•   Strona Główna
  •   Forum
  •   Patronaty
  •   Redakcja
  •   Współpraca

Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

  • Utwórz nowe konto
  • Zapomniałeś hasła?

Nowe wątki

  • 50 Cent Posts New Song Online
  • Imagicon
  • Summer is coming... [Fort 2012]
  • Znalezione w sieci
  • Biblioteczka
  • Polecany horror
  • Pisarze na żywo
  • Grube i chude książki
  • Ulubiony film
  • Plany na długi weekend
  • Krakon 2012
  • Allgemeine Festung
  • Tropiciel
  • Jak szybko czytacie?
  • Prośba o Pomoc! Kossakowska i Matura.
  • Wieczór z Maskonem
  • Steam&Sword - Zamek Grodziec - 28.04.2012-03.05.2012
  • Inspiracje Sapkowskiego
  • Filmy 3D czy 2D?
  • Dobre polskie komedie
więcej

Who's Online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 0 gości.

Strona główna | Fora | Kuźnia | KUŹNIA II: 13 maja 2009
  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
6 replies [Ostatni wpis]
czw., 14/05/2009 - 21:14
Vivaldi
portret użytkownika Vivaldi
Offline
Joined: 29/08/2008
Points: 430

P. otworzył oczy. W pokoju było ciemno; szczelnie zasłonięte żaluzje nie przepuszczały nawet nikłej ilości światła, a w powietrzu unosił się dym z papierosa, którego P. palił, zanim przysnął z głową na klawiaturze. Oglądał akurat Tam, gdzie rosną poziomki Bergmana. Jakimś dziwnym trafem zatrzymał film w momencie, gdy Sjostrom widzi piekielny karawan zaprzęgnięty w dwa czarne konie. Zupełnie jak w Wózku Widmo. Ech, miał łeb ten Bergman…
P. spróbował wstać, ale pożałował tego pomysłu; coś strzeliło i potężny ból pleców jasno dał do zrozumienia, że lepszym miejscem do spania jest łóżko. Zdecydowanie. Zaklął cicho i powoli się rozprostował, z lichą nadzieją, że nie złapie go żaden skurcz. Czuł się jak dębowy pieniek – a przynajmniej przejawiał równie dużą lotność umysłu w tym momencie.
Westchnął i zapalił papierosa. Nie cierpiał palić. Przez dwadzieścia pięć z okładem lat kategorycznie skreślał fajki z listy swoich nałogów, patrząc na palaczy z góry, a teraz? Zapycha sobie płuca smołą i jeszcze się cieszy. Dobrze chociaż, że nie wciąga koki, trutki na karaluchy czy innego czary-mary proszku. Jeszcze tego by brakowało. Sięgnął po butelkę. Porter całkiem już zwietrzał. Nie ma nic gorszego niż zwietrzały, ciepły porter. Mimo tego wypił duszkiem pół butelki i chwycił maszynę do pisania. Właśnie, maszynę. Żadnego stukania na komputerze, wspierania monopolistów, pierdolenia się z trzystoma różnymi formatami i kretynami w punkcie ksero. Czysty snobizm i cierń w dupie redaktorów.
Wyciągnął kartkę i przejrzał to, co do tej pory napisał. Właściwie to nawet nie musiał sprawdzać, bo doskonale wiedział, że w maszynie siedzi tabula rasa, nieskalana nawet cieniem inteligentnej myśli. Zmiął kartkę i cisnął ją w kierunku Heatha Ledgera, szczerzącego się do niego z plakatu Dark Knighta.
- I z czego się cieszysz? – zapytał P. wpatrując się w Jokera – Szminka ci się rozmazała…
- On po prostu nie może zrozumieć, skąd ta powaga. – usłyszał nagle głos, dochodzący z najciemniejszego kąta pokoju. – Ja zresztą też.
Kłamstwem było by stwierdzenie, że P. przestraszył się tego głosu. W żadnym wypadku się nie przeraził. Można by nawet w pierwszej chwili pomyśleć, że wcale go to nie zdziwiło. Spojrzał tylko spode łba, zapalił lampkę i skierował światło w miejsce, skąd dochodził głos.
W kącie owym ktoś stał. Był to mężczyzna wysoki, o dość mocnej budowie, ubrany w archaiczny, czarny surdut i kamizelkę. Na nogach lśniły mu lakierki, w dłoniach trzymał skórzane rękawiczki i duży parasol, na głowie zaś nosił elegancki cylinder, wszystko to obowiązkowo w kolorze czarnym. Twarz miał dość szeroką, nieco posępną, brodę wypielęgnowaną, nos spory, na którym nosił lenonki. Na dobrą sprawę był niemal fizycznym odbiciem P., z tą tylko różnicą, że miał nieco dłuższe włosy i jarzące się na czerwono ślepia. No i przypominał jak żywo Gary’ego Oldmana w Draculi.
- Jesteś diabłem, aniołem, wampirem czy złodziejem? – zapytał P., wypuszczając kłąb dymu. – A może akwizytorem?
- Nic z tych rzeczy. – powiedział mężczyzna, kłaniając się nisko. – Jestem raczej upersonifikowanym przejawem pierwotnego szaleństwa, które zalęgło się w twoim umyśle i duszy. Można powiedzieć, że jestem tym, czym mógłbyś być, gdyby ten świat był taki, jaki być powinien.
- Czyli ja wariuję. Super. Kamień spadł mi z serca.
P. odsunął lampkę i przestał się zajmować przybyszem. Ten jednak nie dał się tak łatwo spławić; chwycił cylinder i zwinnie niczym kot przeskoczył przez cały pokój i stanął przed swoim gospodarzem.
- Nie, nie, nie! Nie zrozumieliśmy się! Ty wcale nie wariujesz! No, przynajmniej nie tak całkiem…
- Miło z twojej strony.
- Stajesz się natomiast czymś… więcej!
Przybysz machnął parasolem i nagle cały pokój zalany został czerwonym światłem nieznanego pochodzenia, sam natomiast wskoczył na stół. Przez chwile wydawało się, że zaraz zacznie stepować jak Fred Astaire, ale na szczęście nic takiego nie nastąpiło.
- Więcej?
- Otwierają się przed tobą bramy galaktyk! Boskie światło jest na wyciągnięcie ręki, prawda absolutna i absolutne kłamstwo. Strumień świadomości o nieograniczonej sile przepływu! Klucz do każdej odpowiedzi i drzwi na każde pytanie! Czyste, niczym niezmącone wejrzenie w absurd tego świata, uczestnictwo w niekończącym się festiwalu szaleństwa, którym będziesz papieżem! Powiedz, czyż to nie wspaniałe?!
- Cudowne. – P. wsadził papierosa do popielniczki. – Tyle, że ja nie lubię Dicka. Więc?
Elegant zeskoczył ze stołu. Szeroki uśmiech, jak dotąd mu towarzyszył, zszedł z jego twarzy, która jednak nadal miała lekko kpiarski wyraz.
- Jestem tym, co każdy człowiek chce zakopać głęboko w sobie. Absurdem. Szaleństwem. Pierwotnością. Nazywaj mnie jak chcesz. Faktem jest, że każdy – jak to niektórzy lubią siebie nazywać – normalny człowiek nawet nie chce przyznać się, że istnieje w nim. Są jednak tacy, którzy przygarniają mnie takim, jakim jestem. Czerpią korzyści z moich usług. Dla Goethego byłem Królem Olch, przemykającym nocami po ulicach miast. Dla Baudelaire’a byłem kwiatem zła – czystą emanacją absurdu. Poe widział we mnie Ligeie, wzniosłą i mądrą, a Lovecraft – monstrum śpiące w R’yleh… Byłem dla nich lustrzanym odbiciem ich duszy.
- Pierdolisz.
- Oczywiście niech ci się nie wydaje, że jestem tu z powodu twojego grafomaństwa, które uskuteczniasz w przerwach między pisaniem kolejnych recenzji i analiz. Jeśli mam być szczery, za cholerę nie wiem, co w tobie jest takiego, co mnie wyzwala i wzywa do działania. Oni… byli geniuszami. A ty, kim jesteś?
- Pieprzonym królem ciętej riposty. – P. wstał i stanął twarzą w twarz z przybyszem. – Ale ciekawi mnie, jaki jest obraz mojej duszy. Bo chyba nie taki, jak teraz, prawda?
Nieznajomy zaśmiał się histerycznie i odsunął nieco. Wtedy też zaczął się zmieniać; zniknęła kamizelka, koszula i surdut zaczęły się strzępić. Włosy stały się niemal dwa razy dłuższe, źrenice rozszerzyły niemal na całą gałkę oczną, zmieniając kolor na czarny; twarz się wydłużyła, przybrała kolor popiołu, nos się zmniejszył, usta zaś rozszerzyły do rozmiarów wręcz absurdalnych – bez problemu można by zmieścić w nich ludzką głowę. Język się wydłużył i opadł do samej ziemi, rozwijając jak zwój, a zęby – wcześniej śnieżnobiałe – teraz miały kolor stali i tkwiły w ociekającej krwią gębie przybysza niczym miecze. Ni mniej, nic więcej – wampir. Niemal jak u Templesmitha.
- Ale straszydło z ciebie. – powiedział P. i uśmiechnął się. – I like that.
- Nie mogło być inaczej. – powiedział nieznajomy zmienionym, lekko skrzekliwym głosem. – W końcu ja jestem tobą. Jestem obrazem twojej duszy. Niczym dr. Jeckyll i mr. Hyde, doktorze P.
- Nie nazywaj mnie P. – usiadł na krześle - Nie lubię tego imienia.
- Jak więc mam cię tytułować?
P. spojrzał w sufit. No właśnie, jak? Potrzeba było czegoś… dostojnego. Niepospolitego, a jednocześnie stonowanego. Żadnego szaleństwa. I brońcie Bogowie, żadnego megalomaństwa.
- Możesz mnie nazywać… Victor. Tak, będzie idealnie.
- Dlaczegóż to Victor?
- To imię wydaje mi się… twarde. Solidne. Na tyle ostre, że można się na nie nabić. Ma w sobie coś dostojnego i arystokratycznego, a jednocześnie niepokojącego…
- A więc niech będzie! – krzyknął wampir. – Mnie tytułuj więc V. Doprawdy Victorze – czeka nas moc przyjemności. Najpierw jednak postaramy się, byś dostrzegł to, co steruje wszystkimi bez wyjątku ludźmi, a czego nie potrafią dostrzec. Emocje, namiętności i popędy – wszystko to ukaże się jasno i wyraźnie. Takimi, jakimi są dla ciebie. A przede wszystkim, zajmiemy się tą suką, która od tak dawna nie daje ci spokoju.
- Czyli?
- Nudę.
Victor wyciągnął papierosa, zapalił i zaciągnął się dymem.
- W takim razie, jak to powiedział Tuco: Jak masz strzelać, to strzelaj a nie gadaj.
Wampir uśmiechnął się szeroko i z rękawów wyciągnął dwie idealnie schłodzone butelki Grand Portera. Victor wziął piwo i pociągnął łyk. Idealny smak.
- Wiesz – powiedział, ocierając pianę z wąsów. – zaczynam cię lubić.

--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/

Top
  • share
  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
  • 628 odsłon
czw., 14/05/2009 - 21:14
#1
Vivaldi
portret użytkownika Vivaldi
Offline
Joined: 29/08/2008
Points: 430
Pfff... macie głodomory, o!

Pfff... macie głodomory, o! :>

--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/

Top
  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
pt., 15/05/2009 - 13:00
#2
Firewarrior
portret użytkownika Firewarrior
Offline
Joined: 20/11/2008
Points: 316
" Dobrze chociaż, że nie

" Dobrze chociaż, że nie wciąga koki, trutki na karaluchy czy innego czary-mary proszku." - trutka na karaluchy... piękne! :D

Top
  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
pt., 29/05/2009 - 14:36
#3
Sadyceuszka
portret użytkownika Sadyceuszka
Offline
Joined: 31/08/2008
Points: 245
Ekhem... < odchrząknęła >

Ekhem... < odchrząknęła > Uwaga, będę mówić! < zbiera siłę w sobie > Weź Ty nie pierdol, że słabe. < patrzy groźnie > I nawet nie próbuj użalać się nad sobą twierdząc, że konkurencja Cię wykosi. < pogroziła palcem > No! < skończyła mówić >

---

Jeżeli szczęście jest przeszkodą dla zbawienia
To osądzi mnie bezduszna wieczna noc

---

"Nie biorę narkotyków – sam jestem narkotykiem."
"Skromność właściwie nie jest moją specjalnością."
/Salvador Dali/

Top
  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
pt., 29/05/2009 - 16:06
#4
Vivaldi
portret użytkownika Vivaldi
Offline
Joined: 29/08/2008
Points: 430
Powiedziałbym, że sie

Powiedziałbym, że sie cieszę z takiej oceny, gdybym był na 100% pewny, co właściwie chcesz przekazać ;p

Swoją drogą, przeczytałem raz jeszcze i sie zdziwiłem, ile powtórzeń opuściłem w czasie korekty ;p

--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/

Top
  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
pt., 29/05/2009 - 16:10
#5
Sadyceuszka
portret użytkownika Sadyceuszka
Offline
Joined: 31/08/2008
Points: 245
Chciałam przekazać, że

Chciałam przekazać, że jak na razie jesteś przeze mnie nominowany do głosu ;p

---

Jeżeli szczęście jest przeszkodą dla zbawienia
To osądzi mnie bezduszna wieczna noc

---

"Nie biorę narkotyków – sam jestem narkotykiem."
"Skromność właściwie nie jest moją specjalnością."
/Salvador Dali/

Top
  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
czw., 11/06/2009 - 20:56
#6
mrocznyarchaniol
portret użytkownika mrocznyarchaniol
Offline
Joined: 20/02/2009
Points: 78
lubię klimaty absurdu:)

zacne, świdrujące, zachęcające, no i niezły z ciebie filmofil widzę:) < uderza pięścią 2 razy w pierś i pokazuje znak victorii w poziomie >

Top
  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać

Link1 | Link2 | Link3

Copyright © 2012. All Rights Reserved.

Pracuj z jobrapido
Katalog stron Katalog stron

Powered by Drupal i Drupal Theme created with Artisteer.