Dune (2000)
Jest to druga z kolei ekranizacja ksiażki Franka Herberta. Książki genialnej, dzięki której odkryłam, że science fiction wcale nie musi być płytkie, nudne i idiotyczne. Książki, która kryła w sobie głębię, gdzie z każdym przeczytaniem odkrywało się coraz więcej znaczeń. Czy twórcom tego sześciogodzinnego filmu udało się pobić wersję Lyncha?
Zacznę może od strony wizualnej. Cóż... Widać było niski budżet filmu. Namalowane, sztucznie wyglądające tła przedstawiające pustynię, kiepskie efekty specjalne (przypominające mi nie wiadomo czemu starą "Godzillę"), wszystko to sprawiało bardzo niechlujne wrażenie. Już wersja Lyncha, szesnaście lat starsza, lepiej wyglądała! Za to kostiumy były nawet w porządku, chociaż miejscami miałam wrażenie, że są "przedobrzone" - jakby na siłę twórcy chcieli się odciąć od pierwszej wersji i zrobić coś nowego. Czasami efekt wychodził komiczny - wielki Cesarz ubrany był w strój, który bardziej pasowałby do błazna, a nakrycia głów budziły we mnie ogromne zdziwienie.

Jeśli chodzi o oddanie fabuły książki, to ta wersja jest lepsza, bardziej wierna. Może to dlatego, że trwa bite sześć godzin i jest sporo czasu na przedstawienie politycznych rozgrywek i tego typu wątków. Oczywiście nie obyło się bez rozbieżności - postać księżczniczki Irulany, w książce raczej pominiętej (była obserwatorką rzeczywistości, pisarką), zyskała w filmie charakteru - stała się silną kobietą, wplątaną w polityczne intrygi.
Aktorstwo... Nic, tylko się nad nim pastwić. Po pierwsze, zupełnie inaczej wyobrażałam sobie niektórych bohaterów. I znów czepię się tu Cesarza Padyszacha IV - zamiast pełnego godności człowieka, zobaczyłam nijaką, słabą istotę. Gdzie ta moc? Chyba cesarz władający całym kosmicznym imperium powinien jej mieć choć trochę? A już główna postać w całym filmie, Paul Muad'Dib, był wręcz żałosny. Drewniany, nieprzekonujący, pusty. Dno totalne.
Wspomnę jeszcze o muzyce. Jest to jedna z nielicznych rzeczy w tym filmie, co do których nie mam zastrzeżeń. Ciekawa, z etnicznymi motywami, doskonale pasuje do klimatu. Szkoda tylko, że jest jej tak niewiele...
Komu mogłabym polecić ten film (a w zasadzie miniserial)? Tym, którzy nie czytali jeszcze Diuny - może fabuła ich zachęci do sięgnięcia po książkę. Tym, którzy czytali - bo będą mogli porównać swoją wizję świata z wizją przedstawioną. I tym, którzy oglądali film Lyncha - bo porównywanie obu filmów jest niezwykle ciekawe.



















































Odpowiedzi
Podoba mi się ta recenzja.
Podoba mi się ta recenzja. Wyważona, niejednoznaczna i stosunkowo obiektywna. Tylko... dlaczego on nie jest w dziale film, tylko na stronie głównej?
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Ps. Pozwoliłam sobie
Ps. Pozwoliłam sobie przenieść.
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Dzięki za
Dzięki za przeniesienie.
Tak mi się musiało zapomnieć o wybraniu kategorii :<