nie przechodziłaś przez żadne drzwi od trzydziestu lat?

Nie odezwała się ani słowem.

- Ale jeśli dostałaś się tutaj, to muszą być jakieś drzwi prowadzące z powrotem! To tylko kwestia odnalezienia ich...

Uśmiechnęła się. Zobaczyłem jej zęby, ruszające się wewnątrz ust, obracające w dziąsłach, niczym kłębiące się robaki. Wsuwały się i wysuwały, falując obrzydliwie. Odwróciłem od nich wzrok, widok brudnej, zabłoconej kostki brukowej był o wiele lepszy od tego paskudztwa. Zrozumiałem już, dlaczego kobieta mówi tak niewyraźnie. Jej zęby żyły własnym życiem. Efekt magii?

- Wystarczy tylko jeden portal, jeden, żebyś przeszedł przez niego przypadkiem, a już pojawia się strach, ogromny strach! Przeszłam przez trzydzieści, straciłam rękę, poparzyłam ciało, straciłam zmysły, och tak... – Westchnęła, powietrze wymknęło się ze świstem spomiędzy jej zębów. – Nigdy więcej.

Nie byłem w stanie jej w żaden sposób pomóc. Cóż mogłem zrobić? Dałem jej kilka miedziaków w podziękowaniu za opowieść i ruszyłem dalej.

***

- Wygląda na to, że Grabom zgubił się jakiś truposz!

Stała pod murem, obrzucając mnie bezczelnym spojrzeniem zielonych oczu, błyszczących spod grzywy nastroszonych, płomiennorudych włosów. Czarna skórzana zbroja z ćwiekami była widocznie szyta na miarę, tak dokładnie opinała ciało dziewczyny. Nie mogłem oderwać od niej oczu. Dopiero po chwili zauważyłem pewien dziwny szczegół. Tam, gdzie kończyły się plecy i zaczynały niewątpliwie kształtne pośladki, znajdował się długi, pokryty łuskami ogon.

- I na co się gapisz, trepie? Szpicuj się!

- Ta pani, niewątpliwie lekkich obyczajów, sugeruje ci grzecznie, żebyś oddalił się stąd czym prędzej – Morte szepnął mi do ucha. Zignorowałem go.

- Kim jesteś? – Spróbowałem się uśmiechnąć.

- Szpicuj się, tępaku!

- Hej kaduczku, wiesz że masz ogon? – wypalił Morte, zanim zdążyłem zareagować.

- Taaak? – Spojrzała na niego. – Och, serio! A myślałam że mi się tylko zdawało! Wypieprzaj tam skądżeś przylazł! A mój ogon nie jest na sprzedaż, tak jak i reszta ciała!

- I dobrze, bo i tak by się z tego nie utrzymała – powiedział cicho.

- Mówiłeś coś, skurlu?

- Nie, Morte nic nie mówił – powiedziałem stanowczo. - Ale wiesz, w dalszym ciągu interesuje mnie, dlaczego właściwie masz ogon?

- Jejku, jaki z ciebie tępol! No nie wierzę, jesteś głupszy niż mój but, czy co?

-To diabelstwo, szefie. – Morte służył pomocą. – Mają w sobie trochę demonicznej krwi.

- Jak ta kobieta z Kostnicy?

- Taaa... Widzę, że już coś zaczynasz łapać. Tak swoją drogą, to całkiem ładny ten ogon. Szkoda tylko, że jest przypięty do tak obrzydliwego ciała.

Cóż, nie nazwałbym tego ciała obrzydliwym. Szczerze mówiąc, całkiem mi się podobało. Zgrabne kształty, wyzywające ubranie, coś nieuchwytnie erotycznego w postawie, sposobie poruszania się...

- Przestań kłapać trumną, pieprznięty mimirze, zanim wyrwę ci ją z pyska, co?

...I ta dzikość, nieokiełznana dzikość, niezwykle pociągająca.

- Spróbuj tylko, kaduczku! Mocna to ty chyba tylko w gębie jesteś! No, spróbuj! Odgryzę ci nogi, suko!

Palnąłem czaszkę w skroń, odleciała nieco dalej, gdzie łypnęła na mnie wściekłym spojrzeniem. Ale przynajmniej zamknęła gębę.

- Taaa, poskrom swojego mimira, tępy skurlu, albo zrobię to za ciebie, kapujesz?

- Postaram się. Do zobaczenia!

- Srał cię pies, kretynie!

Odpowiedzi

portret użytkownika Lorelay

Oooo, jaka miła pani :D A tak

Oooo, jaka miła pani :D

A tak poważnie, to jeden z moich ulubionych cykli coraz bardziej mnie wciąga i czekam na kolejne odcinki :) Zdecydowanie to jest to, co lubię. Psychodela i chory klimat :D

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Firewarrior

:D Po 14stym się ostro wezmę

:D Po 14stym się ostro wezmę za pisanie :)

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi