Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
50%
Dobra.
29%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 42

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Sol
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 3 gości.

Strona główna

Thraxas Mag (Martin Scott)

"Rywal Terry'ego Prathetta" brzmi dumna notka na okładce książki "Thraxas Mag" Martina Scotta- pierwszego tomu cyklu "Thraxas". Postanowiłam sprawdzić ile w niej prawdy.
Z kiczowatej, dziecinnej okładki uśmiecha się do mnie głupkowato otyły jegomość w czerwonym przyodziewku, na drugim planie zaś straszą dwie uzbrojone po zęby kobiety - jedna prawie całkowicie zamaskowana, druga niemal kompletnie naga - nad nimi w powietrzu radośnie wisi sobie zielony smok. "Czy tak wydana książka rzeczywiście może być genialnie komiczna?" - myślę sobie. Jest tylko jeden sposób, by się o tym przekonać. Siadam więc w fotelu z kubkiem gorącej herbaty, skonana po jednym z tych wybitnie ciężkich dni, które czasem człowieka spotykają i zaczynam czytać.
Główny bohater - Thraxas - tłusty niedoszły mag po czterdziestce, życiowy nieudacznik z silnymi skłonnościami do nadużywania alkoholu i hazardu, a przy okazji najtańszy prywatny detektyw w zdegenerowanym mieście-państwie o nazwie Turai od razu wzbudza moją sympatię. Wkrótce równie mocno zaczynam lubić drugoplanową postać Makri - kobietę będącą dziwaczną mieszaniną krwi ludzkiej, elfiej i orczej, wyrzutka społecznego ale i znakomitą wojowniczkę z naukowymi ambicjami, pracującą jako barmanka.
Kreacja bohaterów jest właśnie podstawową zaletą książki - niemal wszystkie postaci są tu barwne, charakterystyczne, na swój sposób sympatyczne i naturalne mimo swej lekkiej groteskowości. Autorowi udało się osiągnąć bardzo trudny w wykonaniu efekt - jego bohaterowie są jednocześnie przekoloryzowani i nieco karykaturalni, jednak bardzo "ludzcy", zwyczajni, normalni.
Drugim niewątpliwym walorem jest konstrukcja akcji - wartka i bardzo ciekawa w swej prostocie. Sama intryga nie jest bynajmniej wybitna, lecz opisana została w taki sposób, że książkę łyka się jednym tchem. Świat przedstawiony jest najbardziej typowym i klasycznym uniwersum fantasy, jak to tylko możliwe. Cała gratka tkwi w sposobie jego przedstawienia - prostym, zabawnym, odrobinę w krzywym zwierciadle. Wszystko to przyprawione zostało lekkim i bardzo naturalnym humorem.
Największą wadą zaś jest narracja, choć nie jestem pewna, czy nie jest to winą przekładu. Niby sam tytułowy bohater dzięki narracji pierwszoosobowej dzieli się z nami ciekawymi, błyskotliwymi spostrzeżeniami, jednak prowadzenie jej w czasie teraźniejszym w pewnym momencie zaczyna irytować, staje się momentami wymuszone i niezręczne. Najgorsze okazują się jednak wstawki, w których czas narracji traci konsekwencję - pojawiają się mianowicie zdania w czasi przeszłym, które wcale tak skonstruowane być nie muszą. Ja osobiście odnoszę wrażenie, że narracja zmienia się na chwilę wtedy, gdy autorowi czy też tłumaczowi jest tak wygodniej.
Ta krótka ksiażeczka nie jest bynajmniej komiczna i ze sposobem pisania Terry'ego Prathetta zupełnie mi się nie kojarzy. Nie oznacza to jednak, że źle bawiłam się czytając ją. Wprost przeciwnie - mam wrażenie, że po to właśnie została napisana - ku zabawie i rozrywce. Według mnie świetnie swoje założenia spełnia - czyta się lekko, przyjemnie, z uśmiechem rozbawienia na ustach, a po skończonej lekturze czytelnik może poczuć się odprężony i rozluźniony. "Thraxas" to bardzo dobry sposób na chwilę oddechu między jedną a drugą poważną ksiażką, oderwanie się od szarej rzeczywistości dnia codziennego, odpoczynek po męczących dniach spod znaku nawału roboty czy zabicie czasu w okresie uporczywej bezsenności.

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi