Willow - z baśni się nie wyrasta.
Niezrażona niedawnym kiepskim
trafieniem, w dniu dzisiejszym, kilka godzin później
postanowiłam usiąść przed telewizorem jeszcze raz. Za tym
podejściem wybrałam film, który już znałam. „Willow”
obejrzałam wcześniej dwukrotnie, pierwszy raz kilkanaście, a
ostatni dobre dziesięć lat temu. Postanowiłam więc zobaczyć go
ponownie, tym razem świeżym okiem, jako (podobno) dojrzalszy, a na
pewno bardziej wymagający odbiorca.

Okazało się, że był to traf w
dziesiątkę. Nie tylko ze względu na majaczące w pamięci obrazy,
wywołujące wrażenie powrotu do dzieciństwa i wczesnej młodości.
Muszę z czystym sumieniem stwierdzić, że przygody małego
wzrostem, a wielkiego duchem karła i jego misji, nadal mi się
podobają. Mimo upływu lat wciąż bawią, wzruszają, urzekają i
trzymają w napięciu.

Wiem doskonale, że fabuła właściwie
nie prezentuje się wybitnie odkrywczo. Zdaję sobie sprawę, że dla
obecnych miłośników fantastyki jest ona wtórna,
oklepana i przejedzona. Stworzenie hobbitopodobne, nieprawdopodobnie
ważne zadanie do wykonania, porzucone niemowlę, które okaże się kimś niezwykle ważnym, przepowiednia,
trolle, leśne skrzaty, świetlista królowa elfów,
potężni magowie, dzielni wojownicy, cudownie nawrócony
złoczyńca, siłą miłości przeciągający na stronę dobra
kobietę piękną, lecz jeszcze gorszą od niego samego i oczywiście
zła królowa – wiedźma (która tutaj nosi wyjątkowo
wdzięczne imię - Bavmorda). Owszem, to wszystko już było.
Niejednokrotnie zresztą. Na dodatek jakieś to naiwne, infantylne...

I co z tego? Jakie to ma znaczenie –
pytam – skoro w efekcie wychodzi nam przepiękna baśń dla całej
rodziny? Wiem też, że dla części z was takie familijne oglądanie
telewizji jest nudne i cuchnie na odległość, a słowo „baśń”
kojarzy się z czymś, co czyta się do poduszki małym dzieciom.
Bzdura! Z pełną świadomością swoich czynów i ich
konsekwencji, polecam ten film wszystkim, niezależnie od wieku i
poziomu twardzielstwa.

Produkcja: USA, 1988
Reżyseria: Ron Howard
Scenariusz: Bob Dolman
Zdjęcia: Adrian Biddle
Muzyka: James Horner
Obsada:
Val Kilmer - Madmartigan
Joanne Whalley - Sorsha
Warwick Davis - Willow
Jean Marsh - Bavmorda
Patricia Hayes - Raziel
Billy Barty - Aldwin


















































Odpowiedzi
Filmem mnie zaciekawiłaś
Filmem mnie zaciekawiłaś :)
Ale tym razem mam jedno "ale" do samej recenzji.
"Stworzenie hobbitopodobne, nieprawdopodobnie
ważne zadanie do wykonania, < ciach! >, trolle, leśne skrzaty, świetlista królowa elfów potężni magowie, dzielni wojownicy, cudownie nawrócony złoczyńca, siłą miłości przeciągający na stronę dobra kobietę piękną, lecz jeszcze gorszą od niego samego i oczywiście zła królowa – wiedźma (która tutaj nosi wyjątkowo wdzięczne imię - Bavmorda)." - czy nie za dużo odsłaniasz w tym fragmencie? Zapewne jeśli struktura jest baśniowa, to dość łatwo będzie się domyśleć, kto się kim okaże, ale jednak... ;) Zawsze można napisać: < ciach! >, żeby jednak coś zostawić widzowi ;)
Heh. Może i masz rację,
Heh. Może i masz rację, że za dużo odkryłam. Chciałam pokazać, że tu są same znane motywy. Ale rzeczywiście masz rację, w kwestii niemowlęcia skorzystam z rady.
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
To w takim razie
To w takim razie wyedytowałam mój komentarz, żeby nie zdradzał tym razem on ;)
Willow!!! Raz oglądałam i
Willow!!! Raz oglądałam i byłam zachwycona :D
A z powrotów do dzieciństwa to widziałam końcówkę "Neverending Story" dzisiaj...