Mitologiczna geneza elfa
Każdy, kto choć odrobinę styczności
miał kiedykolwiek z fantastyką, z pewnością kojarzy słowo „elf”.
Są tacy, którzy czczą je niemal jak bóstwa, podczas,
gdy innych przyprawia o odruch wymiotny. Niezależnie, jakie emocje
w kim elfy wzbudzają, faktem jest, że są to istoty w klasycznym
fantasy występujące najczęściej, można by nawet powiedzieć –
nagminnie. Wizje poszczególnych autorów różnią
się od siebie, mimo to, odnoszę nieodparte wrażenie, że każdy
elf w fantasy to powielenie tzw. „tolkienowskiego stereotypu”, w
którym zmienione są mniej lub bardziej rozmaite szczegóły.
U różnych pisarzy i w różnych światach ( także
systemy rpg czy gry) inne cechy elfów są mocniej nakreślone,
dzięki czemu zyskują one odrobinę na oryginalności. Nie da się
ukryć, że wszystkie kreacje elfów po Tokienie, od niego
właśnie się wywodzą.
A z czego czerpał Tolkien? Wyłącznie
z własnej wyobraźni? Nie ujmując fantazji klasyka, z czystym
sumieniem odpowiedzieć mogę: nie. Tak jak mnóstwo autorów
późniejszych czerpało inspirację od niego, tak on czerpał
z innych źródeł. Nie słyszałam jeszcze o dopracowanej,
kompletnej i ciekawej koncepcji, która wzięła się z
niczego, została całkowicie wyssana z palca. Ludzka fantazja,
choćby największa, też ma swoje granice,prawda?
Jak często w przypadku inspiracji
pisarzy fantastyki bywa, elfy ( dla uproszenia nie będę używała
formy „elfowie”, podobno poprawniejszej) wzięły się z
mitologii. W rozmaitych wierzeniach, głównie europejskich,
istaniały przecież istoty o cechach typowego „elfa
tolkienowskiego”. Wysokie, piękne, majestatyczne, pełne magii,
dostojne i dumne stworzenia, plasujące się gdzieś między ludzmi a
bogami. Nie należy mylić ich jednak z istotami aniołopodobnymi ( w
naszej kulturze takie porównania są niestety nieuchronne),
gdyż postacie elfów zawsze widziano jednak, jako bardziej
„ludzkie”,mniej jednolite pod względem charakterologicznym i nie
będące na niczyich usługach.
Najwięcej informacji mamy obecnie o
pierwowzorach elfów – germańskich i celtyckich. To właśnie
z tych dwu zbiorów wierzeń czerpał Tolkien.
Bardzo bliskimi przodkami elfa, którego
znamy z twórczości fantasy, są Alfowie z wierzeń dawnych
Germanów.
Według Eddy Poetyckiej ( Eddy Starszej
) – zbioru sag islandzkich, były to nieznanego pochodzenia
potężne, dostojne istoty, zamieszkujące sferę pomiędzy światem
ludzi (Midgard), a światem bogów (Asgard). Były to
stworzenia wolne i niezależne, nie podlegające w żaden sposób
bogom. Prucz Alfów „świetlistych”, czyli tych
„tolkienowskich muz” istniała również odmiana „mroczna”,
mieszkająca pod ziemią, zwana Svartalf. Prawdopodobnie od nich
wywodzi się cała rzesza drowów, mrocznych elfów,
nocnych elfów itp., nie mówiąc już o istotach z
trylogii Guy'a Gavriel'a Kay'a „Fionavarski Gobelin”, którym
autor nadał nawet nazwę „svart”. Idea Svartalfa została jednak
w wielu konwencjach fantasy zmieniona w prawdziwie zdemonizowaną,
złą wersję „normalnego” elfa. W rzeczywistości pierwowzór
mitologiczny przypominał raczej to, co powrzechnie nazywa się
„krasnoludem” - specjalizowały się bowiem w górnictwie i
metalurgii, a sylwetki miały pokraczne. Można też doszukiwać się
podobieństwa między nimi i wampirami, jako że będące
eksperymentem bogów Svartalfy ( nieudane kopie Alfów
stworzone z krwi olbrzyma Ymira) miały bladą cerę, a światło
słoneczne zmieniało je w kamień. Moim zdaniem byłoby to jednak
dość daleko idące, niekoniecznie trafne skojarzenie.
Potężnych Alfów zdegradowało
jednak, jak większość istot mitycznych, chrześcijaństwo. W toku
chrystianizacji Germanów zdemonizowano te niemal boskie istoty
i zmieniono w złośliwe i złe. Zaczęto przypisywać im porywanie
nieovhrzczonych dzieci, a samo słowo „alf” ewoluowało w „alp”
co oznacza w dzisiejszym języku niemieckim „zmora”.
Innymi „pierwotnymi elfami” są
Tuatha de Danaan czyli Lud Bogini Danu, z wierzeń celtyckich. Te
dobrze znane z irlandzkich legend istoty zamieszkiwać miały Zieloną
Wyspę jeszcze przed pojawieniem się tam ludzi ( i tu znów
„motyw tolkienowski”), a przybyły tam wedle niektórych
podań z Grecji. Lud ten władać miał potężną magią. W jednej z
wersji mitu przypłynęli oni do Irlandii okrętami, które po
zakończeniu podróży spalili ( Tolkien po raz kolejny).
Bardziej realistyczne teorie utożsamiają Tuatha de Danaan z
germańskimi Cymbrami, dawnymi mieszkańcami dzisiejszej Danii.
Mitologia Celtów irlandzkich mówi również o
rzekomym pochodzeniu z tego plemienia niektórych ichnich bogów
np. Dagdy czy Luga. Mimo, iż lud ten cechowały atrybuty bardziej
boskie niż ludzkie, to właśnie przodkowie dzisiejszych
Irlandczyków toczyć mieli z nim zwycięskie boje, ostatecznie
wypierając do świata niewidzialnego. Do owego niedostrzegalnego
ludzkim okiem wymiaru prowadziły bramy umieszczone w kurhanach czyli
sidhe, nie należy go jednak mylić z czymś w rodzaju krainy
umarłych, przypominał on bowiem bardziej krainę czarów i
cudów ( taką celtycką Nibylandię). Po wypchnięciu tam
Tuatha de Danaan przemianowano na Aes Sidhe – Lud Wzgórz.
Również w tym przypadku nie
obyło się bez późniejszego, demonizującego wpływu
chrześcijaństwa. Kolejne prawie boskie istoty stały się w wyniku
chrystianizacji demonami, a nawet złośliwymi, wrednymi, małymi
chochlikami, z którymi wielu nie związanych z fantastyką
kojarzy obecnie ze słowem „elf”. Od nich podobno mają także
pochodzić skrzydlate wróżki - faerie i zielone skrzaty z
koniczynkami- leprechauny, znane z legend już chrześcijańskiej
Irlandii.
Najciekawsze jednak są postacie
banshee, znane dziś jako zwiastujące śmierć upiory rodzaju
żeńskiego. Pierwotnie miały one być zdemonizowanymi władczyniami
Aes Sidhe czyli Bean Sidhe ( Kobiety ze Wzgórz). To właśnie
z nich zaczerpnął Tolkien przy tworzeniu postaci Galadrieli –
jednocześnie pięknej, dobrej i potężnej, jak i przerażającej
królowej Lothlorien.
Pozostaje jeszcze związek elfów
z przyrodą, który u Tolkiena jak najbardziej zdrowy i
zrozumiały, u wielu jego „następców” szybko przybrał
przekoloryzowaną, przesadną i karykaturalną formę. Korzeni tego
aspektu elfiej natury również należy szukać w wierzeniach
dawnych ludów, otaczających niewątpliwie naturę i przyrodę
swoistym kultem. To właśnie w „świątyniach” natury, takich
jak puszcza, góry czy gaje umiejscawiano domostwa wszelkich
istot „pozaludzkich”.
















































