Imajica (Clive Barker) - recenzja

    Według najsłynniejszego dramatopisarza Drugiego Dominium, Pluthero Quexos, w każdym dziele, bez względu na to, jak ambitnym i głębokim, jest miejsce tylko dla trzech głównych postaci. Przez utwór mogą przewijać się setki pobocznych charakterów, ale będą one zaledwie cieniami, sługami trojga pierwszoplanowych, obdarzonych wolną wolą protagonistów. Co więcej, wedle nauk Quexosa nawet to kluczowe trio nie ma prawa ostać się nietknięte i w miarę postępu fabuły bohaterowie znikną jeden za drugim, aż scena całkiem opustoszeje.

    Od zaprezentowania powyższej teorii autor Clive Barker rozpoczyna „Imajicę”, aby później szybko przedstawić nam owe trzy postacie, wokół których toczy się cała historia. Już na pierwszych stronach poznajemy Charliego Estabrooka, rozpaczającego po odejściu jego pięknej żony, Judith. Wiele lat temu odebrał ją innemu mężczyźnie i teraz, kiedy ta zostawiła go dla kolejnego kochanka, nie potrafi sobie wyobrazić, aby ktoś poza nim dotykał jego kobiety. Jeżeli on nie może jej mieć, nikt nie będzie. Z takim postanowieniem Estabrook wynajmuje mordercę, Pie'o'Paha, zlecając mu zabicie Judith. Szybko jednak nachodzą go wątpliwości i zwraca się do dawnego rywala, Johna Furie Zachariasa, zwanego Gentle, mając nadzieję, że ten będzie w stanie ocalić kobietę, którą obaj kochają.

    Nazwałabym „Imajicę” zwykłą powieścią o miłości i zemście, gdyby nie fakt, że Pie'o'Pah jest kimś więcej niż tylko mordercą na zlecenie, zaś przeszłość Gentle'a i Judith skrywa więcej niż tylko burzliwy romans. Barker powoli i z wielką uwagą wykreował świat, gdzie Ziemia to zaledwie część większej całości, uniwersum zwanego Imajicą, podzielonego na Pięć Dominiów, zaś osoby władające wystarczającą mocą (lub posiadające odpowiednią wiedzę), mogą podróżować pomiędzy wymiarami, nie ograniczając się do Dominium, w którym się urodzili. I pomimo faktu, że prawie wszyscy mieszkańcy Ziemi są całkowicie nieświadomi struktury otaczającego ich wszechświata, zamieszkujące go istoty są nierozłącznie splecione z przyszłością Piątego Dominium. Żeby zacytować wydawcę: „Przemierzając Imajicę, Gentle, Judith i Pie'o'Pah odkrywają szlak zbrodni i osobistych zdrad, prowadzących do objawienia, które na zawsze zmieni rzeczywistość”.

    Nie jest to bynajmniej pusta obietnica. Clive Barker dokładnie wie, do czego zmierza i każda scena prowadzi do ostatecznego celu. Często zdarza się, że długie opowieści (ta ma ponad dziewięćset stron) są niepotrzebnie rozciągnięte, a narracja zaśmiecona zbędnymi opisami czy wątkami pobocznymi. Nawet najdrobniejsze błędy mogą doprowadzić czytelnika do znudzenia i odłożenia książki na bok. Właśnie tego bałam się najbardziej, zaczynając „Imajicę” – że z jakiegoś powodu nigdy jej nie skończę, bo coś okaże się wielkim rozczarowaniem i po prostu się poddam. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Owszem, momentami odczuwałam pewien dyskomfort, kiedy opisywane wydarzenia były brutalne i bardziej szczegółowe niż jestem do tego przyzwyczajona, ale wszystko doskonale wpasowało się w całość i ostatecznie seks i przemoc stworzyły naturalną część narracji.

    Ta naturalność należy do jednych z plusów powieści. To coś, z czym wielu autorów ma bardzo duże problemy, a mnie doprowadza do białej gorączki. Kiedy pisarze po przedstawieniu głównych postaci i zarysowaniu podstawowego konfliktu nie potrafią płynnie wprowadzić bohaterów do fabuły. Często początkowe interakcje i dialogi są po prostu sztuczne i nie pozwalają czytelnikowi na zatracenie się w świecie przedstawionym. Barkerowi prowadzenie narracji przyszło bez trudu. Nie znałam motywacji postaci od samego początku, ale ich wybory miały sens, a po poznaniu kontekstu nie potrafiłam sobie wyobrazić, by mogły postąpić inaczej.

    Warto też wspomnieć o oprawie graficznej książki. Tomasz Maroński, który stworzył ilustrację na okładce, i Piotr Chyliński, odpowiedzialny za projekt graficzny serii, zasługują na duże brawa. Obwoluta bowiem doskonale odzwierciedla „Imajicę”. Na pierwszy rzut oka jest interesująca i mroczna, ale gdy przyjrzeć jej się bliżej, widać ukrytą głębię. Co wydawało się skórą podbródka, zmienia się w czaszkę. Puste, lśniące klejnoty w oczodołach nabierają ostrości i przeobrażają się w przekrwione oczy, śledzące czytelnika. Jak w powieści, którą grafika ma reklamować, nic nie jest tu takie, jakim się wydaje na pierwszy rzut oka.

    Pisząc „Imajicę”, Clive Barker nie stworzył lekkiej lektury (i bynajmniej nie jest to nawiązanie do grubości książki, która oryginalnie została wydana w dwóch tomach). Autor bez oporów porusza tu całą gamę zagadnień: od płynnej seksualności, poprzez duchowe zmagania, po religijne i filozoficzne przemyślenia. Wszystko mistrzowsko połączone ze złożoną fabułą i fantastyczną wizją. Skomplikowana koncepcyjnie, bogata w szczegóły i prawdziwie nowatorska, „Imajica” znalazła się w gronie moich ulubionych powieści. Gorąco polecam, zwłaszcza tym, którzy uwielbiają poznawać szczegółowo nowe światy.
    Agnieszka „Cala” Siemieńska
    Korekta: Monika „Katriona” Doerre

    Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu MAG

    Autor: Clive Barker
    Tytuł oryginału: Imajica
    Przełożył: Wojciech Szypuła
    Seria: Uczta Wyobraźni
    Liczba stron: 928
    ISBN: 978-83-7480-429-5

    Polski

    Komentarze

    Obrazek użytkownika YoAnna
    YoAnna on pt., 08/22/2014 - 17:23

    Tomiszcze spogląda na mnie z półki, ale przyznam, iż objętość ciut odstrasza. No i mało poręczna się wydaje, ale jak ktoś chciałby poćwiczyć bicepsy, powinna się nadać :P Ale może jednak się szkuszę po tak zachęcającej recenzji :)