•   Strona Główna
  •   Forum
  •   Patronaty
  •   Redakcja
  •   Współpraca

Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

  • Utwórz nowe konto
  • Zapomniałeś hasła?

Nowe wątki

  • 50 Cent Posts New Song Online
  • Imagicon
  • Summer is coming... [Fort 2012]
  • Znalezione w sieci
  • Biblioteczka
  • Polecany horror
  • Pisarze na żywo
  • Grube i chude książki
  • Ulubiony film
  • Plany na długi weekend
  • Krakon 2012
  • Allgemeine Festung
  • Tropiciel
  • Jak szybko czytacie?
  • Prośba o Pomoc! Kossakowska i Matura.
  • Wieczór z Maskonem
  • Steam&Sword - Zamek Grodziec - 28.04.2012-03.05.2012
  • Inspiracje Sapkowskiego
  • Filmy 3D czy 2D?
  • Dobre polskie komedie
więcej

Who's Online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 0 gości.

Strona główna | Fora | Kuźnia | KUŹNIA II: 13 maja 2009
  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
1 reply [Ostatni wpis]
nie., 24/05/2009 - 12:31
mrocznyarchaniol
portret użytkownika mrocznyarchaniol
Offline
Joined: 20/02/2009
Points: 78

Prowincję Ghazni, leżącą w południowo-wschodnim Afganistanie, bez wątpienia można nazwać piekłem na ziemi. Niemiłosierny żar, sypiący się z nieba, brak oznak jakiejkolwiek wilgoci, jednostajny, szarobury kolor piachu, nieprzecięty, żadną ożywczą kępka zieleni. I skały, tak skały, były w tym wszystkim najgorsze. W nocy przyjmowały upiorne kształty i na domiar złego mogły kryć w sobie fanatyków, czyhających na żołnierzy koalicji.

   Wielkopiątkowy poranek, polski patrol składający się z trzech wozów humvee i jednego "Rosomaka", przemieszczał się, po jednej z tysięcy, nieutwardzonych, piaszczystych dróg. Wewnątrz stalowych skrzyń, dwadzieścia jeden dusz, próbowało zrozumieć sens, ich pobytu tutaj. Wesołe rozmowy pomagały im zapomnieć o tym, jak daleko są od domów i swoich bliskich. Miały rozluźnić napiętą atmosferę, po wydarzeniu sprzed tygodnia, kiedy to kanadyjski wóz patrolowy wjechał na minę pułapkę i czterech młodych chłopaków spaliło się żywcem. Powiedzenie, robić dobrą minę do złej gry, nabierało tu nowego, naprawdę perfidnego znaczenia. W rozmowy zaangażowani, byli wszyscy, poza jednym żołnierzem. Michał, świeżo upieczony starszy szeregowy, był niezwykle tajemniczą i zamknięta w sobie postacią. Podobno do wojska wstąpił, po tym jak rzuciła go kobieta. Nie odzywał się prawie do nikogo, rozkazy wykonywał, więc i spokój miał. Teraz siedział wewnątrz, ostatniego w kolumnie, pojazdu i tępo wpatrywał się w naszywkę z wizerunkiem kota pośród liści dębu, symbol jego kompani. Na chwilę oderwał od niej wzrok, by spojrzeć na podsunięte mu zdjęcie niemowlaka o poziomkowych policzkach. Popatrzył, podał dalej i wrócił do swych myśli.

    Świst, głośny świst, złowrogi świst. To nie był dźwięk, jaki wiatr tworzy w skalnych dziurach, ani wytwór, beztroskiej dziecięcej zabawy. To sam Szatan w postaci radzieckiego pocisku, przyszedł upomnieć się o swoje żniwo. Nim padła komenda, swoją droga bezsensowna w środku pojazdu, kryć się, "Rosomak" zamienił się w kupę, zżeranej przez ogień blachy. Michał dostrzegł jeszcze tylko kątem oka, przepołowione, płonące, ciało swojego kolegi, spadające na piach pustyni. Szybciej niż przebiegały myśli w jego głowie, seria z kałasznikowa rozerwała pierś żołnierza, obsługującego działko w samochodzie starszego szeregowego. I dopiero, gdy z drugiego pojazdu, pozostał, czarny, płonący wrak, padła komenda do desantu. Michał bał się tej chwili najbardziej, bał się ujawnienia. W jego duszy rozgorzały pierwsze słowa "Archangel, Dark Angel...". Znad maski samochodu ujrzał grupę kilkunastu talibów, próbujących usilnie odesłać jego i jego kolegów do Allacha. "Nie tym razem", pomyślał. "Lend me the light!!!". Gdy to wykrzyczał, mundur, który miał na sobie już płonął i bynajmniej nie z powodu ostrzału. Ogień ogarnął całą jego postać, nie tylko ciało, ale i duszę. Teraz nad pustynnym obszarem górowała postać gorejącego Demona. Płomienie kształtujące jego skrzydła i coś co wyglądem przypominało miecz, emitowały niesamowity blask, a ich barwa, była niczym krwistoczerwone rubiny. Swoim pojawieniem wywołał totalne przerażenie po obydwu stronach. Jeden ze spanikowanych talibów próbował rozwinąć zwój materiału, w którym ukryty, był granatnik. Nim zdążył to zrobić, Demon spopielił go jednym swym tchnieniem. Reszta Afgańczyków próbowała uciekać, wykrzykując coś co miało pewnie znaczyć "potwór, straszydło!". Ale nie ubiegli daleko, gdyż Michał wydał z siebie okrzyk przewyższający swą donośnością każdy grzmot, a ognista fala uderzeniowa dosłownie przetopiła na szkło wszystko w odległości najbliższych kilkuset metrów. A działo się to tak jakby czas stanął w miejscu.

  Po wszystkim nastała cisza, przerywana tylko sykiem dopalających się płomieni. Michał klęczał na kamienistym poboczu, nagi, a pot spływał po całym jego ciele. Nikt na razie, nie zwracał na niego uwagi. Ci, którzy przeżyli zajęli się opatrywaniem rannych. Z medykamentów, poza bandażami, mieli jedynie proszek zatrzymujący krwawienie.  Mimo to robili co mogli. a Michał nadal klęczał na poboczu, pokryty perlistym potem i pyłem obcej ziemi, na której się ujawnił...

Top
  • share
  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
  • 415 odsłon
pt., 29/05/2009 - 14:52
#1
Sadyceuszka
portret użytkownika Sadyceuszka
Offline
Joined: 31/08/2008
Points: 245
Interpunkcja mnie zabiła.

Interpunkcja mnie zabiła. Koncept niezły, aczkolwiek, jak dla mnie, za bardzo skondensowany. No i sam punkt kulminacyjny winien być bardziej rozwinięty.

---

Jeżeli szczęście jest przeszkodą dla zbawienia
To osądzi mnie bezduszna wieczna noc

---

"Nie biorę narkotyków – sam jestem narkotykiem."
"Skromność właściwie nie jest moją specjalnością."
/Salvador Dali/

Top
  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać

Link1 | Link2 | Link3

Copyright © 2012. All Rights Reserved.

Pracuj z jobrapido
Katalog stron Katalog stron

Powered by Drupal i Drupal Theme created with Artisteer.