Avatar: fantastyka najcięższego kalibru.
W zeszłym tygodniu, w ramach odreagowania mroźnych nie tylko pod względem warunków atmosferycznych świąt Bożego Narodzenia, wybrałam się do kina. Po raz pierwszy od dłuższego czasu zresztą. Mimo sceptycznego nastawienia do amerykańskiego kina komercyjnego, wybrałam właśnie taki film. Mianowicie "Avatar" w reżyserii Jamesa Camerona.
Z czystym sumieniem muszę przyznać, że wyszłam z kina oszołomiona, a obraz pozostawił po sobie niezapomniane wrażenia, do których opisania dojrzałam dopiero dziś, a ich wspomnienie nadal budzi we mnie silne emocje.
Nie jest to jednak spowodowane wyłącznie faktem, że po raz pierwszy w życiu oglądałam film w trójwymiarze, ani nawet nowoczesnymi technikami i genialnymi efektami jakie zostały w nim użyte.
Tak, dobrze przeczytaliście! Napisałam: "efektami". Ci, którzy częściej czytują moje wypowiedzi odnośnie kina, wiedzą doskonale, że twierdzę uparcie, jakoby żadne "efekty" nie robiły na mnie najmniejszego wrażenia, a w filmach liczyła się dla mnie wyłącznie treść. W tym jednym przypadku jestem jednak skłonna odżegnać się całkowicie od swojej opinii. Pierwszy raz bowiem spotkałam się z obrazem tak silnie na mnie oddziaływującym ze względu między innymi na techniki w nim wykorzystane i mistrzostwo formy.
Nie tym chciałam się jednak z wami podzielić, gdyż nadal nie mam zielonego pojęcia o technicznej stronie kinematografii i nie mam zamiaru przestać podkreślać, że recenzji filmowej napisać nie potrafię jako osoba kompletnie niekompetentna w tej dziedzinie.
Przejdę więc do kwestii na których się znam, a którymi sądzę, że mogłabym zainteresować sporą rzeszę użytkowników Efantastyki. Chciałabym mianowicie poświęcić uwagę temu filmowi jako reprezentantowi współczesnej fantastyki.
Zdawało mi się, że niewiele może już mnie zadziwić, że jako osoba od wielu lat obeznana i oswojona z fantastyką różnego rodzaju i kalibru nie znajdę jeszcze długo w ramach gatunku czegoś, co uznałabym za całkowite nowatrostwo, odkrycie i przesłom. Biję się w tym momencie w piersi, bez bicia przyznając, że pomyliłam się z kretesem.
"Avatar" jest według mnie najlepszym potwierdzeniem mojej prywatnej tezy, mówiącej, że fantastyka w jej obecnej formie nie posiada gatunków, podgatunków ani innych tunków i zwyczajnie klasyfikować się nie daje. Kto bowiem stwierdzi czym właściwie jest ten film? Science fiction? Fantasy? Space operą? Pochylę czoła przed każdym, kto wyprowadzi mnie z błędu i da mi jednoznaczną odpowiedź.
Najważniejszym elementem, który zwrócił moją uwagę jest świat przedstawiony, a właściwie dwa jego przenikające się płynnie wymiary. Nie boję się stwierdzenia, że w moim mniemaniu jest to jeden z najlepiej i najdokładniej opracowanych, a jednocześnie najmocniej przedstawionych światów fantastycznych wszelkich dzieł współczesnych, wliczając w to literackie. Zarówno pomysł jak i konstrukcja nie noszą znamion irytującej wtórności ani jeszcze bardziej irytującego "macoszego" podejścia do sprawy. Mało tego, uważam iż ze światów czysto filmowych, nie mających źródeł w literaturze, historii czy autentycznych wierzeniach i kultach (podkreślając słowo "źródeł", gdyż podobieństwa i inspiracje znalazłabym bez problemu), ten jest najciekawszy, najbardziej oryginalny i najlepiej dopracowany, ze wszystkich dotychczas przeze mnie poznanych. Śmiem twierdzić, iż reżyser mógłby z powodzeniem konkurować z wielkoma uznanymi "mistrzami wyobraźni" także wśród znanych i poważanych literatów.
Na uwagę zasługuje również rasa Na'vi i właściewie to ona jest dla mnie największym fenomenem jaki mi twórcy filmu zaprezentowali. Nie jest trudno stworzyć dobrą fantastykę z udziałem wyłącznie człowieka. Gdy jednak do głosu dochodzi wprowadzenie innej, obcej rasy rozumnej, zaczynają się schody. Osobiście nie mam nic przeciw elfom, krasnoludom, aniołom, bogom, wampirom, wilkołakom czy kosmitom jednak każdy miłośnik fantastyki przyzna jednak, że takie istoty pod tymi czy też innymi nazwami serwuje nam większość autorów. Niby różni twórcy sięgają po różne wizje i wizerunki istot nieludzkich, nadają im różne miana, przypisują różne cechy czy atrybuty, obmyślają odmienne historie, jednak zawsze pozostaje gdzieś w odbiorcy wrażenie, że "to już było". Sama jeszcze nie dawno byłam święcie przekonana, że czegoś całkowicie nowego i w dodatku autentycznego oraz realistycznego w swej inności nie da się wymyśleć. Znów się myliłam. Na'vi są istotami tak bardzo obcymi i nieludzkimi, a przy tym tak niepodobnymi do jakichkolwiek powszechnie znanych ras, odmiennymi i niepowtarzalnymi, jak tylko być mogą. Przy tym na pierwszy rzut oka cała ich fizyczność, fizjologia, psychologia, kultura, obyczaje, zachowania, reakcje itd itp zdają się dopracowane w najmniejszych szczegółach. Jest to pierwsza od dawna autentycznie i bezsprzecznie OBCA rasa w fantastyce i dla mnie nie kwestia ta nie podlega wątpliwości.
Wobec powyższego pokuszę się o twierdzenie, że "Avatar" jest nie tylko świetnym, po mistrzowsku nakręconym filmem, jak zapewne czytaliście już w wielu tekstach reklamowych czy recenzenckich. Dla mnie jest przede wszystkich fantastyką naszych czasów, fantastyką najcięższego kalibru, fantastyką jedyną w swoim rodzaju i niepowtarzalną.


















































Odpowiedzi
Moim czysto subiektywnym
Moim czysto subiektywnym zdaniem film pod względem treści troszkę jednak zawiódł. Formę pomijam, bo oczywiście dla samych efektów i piękna przedstawionego świata, malowniczych scenerii, latających gór (coś wspaniałego) warto zobaczyć ten film chociaż raz.
Wracając do treści, bardzo ogólnie (nie chcę spoilerować). Od mistrza Camerona spodziewałbym się więcej niejednoznaczności. Historia do bólu klasyczna i przewidywalna, jak tylko pojawił się zły i porywczy generał, od razu domyśliłem się zakończenia. W głowie kołatało mi nieustawicznie skojarzenie walki białych z indianami. Finałowi brakuje sensu i jest na siłę zrobiony jako happy end, chociaż nie ma prawa nim być.
Wątek moralizatorski o niszczeniu przyrody przedstawiony strasznie banalnie.
Reasumując: spodziewałem się czegoś ciut mroczniejszego...
"Musi być znacznie gorzej, zanim może być lepiej"
Mnie się jednak wydaje, że to
Mnie się jednak wydaje, że to kwestia odbioru i interpretacji. Ja mimo wszystko trochę na inne kwestie zwróciłam uwagę. Nie oczekiwałam i nie śmiem i nie potrafię wręcz oczekiwać od amerykańskiego komercyjnego kina nie wiadomo jak głębokiej i nieszablonowej historii. Zawsze muszą być "czarni" i "biali", zawsze musi być wątek romantyczny, a i wątki "nękanej przez złych ludzi przyrody" jest na fali i "mile widziany" w takich filmach. Tego uniknąć się nie da i nie śmiałam nigdy sądzić, że ktoś spróbuje. Dlatego też odseparowałam się od tego typu kwestii, postanowiłam nie komentować czegoś co jest oczywiste. Historia opowiedziana treściowo była w amerykańskim stylu i tyle, bo i film z Hollywood. Koniec, kropka. Ja spojrzałam na niego, jak zresztą podkreśliłam wyraźnie, jako na modelową fantastykę. A pod względem kreacji świata fantastycznego odkrywczości, nowatorstwa i dopracowania nie można mu odmówić.
Ten tekst nie miał być typową oceną fabuły czy efektów, nie miał komentować opowiedzianej historii, miał odnosić się do danego filmu jako postępu we współczesnej fantastyce. Jedynie taki był jego cel, bo ja czuję się osobą kompetentną jedynie do tego typu wypowiedzi.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Z tym całkowicie się zgadzam.
Z tym całkowicie się zgadzam. Świat, jako wykreowany od zera świat fantasy jest naprawdę bogaty, piękny i do tego zachował "wewnętrzną spójność". Prawda jest taka, że to właśnie na to zwracałem głównie uwagę, treść w znacznej mierze marginalizując, żeby nie zepsuć sobie odbioru reszty.
"Musi być znacznie gorzej, zanim może być lepiej"
Czyli widzę, że się rozumiemy
Czyli widzę, że się rozumiemy :) Nastawiłam się właśnie na taki odbiór i postanowiłam uraczyć was tekstem dotyczącym nie Avatara jako filmu, ale Avatara z punktu widzenia "teoretyka fantastyki" :P Taki mały eksperyment, który w tym przypadku sam się prosił o zastosowanie ;) Mam nadzieję, że od początku wystarczająco wyraźnie zaznaczyłam, że to nie jest RECENZJA :)
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Dla mnie jest to przerost
Dla mnie jest to przerost formy nad treścią. Szalenie efektowna bajka, w której plastyka wykreowanego świata całkowicie bierze górę nad scenariuszem. Mamy tu trochę Tańczącego z Wilkami, troche Pocahontas, nieco Władcy Pierścieni, a i jakieś wpływy Czasu Apokalipsy tez by były... Idąc na seans, nie liczyłem na nic więcej, niż efektowny, choc diabelnie skonwencjonalizowany i schematyczny film. Postacie strasznie płaskie, wątek miłosny oczywisty, a gdy pierwszy raz pojawił się ten wielki czerwony kurczak, od razu było wiadomo, czym nasz hero błyśnie...
W sumie trochę szkoda, że Cameron jednak nie wziął tego skryptu, który podobno napisał te 10 czy 20 lat temu i go nie podrasował. Wyszłoby to filmowi na dobre...
A co do twoich wypowiedzi na temat Hollywood, to Lorelay generalizujesz strasznie i juz nie raz ci to mówiłem ;p
--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/
nierozumień co w Na'vi jest
nierozumień co w Na'vi jest niepowtarzalnego i odkrywczego.
Według mnie przypominali elfy z pewną domieszką kultury indiańskiej. Również członkowie plemienia byli archetypami: Nie chętny obcym następcza wodza, stary mądry wódz umierający w 3/4 filmu, zakochana w obcym córka wodza itd. Po stronie "złych" tez trudno dopatrzeć się postaci oryginalnych i odkrywczych, bezwzględny najemnik,kapitalista ignorant itd.
Film niejest fabularnie odkrywczy, ale za to wszpaniale wykonany, postacie pomimo swej nieorginalnośći zostały doskonale odegrane i wykreowane.
"Myśl prowadzi do herezji, herezja do kary"
"A co do twoich wypowiedzi na
"A co do twoich wypowiedzi na temat Hollywood, to Lorelay generalizujesz strasznie i juz nie raz ci to mówiłem ;p"
Tak, Viv, generalizuję i wiem o tym doskonale. Nie śmiem twierdzić, że jest inaczej i też nie jeden raz ci to mówiłam :) Jednak moje spojrzenie, jako przeciętnego zjadacza chleba, jest właśnie takie i trudno i darmo, dotąd się nie zmieniło. Owszem, wyjątki są, ale reguł nie tworzy się na podstawie wyjątków, a ja znam ich za mało. Swoje poglądy kształtuję na podstawie własnej wiedzy, choćby i była mierna. Naturalne :P
"Szalenie efektowna bajka, w której plastyka wykreowanego świata całkowicie bierze górę nad scenariuszem. Mamy tu trochę Tańczącego z Wilkami, troche Pocahontas, nieco Władcy Pierścieni, a i jakieś wpływy Czasu Apokalipsy tez by były... Idąc na seans, nie liczyłem na nic więcej, niż efektowny, choc diabelnie skonwencjonalizowany i schematyczny film. Postacie strasznie płaskie, wątek miłosny oczywisty,"
Być może, ale jak już wielokrotnie zaznaczałam, nie jest to recenzja i w tekście zwróciłam uwagę głównie na trochę inny aspekt czyli konstrukcję świata z punktu widzenia fantastyki. Z przedstawionymi przez ciebie wyżej poglądami nie mam najmniejszego zamiaru dyskutować, sama wiem, że sporo w nich słuszności. Nastawiłam się jednak na spojrzenie od nieco innej strony i to je opisałam. Chcesz poświęcić uwagę innym kwestiom - napisz o tym w osobnym tekście :)
"a gdy pierwszy raz pojawił się ten wielki czerwony kurczak, od razu było wiadomo, czym nasz hero błyśnie..."
Jaki, u ciężkiego licha, czerwony kurczak? Albo oglądałam nieuważnie, albo nasze skojarzenia się drastycznie rozmijają :P Ja nie mogę sobie jakoś przypomnieć nic, co by przypominało mi czerwonego kurczaka.
"nierozumień co w Na'vi jest niepowtarzalnego i odkrywczego."
Z mojego punktu widzenia? Sposób konstrukcji i przedstawienia jako rasy fantastycznej. Bardziej z punktu widzenia początkującego autora fantastyki, który nie byłby w stanie we własnej głowie tak daleko odejść od utartych schematów, niż odbiorcy, który ma prawo do własnych skojarzeń. Spojrzałam na tę kwestię z perspektywy osoby usiłującej wymyślić coś innego, niż to co powielano już wielokrotnie, a nie potrafi. Mam wrażenie, że z tym problemem boryka się większość młodego pokolenia twórców fantastyki, a tutaj znalazłam coś co NIE JEST konstruowane na zasadzie "człowiek, tylko trochę wyższy i niebieski", "elf, tylko trochę bardziej uczłowieczony" czy "krasnolud, tylko włócznią zamiast toporem", "wampir, tylko na odwyku od uzależniającej krwi". Na'vi owszem, odznaczają się pewnymi cechami, które "już były", ale to jest nieuniknione, nikt nie wymyśli przecież nowych cech, których człowiek nie zna i nie rozumie, można jednak przedstawić rasę w taki sposób, by przynajmniej sprawiała pozorne wrażenie obcości i nieludzkości. Moim zdaniem to się powiodło twórcom tego filmu i tyle. Uważam, że połączenie ich cech fizycznych i psychicznych, sposobu myślenia, reakcji i zachowań, jest na tyle unikalne, na ile być może, jeśli powstało w głowie człowieka naszych czasów, posiadającego już utarty sposób pojmowania fantastyki.
"Według mnie przypominali elfy"
I masz do takich skojarzeń prawo. Ja ich nie mam. Dla mnie podobieństwa w przypadku niektórych cech istnieją, ale różnice są tak daleko posunięte, że przeważają te podobieństwa w stopniu miażdżącym. Jakie widzisz podobieństwa? Więź z otaczającym światem i przyrodą? Owszem, choć nie w każdej z kolei kreacji elfa one wyraźnie występują. I jak dla mnie na tym podobieństwa się kończą. Głównej cechy elfów czyli dumy, wyniosłości i wrodzonej "szlachetności rasy" nie zauważam, dla mnie Na'vi są ludem typowo barbarzyńskim, "dzikim", pięknym w swej prymitywności. Tego w tradycyjnych kreacjach elfa nie uświadczysz, jak więc można mówić o bliskich podobieństwach obu ras?
"z pewną domieszką kultury indiańskiej"
Do tych skojarzeń jestem skłonna się o wiele bardziej przychylić. Jeśli zapytasz, czy patrząc na Na'vi widzę Indian, odpowiem, że z pewnością o wiele bardziej mi się z nimi kojarzą niż z elfami. Cóż w tym jednak dziwnego czy haniebnego? Nie śmiałam nigdy oczekiwać od jakiegokolwiek dzieła z gatunku fantastyki nie nawiązywania do naszej rzeczywistości w jakiejkolwiek formie. To byłoby po prostu śmieszne i utopijne myślenie. Twórcy fantastyki są ludźmi i tworząc wzorują się na tym, co znają, na rzeczywistości w jakiej żyją, jej historii itd. Jest to całkowicie naturalne. Żaden człowiek przy zdrowych zmysłach nie byłby w stanie wytworzyć w umyśle czegoś, co nie jest inspirowane czymś ludzkim, co jest mu doskonale znane. Można tylko podejmować próby przedstawienia znanego w taki sposób, by sprawiło pozorne wrażenie nieznanego. Przy takim nastawieniu odbiorcy, moim zdaniem tutaj się udało.
"Również członkowie plemienia byli archetypami: Nie chętny obcym następcza wodza, stary mądry wódz umierający w 3/4 filmu, zakochana w obcym córka wodza itd. Po stronie "złych" tez trudno dopatrzeć się postaci oryginalnych i odkrywczych, bezwzględny najemnik,kapitalista ignorant itd."
Fantastyka opiera się na krążeniu wokół archetypów i co do tego nikt chyba wątpliwości nie ma. Dyskusyjną sprawą jest tylko sposób ich przedstawienia, bardziej ciekawy lub mniej ciekawy, dopracowany lub niedopracowany. Struktura społeczna jest znana, samo jej przedstawienie jednak nie koniecznie jest według mnie tak sztampowe jak w przypadku większości innych reprezentantów gatunku.
"Film niejest fabularnie odkrywczy, ale za to wszpaniale wykonany, postacie pomimo swej nieorginalnośći zostały doskonale odegrane i wykreowane."
I tu dochodzimy do konsensusu. Na tym właśnie oparłam moje twierdzenie idąc tym tropem jedynie kawałek dalej :)
Doskonale wykreowane i przedstawione - zarówno sam świat jak i postacie - dokładnie to chciałam powiedzieć i wydawało mi się, że powiedziałam to całkiem wyraźnie.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Ja odnośnie czerwonego
Ja odnośnie czerwonego kurczaka: chodziło chyba o tego wielkiego zębatego ptakolca, co to jak go wszyscy tubylcy zobaczyli, to polecieli w ciemno za po raz pierwszy w życiu widzianym typem:)
A propos jeszcze zawiązania akcji, tak mi się przypomniało: motyw przepowiedni i wybrańca był już tak dalece tandetny (wybraniec z gwiazd, ble, ble, poprowadzi nas, ble, ble), że zepsuł dużo z autentyczności świata, o którym wspominasz w nie-recenzji.
"Musi być znacznie gorzej, zanim może być lepiej"
To może ja po prostu od razu
To może ja po prostu od razu odeślę do działu Felietony do mojego tekstu "Epidemia Obciachu"? Będzie łatwiej niż się powtarzać :P
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
"Avatarem" byłam urzeczona.
"Avatarem" byłam urzeczona. Po wyjściu z kina długo milczałam, po czym oznajmiłam: "łał".
Sądzę, że na ten film nie idzie się dla fabuły - w zasadzie dużo z niej zdradzał już sam zwiastun. Była przewidywalna, bo film był o najeździe ludzi na obcych, stojących na gorszym poziomie cywilizacyjnym, za to związanych z naturą. Mieliśmy złych komandosów i dobrych dzikich. Sądzę, że skojarzenia z kulturą indiańską nie wynikają z wtórności... a najzwyczajniej w świecie z inspiracji Camerona kolonizacją Ameryki. Wydawało mi się, że to w sumie oczywiste... Przecież nikt przypadkiem nie stworzyłby niebieskoskórych Indian. Tezą filmu jest, że Na'vi są rozwinięci lepiej od ludzi, ponieważ szanują naturę i żyją z nią w symbiozie - nie jest zaskakująca, bo przecież takie teorie są coraz częstsze. Ile się słyszy, że technologia nas znieczula, że zapominamy o prawdziwym świecie przed komputerami albo że tylko domowy chleb ma prawdziwy smak, bo w sklepach jest papka? Żyjemy w czasach, gdzie wszystko jest na wyciągnięcie ręki, ale ludzie wytwarzają sery, pieką chleb i podpłomyki, warzą piwo, szyją ubrania z lnu i spotykają się, śpiąc pod lnianymi namiotami i na skórach, by poczuć tę więź z przyrodą, którą zatraciliśmy przez rozwój i technologię.
Film mówi, że Pandora to świat bliźniaczy dla Ziemi, rozwijały się podobne gatunki - możemy więc przyjąć, że rozwijały się w podobny sposób. Ale kiedy Ziemianie wyplenili Indian, u Na'vi - ci rozwinęli się, w inną stronę niż my. Są podobni do Indian? A czemu nie mieliby być?
Przyznaję, przeszkadzało mi nieco, że jeżdżą na koniach, ale o sześciu nogach, po ich drzewach biegają lemury etc. Ale tylko to, jeśli chodzi o kreację świata. Rośliny zostały już wymyślone przepięknie, zwierzęta były już nieco "za wierne". Bez koni byłoby lepiej.
Ale jakoś absolutnie nie umiem zarzucić Cameronowi, że to, co wymyślił, zostało wymyślone przez człowieka. Bo przez człowieka zostało wymyślone wszystko, co wymyślił człowiek. I ludzie nie wykroczą poza granice swoich umysłów, tworząc niepoznane, bo zwyczajnie są ludźmi, mają ograniczenia. Możemy sobie wyobrażać, że obcy są jacyśtam, ale czy wyobrazimy ich sobie jako czujące kamienie, wielkie rośliny czy czujące atomy - nadal myślimy w kategoriach ludzkich.
Świat Na'vi miał być podobny do Ziemi. Więc był.
Historia była prosta, ale jakoś nie przeszkadzało mi to w jej oglądaniu. Nie raziło mnie to, że zakończenie przewidziałam jeszcze zanim film dobrze się zaczął (zastanawiała mnie tylko technika, w jakiej zostanie wykonane, ale i to się zdradziło potem). Została opowiedziana pięknie, nie tylko w sensie efektów specjalnych. Ba, cieszy mnie, że Cameron na warsztat wziął archetypy. Bo obecnie coraz bardziej mi ich brakuje. Jeden Shrek był dobry, ale ile może być pierdzących księżniczek czy smoków ratujących księcia przed królewną? Ostatnio i filmy, i literatura coraz więcej mieszają w klasycznych historiach, co prowadzi raz do tego, że staje się to nieziemsko nudne, a dwa, że jeszcze ze dwadzieścia lat takiej zabawy inwencjami, a nikt jej nie zrozumie, bo nie będzie znał archetypów. W takiej sytuacji prosta historia była wręcz idealnym wyjściem.
Moim zdaniem to świetnie, że byli dobrzy i źli, wyszkoleni i czujący, piękna i bestia. To było nieziemskie remedium na moje skołatane wpychaniem wszędzie motywów intertekstualnych aż do przesady (bo samą intertekstualność cenię) czy bajkami dla dzieci skupiającymi się już głównie na słownym dowcipie, zrozumiałym tylko dla dorosłych.
Jasne, rozumiem, że dla Was może być to wadą. Ale nie zakładajcie z góry, że dla każdego nią jest. Bo sądzę, że także tym film trafił nie tylko w moje oczekiwania...
Co to Toruka (tudzież czerwonego kurczaka, jak kto woli) - jasne, że od początku było wiadomo, co się stanie. Ale tu też są dwie strony medalu. Bohater był z innego świata, nie uczył się o nim, więc jak miał się dowiedzieć, kim jest Toruk, jak nie od Neytiri? A my dowiedzieliśmy się o tym razem z nim. Uważam to za zaletę konstrukcji fabuły, bo nie ma królika z kapelusza, nie ma wyciągania zza pleców kałacha, którego tam nie było, tudzież ciągnięcia za smycz, której nie trzymało się w ręce... A tu precyzja konstrukcji fabuły była tak wielka, że znaczenie imienia Toruka było jednocześnie wskazówką...
O technicznych nowinkach wspomnę krótko - zachwyciły mnie, choć gdy od Gotana usłyszałam, że powstaje film taki i taki, i będzie tu użyte najwięcej komputera w historii, wzruszyłam ramionami ze stwierdzeniem: "no i co z tego, że będzie komputer?" - nie sądziłam, że coś stworzonego komputerowo może być tak... realne. A twórcy "Avatara" zadbali nawet o pyłki kurzu w powietrzu.
I teraz dojdę do sedna, czyli "Avatara" widzianego przez pryzmat fantastyki. I tu uznaję, że mogę stuprocentowo zgodzić się z Lori. Co z tego, że Na'vi są humanoidalni? A postaci ze Śródziemia czy Star Wars może nie są?
To uniwersum zachwyca precyzją, dograniem wszystkiego do najmniejszego szczegółu. Moim zdaniem - bardziej niż efekty specjalne.
A nawet jeśli kogoś nie przekonują argumenty o fabule i świecie - to czy nie warto iść pozachwycać oczy florą, fauną i pięknymi górami?
Dixi.
Ja i Woltus też dołożyliśmy
Ja i Woltus też dołożyliśmy się do kwoty, o której wspominał wcześniej Ashanou ;) Początkowo planowaliśmy wybrać się na "Mikołajka" - z sentymentu do opowiadań o małym urwisie. Ostatecznie poszliśmy jedank na "Avatara", bo stwierdziliśmy, że ten film będzie się lepiej oglądać w kinie, niż na ekranie telewizora, czy komputera, a sprawa z filmem familijnym ma się w tej kwestii obojętnie. Poza tym efekty 3D to zawsze dodatkowa frajda ;)
Nie żałuję decyzji. Jednak po tym, gdy na sali kinowej ponownie rozbłysły światła, to co odnośnie filmu najbardziej nasuwało mi się na język, to to, że był "ładny".
Faktycznie, fabuła nie jest superoryginalna, ani szczególnie zaskakująca. Pomimo to wciąga na tyle, by przy konieczności spędzenia trzech godzin w fotelu, nie myśleć o przepełniającym się fotelu.
Nie mam wiele czasu, więc będzie krótko. Najbardziej urzekły mnie kolory lasu w nocy. Przepiękne. Zazdrość i podziw wzbudzał też we mnie lot na tych skrzydlatych stworach. (Zawsze o czymś takim marzyłam, tj. o locie na miotle czy na smoku xD Gdyby jednak kiedyś moje marzenie miało szansę się ziścić, byłoby ciężko z moim lękiem wysokości :( ). Podobał mi się też pomysł łączenia się poprzez włosy ze zwierzętami, drzewami i ludźmi. Fantastyczne.
Zabrakło mi trochę lepszych efektów 3D. Poza tym, że obraz trochę odstawał trochę od ekranu, to nie było żadnych rewelacji.
" Podobał mi się też pomysł
" Podobał mi się też pomysł łączenia się poprzez włosy ze zwierzętami, drzewami i ludźmi." - Warkocz USB! :D Mnie to raczej rozbawiło, ale ok... :)
Jejkuuu! Tu sami filmoznawcy,
Jejkuuu! Tu sami filmoznawcy, a ja jedna nie mam zielonego pojęcia o czym mowa...
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Lorelay - w tym wypadku ja
Lorelay - w tym wypadku ja też. Zwłaszcza że nawet producenci konkurencyjnych firm orzekli, że taki poziom techniczny przerasta ich umiejętności. Rozumiem czepianie się fabuły - bo była prosta. Efektów - nie, bo nie powstał jeszcze inny film z tak dopracowanymi efektami.
Ja się nie wypowiadam na
Ja się nie wypowiadam na temat efektów, prócz stwierdzenia faktu, że na mnie zrobiły wrażenie, bo nie mam na ten temat bladego pojęcia. Nie mam porównania - to jedyny film w 3D jaki oglądałam, a do tego na technologiach kinowych znam się jak żaba na lataniu.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Witam Was Czcigodni
Witam Was Czcigodni eFantaści.
Trafiłem tu przypadkiem i nie mam zamiaru zagrzać miejsca, więc wybaczcie mi popełnione gafy oraz błędy i nie ścinajcie mnie od razu. Na początku chciałabym
oddać honory Jaśnie Panującej Parze i ucałować ich palce stóp, pierścienie, sedno rzeczy czy co innego co się u Was całuje JKMoście.
A teraz do rzeczy.
Zwabiła mnie ciekawa wymiana zdań o Avatarze, z którą z uwagą się zapoznałem i chciałem swoje kilka słów do niej dorzucić. Wydaje mi sie, ze dostrzegłem w Avatarze coś, o czy mało sie mówi, albo nawet w ogóle się nie mówi.
I u Was dyskusja dotyczy spraw w zasadzie powierzchownych - fabuły, techniki, przyrody. W kilku momentach dotknęliście spraw nieco głębszych np. socjologii Na'vi, kultury Na'vi w aspekcie kultury Indian północnoamerykańskich. Rozwinęła sie tez dyskusja (w innym miejscu) dotycząca aspektów "patriotyzmu" i solidarności ludzkiej w Avatarze.
Przedstawię więc swój pogląd na ten film. Otóż uważam go za przełomowy nie tylko w kinematografii, ale tez w filozofii kinematografii. Chodzi mi o to, ze film ten jest tak wielowarstwowy, jak żaden inny dotychczas. Dostrzegam w nim tak wiele poziomów i głębi, ze aż dziw mnie bierze, że na Waszym forum o fantastyce nie kipi.
Przecież juz sam tytuł to nie tylko rzeczywistość wirtualna, ale też (w hinduizmie awatara, to zstąpienie, zejście)odzwierciedlenie wcielenia (inkarnacji) bóstwa (Wisznu), które zstępuje z nieba na ziemię w postaci śmiertelnej (ludzkiej, zwierzęcej lub hybrydalnej) w celu przywrócenia ładu na ziemi (dharma).
Pojawia sie pierwsza kwestia: kto jest bóstwem zstępującym - Na'vi czy Ludzie? Niby odpowiedź jest prosta, bo to przecież awatar człowieka, sterowany przez
człowieka, ale po obejrzeniu całego filmu - czy nie mamy wątpliwości? W końcu rzeczywistość wirtualna tak przemieszała sie z rzeczywistością realną (filmową) i avatar stał sie Na'vi. I czy Na'vi nie maja swoich avatarów wśród ludzi? Idąc dalej - czy sama idea avatarów nie jest pasjonującym tematem dla fantastyki?
Czy nie otworzyły sie w ten sposób wrota do otchłani czasu? Czy nie jesteśmy blisko odwiecznych rozważań o nieśmiertelności człowieka? A jeżeli avatar to nie inkarnacja a reinkarnacja?
I teraz Wkraczamy na kolejny poziom, który dostrzegłem w filmie - obszar ingerencji w mózg człowieka. Na Avatarze z łatwością przyjęliśmy fakt, ze kaleki bohater jako Na'vi staje sie w pełni sprawny fizycznie. Ale gdyby kalectwo dotyczyło mózgu? Gdyby bohater doznał trwałych uszkodzeń mózgu? Czy też można pozwolić sobie na "wyleczenie"? Czy to wyłącznie fantastyka? Ależ nie! Takimi badaniami zajmuje sie juz teraz na ziemi nowa dziedzina naukowa zwana kognitywistyką (nauka o umyśle), a i "stary" dział medycyny - neurochirurgia mógłby wskazać na prace naukowe w tej dziedzinie. Tylko czy mozna wyobrazić sobie "naprawę" mózgu poprzez inkarnację? W fantastyce można. I takie przesłanie znalazłem a filmie J.Camerona. A jeżeli wyobrazimy sobie "naprawę mózgu" poprzez inkarnacje, to juz jesteśmy blisko przeszczepów mózgu. I krok dalej - przeszczepy mózgu do sklonowanego ciała. Czyli mamy i ciało i duszę - dwa w jednym. Nieśmiertelność? Chyba tak. Moim zdaniem jest to jedna z ukrytych płaszczyzn filmu Avatar.
Nie chcą Was zanudzać i opisywać kolejnych poziomów filmu wiec omówię jeszcze tylko jedno (z wielu) płaszczyzn, na które zwróciłem uwagę. Chodzi o przedziwne właściwosci minerału odkrytego i występującego wyłącznie na Pandorze. Jest to „unobtanium - nadprzewodnik wysokotemperaturowy, który może odpychać lub wytwarzać pole magnetyczne”. Brakuje miejsca, by rozpisywać sie o nadprzewodnictwie i właściwościach unobtanium - wystarczy przywołać sobie filmowe obrazy latających Gór Alleluja unoszących sie tysiące metrów nad poziomem Pandory. Zjawisko to było możliwe ponieważ w skałach miała się znajdować duza zawartość tego minerału dzięki czemu "każdą z gór otacza obszar wzmocnionego pola, które działa jak swoisty bufor umożliwiając poruszanie się masywom nad powierzchnią Pandory". "Góry te czasami zderzają sie ze sobą i dlatego Na'vi nazywają je Grzmiacymi Skałami"(cytaty i nazwy są wzięte z książki "Avatar" M.Wilhelm i D.Mathison Wyd. Amber, Warszawa 2010). Piszę o tym dlatego, gdyż uważam sam pomysł minerału unobtanium za tak fantastyczny, ze trudno przecenić jego wagę.
Pomysł ten ukazał w filmie związek nadprzewodników (znanych juz i stosowanych) z grawitacją na skalę nie spotykaną na ziemi, ale teoretycznie możliwa. Pomysł
Camerona ukazany w filmie Avatar można porównać do próby ukazania konsekwencji złamania prawa Einsteina o prędkości światła poprzez pokazanie nadprędkości światła. Pomysł ten wiąże sie też z prawem względności i każe poważnie rozmyślać o konsekwencjach wynikających ze złamania tego prawa. Zastosowanie nadprzewodników na tak wielką skalę umożliwi uzyskanie prędkości nadświetlnej, czyli dotyka obszaru podróży w czasie.
No cóż, to tyle o Avatarze.
Nie mam juz czasu, aby omówić zagadnienia wynikające z pokazanych w filmie zwyczajów godowych i warkocza Na'vi, bóstwa Eywy i systemu łączności Pandory, systemu ósemkowego Na'vi, łączności nadświetlnej itd.itp.
Nie teraz.
Niech Moc będzie z Wami.
Żegnaj Królewska Paro.
No i wreszcie ktoś lepiej ode
No i wreszcie ktoś lepiej ode mnie wskazał to, co miałam na myśli. Oglądając film tylko raz rzeczywiście na wiele szczegółów nie zwróciłam uwagi, dostrzegłam raczej w ogólnikach. Musiałabym go obejrzeć co najmniej ze trzy razy, żeby móc go wnikliwie analizować. Niestety nie mam tak lotnego umysłu, by chłonąć jak gąbka każdy szczegół pokazany w krótkim czasie po jednym obejrzeniu filmu,a w kinie cofnąć wybranego fragmentu nie ma jak.
Fajnie jednak, że ktoś jest w stanie takiej analizy dokonać i się pokwapił. I co? Kto nadal twierdzi, że w Avatarze wszystko jest wtórne i przewidywalne, Na'vi to niebieskie hybrydy elfów z Indianami, a w filmie nie ma nic odkrywczego?
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
"I u Was dyskusja dotyczy
"I u Was dyskusja dotyczy spraw w zasadzie powierzchownych - fabuły, techniki, przyrody."
Cóż, mnie się wydaje, że od tego powinno się zacząć. Przed interpretacją należy przeprowadzić analizę, choćby i powierzchowną. Poza tym Avatar jest filmem. Na film składa się plastyka, fabuła, gra katorska i inne tego typu sprawy. I one także podlegają ocenie i dyskusji. Nie będę oceniał wysoko filmu, nawet jeśli zawarł w sobie wszelkie szkoły filozoficzne, jeśli jego konstrukcja kuleje, dialogi są drętwe a aktorzy zachowują sie jak kukiełki.
"Przedstawię więc swój pogląd na ten film. Otóż uważam go za przełomowy nie tylko w kinematografii, ale tez w filozofii kinematografii."
"Filozofii kinematografii"? A cóz to? Teoria kinematografii, historia kinematografii ok, ale filozofia? Nie wiem, może ja w tej materii swoją ignorancję okazuję, ale o co chodzi w tej filozofii? O jakieś specjalne cechy kina, jego transcendencję czy co?
"Chodzi mi o to, ze film ten jest tak wielowarstwowy, jak żaden inny dotychczas."
Sorry, ale to jeden z bardziej idiotycznych tekstów, jakie słyszałem ostatnimi czasy. Kino ma ponad 100 lat, w czasie którego powstały tysiące filmów. I teraz się zastanawiam, czy autor obejrzał je wszystkie, czy go po prostu lekko poniosło...
A kwestia podanych dalej przykładów, których nie chce mi sie rozbijać... To wszystko było. W innej formie, w innym stężeniu, w innym kontekście... ale było. Podawane przykłady z pewnością sa ciekawe i pozwalają otworzyć nowe drogi interpretacyjne, tylko trzeba sobie odpowiedziec na pytanie: czy to naprawde jest przełom? Czy to wszystko naprawdę jest takim objawieniem? Wpływy hinduizmu - nie wiem, nie znam sie na tej religii, więc wierze na słowo. Tylko czy fakt uzycia w filmie akurat tego aspektu decyduje o jego wyjątkowości? Już w stareńskim Ghost in the Shell (1995) widać wpływy religii chrześcijańskiej i buddyzmu, nie mówiąc juz o tym, że brałem udział w dyskusji gdzie rozpatrywano film w kontekście filozofii Kanta i bodajże Heideggera... Nie wspominając, że tam też bardzo widoczny był problem ciała i duszy. I wcale nie trzeba go było szukać, bo rzucał sie w oczy.
Kwestia minerału? Też nie nowość. Jakby nie patrzeć, ludzkośc zawsze szukała tego typu odkryć. Nawet w stareńkiej "Lalce" mamy wątek z nowym materiałem (nie pamiętam juz zbyt dobrze, ale chodziło chyba o metal lżejszy od powietrza).
Nie twierdzę oczywiście, że Cameron jest po prostu leniem i poszedł na łatwiznę, biorąc pomysł od tego, wątek od tego i tak dalej. Nie ulega jednak wątpliwości, że współczesne kino jest smietnikiem, które pozycza, przetwarza, przekształca, dekonstruuje i wydala pomysły wykorzystane w przeszłości. Jedno robią to lepiej, inni gorzej, jednak ten fabularny i ideologiczny recykling jest faktem. Zwłaszcza w filmie komercyjnym, kręconym w systemie wielkich wytwórni. Pod tym względem Avatar wydaje mi się podobny do Matrixa...
I jeszcze jedna sprawa - wg. teorii Bordwella, w pracy nad filmem wyróżnia się cztery poziomy znaczenia: referencyjny, eksplicytny, implicytny i symptomatyczny. Ten ostatni jest ciekawy, bo mówi zazwyczaj o znaczeniu, którego nie założył reżyser, lub jest sprzeczne z jego planami. Może więc po prostu Cameron stworzył swój film, natomiast całe to "znaczenie" zostało dobudowane przez widzów, niekoniecznie wedle jego woli? Plusem takiego stanowiska jest fakt, że trudno je obalić. Z drugiej strony, obronić też się go nie da. Wszystko sprowadza sie do gdybania...
PS. Teraz będę bardzo złośliwy: autor komentarza wypowiada sie zarówno na temat filmu, religii, medycyny, i nauk ścisłych i jeszcze paru innych rzeczy... Teraz pytanie: czy rośnie nam nowy Lem, ktoś się napracował nad komentem, czy może przeczytana lektura wspomnianej w komentarzu książki odcisnęła tak mocne piętno na czytelniku, że aż musiał sie tym pochwalić? A może to jakaś kampania marketingowo - promocyjna?
"a w filmie nie ma nic odkrywczego"
Powiedziałbym, że w filmach już od dawna nie ma nic odkrywczego :>
--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/
"Nie ulega jednak
"Nie ulega jednak wątpliwości, że współczesne kino jest smietnikiem, które pozycza, przetwarza, przekształca, dekonstruuje i wydala pomysły wykorzystane w przeszłości. Jedno robią to lepiej, inni gorzej, jednak ten fabularny i ideologiczny recykling jest faktem."
Jak cała sztuka współczesna. Literatura, malarstwo, fotografia itd. też obecnie polegają na przetwarzaniu tego, co już było. Dlaczego? Wcześniej sam odpowiedziałeś sobie na to pytanie. Ponieważ powstały takich dzieł już tysiące. Spróbujesz wymyślić coś, czego jeszcze nie było? Szczerze? Ja się nie podejmę.
"Ten ostatni jest ciekawy, bo mówi zazwyczaj o znaczeniu, którego nie założył reżyser, lub jest sprzeczne z jego planami. Może więc po prostu Cameron stworzył swój film, natomiast całe to "znaczenie" zostało dobudowane przez widzów, niekoniecznie wedle jego woli? Plusem takiego stanowiska jest fakt, że trudno je obalić. Z drugiej strony, obronić też się go nie da. Wszystko sprowadza sie do gdybania..."
A gdzie miejsce wolnej interpretacji? Czy z filmami jest jak z lekturami szkolnymi i sławnym pytaniem pań polonistek pt. "Co autor miał na myśli?". Jaka jest granica między wolną interpretacją a nadinterpretacją? W zasadzie żadna. Dlaczego? Bo istnienie pierwszej zaprzecza istnieniu drugiej. Wolna interpretacja jest wolna. Jeśli nie przeczy zasadom choćby minimum zdrowego rozsądku jest dobra jak każda inna, tyle, że dla tego, konkretnego odbiorcy i być może jedynie dla niego.
"Teraz będę bardzo złośliwy: autor komentarza wypowiada sie zarówno na temat filmu, religii, medycyny, i nauk ścisłych i jeszcze paru innych rzeczy... Teraz pytanie: czy rośnie nam nowy Lem, ktoś się napracował nad komentem, czy może przeczytana lektura wspomnianej w komentarzu książki odcisnęła tak mocne piętno na czytelniku, że aż musiał sie tym pochwalić? A może to jakaś kampania marketingowo - promocyjna?"
Tutaj z kolei masz całkowitą rację. Po powtórnym przeczytaniu rzeczonej wypowiedzi również dochodzę do wniosku, że coś tu jest nie tak. Jej autor wydaje się współczesnym człowiekiem renesansu, zna się na wszystkim i aż wydaje się to podejrzane. Ma tak lotny umysł, że na to wszystko zwrócił uwagę po jednym obejrzeniu filmu, czy też oglądał go pięciokrotnie w zwolnionym tempie? Moim zdaniem sprawę wyjaśnia tutaj fakt powoływania się przez niego na książkę.
"Powiedziałbym, że w filmach już od dawna nie ma nic odkrywczego :>"
To po kiego czorta nadal smęcisz na brak odkrywczości i jej oczekujesz?
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Nie wykluczam, że to jest
Nie wykluczam, że to jest kampania marketingowa - tak samo, jak nie upieram się, że nią nie jest. Argumenty za wymieniliście, argumentem przeciw może dla mnie być choćby to, że sama kiedyś zarejestrowałam się na pewnym forum, bo zirytowała mnie jedna dyskusja, napisałam długi i bardzo merytoryczny post, po czym przestałam się udzielać. Jakiś czas później Fire mnie poinformowała, że moje kontrargumenty zostały potraktowane właśnie jako kampania reklamowa - bo kto nowy na forum aż tak dogłębnie rozgryzałby problem... ;p
Mam nadzieję, że czytelnicy EF mają własny rozum i nie kupią wspomnianej książki tylko dlatego, że ktoś powołał się na nią w poście z elementami medycyny i religioznawstwa. Mam nadzieję, że nie zakładacie też, że pewnych ciekawostek (bo to raczej ciekawostki niż dowód ukończonych studiów) nie można ogarniać w różnych dziedzinach. Śmiem sądzić, że moje różnorodne zainteresowania pozwoliłyby na skompilowanie czegoś podobnego... ;p Ot choćby - w różnym zakresie interesują mnie religie, biologia, medycyna... Z Sad swego czasu mnóstwo dyskutowałam o tych pierwszych, z mamą - sporo czasu przegaduję o medycynie, czasem Fire jakieś anegdotki podrzuci, Gotan snuje mi opowieści o nowinkach informatycznych... A pamięć do takich historii mam dobrą. Sama mnóstwo doczytuję o astronomii, biologii. Dodać do tego zainteresowania typowo humanistyczne, trafić w temat i już mogę robić za nieświadomą kampanię reklamową.
A co do rzeczonej książki - mnie kusi, iż jest w niej słownik Na'vi. A ostatnio sobie na studiach marzymy o fakultecie z języków sztucznych w fantastyce... Ziścić - nie ziścimy zapewne, ale może, kiedyś... ;)
I jeszcze na koniec dwie uwagi. Jedna, że dla mnie fajnie, że tekst się pojawił - kontrargumenty, tym razem głównie Viva czytałam z ciekawością :) Druga, Lorciu, przecież mnóstwo osób po powrocie z seansu ściągnęło nielegalną kopię - i oni nie opierają się na jednorazowym seansie, tylko męczą ten film i męczą, i są bardziej Na'vi niż sama Neytiri... ;)
Dlatego wcale nie wykluczam i
Dlatego wcale nie wykluczam i dwudziestokrotnego obejrzenia filmu przez autora. Tym razem to nie była akurat ironia. Inaczej- ironia to była, ale nie w kierunku tego, że jest to niemożliwe, ale tego, by jednym filmem zafascynować się tak bardzo, by go wałkować w nieskończoność, jakby się nie miało nic innego do roboty :P
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Szczerze powiedziawszy nie
Szczerze powiedziawszy nie dostrzegam zupełnie owej głębi, którą zachwala komentarz Dag'a. Zapożyczenie wątków religijno-filozoficznych opisał już Vivaldi z doskonałym przykładem Ghost in the Shell. Jeszcze mocniejszy akcent na tą kwestię był w sequelu GiTS, gdzie w zasadzie fabuła i akcja zostały już całkiem zmarginalizowane. A wątek Avatara, trochę odmienny i nienazwany po imieniu, to można znaleźć chociażby i w Matrixie.
Jeśli chodzi o unobtanium, także nie sądzę, był reżyser próbował przemycić tu swój manifest przeciwko teorii Einsteina. Z prostej przyczyny: ów wątek był tak istotny, że... w zasadzie zapominało się o nim po pięciu minutach filmu. Akcja koncentrowała się na ukazaniu konfliktu ludzi-Na'vi, marginalizując jego pierwotną przyczynę. O unobtanium film zdradził nam tyle, że jest na Ziemi cholernie drogie. I koniec. Nawet nie wiadomo, do czego służyło. Może jako paliwo, a może do wyrobu latających garnków. Latające góry też nie było powiedziane, czemu latają.
Jeśli ktoś miał przyjemność zagrać w grę Mass Effect, tam dopiero fantastykę pięknie wsparto na teoriach naukowych z pogranicza fantastyki, niesamowicie wiarygodnych i przekonujących.
Tak zresztą moim zdaniem musi wyglądać współczesna fantastyka w wydaniu science-fiction. Nie ma już w niej miejsca na czyste wymysły autora. Nauka tak poszła do przodu i tak wiele wyjaśniła, że za dużo byłoby jawnych absurdów zrodzonych z samej tylko czystej wyobraźni. Dzisiejsi twórcy filmów/ gier działają w ten sposób: bierą jakąś hipotetyczną, nie w pełni uzasadnioną teorię i uzupełnią ją właśnie fantastyką, co tworzy poczucie wiarygodności.
Tak m.in odeszły już praktycznie do lamusa wątki podróżowania w czasie, kiedyś tak modnego. Na gruncie współczesnej wiedzy jest to niemożliwe i nazwijmy to "udowodnione".
"W końcu rzeczywistość wirtualna tak przemieszała sie z rzeczywistością realną (filmową) i avatar stał sie Na'vi. I czy Na'vi nie maja swoich avatarów wśród ludzi?" - bez bicia się, nie rozumiem, o co chodzi. Jaka rzeczywistość wirtualna w Avatarze?
"Musi być znacznie gorzej, zanim może być lepiej"
Do Vivaldi: I po co ta złosliwość?
I po co ta złosliwość? Gdybyś przeczytał "Avatar-a" wiedziałbyś, że moje refleksje o filmie mają niewielki związek z książką. Zaznaczyłem cytaty i nazwy oraz podałem źródło, bo nie chcę być uznany za złodzieja czyjejś twórczości. Również daleko mi do chwalaczki czy akcji marketingowych (czy podanie źródła jest reklamą?). Z Lemem też mnie nie porównuj, bo Lema obrażasz. Mnie nie obraziłeś mimo niepotrzebnych uszczypliwości.
Masz prawo mieć swoje zdanie na temat filmu. Uznaję je i szanuję. Mogę sie z nim nie zgadzać i nie zgadzam sie oczywiscie, ale nie mam zamiaru być wobec Ciebie złośliwy. Nie będę, niestety z Tobą polemizować. Wyłącznie z braku czasu. Podkreślę jednak, że mój komentarz był pisany "na gorąco" i tylko naszkicowałem kilka moich refleksji. Zostań więc ze swoją opinią o filmie, a ja ze swoją.
Natomiast nie mogę pozostawić bez komentarza Twoich odniesień do teorii Bordwella. Jak zapewne wiesz nie jest to jedyna teoria. Jest też kilka innych. Co ciekawe, to teoria Bordwella wywodzi sie z wspomnianej w moim komentarzu kognitywistyki. Filmowa teoria kognitywistyczna Bordwella zakłada przedmiotowość widza. Sądzę, że J.Cameron w Avatarze złamał również teorię Bordwella, gdyż z kazdego widza uczynił podmiot. Natomiast celem kogniwitywistyki naukowej (w Polsce skoncentrowana wśród naukowców UMK w Toruniu - Wydział Humanistyczny i UAM w Poznaniu - Instytut Psychologii) jest wyjasnianie procesów myslowych i modelowanie inteligencji, ich symulację komputerową oraz rozwój "inteligentnych" urządzeń. Szczególny wpływ kognitywistyki subsymbolicznej był wyraźnie widoczny w Avatarze (kognitywistyka subsymboliczna bazuje na wyjasnianiu procesów myślowych w mózgu ludzkim opartych na funkcjonowaniu sieci neuronowych).Jeżeli uważasz, ze tak wyraźnie pokazane w filmie interakcje człowiek-komputer zarówno w treści filmu jak i uzytej formie oraz interakcji z widzem (widz przestaje odrózniać aktorów od postaci animowanych) nie jest odkrywcze, to co dla Ciebie bedzie odkrywcze? Jest to moim zdaniem milowy krok w kierunku filmu w pełni interaktywnego.
I na koniec - niech za kolejny przykład przełamywania barier filmowych przez Camerona posłuzy dyskusja o specjalnych Oscarach dla uczłowieczonych postaci animowanych, która rozpoczęła sie jeszcze przed premierą filmu. Ciekawi mnie, czy dyskusja ta bedzie kontynuowana po wręczeniu Oscarów? Czekam na Alicję w Krainie Czarów w 3D. I jaki będzie Avatar 2 oraz Hobbit 3D, którego produkcja niedługo ruszy?
Może i ja wtrącę swoje trzy grosze
Nie byłam na filmie i nie zamierzam, z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze, efekty 3 D są dla mnie nieomal niedostępne wizualnie. Po drugie, konwencja, w której są one prezentowane, mimo to wywołuje u mnie nieznośny ból głowy. Po trzecie, latające góry przy jednoczesnym spokojnym chodzeniu po ziemi istot żywych są tak dalece przeciwne prawom fizyki, które obowiązują w całym wszechświecie, nie tylko w naszym grajdole, że wywołują w mym umyśle wrażenie groteskowości. I po czwarte, przesłań typu "trzeba żyć zgodnie z natura" mam po grdykę, zwłaszcza że ich autorzy najczęściej nie mają zielonego pojęcia, co w rzeczywistości oznacza "życie zgodne z naturą". O poruszonej w tym filmie kwestii rasizmu celowo nie wspominam, bo jest temat tak ograny, że od dawna juz działa w drugą stronę i obecnie dowodem nowatorskiej myśli i odwagi byłoby nakręcenie filmu o tym, jak cynicznie wykorzystuje się poprawność polityczną po to, by przedstawiciele "kolorowej mniejszości" unikali kar za swe przestępstwa.
Nie mam nic przeciw "Avatarowi". Ot, bajka, jakich wiele. Nie rozumiem tylko histerii wokół niego. Znam go tylko z nagranych w internecie zdjęć, recenzji, filmików i opowieści znajomych, niedługo jednak obejrzę całość na kopii i wtedy wypowiem się dokładniej. Nie sądzę jednak, zebym zmieniła zdanie. Obecnie łatwo wyrobić sobie opinię na podstawie tego, co jest dostępne w necie i zazwyczaj okazauje się słuszna.
Histeria? A widzisz tu, żeby
Histeria? A widzisz tu, żeby ktoś histeryzował? Ja takiego zjawiska w tej dyskusji nie dostrzegam.
A filmy... cóż, jak i książki, obrazy, rzeźby czy gry. Każdemu podobają się inne, a niektórym wcale się żadne nie podobają i tyle. Tu akurat dyskusja może być wyłącznie luźną wymianą poglądów, bo nie sądzę, by pod wpływem czyiś argumentów słownych zaczęło mi się podobać coś, co mi się nie podoba lub odwrotnie... Fanem typowym, mogę powiedzieć z czystym sumieniem, nie jestem niczego konkretnego. Owszem, od lat siedzę bardzo głęboko w konwencjach fantastycznych wszelkiego rodzaju, jedne do mnie trafiają, inne mniej, inne wcale, ale żeby to był jakiś wyznacznik jakichkolwiek innych sfer życia... Cóż, co ma piernik do wiatraka?
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Ależ wokół Avatara panuje
Ależ wokół Avatara panuje histeria. Stany depresyjne, że ludzie nie żyją na Pandorze, chęć popełnienia samobójstwa, by się tam przenieść, chodzenie na jeden seans kilkanaście razy, by uwierzyć, że ten świat naprawdę istnieje... Środowiska gejowskie (na szczęście nie polskie, bo bym się załamała) protestują, ponieważ w Avatarze nie było ani jednego geja...
To, że ef nie histeryzuje, nie znaczy, że nie histeryzuje świat ;)
Ja na szczęście nie posiadam
Ja na szczęście nie posiadam w swoim otoczeniu tego typu indywiduów o jakich piszesz, toteż nie mam zamiaru psioczyć na coś, co mnie nie dotyczy i z czym się nie zetknęłam. Przeczytanie artykułu o takich sensacjach na wp nie jest dla mnie jeszcze powodem do rozpoczęcia walki z masową histerią. Ruszyłaby mnie pewnie dopiero jakby dajmy na to mój brat postanowił z tego powodu popełnić samobójstwo, a przyjaciel nagle nie umiał rozmawiać o niczym innym :P
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
A czy ja z czymkolwiek walczę
A czy ja z czymkolwiek walczę albo do walki namawiam? xD
A czy ja tak mówię? Eviva
A czy ja tak mówię? Eviva wspomniała o histerii w dyskusji na ef, więc zapytałam, gdzie tę histerię widzi. Tyle. Zastanawiało mnie czy mówi o tych przysłowiowych artykułach na WP czy o wypowiedziach uczestników dyskusji.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Ja zrozumiałam, że chodzi o
Ja zrozumiałam, że chodzi o histerię ogólną, i tylko o tym chciałam wspomnieć ;p
Źle mnie zrozumiałaś
Ja pisałam o histerii ogólnej, nie w dyskusji tu, na portalu. Tu faktycznie żadnej histerii nie ma i do głowy bny mi nie przyszło, by to napisać.
Złośliwy byłem, bo lubię. A
Złośliwy byłem, bo lubię. A komentarz napisałem, bo chcę mieć jasność, czy ktoś oglądał film czy mi tu jakąś zakamufowaną propagandę serwuje. Jeśli to wszystko są twoje przemyślenia - to dobrze. Tylko pogratulować.
Co do interakcji... ani ta człowiek-komputer, ani ta widz-film odkrywcza nie jest. Krokiem milowym też nie jest. Starania idące w tym kierunku były podejmowane od dawna, w mniejszym lub wiekszym stopniu; kolejnym stopniem ewolucji. Może większym niż poprzednie, może efektowniejszym, lecz na pewno nie milowym.
A Oscary? One już dano przestały być wyznacznikiem dobrego kina. O ile w ogóle jeszcze sa wyznacznikiem jakości kina...
--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/
Przeczytałam to, co napisałam, i dodam coś jeszcze, dla jasności
Naprawdę nie uważam, żeby wielbienie "Avatara" świadczyło źle o kimkolwiek. Do każdego bowiem przemawia co innego. Jestem zdania, ze miłośnik Jamesa Bonda nie powinien mieć żadnych problemów z tym, że jego przyjaciel pieje nad każdym "Harry Potterem", jakby to było arcydzieło na miarę wszechświata. Po prostu, kwestia gustu. I nie jest to powód do nieporozumień.
Na zeszłorocznej Avangardzie uczestnicy bloku Treksfery podjęli dyskusje z fanami Gwiezdnych Wojen, spierali się gorąco i długo, a potem zgodnie zrobili zbiórkę pluszaków dla dzieci z porażeniem mózgowym. Po prostu dlatego, że to, o czym tak dyskutowano, jest ważne, ale nie najważniejsze. możemy mieć inne zapatrywania na to, co ładne czy na to, co wartościowe w filmie, a mimo to lubić się i szanować.
Wtrącę swoje małe trzy
Wtrącę swoje małe trzy grosze. Otóż podróże w czasie nie są przez obecnie znaną nam fizykę zakazane. Choć możliwe są tylko "w jedną stronę" i związane są z lotami z prędkością zbliżoną do prędkości światła. Natomiast zakazane jest osiągnięcie prędkości nadświetlnej.
Zaś wspomniany tu profesor Geist nie odkrył nowego minerału - "jedynie" zmienił uporządkowanie atomów znanego metalu.
Jednak wracając do "Avatara" - mnie urzekła konsekwencja. Konsekwencja wykreowanego świata Pandory. Konsekwencja w stworzeniu rasy i kultury Na'vi. "Ale to już było", jak śpiewa Maryla Rodowicz? Zgoda, ale... właściwie wszystko już było, od wielu, wielu lat otrzymujemy wszak te same historie, ale opowiedziane na nowy sposób. Ich bohaterowie przyodziewani są w nowe kostiumy, zmieniają rynsztunek. W lordzie Vaderze rozpoznać można Czarnego Rycerza, zaprzedanego Złemu Władcy (Imperator Palpatine)... i tak dalej.
Ale są historie opowiedziane na nowo w sposób interesujący i w sposób nudny.
Nawet owe lewitujące góry nie raziły sztucznością - być może zawdzięczały to owemu minerałowi, którego właściwości spowodowały zrównoważenie ich masy? Na podobnej zasadzie pewne przedmioty posiadają pływalność neutralną - ani nie toną, ani nie wynurzają się na powierzchnię ośrodka, czyli wody. Atmosfera też jest takim ośrodkiem. Nie muszą owe góry być wieć nieprawdopodobne.
--------------------------------------------------
Rzucił Vetinariemu spojrzenie, które mówiło: Jeśli posuniesz się dalej, będę musiał kłamać.
Vetinari odpowiedział mu takim, które mówiło: Wiem!
Widzę, że Jostain najbardziej
Widzę, że Jostain najbardziej tutaj poszedł tym samym tokiem myślenia, jaki obrałam ja, pisząc powyższy tekst. Dokładnie o to mi chodziło, na to zwróciłam uwagę, odsuwając na drugi plan całą resztę, o której wspominają tu pozostali. Że wspominają -świetnie. Że ja nie wspomniałam - moje prawo jako odbiorcy zwracać uwagę konkretnie na to, na co mam ochotę i co najbardziej do mnie trafia, na czym się względnie znam i do pisania o czym czuję się osobą kompetentną.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Vivaldi - żółwik dla Ciebie.
Vivaldi - żółwik dla Ciebie. Nie wiedziałem, ze lubisz być złośliwy. I za to Cię już polubiłem.
For all: Co do filmu, to jeszcze tylko jedna kwestia. Cameron w Avatarze wykazał wyraźnie, że kończy sie już era aktorów w filmie, a reżyser wkrótce nie będzie pracował z żywymi ludźmi lecz będzie tworzył i animował postacie bohaterów w komputerze. Zaś praca aktorów sądzę, że powoli będzie sie sprowadzała wyłącznie do podkładania głosu pod animowane postacie.
A Dag z kolei poddał mi
A Dag z kolei poddał mi bardzo fajny pomysł do wykorzystania w serii opowiadań :) Dzięki, stary :D Zaświtało mi coś ciekawego w mózgownicy dzięki tym wszystkim rozważaniom.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Mówiąc o podróżach w czasie
Mówiąc o podróżach w czasie miałem na myśli swobodne podróżowanie w przeszłość i przyszłość. Choć zaznaczam, że moja wiedza nie jest 100% fachowa, a tylko hobbystyczna, to z tego co wiem nie jest po prostu możliwe dokładne odtworzenie stanu, który już zaszedł. Bodajże La Place wierzył w doskonały umysł, który wie wszystko, zna każdy stan każdej cząstki elementarnej w każdym momencie. Nie da się jednak tego poznać, bo przy obliczeniach albo zafałszowaniu ulegają położenie, albo prędkość.
Proszę o wybaczenie za zboczenie z wątku głównego, ale o Avatarze już nie bardzo mam co powiedzieć:)
Był jaki był, dla mnie do kanonu kina nie przejdzie pod warunkiem, że w niedalekiej przyszłości podążą za nim kolejni prekursorzy 3D, dla których historia i fabuła nie będzie tylko pretekstem dla graficznych wodotrysków.
Dag: obym nie doczekał ery kina, o której wspominasz. Pierwszym krokiem będą oskary dla komputerowych postaci, a dalej to pewnie legalizowane z nimi śluby. (W Japonii kilka miesięcy temu udzielono ślubu facetowi i postaci anime-poje***, znaczy dziwne)
"Musi być znacznie gorzej, zanim może być lepiej"
Mam wrażenie, że obecna
Mam wrażenie, że obecna cywilizacja i mentalność ludzka dąży właśnie do poje***... eee... absurdu. Im większy absurd, im bardziej beznadziejny i irracjonalny, tym wedle "nowoczesnych ludzi" fajniejszy...
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Do etapu animowania aktorów
Do etapu animowania aktorów jeszcze daleka droga. Nie zapominajmy, że pod "skórą" avatarów i Na'vi nadal są aktorzy, których ruchy przeniesiono na ekran. Z pewnością będą dązenia, aby rolę aktora zmniejszyć, ale jeszcze sporo czasu minie, nim będzie całkowicie zbędny. Nie zapominajmy, że były już próby całkowitego zaprojektowania człowieka (vide: filmowe Final Fantasy) które zostały zjechane za słabe odwzorowanie emocji. Sadzę więc, że czeka nas nie tyle wyeliminowanie aktora, a jego ulepszenie. Ot, zobaczyc na ekranie Jacka Nickolsona znów mającego trzy dychy na karku... to byłoby ciekawe.
--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/
Do tych skojarzeń jestem
Do tych skojarzeń jestem skłonna się o wiele bardziej przychylić. Jeśli zapytasz, czy patrząc na Na'vi widzę "Indian, odpowiem, że z pewnością o wiele bardziej mi się z nimi kojarzą niż z elfami."
To mi się w tym filmie najbardziej podobało, jako zdeklarowanemu indianofilowi.
A odczucia miałem podobne do Tess, bo co to szkodzi, że fabuła mało oryginalna i bajkowa? Kino takie ma być. Ma dawać rozrywkę, radość i frajdę. I ten film się wpasowuje w schemat idealnie, jak dla mnie.
Bardzo przyjemnie się 0glądało i pewnie jeszcze do tego wrócę nie raz.
Lonely wolf.