Logowanie
Nowe wątki
- 50 Cent Posts New Song Online
- Imagicon
- Summer is coming... [Fort 2012]
- Znalezione w sieci
- Biblioteczka
- Polecany horror
- Pisarze na żywo
- Grube i chude książki
- Ulubiony film
- Plany na długi weekend
- Krakon 2012
- Allgemeine Festung
- Tropiciel
- Jak szybko czytacie?
- Prośba o Pomoc! Kossakowska i Matura.
- Wieczór z Maskonem
- Steam&Sword - Zamek Grodziec - 28.04.2012-03.05.2012
- Inspiracje Sapkowskiego
- Filmy 3D czy 2D?
- Dobre polskie komedie
Who's Online

Kopnięty w boki potężny asyryjski rumak zerwał się na tylne nogi i runął w stronę przerażonego chłopca. W czasie nie dłuższym niż mgnienie oka włócznia, trzymana przez królewskiego gwardzistę, zmiażdżyła i przebiła pierś pastuszka. Jeszcze tylko ostatnie promienie słońca zaiskrzyły w załzawionych oczach dziecka, wyrwało się krótkie charczenie i dusza wraz z myślą „ujrzałem Bogów”, umknęły w przestrzeń, a martwe ciało upadło na proch pustyni.
***
Świtało już i słońce wędrowało coraz wyżej na nieboskłonie. Poranna mgła opadła i powietrze przesycone było jej zapachem i wonią dymu, unoszącego się z dogasającego ogniska. Przestrzeń wokół posłania Ezrama wypełniało beczenie budzących się owiec. Chłopiec niechętnie wygrzebał się spod okrywających go skór. To już ósmy dzień, jak samotnie pilnował stada swojego ojca. Nudziło mu się strasznie, nie było co robić, z kim zamienić słowa. Całymi dniami albo siedział schroniony przed palącym słońcem w cieniu skały i krzesał groty do strzał od łuku, który zabrał ze sobą, albo przechadzał się po dolinie porośniętej skąpą trawą. Poza zielenią nielicznej roślinności, krajobraz przepełniony był szarością okolicznych skał i niezbyt odległych gór.
Ezram właśnie chronił się przed wczesnopopołudniowym upałem, gdy jego wzrok przykuło niezwykłe zjawisko. Nie dalej niż kilkaset kroków przed nim, jakaś postać przypominająca człowieka, pędziła z niesamowitą prędkością w poprzek doliny. Chłopiec wstał, by lepiej przyjrzeć się zjawisku. Ujrzał mężczyznę, odzianego w przepaskę, który mknął niczym gazela. Z powodu odległości i szybkości nie mógł rozróżnić rysów twarzy. Zresztą nic by mu to nie dało. Nie mógł wiedzieć, że oto przed jego oczami przemyka prorok Eliasz, zmierzający ku świętej górze Horeb.
Po chwili tajemnicza postać zniknęła w cieniu zbyt odległego dla chłopięcych oczu wzgórza, za którym rozciągały się już góry. Ezram, kierowany ciekawością, złamał podstawową zasadę pasterzy, by nie zostawiać stada samopas i wyruszył w stronę miejsca, gdzie dziwne zjawisko zniknęło mu z oczu. Wędrówka zajęła mu trzy godziny, zanim dotarł do stóp góry. Ponad sobą ujrzał jaskinię, w której prawdopodobnie schroniła się tajemnicza postać. I znów ciekawość wzięła górę nad rozsądkiem, Ezram zaczął się wspinać, gdy stało się to...
***
„Wtedy rzekł: «Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!» A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały [szła] przed Panem; ale Pana nie było w wichurze. A po wichurze — trzęsienie ziemi: Pana nie było w trzęsieniu ziemi.”
***
Nagły podmuch wiatru, nadchodzący nie ze wschodu czy zachodu, ale ze szczytu góry zmiótł Ezrama ze skały. Strasznie potłuczony chłopiec zdążył jeszcze tylko okryć się w rozpaczliwym geście rękami, gdy grad odłamków zasypał okolicę niszy, w której teraz się znajdował. Wraz z tym ziemia zatrzęsła się w posadach tak, że gigantyczne skały zaczęły odpadać od góry, ale Ezram tego nie widział, leżał i modlił się o ratunek. Pośród ogłuszającego hałasu, jaki uczynił upadający gruz, chłopiec usłyszał jeszcze wypełniający przestrzeń głos, który mówił coś w niezrozumiałym języku. Ezram podniósł wzrok dopiero po chwili, ale zaraz musiał przesłonić oczy ręką...
***
"Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pana nie było w ogniu. A po tym ogniu — szmer łagodnego powiewu."
***
Chłopca oślepił blask, jakby słońce zajrzało prosto w jego przerażone oblicze. A potem opadła na niego fala gorąca. Sparaliżowany strachem pastuszek skrył się w najbardziej osłoniętym miejscu niszy skalnej, nie mogąc wydobyć z siebie głosu i wykonać żadnego ruchu. Ezram leżał cicho łkając, a jego łzy spływały po policzkach, owiewanych przez delikatne podmuchy wiatru, również spływające z góry. Minął niemal kwadrans przedłużających się w nieskończoność chwil, zanim chłopiec znów odważył się podnieść wzrok. A to co zobaczył, przeszło jego najśmielsze wyobrażenia...
***
"Kiedy tylko Eliasz go [szmer powiewu] usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty."
***
Ponad Ezramem unosiło się coś, co nazwałby latającym rydwanem, ale pozbawionym kół i o wiele większym od rydwanów, które widywał na targach w Jerozolimie. Ten pojazd, będący jednocześnie źródłem owego delikatnego powiewu, miał dobre kilkaset stóp szerokości. Był okrągły i nie można by było wyróżnić w nim przodu i tyłu, gdyby nie kładka łącząca „Rydwan” z występem skalnym przed jaskinią, w której schroniła się dziwna postać, spotkana przez Ezrama.
Pojazd miał tez dwa sześciokątne otwory, znajdujące się w jego tylnej dolnej części, wokół których powietrze zachowywało się tak, jak na pustyni w pełnym słońcu, tworząc miraże. Sam zaś „Rydwan” w oczach chłopca wykonany był z lśniącego niczym górski kryształ, czarnego metalu.
***
"A wtedy rozległ się głos mówiący do niego: «Co ty tu robisz, Eliaszu?»" (1 Krl 19, 11-13)
***
Przed pojazdem znajdował się ów dziwny człowiek, którego niezwykłe zachowanie zaprowadziło tu pastuszka, oraz trzy inne osoby z którymi rozmawiał. Słowo „osoby” jest tutaj pewnym niedomówieniem, gdyż Ezram zrozumiał, że oto stoją przed nim Aniołowie lub Bogowie, a unoszącym się „Rydwanem” musieli przybyć z Niebios. Chłopcu, mimo dzielącej go od „Nich” wysokości, udało się „Im” przyjrzeć. Postacie w ogóle nie przypominały młodzieńców obleczonych w lśniąco białe szaty, których na swojej drodze spotykali jego przodkowie i o których tyle słyszał. A więc nie byli to Aniołowie. Ich głowy były czarne i błyszczące, a kształtem bardziej przypominały owadzie niż ludzkie. Miały wielkie oczy i wysunięte szczęki, brakowało tylko czułków, które posiadały widziane przez Ezrama pszczoły. „Ich” szaty, były wykonane z jakiegoś mocno przylegającego do ciała, połyskującego ciemnoszarego materiału, którego chłopiec nigdy wcześniej nie widział. Nasunęła mu się tylko jedna myśl: „Oto stoją przede mną Bogowie, ale przecież Bóg nasz jest tylko jeden, zatem muszą to być Bóstwa wyznawane przez inne ludy. Co więc robią tutaj?”
Ezram obserwował z ukrycia niezwykłe zjawisko, starając się pozostać niezauważonym. Usłyszał nagle odgłosy galopujących koni, niosący się między skałami. Gdy tylko chłopiec zauważył, że to oddział izraelskiego wojska, strach go opuścił i wyszedł z ukrycia. Został zauważony przez jeźdźców. Jeden z nich, wyglądający na dowódcę, rzucił komendę do najbliższego z żołnierzy, a ten kopnął w boki swojego wierzchowca i runął w kierunku chłopca...
-

- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
- 311 odsłon
Moje opowiadanie jest moją własną wizją tego o czym mówi fragment przytoczonej tu I Księgi Królewskiej, wchodzącej w skład Starego Testamentu. Ezram to postać fikcyjna, jak zresztą cała sytuacja zawarta w opowiadaniu. Nie chciałem stworzyć też apokryfu:P Jeżeli jest ktoś ciekawy skąd wzięło się wojsko i dlaczego dziwny mężczyzna tak szybko się poruszał, to zapraszam do lektury całego rozdziału 19 I KK :) Mam nadzieję, że moja alternatywna wersja wam się spodoba.
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
"Co więc jednak robią tutaj?”" - to "więc" czy "jednak"?
Generalnie mam alergię na ufoki z owadzimi główkami, ale... w tym tekście, co dziwne, nie zraziły mnie. Wręcz przeciwnie. Jest to ciekawie przedstawiona, oczyma chłopca - postronnego świadka wydarzeń - alternatywna wersja znanej, mitologicznej opowieści. Podobne koncepcje słyszałam już, dyskutowałam nawet z ich autorami na temat tych idei. Z tego co wiem, to powszechnie znane "dowody" na istnienie owych ufoków, przedstawiane przez ufofanatyków. Spodobało mi się jednak ich przeniesienie na papier w takiej formie. Tym razem ustrzegłeś się też tego, co raziło mnie w twoim poprzednim tekście w Kuźni - stawiania przecinków na chybił-trafił.
Mówiąc krótko: jestem na tak!
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Opinia Twoja Lorciu jest dla mnie bardzo ważna i dziękuję za nią i za przychylność, rzeczywiście te zdanie z "więc" i "jednak" jest trochę przekombinowane, chyba nie za bardzo wiedziałem jak to ująć, chyba powinienem zostać przy "Co więc tutaj robią?" :D
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Ja też powiem krótko bo w moim zwyczaju nie leżą długie komentarze/opinie:
Świetna robota. :)
"Przez wzgląd okoliczności poza moją kontrolą stałem się panem mego losu i kapitanem mej duszy..."
"Przez wzgląd okoliczności poza moją kontrolą stałem się panem mego losu i kapitanem mej duszy..."
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
:)
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać

