Logowanie
Nowe wątki
- 50 Cent Posts New Song Online
- Imagicon
- Summer is coming... [Fort 2012]
- Znalezione w sieci
- Biblioteczka
- Polecany horror
- Pisarze na żywo
- Grube i chude książki
- Ulubiony film
- Plany na długi weekend
- Krakon 2012
- Allgemeine Festung
- Tropiciel
- Jak szybko czytacie?
- Prośba o Pomoc! Kossakowska i Matura.
- Wieczór z Maskonem
- Steam&Sword - Zamek Grodziec - 28.04.2012-03.05.2012
- Inspiracje Sapkowskiego
- Filmy 3D czy 2D?
- Dobre polskie komedie
Who's Online

- Oż kurwa! - odbiło się od wyłożonych miękkim tworzywem ścian wielkiej sali.
Loki poderwał się gwałtownie z posłania, co zaowocowało jeszcze bardziej siarczystym przekleństwem. Ciężkie łańcuchy wokół kostek i nadgarstków przygwoździły go z powrotem do podłoża. Szarpnął się. Żelazne więzy, jak na złość, nie puściły. Szarpnął raz jeszcze - mocniej. Znów bez skutku. Zrezygnowany opadł na legowisko, mnąc w ustach długi stek wyzwisk. Przymknął oczy.
Gdy ponownie je otworzył, zobaczył nad sobą twarz wykrzywioną w najszerszym uśmiechu, jaki Kłamca kiedykolwiek miał okazję oglądać. Nawet jego, stosunkowo niezbyt wrażliwe serce, podskoczyło mu wprost do gardła. Stała nad nim kobieta w długim, białym kitlu i gapiła się uporczywie z wyrazem twarzy godnym prawdziwego psychopaty.
- Dlaczego ja, do jasnej cholery - wycedził przez zęby, gdy już odzyskał głos - jestem przykuty łańcuchami do tego...miejsca? I co, do kurwy nędzy, robię w tym... no właśnie... w czym?
Uśmiech nieznajomej, o ile tylko było to możliwe, poszerzył się jeszcze bardziej, ukazując jednocześnie szereg białych, prostych zębów.
- Witam w Międzywymiarowym Szpitalu Psychiatrycznym.
- Że gdzie?
- Nasz szpital znajduje się na granicy Świata Między Wymiarami i bliżej nieokreślonej międzywymiarowej przestrzeni, przez tubylców zwanej Wielką Pustką. Nazywam się doktor Firewarrior i jestem tu lekarzem.
- Psychiatrą?
- Między innymi.
Odpowiedź na ostatnie pytanie bynajmniej nie podziałała kojąco na zszargane nerwy Kłamcy, zwłaszcza w połączeniu z nieszczególnie zachęcającą fizjonomią pani doktor.
- A ja nazywam się Loki i jestem...
- Wariatem - dokończyła spokojnie kobieta w kitlu. - Jak każdy w tym miejscu.
- Nie, nie jestem wariatem, zaszła tutaj jakaś...
- Tak, tak - pokiwała powoli głową. - Każdy z nich tak mówi - szeroko rozłożonymi ramionami zatoczyła łuk wokół siebie. - To typowe.
- To jakiś żart? Zapewniam panią, uśmiałem się po pachy, a teraz proszę mnie rozkuć.
Pokręciła głową.
- Przykro mi. Niestety nie mogę. Wszyscy pacjenci, których zachowanie wskazuje na podwyższony poziom agresji, budząc tym samym podejrzenie, iż mogą być oni niebezpieczni dla otoczenia, należy przykuć łańcuchami do posłania, by nie mieli możliwości uczynienia krzywdy innym, bądź sobie. - Wzruszyła ramionami. - Takie procedury.
- A można wiedzieć, kto takie procedury ustanowił?
- Komisja do Spraw... - zawahała się chwilę. - Wszystkiego - dokończyła, a po krótkiej, znaczącej pauzie dodała - w tym też zdrowia psychicznego.
- A gdzie ten cholerny... - mruknął pod nosem Kłamca. Nie wytrzymał. Ryknął na cały głos. - Gabryś! Chcę natychmiast rozmawiać z Gabrielem...
- Niestety, to też nie jest możliwe. Leki, jakie ci podaliśmy, wpłynęły na twój umysł w pożądany sposób. Chwilowo nie możesz mieć kontaktu ze swoim wyimaginowanym skrzydlatym przyjacielem.
Loki wziął głęboki oddech. Już miał powiedzieć coś jeszcze, kiedy z posłania tuż obok dobiegł go stłumiony jęk. Oboje, wraz z lekarką, zwrócili oczy w tamtą stronę. Łańcuchy zatrzymały właśnie kolejnego delikwenta, próbującego zerwać się z leża na równe nogi. Ów okazał się dość potężnej postury jegomościem o białych jak śnieg włosach i wyjątkowo zakazanym obliczu.
- Ten też jest niebezpieczny dla otoczenia? - Zapytał Loki.
Pani doktor pokiwała głową.
- Śmiem twierdzić, że jeszcze bardziej, niż ty. Psychopatyczny zabójca potworów, nimfoman i... zresztą spójrz na niego.
Tak... wystarczyło spojrzeć.
- Yennefer - wyrwało się nagle z ust mężczyzny, który stał się tak wdzięcznym tematem rozmowy między Pierwszym Cynglem Skrzydlatych, a psychiatrą.
- Jestem tutaj - oznajmił miękki, damski głos z odległego kąta sali. Gdy mówiąca poruszyła się na swoim posłaniu, pomieszczenie wypełniła subtelna woń bzu i agrestu.
- A tamta? Też jest niebezpieczna?
Doktor Firewarrior skinęła głową, otworzyła usta, nie zdążyła jednak nic powiedzieć, bo ta, o której właśnie rozmawiali syknęła lodowatym tonem w ich stronę.
- Żądam widzenia z tą waszą komisją. Chcę złożyć skargę. Natychmiast!
Lekarka posuwistym krokiem ruszyła w stronę pacjentki.
- Masz szczęście, moja droga. Komisja będzie tu za chwilę. Dziś wypada akurat termin inspekcji.
- Stracisz tę swoją marną posadkę - warknęła tamta. - Stracisz o wiele więcej. Obiecuję ci to.
Gwiazda z obsydianu zalśniła złowrogo na jej szyji, jakby na potwierdzenie tych słów. Medyczka wyciągnęła zza pazuchy sporej wielkości strzykawkę, wewnątrz której szklił się przezroczysty, klarowny płyn. Szybkim ruchem wbiła igłę w ramię złorzeczącej.
- Już dobrze, kochaniutka - szepnęła miękko, uśmiechając się przy tym paskudnie. - Doktor Firewarrior już ci daje coś na uspokojenie.
- Yennefer! - rozległ się krzyk mężczyzny obok Lokiego. - Coś ty jej...
- Spokojnie, prześpi się chwilę, da odpocząć nadszarpniętym nerwom, od razu poczuje się lepiej.
- Ty chędożona...
- Tylko bez takich obscenicznych wyrazów, proszę. To porządny szpital. Zresztą... tu są dzieci - lekarka wskazała na jeden z kątów pomieszczenia. Siedziała tam skulona dziewczynka w białych kolanówkach i granatowej sukience z białym fartuszkiem, obszytym koronką. Podciągnęła kolana pod brodę i załkała cicho.
- Muszę go znaleźć. Muszę złapać białego królika, żeby zapytać go o drogę, zanim ten kot znów zniknie i zostanie z niego tylko uśmiech.
Lekarka westchnęła głęboko.
- Biedne dziecko - mruknęła sama do siebie, zerkając na małą blondyneczkę wzrokiem, bynajmniej nie zdającym się wyrażać współczucia.
- A Jaskier? - odezwał się znów właściciel nie nadzwyczajnie przystojnej twarzy.
- Hm? - pani doktor uniosła brwi w wyrazie zdumienia.
- Gdzie on jest? Jaskier. Bard. Mój przy...
- Ach, ten - lekarka znów klasnęła w dłonie entuzjastycznie. - Tak, przypominam sobie. Był z wami jeszcze jeden...ale... ale on był normalny.
- Normalny? Jaskier?
- Pojęcia nie mam, jak miał na imię, ale był całkowicie zdrowy.
- A to dopiero... - mruknął białowłosy. - Tutejsze diagnozy zaczynają mnie fascynować...
Lekarka tym czasem rozejrzała się uważnie po sali.
- Ej, ty tam - zawołała ruszając w kierunku przeciwnej strony olbrzymiego pomieszczenia. - Już coś ci mówiłam na temat nielegalnej produkcji alkoholu w moim szpitalu, prawda?
Starszy mężczyzna o fizjonomii równie zachęcającej, jak odór, który wokół siebie roztaczał, podniósł się z kucków. Przesunął się, ukazując w pełnej okazałości, misternej roboty, polowy zestaw do destylacji. Gumofilce na jego stopach klapnęły złowrogo, gdy postąpił krok naprzód.
- Paszła w czortu a prijti tu jeszczo raz kak ja tiebia uże proklataja! Nu pagadi! - krzyknął donośnie.
Lekarka znów sięgnęła po strzykawkę.
- Chłopaki! Przytrzymajcie pacjenta! - Zawołała.
Jak na komendę z cienia wyłoniło się ośmiu osobników - dwóch standardowej postury, jeden bardzo wysoki i szczupły, jeden niski, tęgi i krępy, czterech zaś wyraźnie karłowatych, poruszających się dość niezgrabnie na dużych, płaskatych stopach. Wszyscy na raz przyskoczyli do dziadygi i z łatwością obezwładnili. Zaraz za nimi pojawił się siwobrody starzec w długim, szarym płaszczu, dzierżący w dłoniach wysoką laskę z okrągłą gałką.
- Semen? Nie wygłupiaj się. Za coś ty się przebrał? - wyjąkał bimbrownik zanim lek ze strzykawki znalazł się w jego krwiobiegu.
- Różnie mnie zwą, gdyż mam wiele imion - odpowiedział siwy - ale jeszcze nikt nigdy nie nazwał mnie Semenem. Dla ciebie wolałbym jednak pozostać po prostu Gandalfem, jeśli nie sprawi ci to większego kłopotu, przyjacielu.
- Połóżcie go z powrotem na jego legowisko - zakomenderowała pani doktor, a ośmiu mężczyzn uczyniło dokładnie to, co im przykazała.
- A ci? Kto to? - ciekawość zwyciężyła w Lokim nad ostentacyjną obrazą. - Twoi pielęgniarze?
- Nie zupełnie - stwierdziła Firewarrior. - Drużyna Pierścienia. W zasadzie są tu pacjentami, ale to niegroźni wariaci. Odpracowują jako wolontariusze przepustkę dla tego tutaj - wskazała jednego z karłowatych - jubilera. Potrzebował pilnie jechać w podróż na jakieś wulkaniczne pustkowie. Twierdził, że w tamtejszych wulkanach najłatwiej przetopić złotą obrączkę na płynny metal, czy coś takiego.
- Ech... - mruknął inny z niewysokich. - Znów wszystko pokręciła...
W tym samym momencie w drzwiach zgrzytnęły kolejne zamki. Wszystkie siedem, jeden po drugim. Rozległo się długie, kaleczące uszy skrzypnięcie i do sali wdefilowało majestatycznym krokiem kilka postaci. W sali zaległa cisza. Lekarka podbiegła raźno, by powitać przybyłych. Pokłoniła się nisko przed otwierającą orszak parą - wysokim, czarnowłosym mężczyzną i uczepioną jego ramienia kobietą o płomiennej grzywie okalającej twarz, której każdy rys zdawał się drwić z patrzącego na jego właścicielkę. Dama wyciągnęła w jej stronę prawą dłoń, na której widniał ogromny pierścień. Pani doktor z wyraźną ochotą ucałowała kosztowny drobiazg.
- Moi drodzy. Teraz będziecie mieli okazję złożyć wasze doniesienia, zażalenia i skargi. Przed wami Wielka Komisja do Spraw Wszystkiego, w skład której wchodzą przedstawiciele władzy, funkcjonariuszy służb publicznych oraz ochotnicy Pogotowia Obywatelskiego Świata Między Wymiarami na pograniczu którego właśnie się znajdujemy - skłoniła się dworsko i wskazała pełną dłonią na przybyłą parę, naśladując ruchy anonsującego majordomusa. - Oto Miłościwie Nam Panujący Król Gotan I wraz z przyszłą małżonką, Jaśnie Oświeconą Królową Tessalią.
Za parą monarchów, stała postać okryta czarnym, haftowanym srebrną nicią płaszczem, przyciskająca do siebie dwa opasłe, oprawione w grubą skórę tomy. Z pleców owej osoby wyrastała para czarnych skrzydeł, przy jej boku zaś stał młodzieniec w odzieniu uplamionym inkaustem, w rękach trzymający kałamarz i gęsie pióro.
- Za nimi - przedstawiała dalej lekarka, widocznie dobrze się bawiąc - Lady Saulael Sanaraes Arunhlasen, Nadworny Kronikarz Świata Między Wymiarami, Oficjalny Rezydent Kraju Gehaimes zwanego w niektórych światach Piekłem, Głębią, a przez nieżyczliwych Otchłanią, której wszystkich tytułów nie sposób wymienić, wraz z uczniem Jej Wszechmądrości, młodym Jenai.
Wyżej wymieniona Lady Saulael szturchnęła stojącego przy niej chłopca.
- To było ważne. Zapisuj. Zapisuj skrupulatnie - poleciła.
- Naturalnie, Mistrzyni - odpowiedział chłopak kłaniając się w pas.
Doktor Firewarrior zaś przedstawiała już kolejnych członków komisji.
- Mag bitewny Illeaden - rzekła wskazując na wysoką, białowłosą postać w długim płaszczu, w rękach dzierżącą laskę, taką jakich zwykli używać magowie w każdym zakątku, każdego świata. - Zwierzchnik służb porządkowych Świata Między Wymiarami.
- Służb porządkowych? - odezwał się któryś z pacjentów z niedowierzaniem.
Mag obrócił się jakby od niechcenia, ukazując swój szlachetny profil. Dopiero teraz zebrani mogli zauważyć ogromny, bogato zdobiony miecz dwuręczny wiszący spokojnie w swej pochwie, u pasa Illeadena.
- Cóż... - mruknął pod nosem właściciel godziwych rozmiarów oręża. - Ja tu tylko sprzątam.
Ton głosu mówiącego, dobitnie wskazywał na powagę i znaczenie słowa "tylko".
- Zwyczaj nakazuje - ciągnęła lekarka - by tuż za przedstawicielami władz, w skład komisji wchodziło i uczestniczyło w inspekcjach ważniejszych placówek, każdego roku pięcioro spośród szlachetnie urodzonych obywateli. Kogo my tu widzimy tym razem? - Stanęła na palcach, by zajrzeć przez ramię wysokiego maga - sprzątacza. - Vivaldi, wybitny technolog i znawca ruchomych obrazów, a także, jak i dwie kolejne, czcigodne obywatelki, adept Uniwersytetu Literatów.
Przedstawiony mężczyzna omiótł salę szpitalną obojętnym wzrokiem. Z jego ust wydobył się dźwięk, będący najpewniej, znanym tylko jemu słowem, pochodzącym z jakiejś tajemnej, starożytnej mowy.
- Pfff.
- Za nim - kontynuowała Firewarrior - księżniczka Hagath, pogromczyni smoków i... - zawiesiła znacząco głos, prawdopodobnie po to, by nadać kolejnemu słowu odpowiednio mocną wymowę - książąt.
Dumna kobieca postać uśmiechała się promiennie, ciężko powiedzieć czy z wrodzonej wesołości, czy też w efekcie samouwielbienia rosnącego wraz z mile połechtanym ego.
- Następnie Szlachetna Sadistic Angel.
Kolejna niewiasta z wyraźnym zainteresowaniem wodziła rozbieganym wzrokiem po zgromadzonych w sali pacjentach. Z każdym spojrzeniem jej uśmiech poszerzał się, a z ust wydobywały się pełne zadowolenia pomruki czy też okrzyki spontanicznej fascynacji.
Lekarka przez chwilę przyglądała się dwu ostatnim przybyszom, jakby próbując przypomnieć sobie ich imiona lub tytuły. Po chwili odetchnęła głęboko. Czyżby z ulgą?
- Pan Magnus Marcus, coroczny laureat plebiscytu na najpiękniejszą twarz Świata Między Wymiarami, a także Pan Mroczny, nieznany z imienia ani pochodzenia przybysz, który zdobywszy swym uporem ziemie w Świecie Między Wymiarami, osiedlił się tu i okrył sławą jako jeden z możnych.
Dwaj mężczyźni zdawali się być dokładnym uosobieniem słów psychiatry.
- Skoro wszyscy zostali już przedstawieni, zapraszam teraz do bliższego przyjrzenia się naszym pacjentom. Po tej stronie znajdują się ci, których mieliście, Szlachetni Państwo, okazję poznać już podczas inspekcji w poprzednich latach. W stanie ich zdrowia nie odnotowano dotąd większych postępów, w tym oto zwoju załączam opinie do wglądu Szacownej Komisji.
To rzekłszy podała samemu władcy sporych rozmiarów znój pergaminu.
- Tak więc, znacie już młodą Alicję.
- Biedne dziecko -wyrwało się z ust któregoś z inspektorów.
- Znacie także pana Jakuba oraz naszą drużynę wolontariuszy. Zeszłym razem poznaliście także doktora Fausta.
Wszystkie oczy zwróciły się ku mężczyźnie z zapamiętaniem bijącemu się po twarzy, to atakując policzek prawy, to zaś lewy.
- Tylko nie mów chwilo... no nie mów chwilo tr... masz tego nie mówić. Nie mów, nie mów, nie mów tego przeklętego zdania, nie tu... - mamrotał do siebie.
Członkowie komisji pokiwali głowami. Poważne wyrazy ich twarzy nie rokowały nadziei na szybki powrót do zdrowia tego osobnika.
- Jak również - kontynuowała psychiatra - Edgara.
- Nadal twierdzisz, że jesteś krukiem zwiastującym śmierć, Edgarze? - spytała z troską w głosie królowa.
Wysoki mężczyzna w koszuli z żabotem nie odpowiedział.
- Sądzisz, że z takim podejściem szybko stąd wyjdziesz? - Tym razem odezwała się czarnoskrzydła kronikarz.
- Nigdy już - zakrakał Edgar i potrząsnął ramionami imitując machnięcie ptasich skrzydeł.
Lady Saulael westchnęła ciężko.
- Zaprotokołuj - poleciła swojemu uczniowi. - Pacjent nie przejawia postępów w leczeniu.Rzadka odmiana lykantropi w wydaniu ptasim nie ustępuje mimo rocznej terapii.
Młodzieniec rozłożył zwój i z zapałem poskrobał piórem po pergaminie.
- Jak sobie życzysz, Mistrzyni Słowa.
- Przejdźmy teraz dalej. - Doktor Firewarrior wyraźnie wczuła się w rolę przewodnika. - Chciałabym, byście, Szlachetni Państwo, rzucili okiem na naszych nowych pensjonariuszy.
Komisja w pełnym składzie ruszyła za nią na drugą stronę pomieszczenia.
- Tutaj mamy pacjentów, których po wnikliwych oględzinach uznałam za niebezpiecznych dla otoczenia. Tych dwoje przywieziono razem wczorajszej nocy.
- Co jest tej kobiecie? - zainteresowała się królowa Tessalia.
- Dałam jej lek nasenny. To magiczka. Odgrażała się i wykrzykiwała obelgi. Tak jest lepiej i dla jej zdrowia i kondycji pozostałych. Mężczyzna natomiast uspokoił się, jednak postanowiłam nie zdejmować jeszcze łańcuchów. Mam wrażenie, że napad furii mógłby powrócić.
- Mądra decyzja, pani doktor. Dbasz o swoich pacjentów jak o własne dzieci - rzekł z czułością król.
- Jakże mogłabym inaczej, mój panie. Któż ich rozumie lepiej niż ja?
- Mam wrażenie, że my wszyscy - mruknęła Lady Saulael pod nosem.
- A ten? - znawca ruchomych obrazów przyglądał się od jakiegoś czasu Lokiemu z wielką uwagą.
- Przywieziono go dziś rano. Stawiał opór i był agresywny. Twierdził, że jest starożytnym nordyckim bogiem i ma ważne zlecenie od archanioła Gabriela. Sanitariusze dali mu od razu nasenne, inaczej nie byliby w stanie przywlec go do szpitala.
- Pfff - skwitował krótko imć Vivaldi.
- Kolejny jest u nas już dłużej - odezwała się lekarka wskazując na mężczyznę zajmującego kolejne legowisko.
- Nadal jest agresywny? - zainteresowała się królowa.
- Nie tyle agresywny, ile mógłby mieć zły wpływ na innych pacjentów, a nawet eksperymentować z ich przypadłościami. Twierdzi, że nazywa się Domenic Jordan i jest medykiem.
- Bo nim jestem - oświadczył ponuro przykuty łańcuchami jegomość.
- Cóż, nie mamy podstaw, żeby ci nie wierzyć, ale musisz wiedzieć, że każdy medyk czasem staje się pacjentem - królowa pochyliła się nad nim i tłumaczyła stoickim tonem.
- Lepiej, żeby ta wasza konował nigdy nie musiała zostać moim.
Przysłuchujący się członkowie komisji zdumieli się na te słowa. Jedynie doktor Firewarrior zdawała się nic sobie z nich nie robić. Prychnęła tylko lekceważąco.
- Jago bardziej niż żywi, interesują martwi pacjenci. Taki to z niego lekarz. Zwyczajny nekromanta z wiedzą medyczną. Ot co!
Z tymi słowy rzuciła dyskretne spojrzenie magowi Illeadenowi. Ten zaś wzruszył ramionami obojętnie.
- Ja tu tylko sprzątam - mruknął.
Po chwili opanowała się i poprowadziła czcigodnych gości dalej.
- Przejdźmy teraz do tych raczej niegroźnych. A oto nasz kolejny pacjent. Reinmar z Bielawy, cierpi na zaawansowaną manię prześladowczą.
- Czy to prawda, młody człowieku? - Królowa zwróciła się do młodzika siedzącego pod ścianą.
- Skąd, pani, łgarstwo parszywe. Wszystko mogę dokładnie opowiedzieć. Zaczęło się od żony pewnego... - zaczął pacjent.
- Już go lubię - mruknęła księżniczka Hagath do stojącej nieopodal Szlachetnej Sadistic Angel.
- Wystarczy, że powiesz nam, kto cię prześladuje - weszła mu w słowo doktor Firewarrior.
- Wszyscy - odparł.
- Jak to wszyscy? - zdziwiła się królowa Tessalia.
- Ano wszyscy, pani. Inkwizycja, husyci, raubiterzy, rodzina owej niewiasty, rodzina innej niewiasty, którą miłuję, ciemne moce, nie jedna koronowana głowa, szlachta, mieszczanie... wszyscy.
Królowa pokiwała głową.
- Zaprotokołuj - Lady Saulael szturchnęła przysypiającego ucznia. - Ciężki przypadek manii prześladowczej. Pacjent wszędzie widzi wrogów.
Chłopak otrząsnął się gwałtownie i czym prędzej zaczął skrobać piórem po pergaminie.
- Jak sobie życzysz, Mistrzyni Słowa.
- Kolejny przedstawia się jako Michael i... zresztą spójrzcie sami.
W kąt sali wciśnięta była potężnej budowy skrzydlata, męska postać. Możnowładca Mroczny pobladł na ten widok. Pacjent trzymał na kolanach maleńkie zwierzątko o wielkich, czarnych oczkach. Z namaszczeniem głaskał pokryte rdzawymi plamami futerko.
- Nie martw się, smoczątko, wkrótce stąd wyjdziemy i znajdziemy z pewnością coś ostrego - usłyszeli zebrani. Ku ich zdumieniu słowa nie pochodziły jednak z ust mężczyzny, lecz jego myszoskoczka.
- A ten? - Szlachetna Sadistic Angel zwróciła szczególną uwagę na człowieka łypiącego ku nim z przeciwległego kąta. - Nie jest groźny? Na moje oko nie wygląda nadto przyjaźnie.
Doktor Firewarrior gestem nakazała szlachciance mówić ciszej.
- Owszem, jest chyba najbardziej niebezpieczny z nich wszystkich - wymamrotała lekarka półgłosem.
- Więc dlaczego nie ma łańcuchów?
- To typ destruktora, do tego wyznawca boga niszczyciela i mściciela, fanatyk religijny. Takich nie wolno więzić, wtedy jest jeszcze gorzej. Najlepiej jest po prostu go ignorować.
- I taka terapia jest skuteczna?
- W jego przypadku owszem. Póki nie ma kogo nawracać na jedyną słuszną wiarę, zachowuje się spokojnie.
W tej samej chwili mężczyzna, którego dotyczyła rozmowa, zrobił kilka kroków w kierunku przybyszów. W rękach trzymał połamane, drewniane klepki.
- Nadejdzie jeszcze dzień, w którym twarz boska zwróci się przeciw wam, a miecz mego Anioła Stróża dosięgnie waszych gardeł. Dzień, w którym spadnie na was młot na czarownice, a uniżony sługa boży zatriumfuje, jak jego pan na Górze Trzech Krzyży - wykrzykiwał gorliwie. - Oczyszczający płomień stosu doprowadzi was do domu ojca, jakem Mordimer Madderdin, licencjonowany inkwizytor jego ekscelencji biskupa Hez - Hezronu!
- Proszę nie zwracać uwagi - szepnęła doktor Firewarrior. - Nie zobaczy reakcji, to sam da spokój. Chodźmy do następnego. Ten dla odmiany twierdzi, że jest trupem.
Kolejny pacjent był białoskrzydłym brunetem o dumnej postawie. O dziwo, na jego widok spokojna dotąd i jakby znudzona Lady Saulael drgnęła niespokojnie.
- Należy do twojego rodzaju, pani? - spytała szeptem lekarka.
- Można tak powiedzieć - odszepnęła kronikarz. - Jest istotą tożsamą z moim gatunkiem, tyle, że w innym świecie.
Pacjent powoli podniósł głowę i spojrzał na Nadwornego Kronikarza oczyma głębokimi jak dwie bezdenne studnie. Ta bez trudu wytrzymała ów wzrok, ciężki do zniesienia dla kogokolwiek innego.
- Pochodzisz z Głębi, Pani? - spytał bacznie się jej przyglądając.
- Każdy świat ma swoje piekło i swoje niebo, swój Eden i swoje Gehaimes, swoje Królestwo i swoją Głębię - odpowiedziała Lady Saulael, a on skinął głową, dając znak, że rozumie.
Wszystkie oczy zwróciły się ku czarnoskrzydłej Mistrzyni Słowa.
- Jest zdrowy - orzekła krótko.
- Nie może być zdrowy, skoro uważa, że nie żyje - zaoponowała doktor Firewarrior. - Jest wariatem.
- Jak mogę być wariatem skoro jestem trupem? - wtrącił się przedmiot dyskusji.
- Jak możesz być trupem skoro żyjesz? - nie dawała się przekonać lekarka.
- Jaki z tego wniosek? - Szlachetna Sadistic Angel ucięła tę, nie zmierzającą do niczego dobrego, wymianę zdań - Jest wariatem.
Psychiatra ciągnęła ich już jednak w innym kierunku. Komisja w pełnym składzie podeszła teraz do pary przyklejonych do siebie wargami nastolatków.
- W zasadzie tylko on jest naszym pacjentem, ale dziewczyna nie chciała się od niego odczepić, wpiła mu się w wargi i nijak nie idzie jej oderwać.
- W takim razie to najlepsze miejsce również dla niej - oznajmiła królowa.
- Ale Edziu jest normalny, on tylko czasem sparkli - pisnęła dziewczyna, odpadając w jednej chwili od ust ukochanego i pospiesznie łapiąc oddech.
Lady Saulael pokręciła głową z dezaprobatą.
- Nie mówi się sparkli tylko iskrzy, moje dziecko, nie każdy musi znać slangowe anglojęzyczne zapożyczenia.
Dziewczyna wyraźnie zdębiała. Kiedy pierwszy szok opadł przywarła z powrotem do warg chłopaka, a komisja ruszyła dalej. Kolejny pacjent okazał się nadzwyczaj urodziwym blondynem. W jego powierzchowności było coś, co prosiło się o określenie - ponadnaturalne. Błękitne oczy natomiast, spoglądały na komisję z niekrytym podziwem, uwielbieniem wręcz.
- Jesteście tacy piękni - rozległ się rozmarzony głos. - Niech wam się przyjrzę. Tacy piękni... Słyszę pulsowanie krwi w waszych żyłach. Czuję je całym sobą. Wasze ciepło... Mógłbym pokochać każdego z was z osobna, wziąć w objęcia i ofiarować pocałunek śmierci.
Królowa aż klasnęła w dłonie z zadowoleniem.
- Jest słodki! - Zawołała. - Rozkoszny!
- To ty jesteś piękny - rzekła Sadistic Angel zbliżając się do chorego. - Jak ci na imię?
- Lestat.
Na dźwięk tego słowa drgnął możny Magnus. Od dłuższego czasu już wiercił się niespokojnie, ale teraz ruszył w kierunku nieziemsko przystojnego blondyna.
- Łżesz - wycedził przez zaciśnięte zęby. - To ja jestem prawdziwym Lestatem. Ty jesteś marną imitacją mojego piękna!
Byłoby doszło do niepożądanego incydentu, którą oboje - pacjent i inspektor - z pewnością przypłaciliby drogo, gdyby nie księżniczka Hagath, która to wcisnęła się nagle między dwu mężczyzn.
- Korzystasz chętnie z uroków alkowy? - Zwróciła się do pensjonariusza szpitala. - Czy chcesz się od razu żenić?
Królowa Tessalia zachichotała cicho.
- Nasza droga Hagath, jak zawsze bezpośrednia.
Lady Saulael zbliżyła się do księżniczki i nachyliła lekko.
- Jak już się nim nacieszysz - szepnęła do ucha wysoko urodzonej - nie przeganiaj. Będziesz miała z głowy prezent dla mnie na najbliższą okazję, a w moim haremie, jak wiesz, dla takich jak on nigdy nie brakuje miejsca.
Tuż przy drzwiach wyjściowych, na szacowną komisję czekał jeszcze jeden pacjent. Możny Vivaldi, postąpiwszy kilka kroków w jego kierunku, zamarł w bezruchu.
- Victor? - Wyjąkał.
- Pfff - skwitował tamten.
- Co to ma znaczyć! Przecież to ja cię wymyśliłem!
- Przecież to wariat! - Rozległ się głos ze środka sali.
- A to dopiero! - Zawołał ktoś inny. - Przysłali nam na inspekcję do domu wariatów, nie mniejszego wariata!
- Czemu on nie jest tutaj, tak samo jak i my?
Kolejne okrzyki oburzenia przetoczyły się po ogromnej sali szpitalnej.
Król Gotan odwrócił się powoli.
- Tak. Macie rację. Ale to jest NASZ wariat.
- Zresztą... - dokończyła Lady Saulael. - Czy ktoś twierdził, że ktokolwiek z naszego szacownego grona jest normalny?
- A ona? - Zapytał ktoś wskazując na doktor Firewarrior.
- Pfff - skwitował Vivaldi.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
-

- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
- 315 odsłon
Powyższy tekst jest radosnym miksem fantastycznym - wymienienie w tym przypadku wszystkich utworów, do których widnieją tu wyraźne aluzje, z tego co wiem, nie jest konieczne.
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Co za kobyła -.-
--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Znaczy się?
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Długie to jest ;p
Kurwać...
Przeczytałem do końca...
--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
I jak wrażenie? Poza tym, że długie?
A tak swoją drogą, to właśnie mi przypominasz te osoby, o których pisała niedawno Tesska. Te,które na dźwięk słowa "książka" pytają ile ma stron :P
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Lori, może dlatego, że ja wręcz nienawidzę czytać na komputerze. Jeśli są to krótkie teksty - jeszcze przełknę, ale przy dłuższych mnie cos trafia.
A wydrukować sobie nie mogę, bo nie mam jak ;p
--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
To akurat rozumiem, też nie przepadam za czytaniem na komputerze :) Ale nadal nie uzyskałam odpowiedzi na moje pytanie: Jak wrażenia?
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Paranoidalne :>
Zastanawiam się, czy się martwić, że mi victora do wariatkowa posłałaś, czy cieszyć, że takie towarzystwo ma :>
A tekst fajny, fajny ;] Co prawda chyba tess miała tekst z podobnym troche konceptem, ale tu jest to z wiekszym rozmachem ;]
A tak pozatym to pfff...
--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Wogóle to jak będziesz wydawać tomik swoich opowiadań, to ja będę pierwszym klientem, mam nadzieję, ze będę mógł liczyć na autograf i dedykacje równie kąśliwą jak to opowiadanie?:)Świetne i Mistrzowski. ale z sentymentu chyba bliżej mi do star treka:P
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Autograf i dedykację masz jak w banku :) Owszem, kąśliwą, a jakże. Tak kąśliwą, że jak już będę światowej sławy autorką bestsellerów międzynarodowych, to będziesz się tej dedykacji wstydził swoim dzieciom pokazać :P
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
dziękuję, będę niezmiernie wdzięczny, no myślę już dość Ci mleka do ucha nalałem, znaczy komplementów:) jeszcze mnie tu o jakieś podlizywanie się osądzą:P
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Nie wydałam, bo żaden wydawca nie jest skłonny zgodzić się na moje twarde warunki :P
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Biedni ci wydawcy... xD
--
bezczelna i ruda
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Nooo, nie wiedzą co tracą :P
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Ale wiedzą, co zachowują: zdrowie psychiczne :>
--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Wierzysz w zdrowego psychicznie wydawcę? xD
--
bezczelna i ruda
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Cudne, aż się wzruszyłam... :D
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Cóż... nie codziennie zostaje się jednym z głównych bohaterów opowiadania :P
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać

