"Oto widzę ojca swego. Oto widzę matkę swoją, siostry swoje i braci. Oto widzę długi szereg tych, którzy byli przede mną ...
...Oto ich zew, bym zajął wśród nich miejsce
w Valhalli, gdzie bohaterowie żyją wiecznie."

Przedwczoraj, z braku ochoty do zajęcia
się czymś konstruktywnym, obejrzałam „Trzynastego Wojownika” -
film, który widziałam już chyba z dobre pięć razy. Z
zadowoleniem zauważyłam jednak, że wciąż wywołuje on na mnie
miłe wrażenie i wcale nie jestem, jak to zazwyczaj bywa przy
wtórnym odbiorze, znudzona.
Nie jest to może arcydzieło
kinematografii, zresztą ja takowego odróżnić bym chyba nie
potrafiła i generalnie nie umiem myśleć w tych kategoriach, ale
mile dla oka i umysłu skonstruowana opowieść o odwadze, męstwie i
odnajdywaniu w sobie duszy wojownika.
Arab wśród wikingów...
Zapewne wielu powie, że pasuje mniej więcej tak doskonale, jak wół
do karety. Po obejrzeniu filmu można jednak stwierdzić, że ów
wół, gdy zaprzęgnie się go do tej przysłowiowej karety,
jest w stanie powlec ją nie gorzej niż urodzony koń pociągowy.

Ciekawym akcentem jest tutaj
przedstawienie zetknięcia się kulturowego zupełnie odmiennych od
siebie ludów. Waleczni wikingowie, wydają się głównemu
bohaterowi skończonymi barbarzyńcami i zabobonnymi prymitywami. On
zaś odbierany jest przez nowych towarzyszy jako nadęta i cnotliwa
baba. Czas jednak i walka ramię w ramię, do której zmusza
ich los, całkowicie weryfikuje te poglądy. A bohater? Otóż
powoli staje się „prawdziwym wikingiem”, nie przestając przy
tym być stuprocentowym arabem.
Cała historia zachwyca mnie przede
wszystkim formą, w jaką została ubrana. Jest to typowa wzniosła
opowieść o bohaterstwie, męstwie i waleczności, jednak
przedstawiona w sposób prosty i zrozumiały dla przecietnego
widza, pozbawiony nadmiernej epickości i zbędnego patosu. Miłe
urozmaicenie stanowi wyśmienite moim zdaniem poczucie humoru. Na
szczęście nie ma ono nic wspólnego z ostatnio nagminnie
nadużywanym humorem amerykańskim, który mnie osobiście
wcale nie bawi. Dowcipne sceny i kwestie są wyważone, sprytnie
wplecione w całość i pojawiają się tylko od czasu do czasu, co
nie wywołuje obrzydliwego wrażenia przesytu i groteskowości.
Jedyne czego brakuje mi w tym obrazie,
to dobra ścieżka dźwiękowa. Wiele scen, na które patrzyłam
z zapartym tchem, zachwyciłoby mnie o wiele bardziej, gdyby
towarzyszyła im bardziej podkreślająca nastrój, wywołująca
dreszcze muzyka.

Tytuł oryginału: 13th Worior
Produkcja: USA,
1999
Reżyseria: Michael Crichton , John McTiernan
Scenariusz: Warren Lewis , Michael Crichton
Muzyka: Lisa Gerrard
Obsada:
Antonio Banderas,
Vladimir Kulich,
Dennis Storhoi,
Neil Maffin,
John DeSantis,
Clive Russell,
Omar Sharif


















































Odpowiedzi
Nolaan
Dobry film. Znam na pamięć a mimo wszystko dalej lubię obejrzeć, ciągle mnie kręci. Ma klimat po prostu i jest dobrze zrobiony. Wypada tylko polecić ;)
Lonely wolf.
Bardzo dobry film :) Można
Bardzo dobry film :) Można obejrzeć więcej niż raz :)
Świetny film
Widziałem ten film jakieś 7 razy? Pare razy było to zaplanowane a pare razy zupełnie spontaniczne - znam na pamięć, mimo to jak leci, nie mogę oderwać oczu i oglądam i oglądam, film bardzo wciąga i jest naprawde dobry.