Strona główna

O Sołnce i Swarożycu

Sołnka była jedną z dwóch córek Dziennicy Soły. Pochodziła ona od władcy Zerywanów Kołbia, którego kiedyś Soła uwiodła w czasie polowania. Druga z córek Soły, Sawa, urodziła się znacznie później, a poczęta została a bogiem Wodnikiem. Sawa złączyła się z Warchą, zwanym też Warszem, kniaziem nadwiślańskich Mazów i została mazońską królową.
Sołnka od początku nie chciała żadnego młodzieńca pochodzącego z ludzi, lecz kierowała swe piękne oczy ku niebu i tęsknie wzdychała do Swarożyca, który codziennie nosił po nieboskłonie swą piękną złotą tarczę. Ze wszystkich swoich sił pragnęła zostać żoną owego boga. Ojciec martwił się strasznie, ale cóż mu było czynić. Żaden młodzieniec, który zwrócił swe oczy na Sołnkę nie mógł się równać z cudownym Swarożycem. Dziewczyna z każdym dniem więdła i usychała z niespełnionej miłości. Kiedy więc stało się jasne, że nic nie zmieni jej pragnienia, ojciec złożył ofiary Krasatinie i Dziewannie, i poprosił obie boginie by zabrały Sołnkę na Dwór Słońca. Dziewanna była temu przeciwna, bo dziwnym się jej wydało by zwykła dziewczyna mogła chcieć zamieszkać z Panem Słońca, ale Krasatina, która dobrze rozumiała wszelkie istoty potrzebujące rozkoszy i tęskniące do piękna miała inne zdanie.
Zabrała Krasatina, Sołnkę ze sobą, skoro ją tak wytrwale i pięknie proszono. Wpierw rozmówiła się ze Swarożycem, który zgodził się przyjąć ziemską dziewkę do dworu, a nawet osobistej służby. Przykazała jednak młodej księżniczce, aby czyniąc posługi Panu Ognia Niebiańskiego, nigdy nie ośmieliła się spojrzeć prosto w jego oblicze, tego bowiem czynić nikomu nie wolno. Kto spojrzy w oczy Pana Słońca, ten nie tylko oślepnie, ale będzie musiał natychmiast odejść ze dworu. Był to jedyny warunek jaki musiała spełnić dziewczyna, resztą obiecała się zająć bogini.
Sołnka została przyjęta na dwór Swarożyca i usługiwała mu przez jakiś czas. Jej serce przepełniało szczęście, a lubość i uczucie do boga rosło z każdym kolejnym dniem. Ścieliła mu posłanie, opłukiwała go jeziornymi wodami Płeni, gdy wracał znużony i zakurzony po całym dniu. Wycierała go złotym ręcznikiem po obmyciu, a nawet parę razy zastąpiła Swarę w noszeniu złotej czaszy – czerpaka i pojeniu boga w czasie jego codziennej wędrówki po Niebie. Cały czas Sołnka czuła jego wielki blask i ciepło, które przenikało ja do samego środka. Z biegiem czasu wydawało jej się, że czuje wzrastającą wdzięczność boga i otwierające się ku niej jego ramiona. Czasami, kiedy zmęczona zasypiała pod progiem izby Swarożycowej, zdawało się jej we śnie, że Pan Słońca przychodzi do niej, kładzie się obok, obejmuje ją i pieści. Wkrótce okazało się, że Swarożyc przybywa do niej każdej nocy, jego pieszczoty stają się coraz gorętsze. Raz nawet, kiedy rozkosz swym natężeniem wyrwała ją ze snu, zdawało się jej, że w domykających się powoli drzwiach boskiej izby widać jeszcze rąbek złotoognistego płaszcza Swarożyca. Tak mogłoby pewnie pozostać i trwać na wieki, ale Sołnka z czasem coraz bardziej pragnęła spojrzeć w oczy swego ukochanego, przytulić się do niego za dnia, pogładzić jego złocistą twarz i ucałować ogniste usta. Przestało się jej też podobać, ze musi spać pod progiem izby zamiast w jej środku. Chciała spać w jednym łożu z bogiem, który wszak nocą i tak do niej przychodził.
Któregoś razu postanowiła, iż będzie tylko udawać, że śpi i sprawdzi czy się nie myli, czy Swarożyc naprawdę do niej przybywa i taki jest dla niej czuły. Jeśli tak naprawdę jest, to zdecydowała się z nim rozmówić i prosić, by wziął ją jak przystało za żonę i nie kazał dłużej spać pod progiem i nie zabraniał patrzyć w swoje oblicze. Jak postanowiła, tak zrobiła. Zamknęła oczy i oddychała powoli, ale wcale nie spała tej nocy. Noc ciągnęła się niemiłosiernie długo i kiedy już myślała nad ranem, że nic się nie wydarzy, że wszystko to tylko jej sny i pragnienia, nagle drzwi izby uchyliły się i stanął w nich Swarożyc. A potem bezszelestnie zbliżył się do jej posłania, odsunął derkę i długo przyglądał się pięknemu ciału dziewczyny. Potem położył się lekko obok i objął ją i namiętnie pocałował. Obejmował ją coraz mocniej, całował coraz namiętniej, pieścił coraz gwałtowniej aż poczęła głośno wzdychać. Zatraciła się Sołnka w czułościach Swarożyca, tak mocno zapragnęła zobaczyć swego pana, że otwarła oczy i spojrzała na twarz boga Słońca. Ich oczy zetknęły się, a jego były tak jasne, jak dwie iskrzące gwiazdy i przeniknęły ją na wskroś. Swarożyc zerwał się z posłania i bez słowa poszedł do swej izby. Sołnka przestraszyła się w pierwszej chwili, że oto oślepnie jak rzekła jej Krasatina, ale nic złego się z jej oczami nie stało. Natychmiast zerwała się z posłania, pukała do drzwi Swarożycowych, błagała, by ją wpuścił, zaklinała go i przekonywała, jak bardzo go kocha. Nie usłyszała jednak ani słowa odpowiedzi. Rankiem przybyła Krasatina i kazała jej się natychmiast wynieść. Boginki Skierki – Swarożycowe pomocnice – zakuły stopy Sołnki w żelazne trzewiki, a do ręki dały jej żelazny kostur. Nie wiedziała po co to czynią i właściwie ją o nie obchodziło. Nadal nie mogła zrozumieć dlaczego jej miłość do Swarożyca została odrzucona przez boga Słońca. Została odwieziona z powrotem na ziemię, ale kiedy przyszła na dwór swego ojca okazało się, że on dawno już nie żyje. Nie chciano jej wpuścić na pokoje i poszczuto psami. Jako żebraczka szła Sołnka po ziemi, szła i szła nie ustawała. Każdego dnia szła naprzód, tak jak słońce każdego ranka wschodzi i idzie, póki nie dojdzie nocy, a następnego ranka znowu wstaje by iść. Kttóregos dnia, kiedy usiadła nad kałużą wody, spostrzegła, że trzewiki żelazne przetarły się jej na stopach i rozpadły, a kostur jest już całkiem starty. Wtedy poczuła znowu ciepło boga Słońca, którego ani na chwilę nie przestała kochać. Przejrzała się w zwierciadle kałuży i zobaczyła z przerażeniem, że jest już pomarszczoną staruchą be zębów, z rzadkimi siwymi włosami, suchą jak szczapa. Rozpłakała się Sołnka, bo pojęła, ze przeszła całe życie i nawet tego nie zauważyła. Swarożyc, który ją widział każdego dnia, i teraz także, idąc przez Niebo, ze swoją Złotą Tarczą, przyglądał się swej ziemskiej oblubienicy. W jednej chwili wybaczył jej świętokradztwo. Wyciągnął do niej swe ogniste ręce, uniósł ją, przytulił i złożył na jej twarzy najgorętszy pocałunek. Wielka miłość rozpłynęła się po jej sercu. Potem Pan Słońca postawił ja z powrotem na ziemi i wtedy pojęła, że oto stała się wspaniałym, młodym i wiecznym kwiatem, bo bóg zamienił ja swym pocałunkiem w słonecznik.
Powiadają, że wszystkie ziemskie słoneczniki są potomkami Sołnki zamienionej w ten kwiat przez Swarożyca. Dlatego zawsze obracają swoje głowy za słońcem, gdy ono w wędruje po niebiosach, bo darzą go takim samym uczuciem jako ich matka.

Odpowiedzi

portret użytkownika Lorelay

No i na zamarłego zawsze

No i na zamarłego zawsze można liczyć. Ale dzisiaj ja chyba zamilknę.

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika baskaaas

ciekawe, ciekawe ;)

ciekawe, ciekawe ;)

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi