Upadłe anioły. Były już wampiry bez zębów, teraz mamy anioły bez skrzydeł.
Do obejrzenia filmu zachęcił mnie...
tytuł widniejący w programie telewizyjnym. Usiadłam więc przed
telewizorem i usilnie starałam się nie oczekiwać niczego
konkretnego. Nastawiłam się na zobaczenie równie dobrze
czegoś bardzo interesującego, jak i filmidła dla nastolatków
w stylu anielskiej wersji „Zmierzchu”. Aby moje podejście było
jeszcze bardziej neutralne i obiektywne, powstrzymałam się przed
uprzednim czytaniem jakichkolwiek recenzji.
Teraz widzę, że postąpiłam
słusznie. Dzięki temu nastawieniu nie rozczarowałam się, a film
odebrałam nawet nieco pozytywniej niż bym się po sobie spodziewała.
Co w takim razie zaprezentowała mi
słoneczna telewizja? Zacznę może od początku.
Główny bohater, Aron, to
zwyczajny chłopak, obchodzący właśnie osiemnaste urodziny.
Trenuje zapasy, kończy właśnie szkołę średnią, zastanawia się
nad wyborem studiów i zaczyna spotykać się z dziewczyną.
Jedyne co dotychczas wyróżniało go spośród
rówieśników to fakt, że jest sierotą i wychowuje się
w rodzinie zastępczej. Jest to właśnie kluczowa sprawa dla fabuły
filmu, ponieważ w dniu uzyskania pełnoletności budzą się w nim
ponadnaturalne moce dzięki którym bohater dowiaduje się o
swoim pochodzeniu. Należy on mianowicie do legendarnej rasy Nefilim,
jest potomkiem anioła i ludzkiej kobiety. Z czasem okazuje się, że
na dodatek przeznaczony jest do roli anielskiego mesjasza, mającego
zbawić upadłych.
Cóż, sam główny wątek,
mimo iż dość infantylny i sztampowy, całkiem nieźle mógłby
sprawdzić się w filmie dla młodego widza, przybliżyć trochę
mistyczne i fascynujące klimaty angel fantasy, zainteresować
mitologią... Mógłby, gdyby był potraktowany mniej po
macoszemu i choć odrobinę mniej naiwnie. Fabuła skupia się
głównie na dylematach wewnętrznych Arona, pragnącego nadal
normalnie żyć, korzystać z młodości i przywileju bycia normalnym
człowiekiem, który jednocześnie nie chciał pozbawić całych
rzeszy upadłych aniołów zbawiciela, wyrzekając się swojej
misji. Byłoby to interesujące, gdyby twórcy nie spłycili
tak drastycznie owych rozterek i nie wprowadzili tak wielu
oczywistych i skrajnie przewidywalnych rozwiązań. Jednym słowem –
za mało tu psychologii w psychologii.
Najbardziej boli jednak mnogość wątków
pobocznych, które można by ciekawie rozwinąć, jednak tego
nie zrobiono. Większość z nich jest urwanych, jak umówione
spotkanie bohatera z dziewczyną, która postanawia na niego
czekać do skutku, mimo iż ten nie przychodzi. Czy się wreszcie
doczekuje? Widzowi niestety nic na ten temat nie wiadomo. Sprawia to,
że wątki stają się zupełnie niepotrzebne i bezcelowe. Tym
natomiast które posiadają początek i koniec, praktycznie
brakuje rozwinięcia, potraktowane zostały po przysłowiowych
łebkach.
Inni bohaterowie? Owszem, są. Mamy tu
kilku aniołów potęgi, którzy z potęgą kojarzą się
mniej więcej tak, jak koń z baletem. Ciekawie zapowiada się mądry
doktor Jeremiasz – nauczyciel, a zarazem przyjaciel Arona, niestety
jego życie nie jest na tyle długie, by zdążył pozostawić po
sobie wybitnie pozytywne wrażenia. Interesujący wydaje się też
mały chłopiec – przybrany braciszek naszego bohatera, obdarzony
zdolnością prorokowania i widzenia aniołów. Szkopuł
w tym, że nikt nam nie wyjaśnia z czego one wynikają. Kolejna
osoba zwracająca uwagę to upadły anioł Ezechiel, chodzący po
ziemskim padole pod postacią niepozornego bezdomnego. Autorzy filmu
wspaniałomyślnie zahaczają nawet o ukazanie urywka jego
przeszłości, tyle, że również makabrycznie okrojony i
niejasny. Widz odnosi wrażenie, że twórcy mieli problemy z
koncentracją, na niczym co rozpoczęli, nie potrafili się bowiem
skupić przez dłuższą chwilę.
Pozostałe, trzecioplanowe postaci
istnieją, bo istnieją. Pokazane są chyba tylko po to, by Aron nie
był pozbawiony rodziców i kilku koleżanek, bo absolutnie nic
nie wnoszą swoimi mdłymi i bezpłciowymi osobami. Wobec powyższego
najciekawszym i najsympatyczniejszym bohaterem pobocznym okazuje się
Gabriel – pies naszego anielskiego mesjasza.
Cóż zaserwowano mi poza tym? W
zasadzie niewiele. Kilka par rażąco sztucznych skrzydełek, dzięki
którym wielcy aniołowie potęgi wyglądają niczym irytujące
fruwajła pętające się między ludźmi. Co najdziwniejsze barwy
owych skrzydeł wydają się dobrane losowo, są białe, szare i
czarne, bez jakiejkolwiek głębszej przyczyny wywołującej te
różnice. Mamy też skrzyżowanie płonących ostrzy z
mieczami świetlnymi rodem z gwiezdnych wojen. Aniołowie upadli
natomiast, twierdzą, iż skrzydła zostały im „podcięte”. Jak
się okazuje w praktyce oznacza to po prostu blizny po skrzydłach,
łudząco podobne do kawałków grubego, szaro-burego powroza
wszytego pod skórę.
Jak wobec wszystkich powyższych
rozważań oceniłabym ten film o wdzięcznym tytule. To zależy od
tego, jakiemu odbiorcy miałabym go polecić bądź obrzydzić. Z
pewnością dla poszukujących ambitnego kina osób, obraz ten
przedstawia się jako: żenada. Dla znawców kinematografii –
żenada. Dla aniołofili – żenada. Dla młodzieży
zaczynającej interesować się tematem – ciekawe jego
przybliżenie, warte zobaczenia choćby w celu rozbudzenia ciekawości
i chęci zerknięcia do bardziej wymagających źródeł.
tytuł oryginału: Fallen
reżyseria: Mikael Salomon,Kevin Kerslake
scenariusz: Sara B. Cooper,Tom Sniegoski, Tim Huddleston
zdjęcia: Jon Joffin
muzyka: David C. Williams
premiera: 2006
produkcja: USA
producenci: Mikael Salomon, Sara B. Cooper, Jay Sanders, Patti Allen
obsada:
Aaron Corbett - Paul Wesley
Camael - Rick Worthy
Lucifer - Bryan Cranston
Azazel - Hal Ozsan
Vilma Rodriguez - Fernanda Andrade
Mazarin - Will Yun Lee
Verchiel - Elizabeth Lackey


















































Odpowiedzi
"Dzięki temu nastawieniu
"Dzięki temu nastawieniu nie rozczarowałam się, a film
odebrałam nawet nieco pozytywniej [niż bym] się po sobie spodziewała." - jakkolwiek autokorekta nie podkreśla, to jestem niemal pewna, że oddzielnie
"Szkop[u]ł w tym, że nikt nam nie wyjaśnia z czego one wynikają."
Zgrabne przedstawienie, do filmu na pewno nie sięgnę ;p
Dzięki wielkie. Już
Dzięki wielkie. Już poprawione :) Co więcej, znalazłam jeszcze przy okazji błędy, których nie wskazałaś :P
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
Ha, też ten film widziałam
Ha, też ten film widziałam :D
Ten chłopczyk wydawał się mieć autyzm czy coś w tym stylu... Stąd chyba radość rodziców w momencie, gdy pierwszy raz przemówił.
I bardzo wkurzyło mnie zakończenie. Takie "...To już???"