Logowanie
Nowe wątki
- Imagicon
- Summer is coming... [Fort 2012]
- Znalezione w sieci
- Biblioteczka
- Polecany horror
- Pisarze na żywo
- Grube i chude książki
- Ulubiony film
- Plany na długi weekend
- Krakon 2012
- Allgemeine Festung
- Tropiciel
- Jak szybko czytacie?
- Prośba o Pomoc! Kossakowska i Matura.
- Wieczór z Maskonem
- Steam&Sword - Zamek Grodziec - 28.04.2012-03.05.2012
- Inspiracje Sapkowskiego
- Filmy 3D czy 2D?
- Dobre polskie komedie
- Aeth
Who's Online


„Spojrzała na zegarek. W słabym świetle księżyca dojrzała, jak wskazówki powoli sunęły ku upragnionej północy. Zostało jeszcze dziesięć minut, zanim się pojawi. Schowała zegarek do kieszeni i wyciągnęła z torby niewielkie, szczelnie zamknięte pudełko z czerwonym napisem NIEBEZPIECZNE. Założyła na głowę okulary ochronne i wzuła rękawice. W obwodzie czekał jeszcze rewolwer i naręcze czosnku.
Kieszonkowy zegarek lekkim drgnięciem zakomunikował jej, iż wybiła północ. Wtedy też dojrzała na zrujnowanej, zachodniej baszcie wyczekiwaną postać. Zjawa (trudno nazwać ją inaczej) sunęła majestatycznie po murach niegdyś potężnego zamku. Jej twarz była pełna wdzięku, choć blada, a długie, czerwone, lekko fosforyzujące włosy falowały na wietrze, podobnie jak jej powłóczysta szata, jaśniejąca soczystą zielenią. Najbardziej przykuwały uwagę jednak jej wielkie skrzydła, przypominające nieco anielskie, tyle, że czarne. Ich barwa była tak intensywna, że widać je było nawet na tle nocnego krajobrazu.
Nie minęło wiele czasu, nim dojrzała postać stojącą tuż obok dawnego pałacyku, wspartą o jedyną, niezawaloną jeszcze ścianę. Powoli spłynęła w dół i bez pośpiechu sunęła w kierunku intruza.
- Czyżby nowy wyznawca? – Zapytała, a głos miała jednocześnie słodki i przeszywający grozą. – Szukasz mądrości, uczucia, a może wiecznego spoczynku w ramionach Thanatosa?
- Nie, raczej nie. – Odpowiedziała dziewczyna. – W sumie to tak raczej łeb ci przyszłam odrąbać.
Powietrze przeciął donośny śmiech widma, który ściąłby krew w żyłach najodważniejszego mężczyzny.
- Ty? Przyszłaś zabić mnie? – Spojrzała na zabójczynię a jej oczy rozbłysły złowrogim płomieniem. – Jam jest Lorelay, Pani Wymiarów, Mistrzyni Mrocznych Sztuk, Władczyni Otchłani! A ty? Kim jesteś, pokrako?
- Ja jestem grzeczną i skromną Saduczeuszką.
W tym samym momencie dziewczyna odkręciła pojemnik i rzuciła jego zawartością w zjawę. Początkowy śmiech Lorelay momentalnie zamienił się w krzyk przerażenia i agonalny jęk, gdy zamknięty w pudełku artefakt z ogromną siłą ugodził ją w widmowe serce. Nim zdążyła zorientować się, iż to już koniec, zmieniła się w kupkę popiołu.
Saduceuszka zaś podeszła ostrożnie i wyjęła z prochu sporej wielkości przypinkę z Hannah Montana.
- Ye-pikayey, suko.”
***
„Szpital przypominał bardziej więzienie. Wielkie zasługi miały w tym solidne kraty oddzielające kolejne oddziały, chorzy zakneblowani i przykuci do łóżek za pomocą wszelkiej maści łańcuchów oraz wrzaski pacjentów, walących w drzwi izolatek pięściami i proszącymi o litość. Choć w sumie i tak nie są to jakieś specjalnie złe warunki. Zwłaszcza dla kogoś, kto leży w prosektorium i ma zostać wypatroszony w czasie sekcji zwłok, bez uprzedniego, a wymaganego zejścia z tego łez padołu. Saduceuszka jednak starała się zachować zimną krew spoglądając, jak dr Fire W. Arrior przygotowuje zestaw skalpeli, pił, wierteł, młotków i innych niebezpiecznych przedmiotów.
- Sekcja numer 113-56, obiekt to kobieta, lat dwadzieścia jeden, stan zdrowia zadowalający. – doktor chwyciła dyktafon i zaczęła nagrywać, a leżąca na stole miała okazję spojrzeć jej prosto w wypełnione szaleństwem oczy. – W planach jest sprawdzenie stanu wątroby, który wedle ostatniego bilansu jest nieciekawy. Następnie zamierzam zbadać, jakie zmiany zaszły w mózgu pod wpływem niezdrowego trybu życia. No, to zaczynamy.
Fire chwyciła skalpel i z obłąkańczym uśmiechem na ustach zbliżyła się do swego „pacjenta”.
- No to co? Tniemy?
- Ale przedtem mam pytanie: wiesz, że Lucas kręci trzecią trylogię?
Arrior zdębiała. Z wrażenia opadła jej szczęka a skalpel z głośnym brzdękiem uderzył o posadzkę.
- Ma opowiadać o synie Luke’a i Lei, którego na którego będzie polował ostatni klon Jango Fetta.
- Nie, nie, przestań! – Fire jęknęła głośno i rękami zasłoniła uszy, pragnąc obronić się przed tymi potwornymi wieściami. – Zamilcz przeklęta!
- Okaże się też, że Darth Vader żyje, a jego emanujący Mocą mózg Imperium trzyma w słoju z formaliną. – Saduceuszka nie miała jednak żadnej litości. – A Han Solo zrobi dziecko padawance Luke’a.
Lekarka wpadła na stolik z przyrządami, które rozsypały się po podłodze. Z całych sił próbowała bronić się przed tymi rewelacjami, które wżynały się w jej umysł niczym rozżarzone szpilki i mąciły doskonałą konstrukcje fabularną, jaką ułożyła sobie w głowie. Czuła, jak te plotki kroją jej mózg w plastry.
- Na koniec Rebelia wysadzi trzecią Gwiazdę Śmierci, cyborg Vadera zapłodni swoją wnuczkę, a DNA Luke’a zmiesza się z Ewokami i powstanie rasa, która zapanuje nad wszechświatem…
Saduceuszka kontynuowała wyliczankę, ale to była już tylko formalność. Skulona w kącie Fire, zmieniona w roztrzęsiony i śliniący się kłębek dobitnie o tym świadczył.”
***
„Słońce wpadało jasna smugą do zagraconego, ciemnego pokoju. Na podłodze walały się najróżniejsze przedmioty: stare opakowania po pizzy, ubrania, których nie było czasu zanieść do prania, kartki zapełnione linijkami dziwacznego kodu, przypominającego egipskie hieroglify i setki butelek po niegazowanej wodzie mineralnej. Na dodatek wszystko przysypane cieniutką warstwą kurzu. Ostra metalowa muza walczyła o prym z buczeniem wielkich wentylatorów, chłodzących jednostkę centralna potężnej mocy. Grzała się jak cholera, a i prądu żarła mnóstwo, ale chodziła szybciej niż komputery NASA.
Johny Gotan podkrążonymi oczami wpatrywał się w ekran komputera, a palce wystukiwały na klawiaturze kolejne komendy. Dzień był bliski. Ostatnie pół roku spędził na niekończącym się tworzeniu programów, podprogramów, trojańskich koni, botów i sztucznych inteligencji, by osiągnąć upragniony cel: wykosić całą konkurencję na polu portali fantastycznych.
Plan był prosty: w jednej chwili zaatakować największe państwowe przedsiębiorstwa, począwszy od Banków, kończąc na Kolejach Państwowych. Chaos, kolejki, wzrost napięcia, zamieszki – idealne warunki dla tak delikatnej operacji. Następnie zaspamowanie internetowych gigantów wiadomościami o rewelacyjnych ofertach powiększenia męskości. Kilkanaście miliardów takich śmieci i żaden serwer nie wytrzyma. Potem zalew sieci informacyjnych fałszywymi wiadomościami o pochodzie krzyżowców na Belweder i ataku Człowieka Muchomora na Mazowszu. Dziennikarze zajęci tymi bzdurami nawet nie zorientują się, że ktoś majstruje w przepastnych zasobach Sieci, dokonując masowego portalobójstwa. To brutalne, fakt…, ale może pozostać tylko jeden!
Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Johny lekko zaskoczony spojrzał w tamtym kierunku, przekonany, że to jakiś omam, lecz nie – dzwonek powtórzył się. Gotan niechętnie wstał sprzed komputera i otworzył drzwi, nie marnując czasu na zaglądanie przez judasza. Na swoja zgubę, bowiem na korytarzu stało dwóch smutnych panów w czarnych płaszczach i ciemnych okularach.
- Johny Gotan? – Zapytał jeden z nich, ale i tak doskonale wiedział, że trafił pod właściwy adres. – Urząd skarbowy. My w sprawie niezapłaconego rachunku za prąd. Za ostatnie pół roku.
Donośny krzyk rozpaczy, jaki rozniósł się po klatce schodowej utwierdził Saduceuszkę, że pozostawienie sprawy zawodowcom to był całkiem niezły pomysł.”
***
„Morderczy czas zmierzał ku końcowi. Niemal cały ostatni rok spędziła tropiąc i unieszkodliwiając jednostki skrajnie niebezpieczne dla społeczeństwa. Niecały miesiąc temu pozbyła się Josteina, zwanego Widmowym Maszynistą trasy Poznań – Gdańsk. Ubiła złośliwego Elfa, nawiedzającego krakowskie kawiarnie, a nawet przebrzydłą szamankę Kario, która wszędzie gdzie się pojawiła, sprowadzała dwustu stopniowy upał i żar lejący się z nieba. Teraz jednak jej krucjata zmierzała ku końcowi. Pozostał jeden, ostatni przeciwnik, przedwieczne nemezis, Wielka Deprawatorka, Kapłanka Zombi, Mistrzyni Jerów i Pani Krwawych Przecinków: Tessalia.
Łowczyni stanęła przed drzwiami prowadzącymi do legowiska kobiety i zacisnęła dłoń na klamce. A więc dalej, prosto w legowisko grozy!”
- Nie, żadnych legowisk i żadnej grozy! Mam tego dość!
„Krzyknęła Saduceuszka, ciskając w ziemię swoim kapeluszem i wygrażając pięściami niewidocznemu wrogowi.”
- Cicho! Koniec z tą narracją! Żadnych didaskaliów, koniec, nie ma! Skończyła się zabawa!
„Z każdą chwilą dziewczyna coraz bardziej traciła nerwy…”
- Powiedziałam: dość! Zakazuję tworzenia jakichkolwiek opisów! Ja tu do ciebie mówię, słyszysz? I też się masz do mnie zwracać, a nie biedne narracje tu rzucać! Trochę kultury do licha!
„O co ci znowu chodzi?”
- O wszystko! Kto ci pozwolił wykorzystywać mą osobę do tego typu opowiadania? Nikt mnie nawet nie zapytał, czy mam na to ochotę! Nie zgadzam się na taką rolę, słyszysz?! I co to mają być za kwestie? Ye-pikayey, suko?! Skąd ty to bierzesz? To jest jawne pogwałcenie moich praw osobistych do samostanowienia, o!
„Doprawdy?”
- Owszem! Ja jestem kulturalną, grzeczną i skromną dziewczynką, która ma lepsze rzeczy do roboty, niż uganianie się za swoimi znajomymi i unieszkodliwianie ich w wyjątkowo głupi sposób! To jest naśmiewanie się ze mnie i mej zajebistości!
„Mhm, jasne. Na przykład co masz do roboty?”
- Za dużo chciałbyś wiedzieć.
„ Jestem narratorem, ja wiem wszystko.”
- Nie wiesz wszystkiego, bo jesteś oszukańczym narratorem! A teraz wypuść mnie stąd!
„Nie ma szans. Jeszcze jeden akapit do końca opowiadania. Tak jest w umowie”.
- Jakiej umowie?! Ja nic nie podpisywałam!
„Oczywiście, nic nie podpisywałaś.”
- Żądam zakończenia tego tekstu! I to natychmiast!
„Oczywiście, natychmiast.”
- Tak, ja żądam! I chcę żeby moja ksywka była pisana prawidłowo!
„Oczywiście, prawidłowo.”
- I skończ z tym „oczywiście”!
„Mhm, oczywiście.”
- Nienawidzę cię…
„ I tak mnie uwielbiasz.”
„Sadyceuszka westchnęła ciężko nad własnym losem, podniosła z ziemi kapelusz i znów położyła dłoń na klamce. Tym razem już bez żadnych fochów pchnęła drzwi, które zaskrzypiały przeciągle. A więc dalej, prosto w legowisko grozy!”
--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/
-

- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
- 191 odsłon
A co zrobila z Vivaldim?
:)
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Absolutnie prze-pięk-ne! :D
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
No ja właśnie przeczytałam i się tak zachwyciłam, że skomentowałam SMS-em, coby autor od razu przeczytał :P
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Padłam trupem! Zdechłam! Ja wiedziałam, że to jest dobry pomysł z tym konkursem ;)
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
To teraz nie lenić się, tylko pisać następne :>
--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
A co to znaczy lenić się? Bo ja nie pamiętam...
Jasne, że napiszę! Jak bym mogła nie napisać? Tylko cholera wie kiedy czas pozwoli.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Jak to co? Leni to się mój pies dwa razy do roku :) Lenił się Chewbacca... Ja mam futra za mało, żeby też to robić :<
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Heh, u mnie to się mówi na to "linieje" :P
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
lenić się: 1. nie chcieć pracować, wykonywać różnych zajęć, być opieszałym 2. linieć
Ha :) Tu jest opolszczyzna, tu nawet psy się lenią - nawet podwójnie :D
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
W poznańskiem też jest są oba znaczenia... :D
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Pomorze jest dziwne :P
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać

