•   Strona Główna
  •   Forum
  •   Patronaty
  •   Redakcja
  •   Współpraca

Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

  • Utwórz nowe konto
  • Zapomniałeś hasła?

Nowe wątki

  • 50 Cent Posts New Song Online
  • Imagicon
  • Summer is coming... [Fort 2012]
  • Znalezione w sieci
  • Biblioteczka
  • Polecany horror
  • Pisarze na żywo
  • Grube i chude książki
  • Ulubiony film
  • Plany na długi weekend
  • Krakon 2012
  • Allgemeine Festung
  • Tropiciel
  • Jak szybko czytacie?
  • Prośba o Pomoc! Kossakowska i Matura.
  • Wieczór z Maskonem
  • Steam&Sword - Zamek Grodziec - 28.04.2012-03.05.2012
  • Inspiracje Sapkowskiego
  • Filmy 3D czy 2D?
  • Dobre polskie komedie
więcej

Who's Online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 0 gości.

Strona główna | Fora | Kuźnia | KUŹNIA I: 13 kwietnia 2009
  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
No replies
pon., 20/04/2009 - 22:26
Jenai
portret użytkownika Jenai
Offline
Joined: 20/04/2009
Points: 70

Słońce stanęło w zenicie, brutalnie smażąc odsłonięty płaskowyż i przemierzającą go w samotności postać. Nagrzane powietrze było lepkie i niemal namacalne. Malkolm przystanął, otarł czoło z perlącego się na nim potu i najmocniej jak tylko mógł naciągnął kaptur na wygoloną głowę.
Że też mnie musieli posłać, przeklinał w duchu. Ozdobny łańcuch, symbol Kultu Smoka, przemienił się w rozżarzoną bryłę metalu, która, miał wrażenie, wtopiła się w skórę na jego karku. Ile jeszcze? Jak daleko mogła uciec zwierzyna? – pytał sam siebie.
Pod pazuchą wyczuł nerwowy ruch. Instynktownie i z przestrachem wystawił dłoń i odsunął poły płaszcza. Z lewej kieszeni spozierała na niego mała mordka o wydłużonym, łuskowatym pysku i mieniących się zielenią, gadzich oczach. Jego osobisty smok…
- Nic nie poradzę – mruknął Malkolm. – Obawiam się, że musimy brnąć dalej przez te pustkowia. – Małe smoczątko o nadanym mu imieniu Fara ciekawsko przekrzywiło łepek, zupełnie jakby słuchało, co się do niego mówi. Miało się wrażenie, że jego mimika zdradzała radość.

Paskudny marsz trwał do wieczora. Kiedy niebo zrodziło pierwsze srebrzyste gwiazdy, nadludzko wykończony Malkolm ostrożnie ułożył smoka na nagiej skale i zwalił się jak długi na ziemię, z trudem łapiąc oddech. Po krótkiej chwili kompletnego otępienia, jego umysł zdominowały strzępy wspomnień z minionego tygodnia.
Pomyśleć, że zaledwie przed siedmioma dniami przebywał wśród cudownie chłodnych murów cytadeli Kultu. Z jego obecnej perspektywy było to równie nierealne jak sen… Niestety, owego pechowego dnia ktoś dopuścił się świętokradztwa, uprowadzając jednego ze smoków, największy spośród rozlicznych skarbów potężnego Zakonu. Krótkie śledztwo wykazało, że owym kimś był Vizzu, niższej rangi kapłan o jak dotąd nieposzlakowanej opinii dobrego i posłusznego.
Naczelna Rada Zakonu posłała w pościg Malkolma, doświadczonego i zaufanego łowcę, specjalistę od czarnej roboty, takiej, której niewielu miało chęć się podjąć. Trop wywabił go aż na ten przeklęty płaskowyż, w samo serce piekła na ziemi, gdzie teraz przychodziło mu cierpieć głód i wyczerpanie.
Mały smok Fara, którego cienki i nitkowaty tułów nie był dłuższy niż kilkanaście centymetrów, zwinął się w kłębek i ułożył do snu. Malkolm poszedł w jego ślady, wyciągnął na rozesłanym płaszczu i również przymknął powieki. Nie zauważył już, jak z lekko uniesionym łebkiem Fara wygląda czegoś tęsknie na horyzoncie.

Ranek podrażnił Malkolma wątpliwą pieszczotą słonecznych promieni, które wychłostały go po twarzy. Przetarł zaspane oczy, rozprostował ramiona i wstał. Nagle zorientował się, że Fara zniknął. Przerażony zaczął przeszukiwać najbliższą okolicę, ale nie natrafił na ślad towarzysza. Ręce zaczęły mu drżeć, na ciało, mimo gorąca, wystąpił zimny pot.
Jeśli Fara mnie opuścił… - Malkolm z trudem przełknął nagromadzoną w gardle ślinę.
- Szkoda, że tak to się musi skończyć – huknął jakiś głos. Zaskoczony Malkolm potknął się i upadł na ziemię.
Kilkadziesiąt metrów dalej przyczaiła się jakaś postać odziana w habit kultysty, z kapturem nasuniętym nisko na czoło.
- Kim jesteś? – Malkolm odruchowo sięgnął do pasa, gdzie spoczywał przytroczony do pasa mały nóż. Spodziewał się odpowiedzi.
- Tym, którego ścigasz, a którego w końcu znalazłeś.
- Vizzu… – Malkolm wyszczerzył zęby w uśmiechu. Na moment zapomniał o swoim smoku, ucieszony, że zabije grzesznika i będzie miał sposobność powrotu do domu. – Jesteś głupcem, że stajesz sam jeden przed łowcą.
- Nie sam, obawiam się. – Coś, jakiś nieokreślony cień, przemknął po ciele zbiega. Po chwili w Malkolma wbiły się spojrzenia dwóch par intensywnie zielonych oczu.
Łowcy krew odpłynęła z twarzy, a rozszerzone ze zdumienia oczy tylko po części wyrażały jego nieopisane zaskoczenie.
- Fara? – wybełkotał.
- Niestety, łowco, ale twoje chwile są policzone – rzekł Vizzu i wystawił przed siebie ręce. Oba małe smoki, porwany i Fara, przepłynęły mu z ramion na nadgarstki, owinęły się wokół przegubów rąk i wgryzły zębami w skórę. Ich łuski rozbłysły delikatną poświatą, a żyły pod ciałem Vizzu zapłonęły czerwienią gorejącego ognia.
Malkolm cofnął się, walcząc z odruchem panicznej ucieczki. Bez smoka nie miał szans w tym starciu. Fara i inne smoki stanowiły arcypotężną broń, mogącą obdarzyć swego nosiciela… straszliwą mocą. A teraz do swej dyspozycji miał ją Vizzu, w dodatku płynącą nie od jednego, a dwóch gadów jednocześnie! Malkolm nigdy nie słyszał o takiej symbiozie. Nawet największy patriarcha Kultu nie był wstanie zdobyć się na podobny wyczyn.
- Co tu się dzieje?! Dlaczego Fara? Dlaczego? – Malkolm błądził obłąkańczym spojrzeniem od lewej do prawej ręki swego adwersarza.
- Nie rozumiesz ich… wy wszyscy ich nie rozumiecie, cały Kult. Czcicie smoki jak bóstwa, a traktujecie je jak narzędzia. Pogardziliście ich naturą, bo wam nie pasowała.
- Nie rozumiem, co do mnie mówisz – odkrzyknął Malkolm.
- Fara i Tave – rzekł Vizzu, wskazując skinieniem głowy drugie smoczątko –zakochały się w sobie. Tave i ja uknuliśmy plan ucieczki, wyczekaliśmy chwili, aż będziesz jedynym wolnym łowcą w Cytadeli i wywabili na to pustkowie. Nikt cię już nie odnajdzie, a one wreszcie będą wolne.
Vizzu uniósł dłoń. Pomiędzy palcami zrodziła się kula ognia, która poczęła pęcznieć w oczach.
- Narzędzia – mruknął Malkolm na sekundę przed śmiercią. Być może zrozumiał…
Vizzu wykonał gest pokoju nad pozostałościami ciała łowcy, odwrócił się na pięcie i wolno ruszył przez pustkowie. Smoki splotły się na jego głowie jak dziewczęcy warkocz.

"Musi być znacznie gorzej, zanim może być lepiej"

Top
  • share
  • Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
  • 420 odsłon

Link1 | Link2 | Link3

Copyright © 2012. All Rights Reserved.

Pracuj z jobrapido
Katalog stron Katalog stron

Powered by Drupal i Drupal Theme created with Artisteer.